16 października 2013

Szelma - kot, który zmienił bieg spraw

No więc od początku. Plan był taki, że w tamtą środę jedziemy razem do Warszawy. Ja do pracy wiadomo jakiej, Robert do remontowania łazienki w warszawskim mieszkaniu, bo ile można żyć z rurami na wierzchu. A do Zawad Borys opiekować się domem i zwierzyńcem. Jedyni dozwoleni goście w pensjonacie to Andrzej z przyjaciółmi, jako że umie palić w piecach, gościom na górkę odmówiłam, bo nawet posprzątane nie było po ostatnich, nie zdążyłam.
Borys jechał pociągiem do Ełku, potem PKSem do Olecka. My we wtorek dwoma samochodami w Olecku. Ja w pracy, Robert na przedwarszawskich zakupach. Jadąc do domu zreflektowaliśmy się, że została godzina do przyjazdu PKSu, co oznacza, że po dojechaniu do Zawad, któreś z nas z powrotem będzie musiało wracać po Borysa. Zostawiliśmy mu więc tico na dworcu z kluczykami w sekretnym miejscu, a do domu udaliśmy się razem kangurem. Ja zawsze jeżdżę przez Duły, chyba że odwożę Agnieszkę z Biedronki:) ale Robert chciał sprawdzić skrzynkę pocztową, więc pojechaliśmy przez Stożne. No i złapali nas gliniarze na przekroczeniu prędkości, tam gdzie zwykle łapią, tylko mnie Robert zagadał i zapomniałam. Przy sprawdzaniu dokumentów wyszło, że termin badania technicznego wozu minął w… lipcu. Hmmm. Jazda tą trasą kosztowała nas więc mandat i zabrany dowód rejestracyjny. Na badanie dano tydzień czasu a dowód miał być odesłany pod „właściwy” adres czyli do Warszawy. Powstał pewien problem, bo kangur miał wrócić z Robertem a nie ze mną, a remont raczej miał przeciągnąć się dłużej niż oferowany tydzień. Ale pan gliniarz poszedł nam na rękę i zaproponował, żebyśmy zrobili badanie jutro rano przed wyjazdem a dokumenty wozu będą czekały do 9.30 na komisariacie, więc jeśli zdążymy, nie będą wysłane do Warszawy (wysłać nigdzie indziej niż na adres w dokumentach nie mogą).

Nastał dzień następny, Borys poinstruowany, Robert rankiem pojechał z kangurem do Olecka, a ja czekałam aż wróci, żeby spakować samochód i jechać.
I tu wkroczył kot zwany później Szelmą i zmienił bieg spraw. Leżał wydawało się martwy na poboczu drogi w Olszewie. Robert mijał go w drodze do Olecka ale że się spieszył, odgonił myśl, żeby się zatrzymać i przełożyć ciało kota z dala od jezdni, by nie robiono z niego dywanika. Uczynił to dopiero wracając. Ze zdumieniem jednak stwierdził, że kot dycha, więc zamiast do Zawad pojechał z powrotem skąd wrócił, tym razem na badanie kota. Kot okazał się kotką, 6-7 miesięczną, o temperaturze kociego trupa (33,5 stopnia podczas gdy właściwa temperatura kota to 38), z przetrąconym kręgosłupem, ale z pewnymi odruchami dającymi nadzieję. Robert był pewny, że wiezie kota uśpić, żeby się nie męczył, a z Olecka wyjechał z kotem, który chyba miał zamiar żyć. Najbliższa doba miała rozstrzygnąć. Żeby już nie obarczać Borysa dodatkowymi obowiązkami, zostawił kota u Basi do mojego powrotu z Warszawy. Ale… wiadomo, sąsiedzi nie pojadą z nim do weterynarza, gdy stan się pogorszy, a kot i bez pogorszenia wymagał codziennych wizyt.
I tak zapakowaliśmy kangura remontowym ekwipunkiem, po czym wsiedliśmy do niego z… Borysem. Robert pojechał po kota do sąsiadki i został w Zawadach. A jeszcze w międzyczasie odwołaliśmy odwołanych gości:) Robert więc został z kotem, pensjonatem pełnym gości, Domkiem z dwoma psami i ich miłymi właścicielami i codziennie jeździł do weterynarza. A ja słuchałam telefonicznych sprawozdań ze stanu kota.
I tak, jak zauważył Robert, dzięki temu, że jeden kierowca przekroczył dozwoloną prędkość w obszarze zabudowanym, uratowano kota, którego potrącił inny kierowca, który zapewne przekroczył dozwoloną prędkość w obszarze zabudowanym.

Ale nie wiemy, co będzie z Szelmą. I niestety za późno na decyzję o uśpieniu. Ma już imię, jest słodką kicią i najwyżej Robert zbuduje jej wózek. A co na kota na wózku reszta stada, tego nie wiem. Póki co kicia, skoro żyje, została zniesiona z góry do łazienki za kratami (które na nowo zostały zainstalowane) i się socjalizuje. Na razie bezstresowo, bo siedzi w ogromnym pudle przy piecu.

Niestety w Olecku nie ma ani rentgena ani USG dla zwierząt, a jeździć taki kawał, choć niczego nie zmieni wiedza co dokładnie z rdzeniem, trochę bez sensu, bo że kręgosłup złamany, to wystarczy pomacać. Jeszcze wczoraj ruszała trochę nogami, dziś niestety nie zauważyłam. Steryd, wit. B12 to wszystko co możemy zrobić. I czekać. Na szczęście nie widać, żeby cierpiała. Co najwyżej się nudzi.

Nasz Peryskop, który miał złamany kręgosłup i przewężony rdzeń, podniósł się na 4 nogi po miesiącu czy dwóch, nie pamiętam. Chodził słabo, ale chodził. Za to nie sikał i nie robił kupy. Trzeba było go wyciskać. Szelma robi, ale oczywiście pod siebie. Już nie wiem, co gorsze. Ale jakby odzyskała władzę w nogach, miejmy nadzieję, będzie mogła się normalnie załatwiać. Kto wie, co będzie. Jestem przeciwna męczeniu zwierząt, ale bądź tu mądry i zdecyduj. Może jednak cała ta historia nie zdarzyła się po nic? Szelma z jakiegoś powodu trafiła na Roberta. Bieg wypadków może nie na darmo zmieniono? Póki co je jak szatan i domaga się pieszczot, choć to kompletny dzikus. Syczała przez kilka dni a jak dotarło do niej jej położenie, rzuciła się na Roberta i wgryzła mu się do kości. Aż kieł zostawiła mu w kciuku (ząb musiał być obruszony po wypadku). Kręgosłup przez miesiąc ma się goić, potem, w zależności od stanu tyłu ciała, czy będzie bezwładnie wleczony, czy będzie jakiś postęp, albo będzie rehabilitowana albo pójdzie na wózek. Miała dołączyć do Łatki i Buraska (wszakże to Burasek bis), ale z tego planu chyba nici. No nic, pożyjemy, zobaczymy. Trzymajcie kciuki.

I tak obrastamy w zwierzynę z cicha pęk jak każdy wrażliwy na krzywdę zwierząt miastowy na wsi (pozdrawiamy nowe nabytki Ewy U., Wałka i Barbula:))
A poza tym przed i powarszawskie zaległości:

Lodzina kreacja bez pleców, w której ma jeszcze występować przez 12 dni:

Jednak jeszcze jedna porcja rydzów

„zmarnowana” (wg Roberta) do dania z makaronem (rydze w sosie pomidorowo-śmietankowym, ale bez wina):

Warszawskie układanki do łazienki (zdjęcia wg których Robert układa kafelki):

Złota zawadzka jesień:

Kopidoły:

a reszta zdjęć w większym formacie w albumie To co zwykle, tylko złotojesiennie:)

A! I jeszcze zobaczcie, co robi Laura i Marc w Poczdamie! www.colchik.com

Komentarze

Monika, North Carolina, 2013/10/17 11:04
Ale kocia historia!
Wy do nieba na pewno pojdziecie!
ania, 2013/10/17 11:23
ale do kociego nieba:)

a w ogóle można by cały kult albo i religię stworzyć na bazie tej historii;)
Gdy jechaliśmy z Borysem do Wawy, powiedziałam, że wszystko przez niego, bo wybrał takie połączenie z Oleckiem. Na co on, że to przez moją koleżankę, która w 1998 roku zaprosiła mnie do Szwałku i pokazała dom w Zawadach. Na co ja, że wszystko przez szkolenie psychoterapeutyczne, na które poszłam i tam ją spotkałam. I w ten sposób powstają legendy. A ja czuję się jak pionek do realizacji czyichś planów:)

To było dawno zapisane w niebie (pewnie tym kocim). Bardzo ważny dla ogólnokociej historii kot Szelma, wiadomo było od prawieków, że go potrąci samochód w Olszewie, więc tak nagięto ludzką historię, by nasłać odpowiednich ludzi (trafiło na nas, bo akurat się nawinęliśmy po drodze, może w jakimś 1994 roku, a może w 1981, a może 1961, a może 1932...).
A może Szelma jest kotem nie umiejącym zmienić swojego przeznaczenia (bycia potrąconą) ale umie wpływać na ludzi? I wiedząc co ją czeka, pokrzyżowała nam plany i nasłała na nas drogówkę?
A może to jakiś szerszy plan na ludzkość:)
Monika, North Carolina, 2013/10/18 07:57
Skoro nazywa sie Szelma - wszystkiego mozna sie po niej spodziewac.
Oby tylko bidulka wydobrzala!
Agnieszka ze skrzyżowania, 2013/10/18 16:15
Aniu! Robercie! Pamiętacie, jak kilka miesięcy temu sama stanęłam przed trudną decyzją (amputacja kociej łapki - rak kości) i radziłam się Was? Zrobiłam dokładnie tak, jak mi poradziliście. Więc intuicja i tym razem Was nie zawiedzie w sprawie przecudnej Szelmy. Widzieliście, jak się moja kotka Pogoń czuje i zachowuje, skacze po drzewach na trzech łapkach i poluje na myszki (niestety)? No to takiego zdrówka, radości życia i fantastycznego radzenia sobie z problemami życzymy Szelmie i Wam - Agnieszka ze skrzyżowania i Pogoń.
ania, 2013/10/18 16:34
Agnieszko, dziękujemy za życzenia, choć niestety myślę, że to trochę inna sytuacja - Szelma nijak na dwóch łapkach po drzewach chodzić nie będzie, ona w ogóle chodzić nie będzie, jeśli najgorszy scenariusz się spełni.
Agnieszka ze skrzyżowania, 2013/10/18 17:20
Ma Was - czyli największe szanse, że może się uda. Bardzo, bardzo trzymamy kciuki i łapki.
ania, 2013/10/19 10:13
No właśnie bardzo małe przez to że mieszkamy gdzie mieszkamy. Właśnie dostałam odpowiedź z kliniki rehabilitacyjnej, że musi mieć zrobioną tomografię i dopiero na tej podstawie proponują rehabilitację, o ile byłoby co.
Aurela, 2013/10/19 08:04
Niesamowita historia;) jesteście wyjątkowi;) trzymamy kciuki za Szelmę i za Was;)
Ewa U., 2013/10/19 12:06
Biedna malutka, co tu więcej gadać? Pozdrawiam mocno Was, wszystkie miziam zwierzaki, Wałek z Barbulem (imię się nie przyjęło, szukamy nowego)dziękują za pozdrowienia. Integracja idzie opornie. Ale idzie.
ania, 2013/10/19 17:41
On mi się jakoś z Balbinem kojarzy..
Egretta, 2013/10/21 09:16
Ale z Was szelmy :D Pozdrawiam i trzymam kciuki za rehabilitację :)
ania, 2013/10/21 11:55
Szelma właściwa coraz bardziej ożywiona, siedząc wyraźnie nogami porusza, więc jesteśmy pełni nadziei!!!
Monika, North Carolina, 2013/10/22 06:40
Prosimy o gorace wiesci Szelmowe!
Jakie zmiany???
ania, 2013/10/22 14:32
Na razie nie są to jakieś kolosalne zmiany, ale wyraźnie ma pewną władzę nad nogami, cofa je i porusza w poziomie, stanąć na nich jeszcze nie może, ale skoro tak się dzieje, znaczy że rdzeń nie jest przerwany i powinna móc chodzić w przyszłości. Zrobię niusa, jak będziemy po zdjęciu rentgenowskim.
Zenkowa, 2013/10/24 09:12
i jak?
Monika, North Carolina, 2013/10/23 04:17
Brawooooo!!!
ania, 2013/10/24 10:40
jeszcze nie wiemy, dopiero dziś na 15.00 Robert jest umówiony w Ełku. Od tamtej pory bez zmian, tylko jeszcze bardziej jest wzdęta mimo specjalnej karmy i leków:(
Monika, North Carolina, 2013/10/24 10:49
No to czekamy na wiesci po powrocie Roberta z Elku.
ania, 2013/10/24 20:15
Szelma nie żyje. Napiszę, jak będę miała siłę o tym pisać, bo jak powiedział Robert "to był jakiś zajebany koszmar".
Monika, North Carolina, 2013/10/25 03:50
Bardzo smutne...
Skomentuj:
MTAYN
 
 
szelma_-_kot_ktory_zmienil_bieg_spraw.txt · ostatnio zmienione: 2015/02/07 20:28 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika