15 września 2014

Szkoda, ale leżało i się doczekało

Prawda jest taka, że z każdym kolejnym niusem coraz mniej chce mi się pisać. Roboty przy tym kupa, czas pochłania jak gąbka, kręgosłup wysiada od siedzenia przy kompie (tylko inne partie niż od bycia cały dzień na nogach), itd., itp. Wystarczyłyby krótkie notki z czterema zdjęciami dla podtrzymania idei (uczynienia zawadzkiej strony żywą), zdjęcia hasłowe dla powstrzymania demencji i mniej bolałby brak odzewu. Z drugiej strony co ja takiego ciekawego piszę? Interesujące dla najbliższych zagranicą;)

zdjęcia naszych gości - Mariusza, tego od najlepszego na świecie piwa i pani Lidii, a więcej w albumie Zdjęcia naszych gości

Z trzeciej, zajrzę czasem na poczytne blogi (i nie mam na myśli blogów celebryckich) i odrzuca mnie od samej ilości komentarzy. Kto to czyta?? Kto ma na to czas? Żeby nie być chamem i odpowiadać, trzeba by być żoną przy bogatym mężu;) Poza tym jakoś podblogowe słodkie wpisy mdlą mnie nieco;) A te konkursy, łańcuszki i nominacje… Cóż, chyba pora się pogodzić, że nie jestem blogerką, tylko niusowiczką, nie mam blogowych czytelników, tylko podglądaczy;) i takich, jak ja, którym się nie chce wpisywać kolejnego komentarza o niczym;) Co innego blogi o bardzo konkretnej tematyce, komentarze wtedy nie są liczne acz konkretne i na temat. Ale mój jest o niczym. Znaczy o moim życiu w Zawadach, w dodatku nie anonimowy, więc pohulać bluźnierczo ani obraźliwie się nie da;) Takich nibyblogów jak mój, w dodatku z racji tego, że na żadnym blogspocie ani innym worldpressie, gdzie trafiają inni blogerzy, bo mają takie strzałki, nikt inny, poza takim co wie lub trafił przez kompletny przypadek (pewnie nie pamiętacie, jak pisałam o gwizdaniu na języku dwa lata temu, a właśnie ktoś się wpisał pod tamtym niusem, że on też umie) czyta niewielu - ci czasem ciekawi co tam u nas słychać, niektórzy sąsiedzi i paru znajomych z fejsbuka (pozdrawiam wszystkich!). Taka prawda. I z nią też pora się pogodzić. Dlatego obiecuję, że to ostatni raz narzekania na niedostatek komentarzy. Nie to nie, łachy bez:)

Belfegor fajnym kolegą jest!

Prawda też taka, że piszę w kółko o tym samym, więc ile można czytać. I dziś właściwie mogłoby być na tyle. Siedzę sobie w wiacie przed pracą w Olecku, szumią drzewa, bo wieje chłodny wiaterek, myszołów krąży po nieskazitelnym niebie. Choć tu gdzie siedzę jest cień, nie widzę kursora, co strasznie wydłuża czas pisania (Nobel temu, kto wymyśli ekrany laptopów, komórek, tabletów… na których coś widać na dworze w słoneczny dzień), a sławną ciszę zawadzką przerywają różne stukoty zza płotu, co mi przypomina…

nasz kwietny bałagan pod bramą nie, nie ten bałagan mi przypomina;) tylko:

Robert ostatnio za garażem, gdzie siada z papierosem by odpocząć, rzekł „Wkurza mnie to, zewsząd hałas, tu piłują, tam stukają, z każdej strony, a podobno Zawady słyną ze spokoju”. Ale tak to jest gdy ludzie się bogacą. Wtedy bierze ich na budowanie, a jeszcze jak gmina sprzeda działki i daje pozwolenia na budowę… Niedługo będzie u nas jak na Cabo Verde, koparkę od rana pod oknami hotelu już mieliśmy. Chciałoby się jak w niektórych regionach Europy, tam, gdzie zabudowa jest spójna, historyczna, unikalna, regionalna…, zabronić budowania nowego, a rozbudowy tylko pod bardzo rygorystycznym nadzorem, żeby się nie różniło od tego co jest, taka sama cegła, dachówka…, by chronić przed hangarami, wieżami, budami i domami na kurzej nodze. Człowiek przeprowadza się na odludną wieś, a zaraz będzie miał pod nosem podmiejskie działkowisko. Magdalenkę już ma, fuj. Ale o tym było milion razy. Mimo to pociągnę ten nudny temat i powtórzę się enty raz. A co mi tam!

a tak mogłoby być pięknie…

Jak zwykle szwankuje myślenie perspektywiczne. O tym, ile więcej wart jest dom, ziemia w miejscu, gdzie zachowano regionalny charakter, że warto ograniczyć budowlane zapędy mieszkańców, a postawić na walory turystyczne, że takie miejsce przyciąga i więcej zamożnych nowych mieszkańców, którzy gotowi są zapłacić dużo za dom w prawdziwym wiejskim stylu a potem żyć tu, i turystów, którzy cenią sobie stylowość i że dzięki nim region i ubożsi mieszkańcy bogacą się nie doraźnie lecz stopniowo. W Zawadach jest kilka domów do sprzedania. No kilka, to może przesadzam, ze trzy. Ale sądzę, że wszędzie indziej w okolicy jest tak samo. Jeden z tych domów ma wadę konstrukcyjną (o czym wiedzą wszyscy i od zawsze) i choć jest w stylu, nikt go od lat za taką cenę kupić nie chce. Ale pozostałe to przeróbki starych domów lub domy nowe. Zwyczajne chałupy jakich tysiące po polskich wsiach, takie, co to właściciele byli z nich dumni, gdy postawili. I dziwić się, że nikt nie kupuje. Bo na takiej wiosze domów nie kupują tacy, jak ci, co je pobudowali, lecz specyficzni miastowi, którzy chcą mieć prawdziwy wiejski dom, w pruskim stylu, by czuć atmosferę mazurskiej wsi. Chcą wyremontować, zachować, odrestaurować, zadbać o detale, unowocześnić w środku, ale na zewnątrz ma być po wsiowemu. Tacy, jak nasi sąsiedzi, to rzadkość. Niektórym z kolei wydaje się, że budują w stylu. Dom i hotel Basi i Piotra bardziej wyglądają na Allgäu niż Prusy Wschodnie, tylko landszaftu z jeleniem na fasadzie brakuje;), za to z prowansalskimi murkami! I bądź tu człowieku mądry. Daj ludziom wolność wyboru i nie szpeć okolicy. Wcale nie chcę skansenu. Podobają mi się dobre, nowoczesne przeróbki, ale do tego trzeba naprawdę dobrego architekta. Czepiając się tradycyjnie najbliższych sąsiadów (co to byłby za nius, gdybym tego nie zrobiła;)), szkoda, że mając na miedziane rynny i okna za 100 tys., poskąpili na lepszego architekta. Szkoda też, że starostwo pozwoliło na psie budy pod dachówką tuż obok nas na zakręcie i że zapewne pozwoli jeszcze na kilka koszmarków, bo parę działek wypisuje się z rolnych. Szkoda, choć obwodowy architekt wydający warunki zabudowy dość ostre ma kryteria i zezwala na domy o nie mniejszej powierzchni niż typowe domy mazurskie i na zabudowę typowo siedliskową, ale on sobie, a potem reszta sobie. Swoją drogą ciekawe, jak się rozjeżdża rzeczywistość od warunków zabudowy do gotowej budowli. I siedź tu spokojnie człowieku i nie pisz nudnych niusów, gdy wokół świat ci zmieniają na brzydszy…

rydze pod naszą sosenką w tym roku też nie zawiodły!

No dobrze, na zakończenie równie nudne acz pocieszające. Też tak macie, że cieszą Was drobiazgi, które leżały, leżały, aż się doczekały? Np. dziurawe skarpetki na szafce nocnej. Przychodzi taki dzień, gdy je zaceruję i od razu parę kilo z serca. Ostatnio kilka takich rzeczy ruszyło do przodu. Np. kafelki spod prysznica na Inżynierską! Zrobiłam je będzie z 4 lata temu, ale po wyjęciu z pieca szkliwo z wielu złuszczyło się, poszły więc do kąta, a ja zrobiłam nowe dekory na innych płytkach, ładniejszych. Ale ostatnio tamte wróciły do łask. Odłupałam do imentu odpadające szkliwo, poszkliwiłam znowu i będą kafelki do pralni na górce.

To bałagan pod pensjonatem z okazji…

…przyklejania kolejnej zaległości - kafli, które zrobiłam wiosną by zakryć łuszczącą się ścianę przy drzwiach pensjonaciku. Farba, co się nią pomaluje, od nowa obłazi, bo mur w tym miejscu ma słabą izolację a jest od północy, zawsze w cieniu. Przewracały się po mojej pracowni, ale wreszcie doczekały.

więcej większych w albumie Historia odpadającej farby

Kafelek na cześć Gucia i odciśnięta w glinie stópka i rączka też walały się, po pokoju dzieci. Z poszkliwonych przez siebie kafelków Gustaw bawił się w swoją Galerię Wiejską. Wszystko nareszcie na ścianie!

tylko widać, że pora na remont!:)

to wystawka u mnie w pracowni

No i KOMAR!!! Przyjechali nasi daaaawni goście, bo ich syn (a taki był chłopaczek, gdy u nas byli) robił w domu osiemnastkę, wiec się nie mieli gdzie podziać. Adam jest specjalistą od takich pojazdów i uruchomił komarka! Teraz Robert na górkę śmiga na motorowerze! To dopiero radość, gdy taki piękny sprzęt przestaje się marnować w garażowym bałaganie.

więcej komara w albumie Szczęśliwie zakończona historia pewnego komara

pan na motorowerze też wróg, którego trzeba obszczekać!

A w dodatku jutro Robert przywiezie z Kowal moje nowe okulary!!! Gdybyście widzieli stare… i te co mam na nosie (wyglądają jak usmarowane masłem, ale to nieścieralna mgła) i te do czytania książek (swego czasu wdeptane przez gości w kamienie w wiacie, bo spadły ze stolika – porysowane i przetrącone). W ramach gminnej akcji w przychodni zrobiliśmy sobie komputerowe badanie wzroku i na jaskrę, i zamówiliśmy nowe komplety okularów. Jakoś do optyka w Olecku nie było po drodze przez ostatnie lata… To się nazywa postęp!

A poza tym:

praca na koniec sezonu w pracowni wre! (czego dowody w albumach: Z pieca wyjęte i W nocy upieczone )

Kociarnia gospodarska

A na koniec romantycznie:

p. Lidia, która gościła w dwójce w Domku na górce zatytułowała to zdjęcie „Romantyczna dwójka 2”:)

Komentarze

Robert, 2014/09/16 00:25
Ma pani racje człowiek przeprowadza się w odludzie a tu nagle sprowadzają się obcy nie rozumiejący że to nie nadmorski kurort gdzie można stawiać dowolne budowle .Po co na wsi kosić trawnik co kilka dni czy budować wille w dziwnym stylu. Cały czar wsi spokoju ciszy i swojskości pryska. Życzę wytrwałości.
ania, 2014/09/16 00:28
Jakie szczęście, że są ludzie myślący podobnie! Dzięki!
kinga m, 2014/09/16 14:51
Od lat przekonuję się ,że architekta i ludzi wykształconych w tym kierunku nikt nie potrzebuje. Każdy wie co chce , jak chce - więc robi co chce. Najbardziej nóż w kieszeni otwiera mi się , kiedy nawet znajomi właściciele XVI wiecznego dworku pokrywają go blachą (bo tanio).Nikt też nie rozumie ,że tworzenie architektury to ciężka praca , wymagająca skupienia , wielu godzin intensywnego myślenia , poprawiania, talentu ( o ciężkich studiach nie wspominając) . ARCHITEKT z dnia na dzień ma dostarczyć projekt , być na każde zawołanie , odpowiadać za każdą kreskę , znać się na wszystkim i ponosić konsekwencje za błędy wykonawców , którzy to oszczędzają i oszukują inwestorów równo. Zdarzają się także nieuczciwi inwestorzy ( najczęściej ,,banksterzy"), którzy wymyślają kary np. za przekroczenie terminów dostarczenia projektów ( najczęściej z ich winy) aby wyłudzać od architektów projekty - bo :,, przecież to tylko cztery kreski i dlaczego to tyle kosztuje?"
Poza tym bzdurne przepisy dające władzę urzędasom ( czyli osobom nie związanym z wykształceniem architektonicznym) decydującym co gdzie postawić , w jakiej kolorystyce , o jakim spadku dachu , certyfikatach energetycznych , aktach notarialnych , itp. itd. Kiedyś dokumentacja architektoniczna zawierała jedynie kilka stron projektu . Obecnie zawiera prawie 100 stron najprzeróżniejszych niepotrzebnych dokumentów , nie mających z architekturą nic wspólnego.X 5 egzemplarzy.:(
ania, 2014/09/16 15:20
Bardzo szanuję pracę architekta, ale wielu z nich projektuje swoje Ego, a nie obiekty wpisujące się w otoczenie. Dlatego potrzebne są przepisy, które powściągają egotyczne zapędy i architektów, i właścicieli. Uważam, że wzajemna kontrola projektantów, inwestorów i "urzędasów" jest niezbędna, ale oczywiście bez absurdów i papierologii.
Beata, 2014/09/16 18:58
Te "gadki" o demencji proszę na strychu schować, głęboko! Od paru lat czytam niusy i jestem zachwycona! Nie ujawniałam się, ale w duszy mi ciągle "gra". Dzięki Pani wytrwałam w budowaniu pracowni garncarskiej, Wasza praca u podstaw zachwyca i nakręca, więc dziękuję! Wytrwałam w postanowieniach, ale bez Was nie doszłoby to do skutku. Dziękuję i proszę o więcej;). Pozdrawiam serdecznie. Ujawniona, stała czytelniczka.
ania, 2014/09/16 20:33
Oj jak miło! Miód na moje serce, że komuś się moja pisanina przydaje! Dzięki i powodzenia!

PS. To może ja jednak pomarudzę jeszcze, że brak odzewu, i ktoś się jeszcze ujawni!:)
Robert, 2014/09/16 21:12
Jestem tylko cichym obserwatorem Pani życia ale często mamy podobne myślenie i nie potrafię nie odezwać się . Ja także planuję przeprowadzić się na mazury i jak tylko uda się to będę ratował co się da ze starego domu. Uwielbiam starą dachówkę, piece kaflowe ,stare drewniane podłogi ,skrzypiące schody i wiele takich rzeczy w tym cały urok. Pozdrawiam .
prawie sąsiad, to tylko 60 km, 2014/09/16 21:35
U mnie jeszcze ciekawiej. Ja wróciłem do siebie po długiej wędrówce i nie poznałem miejsca, kiedyś samotnia - teraz dookoła plac budowy. Żeby było ciekawiej, to plan zagospodarowania przestrzennego swoje a sąsiady tylko się śmieją i odgradzają się płotami. Patrzę w przepisy o zachowaniu krajobrazu naturalnego bo Natura 2000 a sąsiady tylko się śmieją i spychają pagórki by równo wyłożyć podwórka polbrukiem. MOŻE TO I DOBRZE, bo moja stara zabudowa wydaje się być coraz ładniejsza na tle tego nowomiejskiego stylu :)
ania, 2014/09/16 21:47
Oj nie wiem czy dobrze, najpiękniejsza zabudowa wśród brzydactw traci na wartości. Nie od dziś wiadomo, że nieruchomość może zyskać lub stracić przez to, co pobudowano obok. Gdy mieszka się na stałe i chce dopełnić żywota swego w takim miejscu, nie myśli się o wartości, ale po pierwsze nic nie wiadomo, po drugie do niektórych tylko to by przemówiło, gdyby pomyśleli dalej niż czubek swego tyłka.
Wiem, nie da się powstrzymać ludzkiej ekspansji, ale dlatego marzy mi się, by ta ludność tubylcza (i niestety napływowa też), która nie szanuje dziedzictwa i natury, wyemigrowała czym prędzej do wielkich, brzydkich miast, a najlepiej na księżyc, zanim wszystko zniszczy, a na ich miejsce przybyli tylko myślący tak jak wyżej wpisani. Amen;)
Monika, North Carolina, 2014/09/17 04:05
Pociesze Cie, Aniu, ze moze byc gorzej. Wyobraz sobie, ze (ponad 20 lat temu w Connecticut), w mojej pieknej dzielnicy nowych domow, zamieszkalych glownie przez mlode rodziny, po 4 latach naszego zycia tam... wybudowano na TYM SAMYM OSIEDLU(!) luxusowy, piekny, stylowy, elegancki, bogaty - OGROMNY DOM STARCOW. Tzw. Assisted Living Residence Homes. Proporcje nastepujace: 60 domow jednorodzinnych z ogrodkami do 140 segmentow zamieszkalych przez staruszkow. Niby nic... ale juz NIKT nie reflektowal na kupno domu w naszej dzielnicy. Wszystkie domy spadly na wartosci.

Moje odwieczne marzenie o motorynce Vespie jeszcze sie spotegowalo, gdy widze jak Robert smiga na Komarze. Mam nadzieje, ze chociaz na emeryturze kupie sobie Vespe, bo widze, jaka to frajda!
ania, 2014/09/17 10:58
To mi wygląda na amerykański sen o wiecznej młodości, brutalnie przerwany widokiem staruszków za płotem;) Myślę, że koncepcja była słuszna, żeby wymieszać staruszków z młodymi a nie robić getta. Osobiście wolałabym 140 staruszków w odpowiedniej scenerii niż te koszmarki architektoniczne w naszej wsi, które zniszczyły jej charakter - a do niedawna jeszcze ludzie się zachwycali że taka "nienaruszona" wieś...

Co do vespy - w Polsce każdy nowobogacki burak ma vespę:) przejażdżka komarem to jednak inne przeżycie, inny dźwięk, inny zapach... jak to powiedział Adam, który go naprawiał - zapach dwusuwu to poezja:)
ola z Katowic, 2014/09/17 13:32
a na ten przykład u nas w bloku kolejny debilizm ludzki. Nową zabawą starych, młodych i dzieci jest naciskanie guzików w windzie, tak żeby po wyjściu zatrzymywała się na każdym piętrze... to jest dopiero czad! acha, i zawsze wcześniej przed decyzją jest spojrzenie w oko kamery, czy aby na pewno działa monitoring, ktoś to qma?
ania, 2014/09/17 13:50
Ola, jak byłam dzieckiem, też byłam takim debilem. Tylko wtedy nie było wind z podświetlanymi guzikami, więc dzwoniło się ludziom do drzwi i zwiewało:) albo dzwoniło przez telefon po książce telefonicznej i głupoty gadało, itd, itp. Ale jeśli robią to dorośli, to cóż... agresję gdzieś trzeba kanalizować;)
Monika, North Carolina, 2014/09/17 16:50
Ja w ogole nie rozumialam tego nieludzkiego, okrutnego(?), idiotycznego zjawiska niecheci do "sasiedztwa starcow". Jednak to bylo faktem. Domy spadly na wartosci. Mozna dyskutowac o amerykanskiej kulturze (a raczej jej braku), ale fakty mowia za siebie.
Przytoczylam te historie, by dac przyklad jak to roznie bywa z sasiadami... Jak to w zyciu.

Co do vespy: na pewno kupie, jak tylko znajde pare groszy. Na komara w USA nie mam szans.
ania, 2014/09/17 17:05
Może są jednak jakieś amerykańskie odpowiedniki komarów? jakieś mosquito?:)
kinga m, 2014/09/17 20:43
Co do ego architektów - to raczej dawno się to skończyło po wprowadzeniu wolnego rynku. Plagą w Polsce jest kupowanie gotowych projektów , rysowanych nie przez architektów . Najczęściej nie mają one powiązania z otoczeniem i miejscem - ale są tanie!
ania, 2014/09/18 21:36
To prawda niestety:(
Ewa U., 2014/09/19 18:39
A moje wytrwałe 7 czy 8 lat czytania i komentowania to pies?

Komar jest odlotowy, mój Tata miał komara!
ania, 2014/09/19 19:12
Nie chcę narzekać, ale ostatnio się opuściłaś;)
Ewa U., 2014/09/19 19:50
Czytam ZAWSZE! I zapomniałam się zachwycić zdjęciami - światło o tej porze roku jest niepowtarzalne. Oraz poKotem. Czy myszy już rozpoczęły wędrówkę? U nas tak...
Magda, 2014/09/19 20:23
Pani Aniu, jest nas trochę, co uwielbiają czytać, a się nie udzielają prawie nigdy :) Np. ja. Naprawdę wielką stratą by było, gdyby Pani ograniczyła notki... A te widoki i historie nigdy się nie nudzą!
ania, 2014/09/19 20:36
No to czuję się podbudowana! No dzięki, dzięki, na jakiś czas starczy mi tej podbudowy, jak zacznę wątpić, czy jest tam ktoś po drugiej stronie, pewnie znowu zacznę marudzić, to chyba silniejsze ode mnie:)
A propos nieudzielających się: przyjechałam popracować w stolycy i w ramach pobytu odwiedziłam koleżankę, by odebrać 4 wory z darami dla okolicznych wsi, a ona mnie obsztorcowała, że dołujący nius, jaka to jestem niechciana i niekochana;) tym samym dając dowód, że też czyta a nigdy nie dała poznać po sobie:)

W sprawie myszy: tak piękna pogoda, że jeszcze myszkują na zewnątrz, albo jednak obecność nawet leniwych kotów robi swoje, a jeśli jakieś zamieszkały w moim samochodzie, to przejechały się do Warszawy, z powodu czego bardzo im współczuję. W każdym razie sterowanie radiem przy kierownicy jeszcze działa!
prawie sąsiad, to tylko 60 km, 2014/09/21 22:28
Aniu, na tle płotu mojej posesji fotografują się turyści, wchodzą na podwórko przez otwartą bramę by fotografować bociany na stodole, pytają czy mogą obejrzeć stare jabłonie w sadzie i kwiaty w ogródku pod oknami domu. Czasami się zdarza, ze piją wodę z czynnej jeszcze studni.., u mnie grają świerszcze i żaby w stawie - przy równiutkim płocie moich sąsiadów nikt się nie zatrzymuje, bo tam grają kosiarki i w weekendy tandetna muza. Aniu, drobnomieszczaństwo miejsko - wiejskie to moda przejściowa, która też zginie za rosnącymi przy ich posesjach tujami. My im w tym pomóżmy, posadźmy po naszej stronie płotu świerki, klony i lipy :-) Do nas przyjadą sympatyczni ludzie z krwi i kości, a do nich co najwyżej agresywni sterylni - na których mamy uczulenie. Pozdrawiam.
ania, 2014/09/22 00:09
Moda przejściowa, ale nawet tuje szlag trafi, a te paskudztwa przeżyją nas i nasze prawnuki, w przeciwieństwie do rozpadających się oryginalnych domów, bo nikomu się nie chce poprawić dachówek na dachu...
Filozofię popieram i uskuteczniam, klony i lipy same się sadzą a sympatyczni goście przyjeżdżają od lat, ale mnie nie wystarczy moje obejście, chciałabym żyć w pięknej wsi, takiej, jaka była, gdy się tu sprowadziliśmy, więcej - chciałabym żyć w harmonijnym świecie, dlatego nie przestanę krytykować degradowania krajobrazu, nawet jeśli to niewiele daje. Bo siedzieć cicho to przyklaskiwać.

Fragment z książki "Tradycyjne budownictwo wiejskie na Warmii i Mazurach" obok zdjęcia dawnego gospodarstwa, w którym budynek mieszkalny rozbudowano i przekształcono w ohydny pawilon turystyczny:
"Paradoksalnie zatem, to co powinno być atutem, zostało zniszczone."
prawie sąsiad, to tylko 60 km, 2014/09/23 16:56
Pamiętasz słupki, powstało tych ohydnych budynków wiele po wsiach, i w miastach też. W mojej kilka. Młody gospodarz z drugiej części wsi (trochę kumaty) wyremontował "żyjący" jeszcze obok "nowoczesności tamtych czasów" dom zbudowany przez dziadków i w nim zamieszkał z rodziną. Powiedział mi, że w słupku nigdy nie zamieszka i jak tylko nie stanie rodziców, którzy w nim jeszcze mieszkają to los tej budowli spotka zagłada. Pozostałe wsiowe słupeczki skryły się za dużymi drzewami. Pozostał widoczny przy samej drodze jeden, w którym prowadzona jest agroturystyka. Z tego co wiem to właściciele agroturystycznego słupka wstydzą się tej budowli i z czasem zamierzają coś z tym zrobić. Moda na słupki minęła, ale wkracza na ich miejsce inne paskudztwo. Prawdopodobnie taka kolej rzeczy. Nie do końca obwiniam za bezguście tych "sterylno - kosiarkowych mistrzów". Znam plan zagospodarowania przestrzennego swego terenu i wszelkie wymogi dotyczące budownictwa z programu Natura 2000. Patrzę na powstające obok, oraz odbierane przez urzędników (kolesi i łapowników) budynki i porównuję z przepisami.., i co? Nic nie jest zgodne... Szkoda gadać, czy pisać nawet do inspektora krajowego nadzoru b. Sąsiad zza drogi to zrobił i dostał odpowiedź... z inspektoratu terenowego :( Zgadzam się, że trzeba walczyć i krytykować na tyle na ile starczy nam sił i zdrowia, ale czasami z wieloma wrogami się nie da. Być może w Zawadach nie powstaną wiatraki, bo u mnie takie zagrożenie istnieje. Na razie w tej sprawie obowiązuje "cisza wyborcza". Co będzie później? Co zrobią w tym temacie ci sami urzędnicy, którzy ochronę krajobrazu dobrze opisaną przepisami mają za nic? Aniu, wygląda na to, że ja chyba mam "ciekawiej", co zapewne w zetknięciu z wyczynami Twojego sąsiada jest mało pocieszające. Pozdrawiam.
ania, 2014/09/23 18:18
Pamiętam, pamiętam, ale sześciany były najtańsze i od początku krytykowane, a te nowomodne dworki szlacheckie, te wielopołaciowe dachy, lukarny, wykusze, mansardy w wielkich ilościach na każdej połaci niestety wielu się podobają, więc jakoś nie wierzę, że ktoś je kiedyś burzyć albo przerabiać będzie... Zresztą nie chodzi o to jakie, tylko gdzie są stawiane.
A wiatraki jak wiadomo oddzielny temat i oddzielna głupota władz, urzędników i tubylców łaszczących się na łatwą kasę. A niech im śmigło spadnie na łeb!
Skomentuj:
KHVBU
 
 
szkoda_ale_lezalo_i_sie_doczekalo.txt · ostatnio zmienione: 2015/02/11 12:11 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika