8 grudnia 2015

Szybki nius przed niespodzianką

Spieszę się, czas mnie goni, w czwartek rano do Warszawy, jutro nie będzie kiedy, więc szybki choć z dużą ilością zdjęć, bo dzieje się dużo. I znowu miałam kłopot, co ma być na ikonce. Komin/nie ma komina? Nasze pierwsze baniowanie? Chora Lodzia? Skrzynie wojskowe? No bo przecież nie nowa instalacja nadjeziorna sąsiadów;)
No to nie po kolei:

Robert przed zimą robi dach na garażu. Bo jak mówi, spać nie może, gdy coś mu gnije. Dach przeciekał, bo nie był nigdy szczelny, większy deszcz czy śnieżyca, w garażu było mokro. A bo komin przeciekał, a bo dach miał zbyt mały spadek, a bo dachówki były pośledniej kategorii i przemiękały. No więc przyszła kryska na dach.

najpierw z Piotrem, który od niedawna mieszka w Sokółkach, gdzie z ogromnej obory robi sobie dom, ściągnęli dachówki

następnie pod młotek poszedł komin - bo zupełnie niepotrzebny w garażu. Ale po czym teraz będzie chodzić Strzałka?

i zupełnie inny krajobraz bez komina

robota odchodzi po nocy, bo w każdej chwili coś z nieba spaść może, a garaż pod gołym niebem

folia już na dachu, pora na kontrłaty i łaty

do równego przykręcania łat pod dachówki Robert wyciął nowego pieska. Pamiętacie, że to coś nazywa się „piesek”?? Było w konkursie! (pytanie 33)

Dachówki już ułożone, obecnie odchodzą prace wykończeniowe, na efekt końcowy musicie poczekać do następnego niusa, a dotychczasowa robota w albumie Robert robi dach na garażu

W międzyczasie zaniemogła Lodzia. Zniknęła kilka dni temu na spacerze, potem dość długo stała pod bramą, bo byłam zajęta i zapomniałam, że wróciłam bez niej. Najpierw trochę jakby powłóczyła nogą, ale uznaliśmy, że widocznie na samotnym spacerze przetrąciła sobie tylną łapę.

Następnego dnia normalnie poszła na spacer kolejny, na którym grzecznie trzymała się stada, ale wróciła już jakaś lewa. Nie dała się dotknąć boku, uznaliśmy więc, że jakiś jeleń dał jej kopa i potłukł żebra. Ale następnego dnia obmacałam ją całą i na nic nie narzekała, za to snuła się jak kupka nieszczęścia. Apetyt jednak miała, kupa normalna, wiec czekamy dalej. Gdy sama z siebie nie poszła na spacer, zwątpiłam. Ale gdy odpoczęła, znowu zachowywała się jak zdrowy pies i następnego dnia nie było mowy, żeby na króciutki spacer nie poszła. Gdy z niego wróciła, pogryzła mnie z bólu przy ściąganiu obroży. I znowu to samo, poleżała, pospała i jak nowa. Ale dziś, po tym, gdy nie wzięłam jej ze sobą i zrobiła Robertowi straszną histerię na podwórzu, znowu skowyczała z bólu. Więc koniec czekania, umówieni jesteśmy na jutro w Ełku. A Lodzia znowu zachowuje się jakby nigdy nic. Nie mamy pojęcia, co jej dolega. Może znowu jakieś zapalenie układu limfatycznego? Ale wygląda to trochę inaczej niż 1,5 roku temu…

Poza tym przybyły do nas wojskowe skrzynie. Takie na wielgachne karabiny.

Stały, stały i czekały, aż nam depresja minie. Ostatnio robota wre u nas w nocy, przynajmniej ta, w której uczestniczę, bo rano zwlec się nie mogę, a nocą dopada mnie wyrzut sumienia;) Skrzyń przyszło siedem i każdą trzeba było oporządzić, m.in. odkręcić takie przegródki na jakieś celowniki, lufy czy inne naboje, cały wielki kosz do spalenia tego wyszedł i jeszcze takie dechy z wypustkami, z których będzie można całe miasteczko zrobić, a nawet dwa, do jeżdżenia po nim samochodzikami. No i oczyścić z towotu, wyszlifować, umyć z wierzchu. A następnie podkleić filcem, zapakować towarem i postawić na miejsce uprzednio miejsce robiąc. Są idealne jako szafki do postawienia w niewykorzystanym miejscu pod skosem dachu.

trzy stoją w pokoju dzieci i mieszczą walające się do tej pory koce i poduszki z pensjonatu i w ogóle

dwie w moim gabinecie za szafką pod oknem dachowym a w nich książki czekające na bibliotekę;) a na nich czekający na zbawienie dywan

i dwie za łóżkiem, na papiery, czasopisma i takie tam, a na nich kolejny czekający dywan;)

widzicie jaki porządek… no… prawie;) więcej w albumie Sposób na porządek

Żeby mieć to szybko z głowy, ciekawostka już nieistniejąca (chyba wiatr się z nią rozprawił, bo wiało ostatnio) - wodna instalacja przysiatkowa sąsiadów:)

więcej w albumie Kolejna radosna twórczość sąsiadów

No i najmilsze co ostatnio nas spotkało, a właściwie sami sobie zafundowaliśmy, po roku od kupna bani, pierwsze baniowanie!!! Trochę nam się zeszło:) Bo tego letniego, gdy goście sobie zażyczyli, nie liczymy. Nie mieliśmy pojęcia, czy o tej porze roku będzie działać jak należy, czyli czy piecyk da radę nagrzać tyle wody, czy bania nie będzie robić bokami i w ogóle. No to sprawdziliśmy. Nieco przy tym było zachodu:

najpierw godzina nalewania wody…

potem trzy godziny grzania w piecyku, zanim wejdzie się do wanny

górkowym kotom w to graj, bo wreszcie towarzystwo!

w czasie grzania robiło się coraz ciemniej…

i ciemniej… (więcej w albumie Do bani! )

I w końcu nadszedł czas, gdy kolejna jazda na górkę wykazała obiecującą temperaturę w bani.
Wymyśliłam sobie sesję zdjęciową. Że świeczki i latarenki postawię, ładnie nakryję „do stołu”, nastrojowe zdjęcia porobię… Marketing i te rzeczy;) Tymczasem pod wieczór, wiater nie powiem co robił, żeby brzydko się nie wyrażać, zdmuchnął nastrojowe światełka, obrus odfrunął a pół wanny zakryliśmy pokrywą, by cenne ciepło nie odfruwało. Więc nici z reklamy…

przyprowadziliśmy w pobliże wszystkie łachy, koce, ręczniki…, gdyby woda dość nas nie ogrzała:)

mimo to kazałam Robertowi włączyć wodę, aby była w wężu na wypadek, gdy zaczniemy się jednak gotować, ale wieścił, że to niemożliwe

w ogóle był dość sceptyczny, ja jednak odważnie weszłam, mimo że po wymieszaniu woda była taka sobie. Ale gdy siedziało się blisko piecyka prawie pod połówką pokrywy;) i wygarniało wodę z kąta, jakoś to było…

uczta też była! na pokrywie:) choć tu akurat kryptoreklama niepasteryzowanej tatry

Łatka mimo zimna i wiatru dzielnie nam towarzyszyła spragniona ciepła ludzkiego

właziliśmy pod pokrywę aż do czasu, gdy… robiło się coraz goręcej i goręcej i groziło, że zrobi się z nas zupa, trzeba więc było goło biec dookoła stodoły włączyć zimną wodę w wężu na dolewki:) a potem szkoda było marnować tyle ciepłej wody, siedzieliśmy więc aż nam błony pławne wyrosły między palcami…

W życiu tyle czasu w gorącej wodzie nie urzędowałam, zwłaszcza gdy +5 na zewnątrz i porywisty wiatr. Dawno temu w innym życiu byłam w Szeged na basenach wypełnianych wodą z ciepłego źródła, była wtedy chyba jesień i oprócz nas nikogo, ale tak długo się nie moczyłam! W zasadzie to w Zawadach mogłoby być jakieś ciepłe źródło, na przykład w miejscu, gdzie jest Magiczna dziura w ziemi, z której wypływają ryby. Wtedy byłby już prawdziwy raj!

Przy okazji baniowania pokażę Wam grudniową wiatę na górce. Teraz to salon na bogato;) bo wylądowały w nim wszystkie doniczkowe krzaki i tarasowe meble. Całkiem tam przytulnie, ja tam lubię takie graciarskie klimaty!

przy okazji fotel z warszawskiego strychu z nową poduchą w stylu „wiata na górce”:)

wpuszczone do wiaty koty wyjadły upadłe muchy (więcej wiaty w albumie Tak wygląda wiata w grudniu:) )

A poza tym chodzimy na spacery z Lodzią lub bez:

do lasu niestety tylko z komórką, a było tak magicznie! (więcej w albumie Las wczoraj (czyli w zeszły czwartek) )

naszą zwykłą trasą po włościach (Kolejny, króciutki spacer, tym razem z Lodzią)

do doliny rzeki (Wczorajszy spacer bez Lodzi)

…i jeszcze był spacer za jezioro

A poza tym grudzień, a jakby wiosna była…

i niestety do późnej wiosny będziemy mieć ten widok:(

nawet porzucone pomidory jeszcze czerwienieją

I to tyle, zanim mnie Warszawa pochłonie, a z Warszawy… jak wszystko dobrze pójdzie… PRZYJADĘ Z NIESPODZIANKĄ!!! To trzymajcie kciuki za Lodzię i za niespodziankę!

PS z 9 grudnia

No więc wszystko wiadomo! Lodzia ma chory kręgosłup. W dwóch miejscach, w odcinku lędźwiowym i piersiowym ma przewężenia między kręgami, prawdopodobnie dysk przesunięty, czyli kręgi uciskają na rdzeń. Dostała leki przeciwbólowe i ma się oszczędzać, więc szlaban na wszelkie schody i na razie na spacery. Tym samym dołączyła do innych domowników cierpiących na kręgosłup;)

Komentarze

z FB w sprawie Lodzi, 2015/12/09 12:09
Gabriela Z: Jak tam co lekarze mowia???

Galeria Wiejska: dopiero wychodzimy i jedziemy do Ełku

Gabriela Z: Kciuki trzymamy!!<3

Dorota Ł-T: Starzeją się Wasze psiny :-(

Galeria Wiejska: jak i my Dorotko;)

Jacek Wiejski: Kochana Lodzia, trzymaj się!

Ola T: Biedulka...ucałowania w czarny nochalek!

Ewa N: Biedna... mam nadzieję, że to nic poważnego!!!

Joanna W: Zmartwiłam się. Trzymam kciuki!

Katarzyna G M: Dużo zdrowia dla Lodzi!

Galeria Wiejska: No więc wszystko wiadomo! Lodzia ma chory kręgosłup. W dwóch miejscach, w odcinku lędźwiowym i piersiowym ma przewężenia między kręgami, prawdopodobnie dysk przesunięty, czyli kręgi uciskają na rdzeń. Dostała leki przeciwbólowe i ma się oszczędzać, więc szlaban na wszelkie schody i na razie na spacery. Tym samym dołączyła do innych domowników cierpiących na kręgosłup;)

Ola T: Biedulka! A może opcja komórki macierzyste? Kemilew Komórki Macierzyste

Galeria Wiejska: na razie może samo przejdzie, zobaczymy. Ja z czymś takim żyję już 30 lat;) Robert z gorszym;( więc może i ona da radę, za tydzień jak jej nie minie, to będziemy się martwić dalej.. ale dzięki, będziemy mieć w pamięci, tylko nie wiem, czy na przesunięte dyski komórki macierzyste pomagają

Gabriela Z: A jakas rehabilitacja?

Galeria Wiejska: na razie leki przeciwbólowe i odprężenie;)

Gabriela Z: Oby pomogło jak najszybciej. Zdrowia lodzi zyczymy!!!

Ewa N: Biedulka! Oby jak najszybciej wróciła do zdrowia!!!
Monika, North Carolina, 2015/12/10 13:52
No i znowu niusek strzelony z rekawa! Ania pedzi z tymi niusami jak rzad z reformami. ;-)))
Jest co czytac. Cale szczescie, ze przy nadchodzacej zimie rozgrzalam sie czytajac o goracym moczeniu w bani. A i to ledwo wytrwalam!
Szkoda Lodzi, biduli. Jak ona wytrzyma tak spokojnie, oszczednie chorowac, bez wcinania sie w kazda awanture?
Dach - dachem, ale ja bym do tych Waszych skrzyn wojskowych duzo karabinow nakupila. Nigdy nic nie wiadomo, a bron zawsze jest dobrze miec.
ania z warszawy, 2015/12/10 15:57
Owszem Lodzia i oszczędzanie się = śmiech na sali, na szczęście zbiegło się z moim wyjazdem a psy wtedy w depresji.
Monika, North Carolina, 2015/12/10 14:03
Ach, zapomnialam dodac, ze umieram z ciekawosci, co to bedzie za niespodzianka.
Pewnie to bedzie jakies fajne zwierzatko domowe.
Moze warszawski piwniczny kotek, albo jakis zablakany dzialkowy piesek?
A moze bedzie po hipstersku: waran? tchorzofretka? aligator?
W kazdym razie, ja szczodrze proponuje stado boa-dusicieli, do wpuszczenia sasiadom za plot.
ania z warszawy, 2015/12/10 15:56
Stadko boa dusicieli super pomysł, tylko zimą mało ruchawe będą;) mały z nich będzie użytek, a latem, gdyby ożyły, gości mogą nam dusić...
ola z Katowic , 2015/12/11 14:36
a ja już wiem ....
ania z warszawy, 2015/12/11 14:38
to cicho sza!:) w niedzielę puszczę więcej pary:)
Ewa U., 2015/12/11 17:17
Cieszę się, że Lodzia ma diagnozę. Przynajmniej wiadomo, co robić. W sprawie niespodzianki nóżkami przebieram i nie mam żadnych podejrzeń. Sąsiadom zaproponowałabym bobry, są aktywne zasadniczo przez cały rok. A nawet jeśli zimą trochę luzują, wiosną ruszą ze zdwojoną energią i w podwojonym składzie. Zrobią im taką tamę, że hej!
ania z warszawy, 2015/12/11 17:55
Bobry coraz bliżej!:) ale niestety Maxa nie będą chciały spotykać na swojej drodze, ani latarenek, ani wykamieniowanego brzegu, ani piasku nawiezionego...
Ewa U., 2015/12/11 18:24
Ufam, że dadzą radę.
Awaryjnie proponuję Twoje krety.
ania z warszawy, 2015/12/11 19:25
to już prędzej:)
A propos bobrów, musiałyby być to bobry mutanty, albo bobry-zombi - nie wiem, czy wiecie, ale powstały filmy o jednych i drugich, kiedyś Robert oglądał w ramach odmóżdżania się i na bardzo poważnym horrorze śmiał się do rozpuku!
Ewa U., 2015/12/13 15:58
Na niespodziankę czekam...
ania, 2015/12/13 16:06
Nius właśnie się robi!:)
Skomentuj:
NWLIX
 
 
szybki_nius_przed_niespodzianka.txt · ostatnio zmienione: 2015/12/09 18:58 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika