8 kwietnia 2018

Szybko poszło!

Ludzie, dziewięć dni a jakby dwa miesiące! Dla mnie wiosna zaczyna się, gdy rozmarznie jezioro. Ten historyczny moment nastąpił po południu 6 kwietnia! Od trzech dni wiosenne porządki i życie na podwórzu, a pomyśleć że w Wielkanoc była jeszcze zima!

Największa tuż po ostatnim niusie bezżyczeniowym, 30 marca:

Ptaszki głodowały, bo w Oleckich sklepach nie uświadczysz już pokarmu dla ptaków.


A odwiedziły nas zięby (zwykła i przybysz z północy, jer):

I wciąż odwiedzają nas dzięcioły - średni i duży.


Dzięcioł zrobił numer i się podmienił;) czyli odpowiedź na zgaduj zgadulę brzmi - dzięcioł oszust;)

zgaduj zgadula, co się następnie stało z pudełkiem, które dzięcioł zwalił na glebę…

A następnego dnia, w Wielką Sobotę, było po śniegu, za to wciąż mroźno!

(28, 30 i 31 kwietnia w albumie Trzy dni w Zawadach )

oczywiście tradycji stało się zadość i na szczęście przy brzegu była odrobina wody do święcenia!

A potem poszliśmy na łyżwy!

Tak, tak, łyżwy, które dostałam od zająca zdążyły zostać przetestowane i tym samym ja po 40 latach…

szło mi świetnie ;-)

W Wielkanoc były przebłyski wiosny, głównie lało;)

po tym jak ubraliśmy oko Jehowy w skarpetkę, by nie podglądało naszych pogańskich zwyczajów ani moich pierwszych po tylu latach kroków na łyżwach, jeszcze kilka dni tak stało, przynajmniej mu było ciepło w te mroźne, wielkanocne noce! :-)

W Lany Poniedziałek za to prószył śnieg.

byliśmy nad jeziorem Cichym i tam też lód!

a wracając mijaliśmy pnie , którymi zajęły się jelenie

i nasza linia brzegowa, najpiękniejsze, najdziksze miejsce nad naszym jeziorem, i wyjaśnienie, dlaczego nasze zejście do wody musi być koło kupy Jehowy

3 kwietnia

Jak do nas wiosna szła

4 kwietnia wciąż było tak:

5 kwietnia zrobiła się prawdziwa wiosna, no, prawie prawdziwa, bo zielonego ani w ząb.

tak wyglądała droga do nas, teraz już trochę obeschła

pierwsze picie wody z jeziora!

pierwsze moczenie nóg!

i zachód słońca

Wiosna!

6 kwietnia w południe lód pokrywał jeszcze 2/3 jeziora

więcej w albumie Szybko idzie!

7 kwietnia, gdy byliśmy po spacerze, woda już na całym jeziorze!

a więcej zdjęć z tego cudownego dnia w albumie No to już!

a dziś tak!

Gdyby tak jeszcze było zielono!

Życie zmienia się o 180 stopni, gdy można je spędzać na dworze! Więc teraz krótka historia plażowania :-)

31 kwietnia, czyli Wielka Sobota

Czarli wysyła sygnał uspakajający :)

potem jak wiadomo nie dało się, więc dopiero 4 kwietnia

5 kwietnia

no i pierwsza żaba na podwórzu!

Tego dnia została też rozebrana kanciapa Czarliego, więc wczoraj

a dziś

więcej w albumie Wiosna na podwórzu!

a w wiacie:

I krótka historia robót podwórzowych:

W Wielką Sobotę Robert wylewał blacik pod umywalkę w apartamencie w Domku na górce . To już trzeci blacik pod tę umywalkę. Najpierw był naprędce wycinany z deski dzień po tym, jak przyjechali pierwsi goście ;) ale go wygło, potem obłożony kaflami, ale też go wygło, myśleliśmy o marmurowym, ale marmur zbyt kruchy do tak dużej dziury w tak małym blacie, więc przyszła pora na Telesfora.

więcej w albumie Zgaduj zgadula co robi Robert???

Do cementu został dodany barwnik do betonu, poszła cała butla, bo wciąż wyglądało blado i teraz czekamy na efekt po szlifowaniu! Jeśli się uda, będzie to rewolucja w naszych betonowych blatach!

tego też dnia tuje wyszły na wolność

W czwartek odbywały się wielkie porządki w Pensjonaciku, w którym, jak wiadomo, po szlifowaniu ścian wszystko było zapylone…

Wczoraj siałam i była zgaduj zgadula:

Została odgadnięta dynia hokkaido, cukinia i bakłażan, nie został - burak liściowy (mangold). Sieję to wszystko najpierw do doniczek, bo inaczej mogłabym zasiać do gruntu dopiero w połowie maja i nic by nie zdążyło wyrosnąć. Do gruntu (czyli na podwyższoną grządkę za płotem) posiałam pietruchę naciową i zwykłą, marchew, sałatę i rukolę. Najwyżej będę przykrywać. Resztę kupię w postaci sadzonek w maju. Ale szykuje się warzywna rewolucja Pod tulipanem! Bo dosyć mam owoców bakłażana i pomidorów zwiędniętych tuż przed zbiorem, zamrożonych cukinii i maleńkich dyń! O tym następnym razem!

Dziś za to odbywała się wyprowadzka doniczek z domowego strychu, gdzie zimowały pelargonie i oleandry. Następnie kosmetyka (skubanie, przycinanie, dosypywanie ziemi…) i umieszczanie w miejscach, skąd szybko będą mogły się schować na wypadek mrozu. A ile tego! Ale dopiero przed majówką trafią w eleganckie osłonki i na swoje miejsca!

No i efekty wizyty Kudłatej Chaty a przede wszystkim zaleconej książeczki „Jak psy unikają konfliktów” autorstwa Turid Rugaas… Że też nikt nam tego nie powiedział wcześniej! Nie stałoby się to, co teraz. Jeśli ktoś nie zna, idea jest taka, że psy wysyłają komunikaty o tym, że się im coś nie podoba i jeśli ich nie słuchamy, przechodzą do unikania lub ataku (czyli spieprzają lub się rzucają;)). Czarli boi się bardzo Roberta i ciągle wysyła znaki (o ile nie jest już w drugiej fazie;)). Głównie oblizuje się, a także ziewa i odwraca głowę. A jak Robert się z nim bawi zbyt agresywnie (wg psa), Czarli wywraca oczami. Tym samym wysyła sygnał, że nie chce konfliktu i w ten sposób uspokaja siebie i nas. Więc teraz po pierwsze Robert odwraca głowę, gdy nadchodzi, oraz ziewamy i oblizujemy się, gdy tylko Czarli jest zaniepokojony. Tym samym wysyłamy mu sygnał, że my też nie chcemy konfliktu.

przy okazji zdjęcia aparatem Roberta, który nie jest lepszy ode mnie w czytaniu instrukcji, dlatego wciąż zdjęcia ptaszków wychodzą jedno na dziesięć;) - postanowiłam spróbować zrobić w trybie manualnym, czyli ustawiłam czas i przesłonę jak za dawnych dobrych czasów i pstrykałam na próbę

Niestety sprawy zaszły tak daleko, że Czarli woli najpierw poujadać na widok lub odgłos Roberta, a dopiero potem się uspokoić. Nie wiem, czy się z tym kiedyś uporamy, mam nadzieję. Teraz właśnie Robert na nocną zmianę przykleja bloczki do ściany nad tulipanem, włączył głośną muzykę a Czarli nie chce wrócić do domu, tylko szczeka i szczeka.

ale dużo częściej do niego podchodzi i towarzyszy mu przy robotach podwórzowych (tu przy robieniu blaciku)

a tu przy zakładaniu klamki do furtki od strony jeziora, tym samym przestaniemy siebie i gości męczyć próbami trafiania haczykiem w pętelkę

przy okazji: przyszła pora na wymianę rusztu w piecu (ogrzewa łazienkę i sypialnię), bo nieco mu się… i z tej okazji była zgaduj zgadula, z którą świetnie sobie poradziliście!

Skoro o psach mowa…

więcej w albumie Nasze pieski

Niestety tytuł niusa odnosi się także do Piesa. Jeszcze przed świętami Pieso chodził na spacery z całą szajką. Ostatnio wychodzi z nami, ale tylko dlatego, by mu nie było przykro. Mimo że jest głuchy, słyszy przedspacerowy rejwach (jazgot Lodzi) i też się szykuje do wyjścia. Więc rusza z nami ale wraca z Robertem. Nie ma już sensu, by wlókł się za nami. Gdy za bardzo zostawał w tyle, nie wiedział gdzie jest i zdezorientowany, a w końcu przerażony zawracał, czyli szedł w przeciwną stronę nawet, gdy już był pod domem. Coraz trudniej mu iść, zatacza się ale przede wszystkim nie kuma, gdzie jest i co się dzieje. Przez ostatnie dni szczególnie jest słaby. Je z ręki, trzeba go trzymać, by mógł się napić czy zrobić kupę. Potrafi chodzić po podwórzu w tę i z powrotem, bo traci orientację. Nogi mu się plączą, nie może skoordynować ruchów. Nie wiem, jak długo jeszcze z nami będzie :-(

Więc na pocieszenie Misio-Ptysie:

I jego wysokość Misio:

tu wynurzył się z dłubanki na papiery do spalenia w pensjonacikowej kuchni

na bramie, która niebawem będzie malowana!

I Lodzia po kąpieli:

bo… jak napisała na FB Elisabeth… Aaach - ta atawistyczna lubosc tarzania sie w g..e lub padlinie! Moj box wiedzial, ze konsekwencja bedzie natychmiastowa kapiel, czego nienawidzil, tym niemniej, jak mu sie „szczesliwie” trafilo na spacerze jakies smierdzielstwo to MUSIAL - musial i juz!

Lodzia też musi, a teraz szczególnie często się to zdarza, bo odkryła, że mieści się w kociej dziurze w furtce!

No dobrze, to by było na tyle. Nie klnijcie, że Wam się wolno otwiera, ale obowiązek kronikarza kazał ;-)
Jak też zauważyliście, darowałam Wam tym razem uświadamianie w sprawie świadków :) ale to nie dlatego, że ich ceniący się słono prawnik na mnie czyha (ktoś anonimowo udostępnił posty, w których miał nadzieję, że łamię zakaz ujawniania tego, co było na ostatniej rozprawie). Nie, po prostu wiosenny oddech złapcie! :-)

Komentarze

Monika, North Carolina, 2018/04/09 12:28
Rzeczywsicie - w te 9 dni szybko wam poszlo od pelnej zimy do wiosenno-letniego dnia. No bo nie tylko calkiem bialo-snieznie bylo, ale i na lodowisku mozna bylo piruety wycinac. A lyzwy masz bajeranckie!
Podziwiam Roberta, ze wciaz daje rade z kazdym remontem, jak omnibus. A to umywalka, a to dach, podloga, zalepianie chylacej sie do upadku sciany, malowanie... No, czlowiek renesansu, co najmniej.
Szkoda, ze Pieso jest juz taki marniutki, starowinka. Widac, ze mu juz blizej niz dalej. ;-(
ania, 2018/04/09 13:35
Ten człowiek renesansu nadaje się na rentę inwalidzką:( a z Piesem coraz gorzej, od wczoraj jeszcze się pogorszyło. Nic nie je i nie pije, chyba pojedziemy z nim na kroplówkę, choć może po prostu chciałby umrzeć :(
Monika, North Carolina, 2018/04/09 18:13
Ojoj, niedobrze, bardzo niedobrze...
Tess, 2018/04/09 17:14
Serce mi się ściska i oczy pocą. Widząc Piesa, widzę też naszego Omcia i mojego Niusia. Omek chciał odejść, a Niuniuś trzymał się życia z całej siły, ale i tak go raczysko pokonało. A Omciu jak Pieso - jego stare łapki nie chciały go już nosić, a serduszko stwierdziło, że 20 lat zmagań to dość. A boli cały czas. Chciałabym więcej skomentować, ale Pieso mi cały czas w myślach krąży i nie mogę. Tylko jeszcze dodam, że ziewanie i oblizywanie pomogło w przypadku Omcia. Miał przecież zasłużoną ( wcześniej ) opinię agresywnego, niebezpiecznego psa. My - stosując się do rad mądrej behawiorystki nie doświadczyliśmy od niego agresji nigdy. Nawet kiedy już bardzo go bolało - wszystkie zabiegi znosił ze stoickim spokojem. Może i Czarli w końcu zaufa. Trzymajcie się mili!
Asia z Siedliska pod Lipami
ania, 2018/04/09 20:51
No niestety. Czas pożegnać Piechulka. Wyniki krwi: kreatynina 4,98 (norma: 1,0 - 1,8), mocznik 146,8 (norma 20,0 - 45,0). A jeszcze w lutym mieścił się w normie. Dostał kroplówkę i cały czas śpi. Nic dziwnego, że nie kuma, skoro ma mózg zatruty mocznikiem:( Chyba jutro pojedziemy po złoty strzał. Obiecaliśmy sobie, że Piesa nie będziemy męczyć i na siłę trzymać przy życiu. Ma odejść godnie. Ja w czwartek wyjeżdżam, chcę go przytulać, gdy będzie umierał, a boję się, że do niedzieli nie dotrwa, a nawet jeśli, to męcząc się. Wiedziałam, że ten moment nadejdzie niedługo, ale zawsze jest za szybko. Poza tym jakoś tak niespodziewanie mimo wszystko. Jeszcze wczoraj... a dziś...
Monika, North Carolina, 2018/04/10 04:27
Oj, przypomina mi sie, jak zegnalismy Lucky'ego.
Nie bylo latwo. Nigdy nie jest latwo.
Ewa U., 2018/04/09 23:55
Przecież Zawady to Piechul. Był chyba wcześniej od Belfegora.
ania, 2018/04/10 08:51
Nie, Belfegor był pierwszy. http://zawady-oleckie.com/wiki/zawadzkie_zwierzaki_wczoraj_i_dzis
Ewa U., 2018/04/10 12:17
W sumie nieważne, kto był pierwszy. Obaj są nierozerwalnie związani z tym miejscem. Chociaż to strasznie boli, nawet mnie, a co dopiero Was, ale masz rację. Niech odejdzie godnie i bez bólu.
ania, 2018/04/10 12:45
Już odszedł
Skomentuj:
IYARC
 
 
szybko_poszlo.txt · ostatnio zmienione: 2018/04/09 16:23 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika