17 listopada 2016

To nie żart. Zaginął Czarli

Mamy Czarliego!!!

Wczoraj o godz. 14.00 Czarli dał dyla. Pobiegł w amoku przed siebie w poszukiwaniu mnie, a ja w tym czasie siedziałam w pekaesie do Warszawy. Robert dwa razy już go prawie miał, a jednak nie udało mu się go złapać. Odwołałam piątkowe zajęcia i wróciłam o 2 w nocy z naszą Madzią (z Ksenią) i Marysią, wolontariuszką z Palucha. Dziś w nocy muszę jechać z powrotem. Marysia ściąga posiłki. Robert szukał wczoraj do nocy. My całą noc, do 6 rano, potem od rana znowu wszyscy szukamy, jeździmy po całej okolicy, rozwieszamy ogłoszenia, pytamy ludzi. Podobno Czarli widziany był dziś rano w Dybowie, to następna wieś za Cichym w drodze do Dunajku, a następnie w Czerwonym Dworze ok. godziny 10-11, widywany jest z jakimś innym psem, więc miejcie oczy otwarte. Robert był w Świętajnie i Wydminach. Czarli przepadł jak kamień w wodę. Poinformowane leśnictwa, schronisko, właśnie informowane są urzędy, które proszą schroniska o odebranie od nich psa. Zaraz idziemy na kolejną rundę z Lodzią. Możecie nas ukrzyżować, obrzucać błotem, pewnie tak właśnie zaraz stanie się na FB, ale w tym momencie interesuje nas tylko jedno - żeby go szukać. Wiecie jaki jest Czarli, boi się wszystkiego, jeśli ktoś go zobaczy, musi być bardzo ostrożny, żeby go nie spłoszyć. Chyba, że Czarli już ledwo zipie i można go wtedy łatwo złapać, ale trzeba go gdzieś zamknąć, zanim go odbierzemy - tak, aby znowu nie nawiał.

Przypominam aktualne zdjęcia i dodam, że waży ok. 20 kg, to spory pies, ale znowu nie tak duży:

I zdjęcia Czarliego ze schroniska , nieco nieaktualne.

Chciałoby się powiedzieć „to się nie dzieje naprawdę”, ale dzieje się. Rozklejając ogłoszenia jednocześnie zdejmowaliśmy ogłoszenia z Miodziem:( Musimy go znaleźć!!! (i to z wielu powodów:()

Trzymajcie kciuki i jeśli możecie pomóc, pomóżcie!

Komentarze z FB - przypominam, należy kliknąć w dymek pod.

Komentarze

Monika, North Carolina, 2016/11/18 15:31
No tak, to nie zart.
Ewa U., 2016/11/18 17:02
O matko.
Ewa U., 2016/11/18 21:54
Są jakieś wieści może?
ania, 2016/11/19 01:36
właśnie dojechałam do w-wy, nie działa mi klawiatura więc wiele nie napiszę. na 80 procent widzieli czarliego między szwałkiem a olszanką, wróciłyśmy z madzią kilkanaście km ale na moje wołanie nic się nie wydarzyło. dokładniej napiszę jak wrócę do zawad, bo jutro pracuję od rana do wieczora.
Monika, North Carolina, 2016/11/19 03:30
W takim momencie, wreszcie, chce sie powiedziec: "To sie nie dzieje naprawde. To zly sen!"

Wyrazy wspolczucia, Aniu, ze musisz przez takie trudne, ciezkie zdarzenia przechodzic.
Ewa U., 2016/11/19 19:22
Nadal nic?
ania, 2016/11/19 19:24
nic ☹
ania, 2016/11/19 21:01
Klawiatura już działa, więc napiszę więcej. Jestem w pekaesie do Olecka, będę w domu ok.1.30. To moja czwarta podróż na tej trasie od czwartku. W Zawadach Robert z Marysią, Dorotą i Radkiem jeżdżą po okolicy, chodzą kilometrami. Jeśli to Czarliego widzieli wczoraj wieczorem na ugorze między Szwałkiem i Olszanką, a Marysia jest pewna że to był on, to nie przyszedł na moje wołanie, proszenie, mówienie w ciemność. Widzieli ogromne oczy w światłach latarek, wcześniej psa na poboczu,który uciekł na ich widok, a jak odjechali, znowu wyszedł. Dlatego cofnęłyśmy się z Madzią z drogi do Warszawy, chodziłam po tym gliniastym ugorze w eleganckich bucikach, specjalnie bez latarki, by go nie płoszyć, ale nic się nie wydarzyło i po półtorej godzinie pojechałyśmy do Warszawy, bo dzisiejszych zajęć nie mogłam odwołać. Oni jeszcze raz tam pojechali z moimi śmierdzącymi skarpetkami wyjętymi z brudów i psimi chrupkami, ale dziś rano śladu po psie, natomiast Robert w ramach zwalczania bezradności pojechał dziś do Kowal, stamtąd wziął autostopowiczkę i zawiózł ją na drugi koniec drogi do Dunajka, bo na tej drodze Czarli był widziany, i w Dunajku dowiedział się, że nasz pies był w Chełchach pod blokami,tam gdzie my wczoraj wieczorem go szukałyśmy i wypytywaliśmy ludzi. Pytanie tylko, czy to na pewno Czarliego widziano. Gdy tam pojechali, nie spotkali nikogo, kto by to potwierdził. Teraz podobno leje tam, zaglądają na przystanki, wiaty i nic. Jeśli tylko twu, twu Czarliemu nic się nie stanie, jedyna nadzieja w tym, że ktoś go znajdzie w stanie, w którym nie będzie miał już siły i da się złapać. Jutro msza w Cichym, Marysia poprosiła księdza o pomoc, powiedział, że chętnie pomoże i ogłosi i wywiesi kolorowe zdjęcie. Ja mam plan wstać o świcie i pójść znowu na ugór, ale z Lodzią.
ewa, 2016/11/19 22:00
Jutro rano zadzwonię do Szwałku i Chełch. Mam tam dobrych znajomych. W Dybowie pytałam, nikt nic.
Ewa U., 2016/11/19 23:14
Oszszsz kurczę, gnałam z nadzieją, że może już jest.
Monika, North Carolina, 2016/11/20 03:06
Dzis, w sobote wieczorem, tak sobie siedze i mysle... Ze tak nie powinno byc. Ze taki seryjny pech to wielka niesprawiedliwosc. Ale w zyciu na niesprawiedliwosc przewaznie nic nie daje sie zrobic. ;-(
Aneta, 2016/11/20 14:20
Kiedy czytam ten tekst, nie wierzę, że los może być do tego stopnia wredny. Mam wrażenie, że ten tam na górze musi mieć wyjątkowo paskudny charakter jeśli dopuszcza do takich rzeczy i pozwala żeby to się przydarzyło takim ludziom i takim zwierzakom. Dlaczego i za co karze się tych naprawdę wspaniałych, wrażliwych na krzywdę i cierpienie, a złych i podłych nagradza ??? Chyba nigdy się z tym nie pogodze.
Proszę się nie obwiniac z powodu ucieczki Charliego, to nie Państwa wina. Robimy wszystko by chronić nasze zwierzaki, ale nie da się wszystkiego przewidzieć.
Jestem z Państwem i Charliem myślami i sercem. Poszukiwania muszą się udać. Może Charlie łatwiej dałby się złapać gdyby zobaczył innego psa, może to by go osmielilo ? Bardzo żałuję, że nie mogę pomóc.
Może to głupie, ale kiedy zginął mój kot przez cały ten czas kiedy Saszy nie było, ja która nie bywam w kościele, gorąco modliłam się do sw. Antoniego. Tak samo było gdy na tydzień zniknęła Misza. Obydwa koty szczęśliwe wróciły do domu. Teraz czekam na powrót Charliego.
ania, 2016/11/20 15:53
To może się proszę pomodlić za Czarliego, bo mnie chyba św. Antoni nie posłucha, za mało w niego wierzę;)
ania, 2016/11/20 16:14
Garść informacji z dziś. Liczyliśmy na jakieś telefony po mszy i po tych wszystkich ogłoszeniach i zaczepianiu ludzi, ale telefon milczy cały dzień:(
Robert odebrał mnie z autobusu koło 1.00 i pojechaliśmy jeszcze na ten mityczny już ugór, ale tak lało, że było to zupełnie bez sensu. Wstałam przed 7 rano, na szczęście zrobiła się ładna pogoda, wzięłam psy i poszliśmy na piechotę do Szwałku, wzdłuż ugoru do Olszanki i wróciliśmy drogą z Czerwonego Dworu do Zawad. Zostawiliśmy trop dla Czarliego obsikując całą pętlę.
Oddzielnie Marysia, oddzielnie Dorota i Radek z Roksi, która siedziała przez jakiś czas z Czarlim w boksie w schronisku, przewędrowali dolinę rzeki i drogę do Małych Zawad, czyli moje trasy spacerowe.
Robert pojechał znowu do Chełch i obszedł ogródki działkowe, a następnie zrobił pętelkę po tamtejszej okolicy.
Wróciłam pożegnać się z dziewczynami i Radkiem, którzy odjechali do Warszawy specjalną trasą na wypadek większej eskapady Czarliego.
A następnie Robert pojechał do różnych znajomych w okolicy, by ich uczulić na psa, a ja przez Olszankę, Czerwony Dwór, Leśny Zakątek do Boćwinki, rozwieszając ogłoszenia, wciskając ludziom, pokazując kolorowe zdjęcia na komórce, a następnie skręciłam do Borek i przez Mazury znowu pojechałam do Dybowa.
I nic. Nikt nie widział Czarliego ani nic nie słyszał:(
Dopóki jeżdżę, jakoś się trzymam, bo jak wiadomo działanie tłumi przeżywanie, ale przyznam, że trzymałam się lepiej, dopóki były jakieś wieści, mimo że nie wiadomo które rzeczywiście o Czarlim.
Właśnie zrobiło się ciemno. Nie wiemy, czy Czarli przemieszcza się nocą a w dzień jest gdzieś przycupnięty, czy odwrotnie.
Muszę się przespać i coś zjeść i pewnie w nocy jeszcze pojeździmy.
Ewa U., 2016/11/20 16:27
Ciągle mam w głowie wypadek kozy Joli z Jolinkowa, która to koza wpadła do zapomnianej, nieczynnej studni. Może Czarli też gdzieś wpadł/zaklinował się? Przecież nie mógł zniknąć tak bez śladu. Przepraszam za tę wizję, ale ona mimo wszystko daje nadzieję.
ania, 2016/11/20 21:07
Teoretycznie możliwe, ale nam znane doły przepatrzone, a tych nieznanych nie sposób znaleźć.
To się tak wydaje, że zniknął, a przecież u nas są takie przestrzenie, tyle lasu, tyle bocznych dróg i dróżek, że nie sposób się na nich spotkać. Chociaż coraz bardziej się martwię. Albo go już tu nie ma, albo wilki, albo... Gdy rozmawiamy z ludźmi, bardzo wielu mówi o swoich zaginionych psach:(
Ewa U., 2016/11/20 22:58
Wydaje mi się, że - mimo strachu - pies będzie się instynktownie trzymał bliżej ludzkich siedzib. Oby.
ania, 2016/11/21 08:38
Jest jakaś wiadomość! Dzwoniła pani ze sklepu, że jakaś kobieta widziała Czarliego na przystanku w Sokółkach wczoraj o 18. Próbowali go łapać, ale uciekł. Niestety nie zadzwoniła, to jakaś starsza osoba, sklep był już nieczynny, przyszła rano i powiedziała. To tłumaczy, dlaczego tu nigdzie go nie było. Robert jeździł tam wczoraj, ale widać za mało.
Ewa U., 2016/11/21 10:37
To już jakieś światełko w tunelu.
ania, 2016/11/21 13:20
Jest! Leży już obok mnie! Napiszę potem niusa!!!
Malgosia, 2016/11/21 13:31
Wspaniała wiadomość!
Monika, North Carolina, 2016/11/21 21:20
Dwa razy sprawdz i poglaszcz, czy to na pewno jest ten glupi Charlie!
ania, 2016/11/21 23:55
Ten, tylko jakiś taki czerwony;)
Skomentuj:
AYAXS
 
 
to_nie_zart._zaginal_czarli.txt · ostatnio zmienione: 2017/03/13 22:01 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika