6 kwietnia 2010

Takie tam powielkanocne

Na osłodę życia po przykro zakończonym niusie poprzednim, nius powielkanocny z reminiscencjami sprzed. Bo nazbierało się trochę fajnych zdjęć i kilka fajnych i mniej fajnych zdarzeń:

Teatrzyk Brązowe Oko przedstawia sztukę „O trzech takich, co mieli ochotę na pizzę”:

Wychudzona ropucha wyjęta z piwnicy. Doprawdy nie wiem, jak one tam wchodzą, te wszystkie traszki, żabki i ropuchy. Bo jakoś nie mogę sobie wyobrazić, jak walą głową w kocie okienko, żeby się otworzyło, następnie klapka okienka przesuwa im się po grzebiecie i schodzą kocią drabinką w dół…:)

Tu historia pt. „Był taras, nie ma tarasu”, o której Robert wolałby zapomnieć, ale się nie da. Po nierównej walce z cieknącym w kuchni sufitem pod tarasem, przyszła pora na rozbiórkę. A byliśmy już tak blisko posiadania eleganckiego punktu widokowego…

tuż przed trudną decyzją…

siedział na tych zgliszczach i przeżuwał porażkę, ale nie zdążyłam zrobić stosownego zdjęcia, bo mi uciekł, mówiąc, że tej klęski mam nie publikować!

taki właśnie widok m.in. był z tarasu…

Aktualne krajobrazy w kolorze przykurzonego Piesa:

widok na jezioro Mark, ale coś go w tak małym formacie nie widać…

A propos Piesa - jego wysokość Pieso:

Tu chciałam zrobić zdjęcie ala prowansalskie z kotem malowniczo przycupniętym przy ścianie pensjonatu, ale Wilkuś zupełnie się nie zna na klimatycznych obrazkach!

Ciekawostki przyrodnicze ze spacerów:

mrówki dają czadu już na całego

grzybek czarka szkarłatna (objęta ochroną gatunkową)

przylaszczki koło gminnej plaży

zeszłoroczne purchawy na naszej łące

stokrotka rosła polna (w dolinie rzeki)

A to kikut poglądowy, czyli jeden z kawałków drewna, które Robert zwiózł w ramach ratowania nas przed chłodem, bo drewno opałowe właśnie się skończyło. Mógł go ściągnął z naszej ziemi dopiero po wizycie pana szacującego straty po bobrach. Na bobrach się nie dorobimy, ale zawsze trochę grosza wpadnie… Tego kawałka drewna Robert nie porąbał, żeby goście mogli z bliska podziwiać ślady bobrowych zębów:

Z okazji wiosny psy zamieniły się w wodołazy, przeskakują a jak nie mogą przepływają rzekę (a woda w niej ma pewnie z 3 stopnie, brrr) w pogoni za świeżymi zapachami i nie słuchają się już kompletnie:

A tak wyglądała nasza tegoroczna święconka:) Z roku na rok coraz chudsza i bledsza. Oczywiście jak zawsze pogańskim zwyczajem poświęcona najbardziej boską wodą - prosto z jeziora:

Z okazji świąt Robert wreszcie upiekł chleb, bo ostatnio coś nie ma czasu. Ledwo mu się nie udało zagłodzić zakwasu - bo jeśli ktoś nie wie, do wypieku chleba potrzebny jest zakwas, który się przechowuje, problem w tym, że go trzeba dokarmiać! Chleb udał się wyśmienicie, zresztą wystarczy spojrzeć:

I tak to się u nas sprawy mają…

Komentarze

Ania znad morza...., 2010/04/07 18:17
Ojej jak fajnie, az mi sie milusio na sercu zrobilo.Pozdrawiam serdecznie ;)
Monika, North Carolina, 2010/04/22 07:58
Ooo, jaki piekny Wielkanocny chlebus! My tez na niedawno pieklismy chleb, ale nie w prawdziwym piecu, lecz w maszynie chlebowej, wiec nasz bochenek nie umywa sie nawet do tego chleba Robertowego. No i nie uzywamy do pieczenia zakwasu, lecz drozdzy... W ogole jestesmy chlebowo marniutcy w porownaniu z Robertem - piekarzem. Ale kazdy wlasny chleb (nawet taki nie-z-pieca) smakuje wspaniale.
Skomentuj:
OSWLK
 
 
takie_tam_powielkanocne.txt · ostatnio zmienione: 2013/10/20 20:25 (edycja zewnętrzna)
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika