6 maja 2018

Taka piękna majówka

Wiosna oszalała i zrobiła nam lato. I to w majówkę! Tego nie było od 17 lat, żeby można było pływać już pod koniec kwietnia! Wiem, że 17, bo wtedy obchodziłam w Zawadach czterdziestkę i wtedy pływaliśmy w jeziorze. W tym roku obchodziłam grubo więcej, a właściwie nie obchodziłam, bo odkąd mamy tak zwane obiekty agroturystyczne, w urodziny biegam jak opętana i próbuję zdążyć z przygotowaniami do sezonu.
W majówkę goście głównie starzy bywalcy, jedna nowa superancka para, oraz nasze dzieci z bachorami;) w tym Gustaw z kolegą oraz Doris. I jeszcze Zosia z górki wpadała. Bachory wyjaśnię później. Doris nie zmieściła się już w domu, więc mieszkała na budowie z nocnikiem. No bo tam wciąż nie ma łazienki. Ale myła się i jadła u nas, Gustaw z Frankiem spali w moim gabinecie (gdzie co drugi dzień pracowałam:)), Ksenia z rodzicami w swoim pokoju, wszyscy schodzili się w kuchni, więc momentami dom przypominał jakiś zwariowany skłot:) A że dawno nie pisałam z przyczyn przedmajówkowych, nazbierałam bez liku ikonek. Ale niusa składankowego nie będzie, bo mi się nie chce;) Obejrzyjcie sobie tylko te ikonki:

To już wiecie, o czym będzie a ja postaram się streszczać.

Najpierw wiosna przed majówką. Trochę popadało, ale niespecjalnie.

Potem przygotowania do majówki i w ogóle początku sezonu w przerwach od pracy głównej.

odkąd pelargonie się wyprowadziły, pracuję przy tym biurku i taki mnie widok rozprasza…

w przelocie Robert resocjalizuje Czarliego, na porządne ćwiczenia niestety wciąż brak czasu

kiedy my biegaliśmy jak w ukropie, inni sobie odpoczywali, w końcu ktoś musi;)

Niektóre sprawy dojrzały.

np. krzesła na tarasie na górce - wyglądały już tak obskurnie, że przyszła na nie pora!

przyszła też pora na spaloną tacę - serwetka przez którą sprayowałam, śmiesznie teraz wygląda, ale taca tak

Ja głównie sprzątałam obejścia, wiaty, sadziłam kwiatki żeby stało się zadość tradycji, że w majówkę już ukwiecone.

Rudolf z Bożego Narodzenia przeszedł metamorfozę i stanął na umywalni, która jest wypiaskowana ale wciąż zdezelowana

za to Robert robił poręcz do schodów, żeby można było bezpiecznie wpuszczać ludzi do nieukończonej galerii, ale nie zgadliście co to

rozwiązanie tu

W dniu, w którym jechali goście (w moje urodziny), Robert zakładał umywalkę na tym betonowym blaciku, oczywiście wszystko się pieprzyło, zepsuł się wężyk, sklepy już zamknięte, więc zabrał wężyk z mojej pracowni, a gdy przyszło do warsztatów, pożyczał we wsi:) Ale zdjęcia eleganckiego blatu z umywalką w apartamencie w domku nie mam, więc musicie poczekać na kolejną obiecaną rzecz. Ja pamiętam, że ciągle coś obiecuję pokazać i tego nie robię…
Istotne jest to, że tego dnia, co Robert zakładał blacik, był już ciężko chory, więc zaraz padł i spał całą noc i cały następny dzień, gdy przyjechały dzieci, nie zwlókł się nawet, zamknęliśmy go więc w pokoju, by nie pozarażał. Kazał mi sobie przypomnieć następnym razem, że ma nie robić na ostatni moment. Hmm…

Zanim przyjechały dzieci, byliśmy sprawdzić, kto wycina drzewa po drugiej stronie jeziora w czasie okresu lęgowego. I nie wiem, kto wycinał, ale zaraz przestał. Jakiś koszmar w tym kraju, ale co się dziwić, skoro były minister dał przykład:(

więcej w albumie Dziś spacer jeszcze dalej od bobrów

koty grzały się na dachu samochodu, bo zaczęło się lato

a ściana galerii gotowa na majówkę wyglądała tak

Ale jak wiadomo żadna robota nie jest tak ważna, by miało nie być spaceru. Staraliśmy się chodzić z dala od bobrów, ale niestety…

Z Ptysiem na bobry ;)

Lodzia wyniuchała bobry na Mazurce, znowu zwiała i znowu siedziała pod ziemią, odprowadziliśmy więc Ptysia do domu i poszliśmy z Czarlim jej szukać w takich okolicznościach przyrody

Więc znowu uciekaliśmy za jezioro:

A potem przyjechały bachory i rzuciły się na trampolinę;)

Ksenia nawet lewitowała

nie przeszkadzało to jednak spać Czarlisiowi…

bo jak wiadomo Czarliś zasypia w 3 sekundy w każdych okolicznościach

A potem rzuciły się na wodę (najpierw na, nie do)

To była inauguracja sezonu pływackiego, choć ja zaczęłam dopiero w dniu następnym, gdy wróciłam z pracy z Olecka, co należy odznaczyć w annałach.

w dniach następnych odbywały się spacery przyrodnicze;)

jeden wokół jeziora, ale najpierw szliśmy obok nowego rozlewiska za jeziorem

A zdjęcia z jednego ze spacerów w albumie Spacer w dniu flagi

Dziadek w końcu wydobrzał,

więc zawiózł bachory maluchem w świat. To ci atrakcja. A pomyśleć, że kiedyś maluch był co drugim autem na drogach:)

mieliśmy przerwę w lecie na deszcz, po którym takie chmury

Misio robił co mógł, żeby nas reklamować:

Czarli wciąż szczekał na panusia, w ogóle dużo szczekał, bo ciągle gdzieś coś…

Codziennie pływaliśmy

niektórzy w łodziach ;)

Ksenia nas rozbawiała, bo w wieku jest najsłodszym, gada, uśmiecha się tym swoim rozbrajającym uśmiechem i w ogóle jest… tylko wymiędlić;)

Przy tej okazji napiszę, że mam głęboko w… wszelkich pedofilów, którzy podobno przeczesują blogi w poszukiwaniu takich słodkich dziewczynek. Nie popadajmy w paranoję. Co to kogo obchodzi, co ktoś robi po swojej stronie monitora.

taka różnica w wielkości :)

I oczywiście miałmiały i hałhały były w robocie. Ksenia pięknie wymawia R i pięknie mówi Czarli, i w ogóle… tylko Misia od Ptysia nie odróżnia, albo jednak Ptysio to dla niej zbyt jeszcze trudny wyraz, więc oba są Misie. Do Czarliego wyjątkowo czuła miętę.

Tu dorwała się do mojej komórki aby robić zdjęcia. Nieco je przesegregowałam:)

Pierwszy album Kseni

No i ma charakterek!

Wspomnę tylko jeszcze o sąsiadach, którzy w majówkę dali czadu, był zlot kosmitów i buraczane rozrywki oraz pokaz sił. Tak, tak, wiem, jestem nietolerancyjna, ludzie mają prawo się bawić jak chcą i kosić sobie do woli, skoro to ich odpręża i sprawia radość. W końcu każdy ma rozrywki na swój wymiar. Na temat tolerancji i powodów, dlaczego jej nie mam dla sąsiadów, jest w specjalnym na tę okazję wyprodukowanym wpisie: Ostatni raz o łamaniu prawa przez naszych sąsiadów świadków Jehowy i ich prawdziwym obliczu
Szczególnie się nie napracowałam, bo wszystko miałam w komputerze z okazji rozpraw sądowych i spotkań ze starszymi zboru - wystarczyło skopiować. I tak jak na końcu tam napisałam: ten wpis powstał dla tych, którzy nie czytają na bieżąco niusów i nie wiedzą przez jaką gehennę przechodzimy, a wysnuwają bezpodstawne wnioski i oceniają nasze postępowanie bez wiedzy, z czego wynika. Takim, zamiast tłumaczyć, będę podsyłać ten link. I macie jak w banku - tym samym przestaję się rozpisywać, wyjaśniać, przypominać… w takich sytuacjach odwołam się do tego wpisu.

taką oto budowlę plastikową do skakania i zjeżdżania przytargał specjalnie pod nasz płot król kosmitów, gdy zwróciłam uwagę jakiemuś młokosowi na kosiarce, że jest święto (3 maja) i mógłby nie robić hałasu ludziom nad jeziorem

A jak grabiłam dno przy brzegu z tego, co spadło z drzew, król kosmitów wyszedł przez swoją słynną furtkę w wodzie i kazał mi przestać, bo to jego ziemia, znaczy te pół metra przy ogrodzeniu, które miało być siedmioma:) Film z hałasem, który robiło pompowanie owej budowli też pod tym linkiem.

Wróćmy do spraw przyjemnych. Nasi mieli wyjechać wczoraj wieczorem, ale wcześniej zajechali na Litwę, nie mieli więc już siły. Za to była kąpiel na pożegnanie:

Wyjechali dziś przed 7 rano, bo o 11.30 Gustaw miał mecz. Zostawili żółte łąki…

i poparzoną Lodzię:( Niestety, przez ten cały rozgardiasz źle postawiony czajnik z wrzątkiem spadł ze stołu, pod którym Lodzia spała. Z początku nic nie było widać, ale na drugi dzień zaczęła jej schodzić skóra razem z futrem. Robert po nocy pojechał do apteki po specjalne plastry i nawet jedną noc udało się ją obandażować i tak spała, ale w końcu chyba jej ślina jest najlepsza, bo porobiły się strupy i widać, że już nie cierpi. Na spacery chodzi w szelkach, żeby gdzieś nie wlazła i nie zainfekowała rany. Szelki wymyśliła Doris, która wcześniej chodziła z Lodzią na długie spacery i przez terytoria bobrowe brała ją na smycz. Niestety Lodzia ma szyję szerszą niż głowę i wysmykuje się z obroży. Szelki po Belfegorze, tyle razy od niej większym, okazały się zupełnie dobre! Madzia z Doris nad nimi popracowały i Lodzia nie miała wyjścia. Po oparzeniu bez szemrania w szelkach chodzi.

Dziś na spacerze z Ptysiem też dzielnie szła na smyczy!

na tym zdjęciu widać oparzone miejsce a zdjęcia w albumie Spacer z Ptysiem, Czarlim i poparzoną Lodzią

Poza tym odkorkował się odpływ z jeziora i woda wszędzie opada. I w jeziorze, i w rzece. Na szczęście, bo stojąca woda na podmokłym brzegu tak już cuchnęła w tym upale, że fuj.

widać gołą ziemię po opadnięciu wody w rzece

No i u nas też kwitną bzy!!!

No dobrze, muszę jednak jeszcze o czymś napisać, bo w okolicy stała się rzecz, na którą wielu czekało. Nie ukrywam, ja też, choć tylko się mogłam domyślać, co dzieje się u Indianki w sprawie zwierząt. Nigdy tam nie byłam, z początku właśnie dlatego - bałam się zobaczyć to, co nie da mi potem spać a nic nie będę mogła z tym zrobić. Byli tacy, którzy widzieli, donosili gdzie trzeba, ale nikt ich nie słuchał. Potem już omijałam Indiankę szerokim łukiem wiedząc czym kończy się z nią kontakt. Aż w końcu jedna kobitka po przeczytaniu bloga Indianki też spać nie mogła i zawzięła się, by z tym zrobić porządek. W nocy z 2 na 3 maja przedstawiciele fundacji Molosy Adopcje przy asyście policji i powiatowego weterynarza odebrali wszystkie zwierzęta Indianki poza końmi, które przepłoszyła i które teraz się tułają w okolicy. Wszystkim tym, którzy uważają, że to świństwo, co zrobiono Indiance, chcę tylko uświadomić, że nikt bezpodstawnie zwierząt nie zabiera. One naprawdę są bardzo zaniedbane a stan psychiczny właścicielki jak wiadomo nie wróży im lepszego życia. I na tym skończę. Nie chcę kopać leżącego, ale obowiązek kronikarza kazał o tym donieść i myślę, że ta wiadomość niejednego z Was ucieszy - że poza końmi jej zwierzęta są już bezpieczne. O całej sprawie można poczytać na forum re-volta.pl

I to tyle pomajówkowo. A Wam jak minęła majówka??

Komentarze

ola z Katowic, 2018/05/07 11:14
Lodzince współczuję, dzieci cudne, że nie wspomnę o koooootttach!
Monika, North Carolina, 2018/05/07 12:53
Najbardziej mnie ciesza wiesci i relacje odnosnie najmlodszego pokolenia. Cudnie wnuki Wam rosna. Przy takim rodzinnym najezdzie do dziadkow, kazde swieta - majowka czy Wielkanosc, to prawdziwa radosc. Zazdroszcze takich spedow. A majowka w PL chyba byla latos jakos cieplejsza, bardziej wakacyjna, wiec nalezalo sie plywac w jeziorze i lewitowac... Dopoki matury wnukow daleko - bawcie sie i cieszcie, jak nalezy.
Nasza majowka byla tydzien temu, na malej wspinaczce w Appalachach, bo juz nawet w gorach mamy lato. Na razie jeszcze troche przeplatane deszczem, ale juz prawdziwe lato.
judithka, 2018/05/07 23:52
Taki mały apelik i głos rozpaczy...

skoro wszyscy wiedzieli, a część widziała to dlaczego nikt nie chce rozmawiać z fundacją, z policją? :(

telefon kosztuje tyle, co nic, dlaczego panuje u Was zmowa milczenia?

Tacy jesteście solidarni wobec mieszkanki gminy?

Wiem, że Wam groziła, ale jak wszyscy zbiorą się do kupy i zaczną mówić, to to się skończy, ludzie obudźcie się, pomóżcie i zwierzętom, i sobie..

Dzięki Wam jej bezkarność może sie bardzo szybko skończyć, całą wieś trzyma w garści 1 baba, która nie potrafi zadbać ani o siebie, ani o zwierzęta? Nie wierze...
ania, 2018/05/08 00:21
Zaraz, zaraz.
Mogę się tylko przyłączyć do apelu, bo nigdy nie byłam nawet w pobliżu jej gospodarstwa, więc wiem tyle, ile pisały dwie dziewczyny, które, jak zrozumiałam, u niej kiedyś pracowały jako wolontariuszki, założyły jakąś stronę na ten temat i kiedyś doprowadziły do odebrania jej suki. A potem syfiarze, których działalności akurat nie popieram, znaczy popieram ideę, ale nie sposób, w jaki to robią.

Nie sądzę, żeby to była zmowa milczenia. Większości okolicznych ludzi nie obchodzi los zwierząt, za to obchodzi, że będą potem opluwani z imienia i nazwiska latami, ciągani po sądach albo sami do sądu będą musieli iść, a że czasu na to nie mają ani chęci, wolą się nie wychylać. Ci, których obchodzi los zwierząt, nigdy u niej nie byli, a jak byli, to donosili bezskutecznie.
Nawet znajomych z okolicznych wsi (dawno temu) Indianka nie wpuszczała do swojego domu, przyjmowała "na zewnątrz" i tak zniechęcała swoją roszczeniowością i pretensjami, że szybko zrywali znajomość i też niczego nie widzieli i nie wiedzą.
Więc tak naprawdę to typowa wiejska sytuacja - "co mnie to obchodzi, byle bym miał spokój". To samo my przerabiamy w związku z zagrodzeniem jeziora - nikt się nie wychyli w pomaganiu nam, bo co ich obchodzi przyroda i prawo wodne - wolą się nie mieszać i mieć święty spokój.
Skomentuj:
ISRMA
 
 
taka_piekna_majowka.txt · ostatnio zmienione: 2018/05/09 09:17 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika