5 października 2013

To już zima Panowie i Panie

„Tak właśnie zaczyna się zima” – to słowa Roberta, gdy po nocy jechaliśmy na górkę odłączać kręcioł z wężem ogrodowym i chować kwiatki. Temperatura na termometrze za oknem nie zostawiała złudzeń. Pod tulipanem spuszczona woda w zewnętrznych kranach i od przedwczorajszej nocy codzienna karuzela z wynoszeniem i wnoszeniem kwiatów. Mamy gości tu i tu, szkoda by więc było, gdyby zamiast kwiatków stały w doniczkach badyle. W domu sezon grzewczy w pełni. W moim gabinecie na górze palimy w czwartki, w piątki siedzę okutana w koce:) Cóż. Jak się nie chce deszczu, to ma się mróz. Mówiłam, że trzeba wiać jak gęsi i żurawie.

Czasowo mam dosyć pisania obrazoburczych niusów. Ale spróbujcie mnie zrozumieć. Mieszkając na wsi nie mam z kim się wdawać w ożywcze polemiki;) a bez nich mózg mi śniedzieje. Przy okazji takich jak ostatni niusów, nie dość, że najpierw mąż mi robi awanturę (podstawowy argument: „czemu to służy”), nie dość że mam wreszcie okazję dowiedzieć się czegoś o sobie, znaczy jak mnie widzą inni:) to jeszcze uruchamiacie się i wreszcie coś piszecie. Rozumiem, że pod niusami o pieskach, kotkach i pogodzie nie macie ochoty na mdlące pitu, pitu charakteryzujące komentarze na większości blogów i w tych wypadkach nie domagam się odkrywczych czy zmuszających do myślenia. Jakaś reakcja podtrzymująca kontakt, z której wiem, że nie piszę w próżnię, przydaje się, nie powiem. Jednak muszę napisać coś niepopularnego, by liczyć na wyraźny odzew i kontakt, i jak się okazuje działa nawet na komentarzoopornych, i nie tylko w niusach! Dlatego bez obawy, nadal, jak to podsumował Sebastian, będę się nakręcać na cały świat, bo to mnie chroni przed depresją:)
Zresztą zadziwiające, ile osób czyta moje wypociny, choć 90% nie puszcza pary z ust (znaczy z klawiatury). Na szczęście nie uruchamiam zbyt wiele trolli. Czasem ktoś przedstawi wnikliwą diagnozę mojego stanu psychiki i niezwykle oryginalnie i twórczo skrytykuje niusy i starusy, w stylu„ jesteś głupia i masz wszy”, co oczywiście ląduje w komentarzowym koszu, ale w gruncie rzeczy jesteście Państwo niezwykle dla mnie łaskawi! Czasem nawet na FB dowiem się, że „świetnie napisane…fajnie jak ktoś pisze co myśli i czuje”. No właśnie - to drugi powód, dla którego możecie próbować mnie zrozumieć – rzadko mam okazję mówić, co czuję. Za to nieustannie o tym, co czują inni, słucham. Mówię, owszem, co myślę, na tym polega moja praca, ale nie są to myśli na temat otaczającego mnie świata czy moje osobiste refleksje, tylko dzielę się tym, co słyszę MIĘDZY SŁOWAMI.

No i jeszcze goście z którymi można pogadać, wyjechali, teraz to już tylko samotnicy lub ekipy nienastawione na poważne rozmowy. Poza tym to muszą być goście stali, zaprzyjaźnieni, którzy wybaczają, że mówię co myślę (bo jak już mówię, to nie umiem inaczej), w innym razie zostalibyśmy bez pensjonariuszy, przegoniłabym wszystkich:)

ludzie są nam potrzebni do odzwierciedlania:) i…

Bo prawda jest taka, że potrzebujemy ludzi, którzy są na tyle do nas podobni, by nas wytrzymać, nie odrzucić, i na tyle różni, by w tym starciu z innością coś nowego mogło się urodzić. Dlatego wdzięczna jestem, gdy też piszecie, co myślicie, nie zgadzacie się ze mną albo zgadzacie częściowo, gdy dzielicie się tym, czym na co dzień nie bardzo możecie, gdy nie ograniczacie się do pitu, pitu. Ciągłe potwierdzanie przez innych naszego obrazu świata nie ma większego sensu, bo co z tego wynika? Rozwój bierze się z napięcia, konfrontacji, z trudnych przemyśleń. Czego i Wam życzę w kontakcie ze mną:)

Ale dziś Wam odpuszczę. Dziś było pięknie, ostatnie warsztaty w pracowni ze zdobienia ulepionych dwa tygodnie temu rzeczy, rączki grabiały, ale daliśmy rade. W międzyczasie urodziny miał Wałęsa tego dnia co Borys:), dziewczyny skończyły pierwszy rok życia,

Strzałka jest kotem nocnym i w dzień głównie szuka nieruchomych, ale żywych źródeł ciepła

Białka jest kotem dziennym i nadal pije wodę tylko brudną i byle nie ze swojej miski

Lodzia znowu rozpruła brzuch i chodzi w ubranku a w Domku na górce w przerwach między gośćmi Robert DZIAŁA. W stodole na przykład stała się jasność i przybyło parę szczegółów.

Rozebrana zagródka Krecika,

po ostatnich mrozach opadło mnóstwo liści i chodzimy szurając, a wkoło jak co roku wzmożona aktywność kretów, dzików i myszy.

wyjaśniło się, kto mi odłączył sterowanie radiem przy kierownicy. Stało się to rok temu i z pewnością woziłam wycieczkę myszy na przejażdżkę do Olecka wielokrotnie, ale dopiero kilka dni temu Robert odkrył gniazdo pod deską rozdzielczą kangura.

Rydze pewnie ostatnie z powodu -6 w nocy

więc nie wiem, czy w tym roku jeszcze skorzystam z przepisu na rydze, który dostałam od Baśki. Brzmi pysznie i wreszcie coś innego niż smażone na maśle.

Po ustawicznych deszczach znowu zawalił się przepust w drodze na górkę,

ale zdjęcia archiwalne, bo już naprawiony,

drewna tyle, że niebieskich płacht zabrakło,

schną elementy tarasu, które zaczęły gnić na parkingu,

coraz mniej ludzi na drodze, więc najmniejszy szmer to okazja, by wreszcie sobie podziamgać (one też bronią się przed depresją;))

I jako się rzekło, goście zaprzyjaźnieni wyjechali, ostały się tylko ich piękne zdjęcia w albumie Wrzesień w Zawadach w obiektywie gości w Domku na górce oraz miłe wspomnienia:

i zasłużony odpoczynek po wiejskich szaleństwach

Tylko Łatka odetchnęła, gdy wyjechali (nie mówiąc o Burasku)

(wszystkie te „niższe” zdjęcia autorstwa chłopaków z górki, głównie Sebastiana)

I kolejny miesiąc przeleciał nie wiadomo kiedy, znowu trzeba jechać do stolycy…:(

Komentarze

S&S&K, 2013/10/07 09:46
Wróciły wspomnienia, niby minął tylko tydzień a już strasznie tęsknimy.
Świetne zdjęcia z aparatami zrobione w tej samej chwili, bardzo symboliczne no i jaki trafny komentarz.
Klara od 4 dni ma cieczkę. Wreszcie! Wygląda na to, że postanowiła nie psuć sobie i nam wakacji i wstrzymała akcję do powrotu:)
P.S.
Tak jak mówiliśmy zapraszamy do nas jak będziesz w Wawie.
ania, 2013/10/07 13:11
No to grzeczna suczka!
A nasza mniej grzeczna suczka wróciła właśnie z trzema szwami na brzuchu, w nowym czerwonym kubraczku i przez 3 tygodnie nie wolno jej go zdejmować...

PS. dla reszty czytelników: pitu, pitu też można!:)
Ewa U., 2013/10/08 10:47
Dobra, to ja pitu-pitu. Zdjęcie z krowami rozśmieszyło mnie do łez. One takie ZDZIWIONE! Klarka na wsi, nie mniej zadziwiona, niż krowy, przypomniała mi ukochaną książeczkę z dzieciństwa "Puc, Bursztyn i goście". Jednym z bohaterów był Tjuzdej, miastowy pies-paniczyk, którego wsiowe chłopaki (Puc i Bursztyn) uczyły prawdziwego życia. Chociaż Bursztyn też chyba był miastowy, ale bardziej podatny na wpływy, dokładnie nie pamiętam, w końcu dziecięciem byłam dość dawno.
No i Klara nad ziemią! Poza tym o myszach nie rozmawiamy, jak co roku, i zimy u nas nie widać, zwłaszcza dzisiaj. Jest cieplutko, słonecznie - babie lato!
kinga m., 2013/10/09 10:47
Pitu, pitu, pitu, pitu, pitu......
Bażanty spacerują po drodze, koty mordercy ostrzą pazurki, (aż boję się wypuszczac), dziki pochowały się w lasach , podobno ktoś zrobił akcję i je wyłapał oraz przewiózł do jakiejś puszczy. Mam nadzieję ,że to prawda , gdyż strasznie mi się spodobały ''moje''warflaczki , a było ich na wiosnę trzynaścioro. Zrobiłam lepsze ogrodzenie ,tzn ekipa przyjechała i ustawiła stare do pionu , więc w tym roku nie miały szans wleżc mi do ogródka . Ładne tulipaniki były na wiosnę tam gdzie wcześniej dziki poryły :)Mam nadzieję ,że się wysiały i na wiosnę znów będzie ich całe mnóstwo. Na wszelki wypadek dopomagam naturze i wsadzam nowe cebulki. Niestety za sprawą przymrozków całe plony warzywne z ogródka poszły w ........:(.
A poza tym jak zwykle i co roku depresja sezonowa już daje znac o sobie - nienawidzę tego stanu ! Zawsze trwa od pażdziernika do marca ! Nawet brałam na to leki - lecz ile można ! Czy Wy też tak macie ? Jak dajecie sobie radę? Ja kompletnie w tym czasie nie żyję , najgorsze jest to ,że otoczenie, a zwłaszcza teściowa :) , nie mogą zrozumiec,że to choroba. Boją się , uważają ,że człowiek udaje , że to lenistwo , współczują mężowi, na szczęście schodzą z drogi - gdyż w swojej niewiedzy mają błędne wyobrażenia o tym schorzeniu :). Wszystko mija w marcu i wtedy jest odwrót w drugą stronę - maluję wtedy cały dom ,kopię w ogrodzie , i robię mnóstwo rzeczy na raz....( można powiedziec nadludzka siła):)
ania, 2013/10/10 10:18
Ja mam z pewnością obniżony nastrój w tym okresie, ale nigdy nie wiem, czy to brak światła, czy może jednak coś więcej. Bo ja oczywiście nie wierzę w jednoznaczne i jednowymiarowe powody:) Zawsze coś na coś się nakłada, inaczej wszyscy by tak mieli. Kup sobie lampę do fototerapii - jeśli to rzeczywiście depresja sezonowa to pomoże. To chyba drogie ale jakby mnie miało stawiać przez pół roku na nogi to bym zainwestowała. A leki typu prozac możesz brać, co to szkodzi - jeśli pomagały, to nie ma powodu, żeby nie brać. Nie są tak szkodliwe, żeby rezygnować z efektów. Dla mnie jednak sezonowość takiej depresji wiąże się z przemijaniem, którego jesienią nijak nie da się upchnąć głębiej w czeluściach nieświadomości (jeszcze w dodatku Dzień Zmarłych), a wiosną można znowu ulec złudzeniu, że się można odrodzić, wzrastać i rozkwitać, że siły wracają nieustannie a nie - że niechybnie chylimy się ku grobowi i żadna wiosna potem nas nie czeka;)
kinga m., 2013/10/10 12:51
Dzięki za słowa wsparcia . To rzeczywiście jest brak słońca - mam to już wypraktykowane ,że jak nastają pochmurne dni , to ani rusz ....Na szczęście zdaję sobie dokładnie z tego sprawę , wiem że nowoczesne leki na to schorzenie nie uzależniają , są bezpieczne . W moim przypadku dały pozytywne efekty - ale trochę boję się do nich powrócic . Zauważyłam minimalnie nadnaturalną ( przynajmniej mi się tak wydaje) energię. Powoduje to czasami niekontrolowaną agresję - choc może przesadzam. Podobno da się funkcjonowac bez tych madykamentów , ale trzeba się wtedy do wszystkiego zmuszac. Jak twierdzi moja pani doktor , sprzątaczki to najzdrowsze jej pacjentki . Nie dośc ,że w pracy zasuwają to potem obrabiają jeszcze dom i męża :). A na razie spróbuję deprim - też daje efekty.:)
S&S&K, 2013/10/11 13:19
Bardzo współczuję tego stanu, choć nigdy nie doświadczyłem go z powodu nadchodzącej jesieni czy zimy. Dla mnie ten okres jest jak wieczór, moment przygotowania do snu potrzebny, by wstać wypoczętym i pełnym sił do dalszego działania.
W prawdzie nie mieszkam na wsi (choć to moje marzenie), ale lubię ten czas chowania skrzynek z balkonów, spuszczania wody z zewnętrznego kranu, okrywania roślin, które spędzą zimę na balkonie, bo potem na wiosnę jest ten wytęskniony moment nowego życia: sadzenia, nawożenia itd...
Jakże nudno byłoby żyć w miejscu, gdzie zawsze jest ciepło i wciąż świeci słońce a wokół nic się nie zmienia tylko zieleń i zieleń...
Teraz nadchodzi czas na robienie rzeczy, na które nie miało się czasu i ochoty gdy było ciepło.
Po lecie zostały smaki zamknięte w spiżarni i czas oczekiwania na nowe:)
Pozdrawiam.
kinga m., 2013/10/14 13:41
Fajnie, Tylko to jest stan , kiedy nie da się ruszyc ręką ani nogą i czasami jak nie ma słońca to nie wstaje się z łóżka w ogóle :"). A co dopiero mówic o pracach w ogrodzie :). Całe szczęście ,że ma się świadomośc choroby , gdyż wtedy sumienie nie doskwiera tak bardzo , człowiek zmusza się do działania i strasznie mu się nie chce, ale wie ,że musi. I tak mój stan nie jest jeszcze taki zły.
Inne osoby , kiedy nie są leczone - mają wtedy myśli samobójcze , przeradza się to w schizofremię lub jakies inne zaburzenia . W skarajnych przypadkach kończy się to samobójstwem. Ważna jest postawa rodzinki , która to akceptuje lub też nie.... Ja miałam szczęście trafic na człowieka , który z natury jest spokojny i nie krytykuje . Niestety , w dużym stopniu jestem wtedy od niego uzależniona - cóż , chyba nie da się inaczej....:)
Mogłabym natomiast życ w ciepłych krajach - WIECZNA WIOSNA I WAKACJE !!!!!!!! Chociaż śnieżne bardzo mrożne zimy ze słńcem też uwielbiam .! Nienawidzę pluchy !
ania, 2013/10/18 16:45
Kingo i nie tylko Kingo. Ja z wiadomych powodów nieco sceptycznie podchodzę do tak jednoznacznego interpretowania depresji. Ona nigdy nie jest tylko z biologicznych powodów. I jak mi ktoś mówi, że jest meteopatą i dlatego coś mu tam jest, to tak samo nie dowierzam, jak w sezonową depresję, choć oczywiście na ogół zostawiam te wiadomości dla siebie, bo mało kto chce myśleć o swojej depresji inaczej.

Pominę fakt, że wieczne wakacje w ciepłych krajach to mniej więcej tak jak sielskie, spokojne życie na wsi:)

Poza tymi z wyższego komentarza powodami, które wietrzę, chciałabym zauważyć, że wiosna i lato to możliwość ucieczki od siebie samego (w prace różnorakie i aktywności), co się nie może udać w długie ciemne popołudnia i wieczory i tu bym głównie upatrywała cykliczności. A depresja to znany wtajemniczonym sposób na uciekanie od życia i siebie, od pewnych uczuć, ale w tym miejscu zamilknę:)

Sugerowałabym wszystkim, którzy cierpią na jakąkolwiek depresję, jednak psychoterapię, oczywiście psychoanalityczną:)
Monika, North Carolina, 2013/10/22 08:51
Aniu, kozetke szykuj!
Jade do Polski sie leczyc.
ania, 2013/10/22 14:25
Do mnie już przepadło, trzeba było nie mieszkać na moim podwórku:) ale nie martw się, podeślę Cię do jakiegoś zacnego psychoanalityka:)
Monika, North Carolina, 2013/10/22 08:54
Ta scena jest najlepsza: widac, ze Lodzia nie ma depresji i nie pozwoli jej miec gosciowi. http://ceramika.zawady-oleckie.com/wiki/_detail/2013-10/igp1577.jpg?id=to_juz_zima_panowie_i_panie
Skomentuj:
CRMXO
 
 
to_juz_zima_panowie_i_panie.txt · ostatnio zmienione: 2015/02/07 20:32 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika