29 września 2012

To już 30 lat...

No tak. Mam trzydziestoletniego syna. A ledwo się urodził! Jak dziś pamiętam - szpital na Inflanckiej (ten sam zresztą, w którym urodził się Gustaw, bo przysługujący mi na Karowej, w którym z kolei urodziłam się ja, był wtedy w remoncie), jakimś cudem byłam sama na sali porodowej, choć dzieci wtedy rodziły się jedno za drugim - owoce godziny milicyjnej, w radiu sygnał wybijający 22.00, pierwszy krzyk Borysa, a krzyczał od razu, bo urodził się na 10 punktów… Cóż, byłam wtedy piękna i młoda. Za młoda. Choć zależy do czego. W sam raz do bezproblemowego rodzenia zdrowych dzieci, za to głupia jak but i bez pojęcia, co to znaczy dziecko mieć. Cóż, tak już jest - zegar biologiczny nie bardzo idzie w parze z psychicznym;) Wszystko ma złe i dobre strony. Byłam głupia za to sprawna, silna, potem na bieżąco, gdy syn dorastał a teraz jestem w miarę młodą babcią, więc wnuk ze mną dłużej pogada:) A co było się nie odwróci, można nauczki jedynie dziatwie przekazać. Choć i tak nie posłucha, swoich głupot musi narobić. Takie życie.

W każdym razie z okazji urodzin synowi swemu życzę, by złych głupot nie robił i wirtualne kwiatki ślę, marcinki spod płota - eksport z Arciechowa.

A poza tym w telegraficznym skrócie donoszę, że niespodziewanie przedwczoraj zakończyłam sezon pływacki. Niespodziewanie nie szybko, tylko późno. Myślałam, że 18 września był ten ostatni raz, ale wróciwszy po raz drugi z Warszawy tak się zgrzałam przy sprzątaniu kuchni pensjonatowej, a na dworze słonko przygrzewało aż miło, że poszłam do jeziora, aż Robert powiedział, że żona mu zwariowała, bo idzie pływać. Woda rzeczywiście ciepła nie była, aż mi się coś pokurczyło w środku, ale od połowy jeziora szło wytrzymać, za to przedwczoraj było już całkiem miło, bo w nocy było ciepło i woda nie wystygła. Wczoraj nie dało się wyczynu powtórzyć, padało cały dzień, potem w nocy świecił upiorny księżyc , a nad ranem było… 1 stopień:( więc dziś nie próbowałam.

nie, nie, to jeszcze nie śnieg! To mgła, w której odbiło się światło flesza

Problem w tym, że nie interesuje mnie zanurzenie się w jeziorze w celu popluskania się, wchodzę żeby popłynąć na drugi brzeg i z powrotem - to jedyne co mnie satysfakcjonuje, a zajmuje trochę czasu. A jak wiadomo w lodowatej wodzie długo siedzieć nie wolno. Kiedyś, gdy wyławialiśmy dziki z jeziora, wpadłam do takiej wody a potem z zaaferowania nie czułam zimna, za to pod wieczór miałam okazję poczuć jak boli powrót do normalnej temperatury ciała. Okropne!

A w naszym ogrodzie prace remontowe. W zasadzie w sadzie. Bo w naszym ogrodzie za domem rosną tylko jabłonki, porzeczki i śliwy no i różnej maści choinki, lilaków poniemieckich cała masa i śnieguliczek, nasza stuletnia lipa oraz parę drzew samosiejek. Po pierwsze został po raz pierwszy w tym roku skoszony! Koszona była tylko ścieżka do kompostownika, a reszta była nie do przebycia. Po drugie prace porządkowe. Tej zimy uschły nam prawie wszystkie śliwy. Cała ściana ich była, śliwki co dwa lata pyszne na słynne powidła Roberta, a tu kicha w tym roku. Większość uschniętych drzewek goście spalili w ogniskach, ale część jeszcze straszyła w ogrodzie. Gdy się je wycięło, okazało się, że przy każdej uschniętej była śliwka młodziutka, teraz więc mamy śliwkowy młodniak. Za parę lat znowu będą powidła…

No i w ogóle jakiś taki duży ten nasz sado-ogód! I karmnik wyswobodzony, bo już całkiem w jaśminie stał, nie mówiąc o naszych oknach.

Jesienne maliny dalej dają czadu! W lodówce sok malinowy już zlany do flaszki po krupniku (po pensjonatowych gościach:))

Tylko cukinie coraz mniejsze i mniejsze… i gości coraz mniej i mniej, choć dziś akurat tyle co w ostatnim niusie, tyle że tylko do jutra…

Komentarze

Ewa U., 2012/10/02 18:21
Też pamiętam doskonale te szpitalne, komunistyczne realia. Sam poród to był pikuś w stosunku do tego, co działo się przed, w trakcie i po. Długo by gadać. I to dziecko moje malutkie takie jeszcze wczoraj, a dzisiaj kobita na schwał. Chyba każda matka czegoś żałuje, czegoś nie wiedziała, coś robiła nie tak, czegoś nie zrobiła wcale. Ot, życie, taka jego prawidłowość. Chciałoby się uchronić je (dzieci) przed błędami, a one nie słuchają, tylko lezą w te maliny!!! I to też prawidłowość, więc zdystansujmy się, my matki. Pracuję nad tym.
U nas cieplutko, mogłabyś spokojnie pływać jeszcze, bo noce też ciepłe. A i tak podziwiam Twój hart ducha i ciała. Nie dałabym rady, chociaż pluskania się też nie lubię, podobnie jak spacerów noga za nogą. Jeśli już, to biorę kije i zasuwam z prędkością światła. Takie powolne snucie się mnie nudzi, a jak szybko idę, to nie mam czasu. I więcej się wtedy widzi (niż np. na rowerze), nie mówiąc o spotkaniach oko w oko z okoliczną fauną.
Moje śliwki dojrzewają w lipcu, więc mam je za sobą. Teraz na tapecie jabłka w ilościach przemysłowych. Eksperymentuję, bo ile można mieć musu? Takie jabłuszka z bazylią i imbirem zacne bardzo wyszły, jako dodatek do serów na przykład, albo do czegoś innego. Z kiwi też smaczne, ale łba nie urywa. To już pół na pół ze śliwkami są ciekawsze. No i oczywiście z czekoladą, ale to już klasyka. A grzybów jak nie było, tak nie ma. U Was też?
Pozdrawiam
ania, 2012/10/02 19:01
No właśnie kolejni goście sfrustrowani przyszli z lasu. I jeszcze jęczą, że las taki nieprzyjazny, zakrzaczony. Do parku niech idą grzyby zbierać!
U nas też jabłka na tapecie, a raczej na ziemi... Kosy zjadają w ogrodzie, a dziki i sarny przy drodze na górkę. W przyszłym roku obiecuję się tym zająć, zwłaszcza że mamy certyfikat, że są ekologiczne - może jakąś fortunę wreszcie zbijemy;)
Wracam do pisania rzeczy poważnych...
ania, 2012/10/03 12:56
Odwołuję!!! Goście kłamią! Dowód na https://www.facebook.com/media/set/?set=a.424391550958816.104300.100001639240483&type=1&l=e8819f99be
Ewa U., 2012/10/03 18:39
Fajnie... Sprawdzam co i rusz i nic. Podobno jest trochę grzybów na Kaszubach. No nie wiem, u nas strasznie sucho, jak tak dalej pójdzie zostanę bez grzyba w barszczu.
Agnieszka ze skrzyżowania, 2012/10/03 19:53
1. Borysku! Sto lat i naprawdę szczęśliwych dni w długim życiu! Samej radości, miłości Bliskich (oczywiście Pana Gustawa w pierwszym rzędzie!), zwierzaków oraz wielu cudnych dni w Zawadach. Wielkie całusy!
2. Proszę Państwa: przez całe lato i jesień nazbierałam tyle grzybów w Puszczy Boreckiej, że jechały na TRZY raty do warszawy! Nie wierzę, że kilka dni po moim wyjeździe ich zabrakło...
3. Anusiu! Fajnie być młodą mamą właśnie, wiem coś o tym, ja też niebawem będę mamą trzydziestolatka, kurcze... (a tak na marginesie, warto kiedyś napisać o naszych wciąż pojawiających się nowych "dzieciach z Bullerbyn" - jak Wandzia nazywa najmłodsze, bardzo jeszcze nieletnie, pokolenie nowych mieszkańców Zawad (to nic, że czasem jeno wakacyjnych).
Ściskam mocno i zazdroszczę jesieni na wsi.
Skomentuj:
VZLOJ
 
 
to_juz_30_lat.txt · ostatnio zmienione: 2013/10/20 20:26 (edycja zewnętrzna)
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika