17 maja 2015

Taki dzień po powrocie

Czasem są takie dni, gdy pewne rzeczy docierają bardziej i głębiej niż zwykle. Dziś jest taki dzień. Nie wiem dlaczego. Może, bo jestem tak/jak zwykle zmęczona po powrocie z Warszawy, że nie mam siły na nic więcej niż czucie? A może przez to, że przez dwa ostatnie dni aż do 23.30 wczoraj (o tej skończyłam spisywanie sesji siedząc w Żakbusie) oddawałam się łączeniu skojarzeń, myśleniu z emocjami w tle, aż mi dymiło na stykach i odpowiednie szufladki w mózgu wyrobiły się na prowadnicach, więc łatwiej w nie wpada.
Bo co robię na co dzień? Staram się zapomnieć. Wygodnie przymykam oko i zwyczajnie gadam z Wami, ze znajomymi a nawet przyjaciółmi, którzy jedzą mięso. Z przyjaznym wzrokiem mijam okoliczną ludność tym bardziej poważaną, im więcej ma krów w oborze i tuczników w chlewie. Uśmiecham się miło do pana w pizzerii, który z obawą patrzy, gdy mówię, że dziecko także nie je mięsa. Cierpliwie proszę panią w garmażu, by sprawdziła, czy ruskie mają w sobie skwarki…

Przy rozmowach na temat wegetarianizmu nieodmiennie słyszę od rozmówcy, że on w zasadzie mięso je, ale bardzo mało. Przy mnie nagle wszyscy prawie mięsa nie jedzą, a ja, by nikogo nie obrazić, milknę, tłumaczę sobie w głowie, zmieniam temat. Radzę sobie w ten sposób, by nie zostać sama na świecie. Gdyby to było kryterium, niejedzenie mięsa, zostałoby mi… kilku znajomych, pensjonacik stałby pusty cały rok, z rodziny tylko mąż, syn, synowa i wnuk, więc i tak dobrze, i musielibyśmy zamieszkać na bezludnej wyspie. Także po to, by nie zwariować, gdy jem ser, jajka, choć tylko dziobane, jogurt… Znacie ten stan? Gdy ogólne olewanie tematu sprawia, że samemu już się nie chce być jedynym, który dba. Bo po co, skoro inni i tak zadepczą ten trawnik, to i ja po nim przejdę, bo wygodniej… Ale w takie dni jak dziś mam ochotę krzyczeć. W takie dni zmuszam się, by obejrzeć chociaż zajawkę filmu, o którym mówi Philip Wollen. Pomimo, że mnie rozwala. Mam ochotę wpychać innym w oczy jeden z miliona filmów o fermach, rzeźniach, bo świadomość, że jestem obojętna, że nic z tym nie robię, nie daje żyć. Czuję się tak, jak musieli się czuć ci, pod bokiem których w obozach koncentracyjnych gazowano ludzi, a oni nie mogli nic, tylko zobojętnieć. I ja na co dzień tak obojętnieję. Żeby nie zwariować. Ale w taki dzień jak dziś duszę się z bezradności, że ślepota ludzka nie ma granic. I nie chodzi mi o krzywdę zwierząt tylko. To tylko mały procent grzechów mięsożerców. Chodzi o zagładę, jakiej są współtwórcami i nawet o tym nie wiedzą. Większość nie wie, a większość większości ma to gdzieś. Ta malutka część, która nie ma, woli nie wiedzieć.

2 lata temu były szef City Banku wygłosił przemówienie, w którym zawarł wszystko. Mówi w nim oczywiste rzeczy, o których nie chcemy myśleć. O roślinożernych krowach, z których ludzie zrobili największe morskie drapieżniki, skoro żywią się tonami ryb (a z czego niby jest pasza dla krów, mączka rybna?). O tym, że na Ziemi żyje 7 mld ludzi, którzy, by jeść mięso niepotrzebne im do życia, torturują i zabijają 2 miliardy czujących istot każdego tygodnia! O tym, że produkcja mięsa wytwarzająca CO2, metan, podtlenek azotu jest głównym trucicielem oceanów, dewastatorem dżungli - zielonych płuc Ziemi, dzięki którym mamy tlen, głównym producentem gazów cieplarnianych (50 razy większym niż cały transport na kuli ziemskiej!), zużywaczem zasobów wodnych Ziemi - do wyprodukowania 1 kg wołowiny potrzeba 50 tysięcy litrów wody! A woda pitna zaczyna się kończyć na świecie, o czym też wolimy nie myśleć.

jako przerywnik na pocieszenie sesja zdjęciowa Strzałki, więcej w albumie Młódka i staruszek

Czasem, jak Wollen, wierzę, że jak kiedyś niewolnictwo, i traktowanie zwierząt w tak niegodny ludzi sposób też się skończy. Ale wiem, że tego nie dożyję. A moje pra, pra wnuki (o ile Ziemia nie zostanie wyjałowiona do tej pory i będą się mogły narodzić), jeśli dożyją rewolucji, to nie w tym kraju, nie w kraju, gdzie wiara jest ważniejsza od samodzielnego myślenia. I to kolejna rzecz, której w taki dzień nie mogę znieść. Że ktoś uzurpuje sobie prawo do zabraniania ludziom myślenia, do refleksji, do wyciągania wniosków - w imię wymagania bezmyślnej wiary w rzeczy napisane tysiące lat temu przez owszem, mądrych ludzi, chcących może i dobrze podszywając się pod Boga, ale co było dobre tysiące lat temu, nie pasuje, nie broni się w obecnym świecie, który poszedł do przodu i w którym ludzkość lepiej wie od tamtych mędrców, co jest dla niej i dla świata dobre, choć tych co wiedzą jest tak nikły procent, m.in. dlatego, że przez pokolenia większość religii sukcesywnie zabijała i zabija samodzielne myślenie, a więc hamuje rozwój człowieka prowadzący do osiągania dojrzałości opartej na trosce.

Płakać mi się chce, gdy inteligentni ale wierzący ludzie cytują biblię w takich sprawach. Niby mądre, tak łatwo się nabrać na tę retorykę, zwłaszcza gdy wygodnie, a tak straszne: Krew Chrystusa znaczy dla mnie więcej niż psia krew. Dlatego uważam, że kto się Bogu nie zwierza ten ubóstwi zwierza. Postępuję tak, jak powiedział Bóg do człowieka: „Czyńcie ziemię sobie poddaną” i „Jesteście ważniejsi niż wiele wróbli”. To nie człowiek został stworzony dla zwierząt, ale zwierzę do pomocy człowiekowi. Zwierząt, choć ich dusze (sensytywne, czyli zmysłowe) giną z chwilą śmierci, nie wolno przeceniać ani nie doceniać. Należy stawiać je na właściwym dla nich miejscu, a więc tam, gdzie im się należy zgodnie z wolą Stwórcy i ich wewnętrzną naturą, bez okrutnego zabijania, dręczenia, ani też bez przesadnej egzaltacji czy niesłusznego uwielbiania i stawiania na równi albo nawet wyżej niż człowieka. (…)Prawa to mają ludzie i tym samym mają też obowiązki. Traktować zwierzęta po ludzku jest jednym z obowiązków ludzi, a nie prawem zwierząt. Kto ma psa albo kota, powinien traktować go jak człowiek, a nie jak człowieka. Kto ma świnię, powinien po ludzku dać jej jeść, a potem ją zjeść. Uprzednio po ludzku zabiwszy. Tak samo z pozostałą gadziną… (wzięte z jakiegoś forum o weterynarzach w Augustowie, podczas szukania oprzyrządowanej lecznicy dla Krecika) Wiecie w czym tkwi błąd w tym rozumowaniu? Pomyślcie, macie przecież mózgi jak ja, to co Wam będę pisać.

Jest nas, niejedzących mięsa (chyba wliczono tych, którzy jedzą ryby), podobno 600 mln na świecie, więcej niż ludności w USA, UK, Francji, Niemczech, Włoszech, Kanadzie, Australii i Nowej Zelandii razem wziętych, czyli więcej niż w 27 krajach Unii Europejskiej. To dlaczego, gdy byłam w szpitalu, dieta jaką mi zaproponowano, była tą samą, co dla mięsożerców, tylko bez sztuki mięsa na talerzu? Dlaczego w dużym samolocie na Cabo Verde mieli wersję wegetariańską tylko dla 1 osoby? Dlaczego w całym Olecku nie uświadczysz baru, knajpy, restauracji z choćby jednym, prawdziwym wegetariańskim daniem?? Dlaczego inni wciąż patrzą na nas z ubolewaniem, gdy dowiadują się, że nie jemy mięsa?
Ale jeszcze dziwniejsze dla mnie jest, jak można nie zrezygnować z jego jedzenia, gdy to wszystko się wie???

No dobrze, to tyle na dziś rozterek serca. A poza tym to taki dzień po powrocie:

w przerwie między ulewami porządkujemy dalej wokół Domku na górce, ale tylko spójrzcie, jaka już trawa! (więcej w albumie Dziś i przed wyjazdem do W-wy)

Kilka dni temu gmina zrobiła nam wreszcie drogę!

A ciekawych, jak rozwija się sprawa za płotem informuję, że się nie rozwija. Niestety nadzieje były płonne. Czekamy na rozstrzygnięcie w sądzie, choć wiemy, że nawet jeśli będzie na naszą korzyść, sąsiad będzie się odwoływał z pewnością do końca sezonu… Póki co psy mogą chodzić jak chcą, choć siatka, by nie chodziły (tłumaczenie sąsiada), a wierzba rośnie, by siatka sąsiadom nie szpeciła widoku (także tłumaczenie sąsiada), zaś my, cóż… skoro i tak czeka nas Armagedon widocznie nie musimy mieć ładnego widoku, póki wiedziemy marny byt na Ziemi;) I to wszystko, na co dam się namówić w tej sprawie:)

Poza tym na FB pojawił się dziś 19-letni brat bliźniak Wilkusia, którego właśnie oddano do schroniska we Wrocławiu, bo ma już słabe zwieracze (link dla posiadaczy konta na FB). Jest po prostu identyczny! Ktoś mógłby pomyśleć, że pozbyliśmy się Wilkusia i dla niepoznaki podrzuciliśmy do Wrocławia. Ale nasz Wilkuś ma nieco więcej szczęścia, niż jego bliźniak. Swoją drogą ludzie to kleszcze (jedyne zwierzę zasługujące na porównywanie z ludzką gadziną). Oddać staruszka do schroniska… Mściwa nie jestem, ale tym razem bez skrupułów życzę dziadu, żeby cię spotkał ten sam los.

Wilkuś w towarzystwie i bez, na dowód, że nieoddany do Wrocławia;)

a więcej Wilkaska w albumie Panuś je kanapkę

Komentarze

Monika, North Carolina, 2015/05/18 06:02
Dzien ladny, jak zawsze u Was. Po powrocie, czy przed wyjazdem - w Zawadach zawsze bywa pieknie.
Przyznaje, ze nie znam blizej tematu popularyzowania (mozna tak to okreslic?) wegetarianizmu. W moim domu jemy mieso i tzw. wyroby miesne. Jemy tez sporo warzyw, owocow, czekolady, orzechow... Jak leci. Nie zastanawialam sie nad tym, ze jedzac mieso, godze sie na okrutna hodowle i zabijanie, ze czynie zle. Musze to jeszcze przemyslec, blizej zglebic. Wezme pod rozwage, na pewno.
Pierwszy raz slysze, kim jest Philip Wollen. Wiec siegnelam do Google'a. I tu duze zaskoczenie: Filantropa i dobroczynca, dbajacy o komfort zwierzat - piekna karta zyciowa, wspanialy czlowiek walczacy z przemoca na swiecie.
Co jednak Wollen ma tez na sumieniu w swej karierze? Uprzednio zajmowal stanowisko v-ce prezesa Citibanku i Citicorp. Wystarczy mi to na okreslnie charateru czlowieka. Bo NIE WIEM, szczerze mowiac, czy sa gdziekolwie na swiecie bardziej drapiezne i okrutne instytucje - od Citibanku i Citicorp. Moze Wollen dostal jakiegos olsnienia i dlatego zmienil swoje zajecie, aby odkupic zlo, ktore uczynil pracujac w Citi? Moze przeczytal Wyznania Sw. Augustyna i doznal naglej Iluminacji? Wazne, ze przelom nastapil. Niech dziala. Dla mnie jego wiarogodnosc nie jest jednak uderzajaca. Nie na tyle, bym ja zmieniala moje zycie. Bo ilosc zla, wyrzadzanego na calym swiecie przez Citi w ludzkich, a wiec i towarzyszacych im zwierzecych istnieniach, jest chyba nie do ogarniecia dla mnie.
A dzis/wczoraj wieczorem - znalezlismy biednego kota. Stary, chory, zaniedbany, glodny. Zamieszkal u nas w garazu. Niech ma kocina choc troche lepiej w zyciu, na ile mu go jeszcze pozostalo.

Sceny z kanapka Panusia sa piekne. U nas takie sceny bywaja na stole w jadalni. Najbardziej namolni uczestnicy sa wyprowadzani do ogrodu i przez okno obserwuja jak sie posilamy.
ania, 2015/05/18 09:20
Monika, a jakie to ma znaczenie KTO mówi prawdę? Fakty, które przytacza, są prawdziwe bez względu na to kim jest i co ma na sumieniu. I to nimi przecież powinnaś się kierować, a nie sympatiami do wypowiadającego.
A szacunek do niego tym większy, że z rekina bankowego zmienił się w CZŁOWIEKA takiego właśnie dużą literą pisanego. A dzięki temu, kim był, korzysta ze swojej kasy i wpływów w dobrej sprawie, a nie musi.
Monika, North Carolina, 2015/05/19 09:05
KTO mowi - jak najbardziej dla mnie ma znaczenie. Szczegolnie, jesli wczesniej zajmowal sie oszustwem i zlodziejstwem. Bo wtedy najpierw szukam, co on mi teraz chce i za ile wcisnac. Bo ja z zasady jestem podejrzliwa, wszedzie wesze jakis "interes".
Ale tu pelna zgoda: prawda jest jasna.
z FB, 2015/05/18 10:19
Jola A: Niusy czytam z wypiekami na twarzy i choć TAM nie umiem komentować, TUTAJ napiszę, że bardzo często się przy tej lekturze wzruszam, czasem denerwuję (na sąsiadów :)), niepokoję, czy wszystko się -według planu- powiedzie i zachwycam, zachwycam, zachwycam....:)

Monika L: Uwielbiam lekture niusow! Juz pedze czytac.

Anna Ko: Dobry, mądry tekst.
Ewa U., 2015/05/18 10:54
Niepokojący tekst, uwierający i wywołujący dyskomfort. Nie ma wszak człowieka CAŁKOWICIE wolnego od zła. Jeśli w kimś pojawiają się wątpliwości, to dobry początek. Twój tekst je sieje. Szkoda, że nigdy nie przeczytają go ci, którzy naprawdę powinni. Choćby ci, którzy strzelali tu wczoraj wieczorem i to całkiem blisko. Przecież teraz zwierzęta albo kończą ciążę, albo właśnie urodziły?
Egretta, 2015/05/18 14:28
Aniu, pozwolę sobie zacytować tu jeden z moich ulubionych fragmentów biblijnych, a konkretnie, fragment pewnego proroctwa, w które mocno wierzę i na którego spełnienie z utęsknieniem czekam : "...nadszedł Twój srogi gniew i wyznaczony czas (...) na doprowadzenie do ruiny tych, którzy rujnują ziemię."
Z drugiej strony wszyscy w mniejszym lub większym stopniu do takiego rujnowania ziemi się przyczyniamy np. kupując żywność w opakowaniach plastikowych a coraz trudniej ich uniknąć, zwłaszcza w mieście.
Twój tekst jest dla mnie jak wyrzut sumienia, bo niestety wciąż jeszcze sięgam po mięso, choć ta lepsza strona mojej natury krzyczy , że nie powinnam.
ania, 2015/05/18 21:13
Tak, wszyscy się przyczyniamy, nie jesteśmy wolni od zła ale żeby zmienić się, trzeba widzieć, co jest do zmiany i co nie pozwala jej dokonać. To pierwszy krok. Najbardziej przeraża mnie ogrom ludzkiej nieświadomości.

Bezradną i pokonaną czyni mnie to, że w wielu wypadkach, mimo że chcę zmiany i tak nie mogę jej dokonać, bo... nawet kupując na wagę, by przyczynić się do zmniejszenia zużycia plastiku i tak wsypują mi w plastik... chcąc odciążyć Ziemię nadziewam się na zaporowe ceny ekologicznych produktów czy ekologicznej technologii... widzę, jak nikt z decydentów i urzędasów na ich garnuszku nie jest zainteresowany losem Ziemi, niedolą zwierząt, ekologią (daleko nie trzeba szukać - RDOŚ mający chronić przyrodę zezwala na dewastację)... tylko tym, by ich wybrano w następnej kadencji, a więc nie odważy się dokonać żadnej zmiany uderzającej w bezmózgi motłoch. Ci z mózgami ich nie obchodzą, bo jest ich mniejszość. Odgórnie nic się nie zmieni. Oddolnie małymi kroczkami, dlatego będzie trwać wieki.
Monika, North Carolina, 2015/05/19 09:39
W ten sposob rozumujac - kazdy z nas potrafi znalezc swoj rodzaj "zla" do zwalczania. Swiat jest daleki od idealu, wiec na pewno dla kazdego sie uzbiera. Wszyscy walczymy o cos lepszego, co dla nas jest wazne, ale juz niekoniecznie dla innych ma to znaczenie. Jeden bedzie bronil braci mniejszych, inny bedzie sie litowal nad imigrantami z Afryki, a jeszcze inny bedzie zwalczal nalog palenia u mlodziezy szkolnej.
Mysle, ze "zarazanie czynieniem dobra" jest pozytywne, ale juz narzucanie swego myslenia, co jest w tym wzgledzie najwazniejsze - niekoniecznie.
ania, 2015/05/19 10:30
A ja myślę, że w paru względach narzucanie, a nawet czynienie wbrew by się przydało;)
Monika, North Carolina, 2015/05/19 11:23
Oj, nie wygram z Toba.
Masz racje.
:-)))
ania, 2015/05/19 12:51
To moje niusy, więc tu mam zawsze rację;)
barbara kalmus, 2015/05/26 22:53
Wegetarianizm, tu i teraz to luksusowa rozrywka bogatych i zakompleksionych ludzi,którzy nigdy naprawdę nie byli głodni, a nie mają niczego co pozwoliłoby im czuć się "lepszymi" niż reszta.
ania, 2015/05/27 11:15
Tu i teraz głód na świecie wynika m.in. z mięsożerności (np. dewastacja upraw przynoszących bieżący pokarm i przerabianie ich na monokultury służące nakarmieniu bydła dla mięsożerców o pełnych brzuchach a nie głodnych ludzi)
Tu i teraz mięsożerność wynika z kompleksów tych, którzy w jedzeniu mięsa upatrują awansu społecznego (np. gdy w weekend nachleją się piwa i obeżrą mięsa z grilla, to znaczy że wznieśli się na wyższy poziom drabinki społecznej)
Tu i teraz ratowanie świata przed krótkowzrocznością i konsumpcjonizmem "barbar" i "kalmusów" nie jest luksusem tylko ostatnią deską ratunku.

Owszem, pod każdą ideę podczepiają się narcystyczne zera, które w ten sposób chcą się poczuć lepsze od innych, ale generalizacja i widzenie tylko tego w ruchu, który wynika z troski i wrażliwości, to czysta żywa projekcja własnego narcyzmu.

PS. Proponuję przed ponownym zabraniem głosu na ten temat pogłębić swoją wiedzę, zaczynając od uważnego wysłuchania Philipa Wollena, a następnie rozwinięcia tematu w miejscach dalekich od lobby mięsnego.
barbara kalmus, 2015/05/28 22:40
Zamiast czytać Philipa Wollena, przeczytałam raport pewnego kanadyjskiego naukowca, który próbował odzwyczaić od jedzenia mięsa
Indian żyjących na północy Kanady. Eksperyment nie udał się ze względów biologicznych, ponad stu osobników zmarło. Rosjanie nie próbują podobnych eksperymentów z mieszkańcami Syberii i bardzo dobrze.
ania, 2015/05/29 00:24
Kanadyjski naukowiec zapomniał pewnie, że nie wystarczy zdjąć kotlet z talerza;)
Choć owszem - całe pokolenia Indian jedzących foki, Rosjan, i takich jak "barbara kalmus" muszą wymrzeć, zanim zmienią nawyki żywieniowe i np. nauczą się uprawiać warzywa za kołem podbiegunowym, tak jak robią to już od dawna bardziej cywilizowane społeczeństwa.
Niestety nie do wszystkich dociera, że świat idzie naprzód i pewne idee i przyzwyczajenia są przestarzałe i prowadzą do zagłady. Trudno uwierzyć, że nie do wszystkich na tym świecie dotarło, że skończyła się era niewolnictwa, spółkowanie z własnymi dziećmi, brak praw wyborczych dla kobiet... a jednak. Niestety, ciasne umysły stłamszone przez pewien rodzaj wychowania, prymitywne wierzenia i zacofaną tradycję, nie podlegają rozwojowi. Mimo to mam nadzieję, że jedzenie mięsa będzie kiedyś takim samym barbarzyństwem, jak dziś niszczenie bezcennych zabytków przez talibów.
barbara kalmus, 2015/06/07 17:42
Za kołem podbiegunowym, Szanowna Pani nie da się uprawiać zbóż i ziemniaków (nie myślę o laboratoriach)i nie ma to związku, ze sposobem myślenia, tylko z prawami natury. Reniferowi (i foce także) jest wszystko jedno czy zje je człowiek, czy niedźwiedź albo wilk. Mnie nie przeszkadzają wegetarianie, tylko wkurzaję głupoty jakie głoszą. A tak na marginesie - co ma wspólnego z wegetarianizmem era niewolnictwa, prawa wyborcze dla kobiet i spółkowanie z własnymi dziećmi...?

Barbara Kalmus nie jada mięsa od zawsze, ale nie próbuje dorabiać do tego ideologii i udowadniać innym, że są głupkami, ani pisać referatów o wyższości własnych poglądów nad poglądami motłochu
ania, 2015/06/07 18:34
Co do marginesu - proponuję pomyśleć trochę w bok, to czasem działa.
I z całą pewnością Szanowna Pani jest lepsza od mnie, mądrzejsza, moralnie mnie przewyższa;)

Nie planuję dłużej ciągnąć tej jałowej dyskusji. Nie do takich osób kierowałam ten tekst. Ci, którym się nie podoba, mają cudowne wyjście - taki krzyżyk w prawym górnym rogu. Śmiało.

PS. dla innych, którzy tu zajrzą: Indianie obecnie żrą mięso z supermarketów albo umierają z wycieńczenia przyćpani. Gdyby polowali jak za dawnych czasów na swoje potrzeby, byliby złym przykładem na to, co próbowałam napisać. To nie Indianie degradują świat swoją pazernością więc nie o nich oczywiście mowa. Znaleźli się tu przez przypadek:)
Skomentuj:
XNCFE
 
 
taki_dzien_po_powrocie.txt · ostatnio zmienione: 2015/06/03 12:18 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika