2 luty 2020

To nie blog kulinarny :-)

Nieee, nic się nie zmieniło! Nie zaczęłam z lubością stać przy garnkach i pichcić wegańskie dania :-) Choć dziś spędziłam więcej niż 5 minut na rozdrabnianiu kalafiora, by zrobić kalafiornicę! I tylko dlatego, że jest niedziela. Kalafior leżał w lodówce kilka dni, wegański boczek kusi Roberta, a nie pozwalam go zjadać, więc przyszła pora na zawadzką premierę - wegańską jajecznicę. Przepis obiecywał, że będzie szybko i łatwo. Poza tym, że trzeba posiekać i rozdrobnić cebulę, czosnek i kalafiora, nie oszukiwał. Zjemy ją na obiad, czyli niebawem, a ja doniosę o walorach smakowych na końcu.
Za to wczoraj jedliśmy omlet wegański z torebki (miesza się z wodą i na patelnię;))

Usmażyłam obok omleta wegekiełbaski i niczym kulinarny bloger wrzuciłam na fanpejdż:) Na obtłuczonym talerzu, bez ozdóbek warzywnych i kolorowej zastawy. Żeby nie było wątpliwości, że to siermiężna kuchnia pragmatycznych wegan:) Ale to bardziej post dla mięsożerców, taki żart z nich:)

No i dostało mi się. Że mało apetyczne, że tak nie nakłonię do weganizmu, a poza tym to hipokryzja, skoro weganka to czemu marzy o omlecie i kiełbasie. Więc po pierwsze primo, nikogo nie zamierzam nakłaniać do weganizmu poprzez moje dania (dobry żart;)) ani do knajpy wegańskiej nie zaproszę, zanim delikwent nie będzie rozumiał, co robi jedząc mięso, jaja i nabiał, bo to strata czasu. Po drugie primo, jak już napisałam na FB to żadne oszustwo i hipokryzja, nie chodzi o to, że to źle, gdy ktoś lubi smak mięsa czy jajek, tylko o to, że nawet gdy lubi, stara się to mięso/jaja zastąpić. Co w tym złego, że ktoś lubi mięso, ale go nie je, tylko szuka tych smaków bez krzywdy zwierząt? Sama nie lubię mięsa, nie jem od 30 lat i nie pamiętam smaku, więc mi łatwo. Tym bardziej szanuję wegan/wegetarian, którzy za smakiem mięsa tęsknią ale nie jedzą tylko szukają alternatyw wegańskich. Oszustwem nazwałabym twierdzenie, że prawdziwy weganin ma prawo lubić tylko smak roślin. I na tym zakończmy kulinarne wieści i przejdźmy do zawadzkich!

Dziś postaram się krótko. Marzy mi się, by tylko takie rzeczy pisać. By ludzkość poprzez frustrację nie zmuszała mnie do interwencji. Bo to chyba jasne, że poprzez „trucie” próbuję ukoić cierpienie, że nic innego zrobić w tej sprawie nie mogę, tylko nakłaść Wam kochani do głów;)
No to dziś zacznę od Murakamiego. W zbiorze opowiadań „Ślepa wierzba i śpiąca kobieta”, który właśnie kończę czytać, jest opowiadanie „Przypadkowy podróżny”. Murakami jest tu narratorem i zaczyna od tego, że…
Pojawiam się tu dlatego, że wolałem bezpośrednio opowiedzieć o kilku niezwykłych przypadkach, które spotkały mnie w przeszłości. Prawdę mówiąc, bardzo często trafiałem w życiu na tego typu przypadki. Niektóre z nich były znaczące i wywoływały pewne zmiany. A inne okazały się drobnymi, całkiem błahymi zdarzeniami, niemającymi szczególnego wpływu na moje życie. Prawdopodobnie niemającymi. Po czym opisuje dwa takie zdarzenia, jedno swoje, drugie znajomego geja stroiciela fortepianów. No więc ja też się dziś pojawię - jako kontynuatorka Murakamiego w tym względzie. To opowiadanie czytałam przedwczoraj. Wczoraj oglądałam Xięgarnię na TVN, gdzie Kamil Sipowicz mówił o ulubionej książce Kory, „Tajemniczym przybyszu” Marka Twaina. Zaraz zajrzałam na Allegro, czy i za ile można kupić książkę, wysłałam Robertowi linka, by kupił, ale najpierw sprawdził, czy jej przypadkiem nie mamy w naszych przepastnych zbiorach. Zanim Robert linka otworzył, wszystkie książki zostały kupione, widać nie ja jedna oglądałam Xięgarnię :-) Zanim zaczął poszukiwać gdzie indziej, poszedł Nad Tulipana do biblioteki. Książki nie znalazł. Po czym poszedł do pokoju Borysa, gdzie część książek leży jeszcze i czeka na zagospodarowanie. Przypadkowy Przybysz leżał na samym wierzchu stertki! Teraz leży na szafce przy łóżku, następny w kolejce, wciskając się tym samym w kolejkę książek do przeczytania.

A teraz przegląd pogody;)

zaległe bure dni, o których zapomniałam ostatnio (25 i 26 styczeń)

28 styczeń, gdy słońce bardzo chciało ale nie dało rady

29 styczeń i przy okazji Dom z bala od tyłu…

… a tego dnia była niespodzianka!

wieczorem sypnęło śniegiem

Niestety następnego dnia czyli 30 stycznia…

31 stycznia było już po śniegu, padał rzęsisty deszcz

1 luty i zdjęcia ze spaceru do doliny rzeki…

…po którym to spacerze Lodzia wróciła z czerwonym obdartym nosem:(

Bardzo się zmartwiliście losem Lodzi:

Spacer do doliny prawie zawsze kończy się przejściem przez gminną plażę…

więc zbieraniem śmieci :-(

I dzisiejszy spacer z nikonem, jako że lżejszy od canona, a z komórką w taki piękny świat nie wypadało iść. Słońce zza chmur, i to jakich, dawało piękne światło, więc się napstrykałam!

więcej większych w albumie Niedzielny spacer z nikonem

Nad jeziorem dziś tak:

fale!

a przy domu tak:

Przy okazji spacerów stan sauny

ściany ocieplone

i jest już podłoga, ale na razie za zimno na wyłożenie płytkami, do czego namówił nas doświadczony właściciel sauny w Łęgowie, i sufit

i…

oko Jehowy wciąż paczy!;)

a à propos tegorocznej zimy…

w wiacie na górce wciąż zimuje oleander (do tej pory przynoszony był do domu) a sanwitalia w najlepsze kwitnie!

Zaś teraz spuszczę sobie nieco frustracji… Niestety w ostatnim tygodniu nie oszczędzono mi jej :-(
Oczywiście przemówienie Ocalałego z Auschwitz Mariana Turskiego nie sfrustrowało mnie, wysłuchałam go z wdzięcznością. Sfrustrowały mnie reakcje. To niepojęte, że takie chłystki typu Bosak widzą w przemówieniu lewicową retorykę i atak na rząd. Ten rząd jak wiadomo ma problem, ale z „samym sobą”. Ktoś, kto widzi w takich słowach atak na siebie, przeżywa je ksobnie, znaczy, ma poważny problem i powinien głęboko się nad sobą zastanowić! Jeśli nie jest jeszcze tego świadom, może sprawdzić, czy problem faszyzmu przypadkiem go nie dotyczy, czytając 14 cech faszyzmu wg Umberto Eco

Poza tym natknęłam się na dwa ciekawe filmiki dot. zmian klimatycznych, bez demonizowania. O pożarach w Australii:

i o tym, jak się to wszystko ma do Polski:

Czasem jednak natknę się na jakieś światełko w tunelu. Pod linkiem film o tym, jak WWF z rybakami, nurkami, archeologami, technologami… czyści Bałtyk i zapobiega dalszemu zaśmiecaniu sieciami widmo. Obejrzyjcie Widmo Bałtyku.

No i ustawa podpisana przez naszego prezydenta kukiełkę, który obiecywał i jak zwykle zrobił potem, co mu kazano:

Gdyby ktoś miał wątpliwości na ten temat:

i na temat panów myśliwych w ogóle:

A sprawa wypadków z udziałem zwierząt szczególnie mnie dotyka. Jak napisałam przy osadzeniu tego postu: Takie życie? Kuźwa. Nie zgadzam się. Jeżdżę raz w miesiącu w tę i z powrotem do W-wy. Między innymi dlatego nie jeżdżę samochodem, bo ilość takich historii po drodze zabijała mnie. Ile razy wzywałam pomoc i NIC. Ile razy jako jedyna zatrzymywałam się, by zgarnąć potrącone, żyjące zwierzę (by zawieźć do weterynarza, który je usypiał, bo nic innego nie mógł nie mając aparatury diagnostycznej), podczas gdy inni spokojnie przejeżdżali albo stali obok drogi i pili piwo. Ale od tego, że ja nie jeżdżę, nie ubędzie takich przypadków, ani nie przybędzie służby ratowania zwierząt.
Nie zapomnę potrąconego konia w Nowogrodzie, przetrąconego psa za Brokiem, kota w Starym Lubiejewie… Koń przerażony leżący na asfalcie (zaalarmowany przeze mnie Robert zadzwonił z Zawad z interwencją, by się przede wszystkim koniem zajęli, owszem zajęli się - zastrzelili), psa rozjechał następny samochód, zanim do niego doszłam, kota w pudełku zaniosłam do pobliskiego weterynarza wiedząc, że go uśpi:( Inne psy… idące między autostradą a płotem ją odgradzającą, jednego potrąconego, który jednak wstał i uciekał, takiego, co go pewnie ktoś wyrzucił z samochodu i dlatego przed każdy samochód wskakiwał na jezdnię… dzwoniłam na 112, do Roberta, by znalazł kogoś, kto na tym terenie działa na rzecz zwierząt, obiecywali, że się zajmą, ale czy zajęli?? Musiałam jechać dalej:(

Przeczytajcie cały ten post. Przeczytajcie o bezradności kogoś, kto próbuje zwierzę uratować. Temu facetowi udało się doprowadzić do tego, że psa zabrano, ale pies niestety nie przeżył:(
W pewnych zwierzęcych przypadkach może Wam pomóc strona Fundacji Zwierz.

Ale jest i dobra wiadomość dla zwierząt. Przynajmniej w gminie Olecko. Może tak gmina Kowale Oleckie wzięłaby przykład??? Akcja Kastracja w gminie Olecko wygrała!!!

I jak zwykle na poprawę nastroju

rozkoszne MisioPtysie

Sorry, wyszło jak zwykle ;-)

PS. Kalafiornica wprawdzie mało przypomina jajecznicę, ale była pycha. Boczek z Bezmięsnego jak zawsze :-)

Robert kazał napisać, że lepiej smakuje niż wygląda!

Komentarze

Monika, North Carolina, 2020/02/02 19:45
Widzialam ten post na FB (chyba kazdy go widzial) o potraconym psie i braku ludzkich reakcji. Okropnosc, zgroza! I zgodze sie z Turskim: nie spadlo to z nieba, jak Auschwitz. Obojetnosci na wszelakie krzywdy spoleczenstwo (nie tylko polskie) uczy sie od dawna. Takze samo Turski byl obojetny na krzywde rotmistrza Pileckiego, wspolwieznia z obozu. Wszak Turski byl PZPR-owskim aparatczykiem od propagandy, gdy Pileckiego wyslano na smierc i zabito. Bo swiat jest tak wlasnie beznadziejnie "urzadzony". I tez nie wzielo sie to z niczego.
Czuje sie mocno zdepresjonowana po lekturze tego Twojego postu, ale sprobuje sie zaraz pocieszyc smaczna bagietka z szynka, indykiem i salami. Aha, i prawdziwego sera zoltego dorzuce!
Zachwycily mnie dzis zdjecia siedliska Pod Tulipanem, w slonecznej oprawie. Cudne! I ten Dziadek na spacerze... Szkoda, ze Lodzislawa sie wdala w jakas awanture, ale ona chyba juz tak ma, ze musi. A nos jej sie niedlugo zagoi.
ania, 2020/02/02 20:09
Oj Monika, wstyd mi czasem za Ciebie, ale właściwie to głupie, wstydzić się za kogoś, więc tylko mi szkoda.
Nie będę komentować słów o Turskim. Szkoda że Ty wpisujesz się pisowską propagandę. PZPRowska czy PISowska, taka sama zła, bo oparta na manipulacji. Nie masz prawa oceniać życia tego człowieka.
Co do innych treści, które wypisujesz, tracę cierpliwość. Tracę zawsze, gdy wydaje się dorosła osoba nie ma refleksji nad tym, co głosi. Nie mam na myśli tych, którzy nie wiedzą, czyli nie mają WIEDZY a się wypowiadają. Tym można jeszcze coś wytłumaczyć. Ale jeśli mają wiedzę i piszą to co Ty, to tracę. To szczyt hipokryzji i obojętności pisać OKROPNOŚĆ, ZGROZA na temat przejechanego psa któremu nikt nie pomógł i popierać znęcanie się nad zwierzętami z chowu przemysłowego wypisując takie niby śmieszne farmazony. Pomyśl chwilę zanim kolejny raz coś takiego tu napiszesz.
Monika, North Carolina, 2020/02/03 00:29
OK, czuje sie opieprzona, przyjmuje krytyke. Nie bede pisac niechcianych tu opinii. Twoj blog, Twoje prawa.
Wole szczerze niz nieszczerze, bo to bardziej uczciwe.
ania, 2020/02/03 11:01
Opinie możesz pisać, tylko je najpierw dobrze przemyśl, bo to co piszesz, jest straszne, niegodne inteligentnej, wrażliwej osoby. A jeśli taką nie jesteś, to rzeczywiście w ogóle się nie wypowiadaj, bo szkoda cudzego czytania.
z FB, 2020/02/02 21:02
Daria: Nigdy u Was nie byłam, ale po Twoich wpisach wiem, że byłabym zachwycona. Lubię je czytać i oglądać te fotki bez filtrów, niby takie zwykłe, ale jak bardzo przyjemne.
A ci, co krzyczą, że weganie nie powinni jeść zamienników mięsa, bo są przez to "hipokrytami", powinni przyjrzeć się swojej hipokryzji w płakaniu nad bitymi pieskami i jednoczesnym jedzeniu krowy na obiad.
staruszek Z Warszawy, 2020/02/03 10:54
Wyobraźmy sobie, że od jutra wszyscy ludzie na Ziemi przestają pić mleko, jeść sery i mięso krów. Co stanie się z milionami tych zwierząt?
Zostaną zutylizowane (czyli zabite i spalone). Pozostanie trochę "świętych" krów w Indiach. Proponowałbym nie czynić z wegetarianizmu i weganizmu religii. Nie próbujmy zmieniać praw przyrody, jeszcze nikomu nie wyszło to na dobre.
ania, 2020/02/03 11:04
Kolejny bzdurny argument. Te miliony krów i in. zwierząt i tak zaraz nie będą żyć będąc zjedzone lub zamęczone. I na tym poprzestańmy, wtedy zostanie tyle, ile trzeba. Prawa przyrody??? Błagam, mam dosyć pisania wciąż o tym samym. Nie ma takiego prawa przyrody, które każe znęcać się w obozach koncentracyjnych nad kimkolwiek. Ani nad istotami ludzkimi ani zwierzęcymi.
staruszek z Warszawy, 2020/02/03 23:20
Z ubolewaniem, ale Pani riposta nie na temat. Co ma wspólnego obóz koncentracyjny z Eskimosem lub Indianin z Alaski, który musi jeść mięso fok lub reniferów, bo bez tego jednej zimy by nie przeżył. Już był pewien uczony amerykański, który próbował karmić Indian z Alaski produktami roślinnymi.
ania, 2020/02/04 11:26
Booosz, litości. Nie piszę o Eskimosach czy Indianach, oni nie znęcają się nad zwierzętami polując na nie, o ile jeszcze tacy istnieją na świecie. Ani o plemionach afrykańskich/azjatyckich, co jedną kozę/świnkę u chaty mają przywiązaną sznurkiem. Choć owszem rzeź fok czy wielorybów w pewnych miejscach na Ziemi jest wyrazem źle rozumianej okrutnej tradycji. Piszę o "cywilizowanych" ludziach, którzy jedząc mięso pochodzące z chowu przemysłowego (a takie jest głównie w sklepach), wspierają okrucieństwo dokładnie takie, jakie było w obozach, a nawet jeśli nie z takiego chowu mięso jedzą, tylko "od rolnika", to wspierają nieludzki transport i to, co dzieje się w rzeźniach.
Skomentuj:
JHHHZ
 
 
to_nie_blog_kulinarny.txt · ostatnio zmienione: 2020/02/02 19:36 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika