14 grudnia 2008

Taka ładna niedziela

poszliśmy więc na spacer grudniowy, prawie jak marcowy , tyle, że nie z ciężką minoltą lecz lekkim canonem, co niestety na zdjęciach widać i czuć.

Minęliśmy tę samą rzeczkę z bobrowymi żeremiami, tylko z wierzchu skutą lodem:

Nie omieszkaliśmy obwąchać bobrowe dziury (w takie dziury w dolinie, tylko większe, tego lata wpadały konie pod jeźdźcami i traktory):

Podziwialiśmy rodzinę łabędzi na niezamarzniętej części jeziora (są, tam daleko, taki biały punkt)

a na dowód ta rodzinka z przedwczorajszego spaceru:

Druga rodzinka chyba odleciała, bo ta część jeziora, po której pływała, jest już zlodowaciała.

Tak w grudniu wygląda półwysep, cypel, czy jak go tam zwał, w każdym razie kawałek ziemi, który sprawia, że w tym miejscu na jeziorze Cichym jest przesmyk dzielący je na dwie części:

Tu buszujące przy brzegu jeziora kundle, o przepraszam, terier mazurski i pies rasy belfegor:

Idziemy do „punktu widokowego”…

…który, od czasu gdy jesteśmy w Zawadach, nieco zarósł i już nie ma stąd tak pięknego widoku jak kiedyś, choć nadal przyprowadzam tu wszystkich, którzy do nas przyjeżdżają i mają ochotę na spacer z psami.

Tu zeszliśmy nad jezioro, ale jestem zawiedziona tym zdjęciem - na dużym formacie tak pięknie widać zamarzniętą wodę,

chyba dam zbliżenie:):

A tu nasz ulubiony kiczowaty plenerek sam w sobie:

i z Piesem:

Pieso, specjalista od wchodzenia na drabiny, chwiejące się pomosty i tym podobne, i tym razem dał sobie radę robiąc w tył zwrot na śliskim pniu:

A tu już w drodze do naszego jeziora:

Brzeg jeziora po tej stronie (którym najczęściej wracamy z lasu do domu) to plątanina gałęzi, i tych na krzakach, i tych porzuconych i nieuprzątniętych przez panów robiących wycinkę. Nadal, mimo że trochę poodgarniałam je na skraj ścieżki, trudno tędy przejść:

A to zdziwka! Pieso próbował napić się wody, a tu lód. Szybko jednak pojął, że trzeba kagańcem zrobić dziurę. Zdziwi się jeszcze bardziej, gdy ściśnie większy mróz:)

Wychodzimy z lasu…

i taki widok przed nami:

Jeszcze tylko sus przez potoczek:

Pokażmy to z bliska!:)

I idziemy odwiedzić panusia. A co robi panuś? Właśnie osadza ostatnią deską na tarasie!!! (Trochę nie po bożemu, ale Bozia sama sobie winna, że akurat w niedzielę zrobiła ładną pogodę)

Ale tego widoku nie oglądamy razem, bo chłopaki zostali na dole. Niestety jeszcze nie ma schodów, a po ubłoconej, a więc śliskiej, aluminiowej drabinie nawet Pieso nie wejdzie na taras.

Komentarze

Skomentuj:
LYMHI
 
 
taka_ladna_niedziela.txt · ostatnio zmienione: 2013/10/20 20:26 (edycja zewnętrzna)
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika