17 marca 2016

Z lekkim poślizgiem

bo jednak choroba mnie wykończyła bardziej niż myślałam. Już jest z górki, tylko śpię w kółko, taka jestem osłabiona.
Zostawiłam sobie zaległości, tymczasem codziennie coś nowego. No to do roboty. Najpierw poszukiwania domu.
Umówiliśmy się w Zalesiu na oglądanie stuletniego mazurskiego domu, byliśmy pełni nadziei ale ząb czasu i robactwo nie tyle nadgryzło, co pożarło konstrukcję. Dom się aż zapadał. Właścicielka nie mogła przeboleć, że nie zrobi interesu życia;) Oglądaliśmy na strychu różne skarby ale wycyganiłam tylko ramę okienka, która wydała jej się tak bezwartościowa, że spojrzała z politowaniem, gdy spytałam, czy mogę sobie wziąć. Dobrze że pojechaliśmy tico na tutejszych numerach a nie kangurem na warszawskich;)

Obok stała piękna ogromna stodoła, jeszcze zdrowiusieńka, choć ubytki w dachówkach słabo wróżą na najbliższą przyszłość, także gniazdu bociana:( Cóż, tutejsza klasyka gatunku…

Cała wycieczka dzięki Ewie z Wronek. Ewa to prawdziwy dobry duch. I dom znajdzie, i beczkę, i daglezje…:) Przed domem Ewa wpadła na pomysł, by wykorzystać złamaną ławkę - pięknie obrazuje zanik wiejskiej tradycji, jaką było przesiadywanie pod domem, przysiadanie się do sąsiada, obserwacje świata z ławeczki, symbol komunikacji i relacji na wsi. Teraz mamy esemesy;)

Wycieczka była dołująca. Ilość opuszczonych, zaniedbanych domów, zrujnowanych siedlisk jest porażająca. Nie ma komu zadbać o ojcowiznę, bo przecież nie chodzi już o ambiwalentne uczucia względem poprzedniej nacji. W czasie wycieczki już mnie trzęsła gorączka, więc nie uwieczniłam tych smutnych obrazków, nie miałam siły wysiadać z samochodu. Skupiłam się na obrazkach milszych:

na pięknej brukowanej drodze w Zalesiu, nie tak zniszczonej jak w Zawadach

na moim ulubionym sposobie budowania stodół (też mamy takie, zadbane, w Stożnem w drodze do Olecka)

A tu proszę bardzo jaki ładny zielony dom! Może być kolorowy a pasujący do wsi? Może.

tu jakiś taki Pieso próbował nas zobaczyć, nam się go nie udało

a to piesek przybłęda właścicielki zeżartego domu, cudny nie? Mam nadzieję, że nie zeżrą go kleszcze, bo właścicielka pojęcia o kleszczach nie miała i na widok chodzącego po psie minę miała niewróżącą dla pieska najlepiej:(

No właśnie. Napotkane psy i koty to kolejny smutny temat. Jeden przystanek przy leśniczówce, gdzie mieszkało kilka pięknych zadbanych wydawałoby się psów, ale bliższy kontakt z futrem oznaczał pogłaskanie napompowanych kleszczy - jeden z psów dał sobie wyjąć z dziesięć. Co najmniej drugie tyle zostało:( Wizyta w kolejnym gospodarstwie była spotkaniem z przerażająco chudym, kostropatym kotem, który czmychnął na nasz widok, więc nawet nie dało się zobaczyć, co mu jest:( W tym samym gospodarstwie całkiem dobrze wyglądający pies na krótkim łańcuchu przyczepiony do wiaty ze słomą. Dobrze, że miał obrożę, a nie łańcuch dookoła głowy:( I właściwie co w takich wypadkach robić? Jak się da, można grzecznie zwrócić uwagę, podpowiedzieć, ale przeważnie patrzą na ciebie jak na umysłowo chorego. Mieliśmy ze zwierzętami kontakt w trzech miejscach, bardzo przypadkowy i pobieżny, strach pomyśleć, co by było, gdyby tak przejść się po kilku wsiach w celu skontrolowania wszystkich zwierząt. I napiszę w tym miejscu to, co bardzo mnie wkurza i dziwi. Unia europejska wymogła oznaczanie zwierząt gospodarskich, nie można sobie ot tak hodować świnki czy krowy i się z tego nie wyspowiadać, gdy zwierzęciu coś się stanie (i nie będę w tym momencie wnikać w sumienność pracy inspektorów weterynaryjnych). Dlaczego nikt nie wymaga oznaczania psów i kotów, regulacji ich rozmnażania? Nawet obowiązkowe na wsiach szczepienie przeciw wściekliźnie to fikcja. Jeśli sąsiad nie doniesie na sąsiada, że ten ma psa, pies „nie będzie istniał”. Przecież żaden weterynarz nie będzie tropił po wsiach psów. A co dopiero kotów.

takie drzwi napotkaliśmy we Wronkach, jakby były nasze:) Robert odgraża się, że zrobi taki inicjał!

A na koniec wycieczki pojechaliśmy do Ewy, która zadołowała nam kilka daglezji. Plan jest taki, żeby odizolować sąsiadów od świata:) Oni się izolują tak, jak im wygodnie, byleby ich nie podglądać, ale my byśmy chcieli, by w ogóle zniknęli, wszelkie przejawy ich obecności na tym świecie, chcemy, aby świat mógł o nich zapomnieć. Niestety to trochę potrwa, bo landara na wzniesieniu, więc zanim drzewa tak duże urosną… ale przynajmniej kolejne pokolenia nie będą musiały od strony naszych pięknych łąk ani landary oglądać, ani folii na wale ziemnym, ani dyskoteki. Tak, ostatnio do latarenek na brzegu doszła iluminacja na domu. Koszmar. Nasz świerk pod bramą zasadzony 16 lat temu taki jest wielki, że już by ich zasłonił, więc liczmy na to, że daglezje i świerki za kilkanaście lat pokryją zasłoną milczenia jehowski raj. Problem pozostanie od strony jeziora. A to co widać z drogi łącznie z kamerą patrolującą teren z komina niech pozostanie tematem okolicznych kpin, ja nie muszę zadzierać głowy idąc w stronę plaży gminnej;)

a u Ewy Kaja i Tenor, znajdy mazurskie. Tenor partyzant, zdziczały pies z lasu przeszedł metamorfozę dzięki dobrym ludziom i tej czarnej koleżance! (więcej zdjęć w albumie Niedzielna wycieczka w poszukiwaniu domu )

A propos kamer. Chiński badziew zastąpiła kamera sterowana z domu, nie można jej pacnąć w łeb, więc dostaje torebki na głowę;) I co z tego, że aktualnie nie patrzy już na naszą plażę (patrzy za to w wodę, gdzie się kąpiemy). Właściwie aktualnie to się patrzy tam, gdzie będą mieli kaprys sąsiedzi i nikt nie udowodni, że gdy się nas nie spodziewają na plaży, nie przekręcają oka kamery gdzie chcą - na gołe dzieci na plaży, na panie w bikini w wodzie, na Andrzeja drapiącego się po jajkach;) Ta kamera dotąd jest przekrętem, dokąd ma możliwość podglądania, nieważne, czy to robi czy nie. Stąd torebki dalej będą w robocie dopóki nie zrobi z tym porządku sąd.

A poza tym zbliża się kolejny sezon z siatką w jeziorze a w Nadleśnictwie dalej jakby udawali głupa. Bardzo to jest dla mnie ciekawe, że po półtora roku, dopiero gdy zauważono, że piszę o tym na FB, doczekaliśmy się innej reakcji. Innej niż to, co Robert rok temu usłyszał od nadleśniczego i niż ostatnie pismo, w którym nadleśnictwo poinformowało, oczywiście używając urzędowych słów, że nie jest zainteresowane wyznaczaniem linii brzegowej jeziora, pomimo że jezioro należy do zasobów państwa i nadleśnictwo ma je chronić. Mamy sobie sami wyznaczać, ich to nie obchodzi. Chociaż to nie nasze jezioro. Za to gdy śmiałam opublikować najpierw komentarz pod jednym z takich zdjęć, jak poniżej…

(więcej zdjęć w albumie Życie plażowe (zaraz będzie podwórzowe;)) )

odezwał się sekretarz z Nadleśnictwa…. i tu chciałam go zacytować i ku swojemu zdumieniu zobaczyłam, że komentarze dotyczące drzew i ogrodzenia nad jeziorem… zniknęły! O NIE! Co to to nie! Chcecie wojny? Mnie już jest obojętne. Naprawdę ktoś sądzi, że w stanie, do jakiego nas doprowadzono, powstrzyma nas moderując komentarze na naszym fanpejdżu?? Nadleśnictwo zażądało od FB usunięcia?? A może to świadkowie Jehowy (czyżby potwierdzały się podszepty, że to mafia?;))? Chciałabym, aby jedni i drudzy wiedzieli, że nie mamy nic do stracenia i przed niczym (zgodnym z prawem) się już nie cofniemy. Półtora roku utraty zdrowia psychicznego i fizycznego przez życie w ciągłym stresie, straty finansowe, utrata marki, a wszystko przez samowolę/bezprawie sąsiadów a z drugiej strony przez milczące przyzwolenie tych, których obowiązkiem jest chronienie tego brzegu, tego jeziora, zasobów przyrody, a siedzą cicho i strugają głupa. Tak, Nadleśnictwo Czerwony Dwór, o Was piszę!!! Możecie sobie kasować komentarze, mnie nie skasujecie. Zresztą zacznę w takim razie robić screeny:)
Nie zacytuję sekretarza z pamięci, mam za dużą sklerozę, opiszę, co raczył napisać. Że mam zlikwidować ten obraźliwy komentarz (nie był obraźliwy, mówił o tym, że nadleśnictwa nie obchodzi, co dzieje się nad jeziorem) i że takie sprawy załatwia się w biurze u nich a nie na FB. Na co odpisałam, że po półtora roku załatwiania w biurze/pismem urzędowym nie widzimy w tym sensu. Najpierw Rober potraktowany z buta przez Nadleśniczego i wyśmiany ze swoją troską o brzeg, jezioro, szlaki zwierząt, a następnie ostatnie pismo, w którym mamy się wypchać i radzić sobie sami. No to pismo poszło wyżej, skoro Nadleśnictwo zostawia nas samych z problemem, który to problem jest bardziej nadleśnictwa niż nasz… może zwierzchnicy przypomną, co należy do podwładnych, nie mówiąc o kulturalnym traktowaniu petentów. Przynajmniej mam taką nadzieję. Tak, jestem naiwna, wciąż wierzę w sprawiedliwość i zdrowy rozsądek, a nie kumoterstwo i układy. Napisałabym więcej, ale obowiązuje mnie tajemnica, klauzula poufności na rzecz postępowania w sprawie. Ale gdy tylko przestanie, ja też się przestanę patyczkować. Dość tego. Dodam tylko, że pan sekretarz jest mało zorientowany, nie wie, co się dzieje w jego nadleśnictwie, skoro wypisuje takie rzeczy na fejsbuku. I może dlatego musiał się wykasować;) Dopiero strach przed utratą wizerunku (tia, nadleśnictwo ma swój fanpejdż i bardzo się udziela!) sprawił, że sekretarz się zainteresował, a nawet nadleśniczy się odezwał?

pod albumem z tymi sarenkami! (więcej sarenek w niusie przyrodniczym Sarenki dają kłam nadleśniczemu )

Tym razem wkleję skrin:)


(pozwolę sobie dołączyć odpowiedź Bartka Panu Nadleśniczemu, która pojawiła się już po opublikowaniu niusa: ”Nadleśnictwo Czerwony Dwór, Lasy Państwowe Chyba Pan żartuje, że to znaczna odległość. Uważa Pan, że walczenie o to, by czyjeś prywatne ogrodzenie nie wchodziło do wspólnego jeziora to przesada? Ciekawy pogląd jak na przedstawiciela organizacji dbającej o przyrodę. Może zamiast recenzować co jest a co nie jest przesadą lepiej w pełni zająć się tą żenującą sprawą w granicach prawa i w duchu SŁUŻBY Leśnej?”)

I wiecie co zaraz usłyszę tu i ówdzie? Siedź cicho, przecież ci psy upolują! Uspokój się, oni mają władzę, nawet nie wiesz jaką! Wiem jaką. Zdążyłam się przez te 17 lat przekonać:( Kiedy całkiem się wkurzę, bo w sprawie ogrodzenia nadleśnictwo nie pojawi się w sądzie, napiszę o tym kiedyś.

a na razie spójrzcie w miłą stronę naszego zejścia do wody:) pamiętacie, gdzie była woda względem pieńków jesienią?

A poza tym z tych milszych rzeczy szykujemy się na następną zimę;)

i taki okaz do naszego muzeum przybył

a kolejny psy znalazły w naszych jabłonkach przy drodze na górkę!

Gniazda szerszeni, o którym sobie Robert przypomniał, że gdy przyjdzie mróz i szerszenie szlag trafi, trzeba je sprzątnąć z lęgowej budki, nie wstawimy do muzeum, bo został z niego lekki gnój:(

Robert został poproszony, by przybrał miły wyraz twarzy;)

Poza tym mieliśmy znowu mróz, -6 chyba o świcie a ja mimo choróbska wylazłam za Lodzią z aparatem, no znowu nie mogłam się powstrzymać, ale przyrzekam, okutałam się, tylko nogi miałam nieco gołe;(

(więcej zdjęć w albumie Okoliczności lodziowej kupy )

Dla zdrowotności Robert mi nazbierał soku:

No i mieliśmy przedwielkanocnego zajączka za sprawą małpy Strzały, na szczęście nie zrobiła mu krzywdy. Zajączek najpierw skrył się pod podestem Belfegora, potem uciekł, ale Strzała go znowu znalazła, więc Robert zamknął ją w domu i po kryjomu wyprowadził zajączka na brzeg lasu.

śliczny nie? ale wtedy byłam taka chora, że odbyło się wszystko za moimi chorymi plecami:( a więcej zajączka w niusie przyrodniczym Zajączek przedwielkanocny

No to tyle słabych wieści z Zawad. Nie osłabiają Was? Bo mnie bardzo. Idę dobrzeć.

Komentarze

AK, 2016/03/17 22:31
1. Kupcie własną kamerę, wstawcie na swoim terenie i wycelujcie niechcący prosto w okno sypialni sąsiada.

2. Nieczyste układy - strach się bać - każdy inny dostałby po łapkach za niszczenie linii brzegowej jeziora. Ktoś tu musiał dostać w łapę.

3. A może tak wysmarować szkło kamery ptasimi odchodami i smarować tak często aż w końcu odpadnie ;)



A tak poważnie... Ja Was podziwiam, że tyle wytrzymaliście stresu. W dodatku wrażliwość na dobro zwierzaków nie pomaga w zachowaniu pogody ducha :(
ania, 2016/03/17 23:35
Łatwiej dostępna kupa Belfegora, no i większa:) W sam raz do wepchnięcia w oko kamery.
Robert Maluchnik, 2016/03/18 02:15
Przyroda sobie poradzi. Oczywiście. Pan Nadleśniczy ma rację. Gdyby sąsiad zasypał całe jezioro i postawił na środku salę królestwa też by sobie poradziła. Tylko co z tego?
Czy to zwalnia z dbania o to co oddano Nadleśnictwu? Również pod opiekę? Czy 'przyroda' nie poradzi sobie bez tych kilku szczupaków zabijanych widłami w czasie tarła z brzegu jeziora? To czemu Straż Leśna pilnowała i prosiła o pomoc. Co to w ogóle za argument? Przyroda sobie poradzi. Tylko czemu musi sobie 'poradzać'?
Wiem, że najlepiej jak byśmy sfotografowali łosia z łopatami zakleszczonymi w furtkę sąsiadów i badylami ogryzionymi przez ich psa (dwa łosie niedawno były na naszej łące).
Albo jeszcze lepiej żubra. W nieznacznej odległości od zagrodzonego brzegu, rzecz jasna. Ale w końcu tak wiele złego na mój temat Pan nadleśniczy słyszał, że nawet żubr nie pomoże. Z poważaniem.
Tomasz Łaskowski - sekretarz nadleśnictwa, 2016/03/18 10:49
Czuję się wywołany do odpowiedzi, więc odpowiadam: posty na profilu FB może kasować tylko jego administrator - to wie każdy, nawet początkujący fan socialmediów. FB samoistnie usuwa tylko te, które są niezgodne z regulaminem, najczęściej dotyczy to treści pornograficznych, nawołujących do nienawiści bądź dyskryminacji oraz drastycznych. Cała reszta wniosków o usunięcie postów - nawet ze pośrednictwem wymiaru sprawiedliwości - długo czeka w kolejce na rozparzenie i najczęściej administracja FB ich nie uwzględnia. Poszanowanie prywatności w USA ma moc ogromną... Proszę więc poszukać u siebie w domu kogoś, kto te posty pousuwał, a nie pomawiać mnie lub nadleśnictwo (w razie, gdyby Pani za nimi tęskniła - dysponuję screenami). Zapewniam, że doskonale orientuję się w tym, co dzieje się w nadleśnictwie, bo to nie tylko mój obowiązek, ale i pasja. I przypomnę Pani, że moja prośba dotyczyła tego, aby nie używała Pani nieuzasadnionych i niczym nie popartych stwierdzeń w formie ogólnie przyjętej jako pejoratywna, na dodatek na forum publicznym, bo przecież Pani zadanie, jest Pani zdaniem i nikt nie zabroni go Pani posiadać, ale nie będę się godzić na dyskusję, która poziomem sięga bazaru (lub w niej uczestniczyć). Jak pisałem - nadleśnictwo działa w granicach obowiązującego prawa, Państwa sprawa jest rozstrzygana przez Sąd, gdzie nadleśnictwo nie jest stroną, i jeśli wyrok, lub wspomniany Sąd, będzie nakładał na nas jakieś obowiązki, na pewno je wykonamy. Pisałem wcześniej o poszanowaniu prywatności. Jesteście Państwo prywatnymi właścicielami nieruchomości, czy na pewno chcecie, żeby ktoś obcy o nich decydował? Te czasy już były i mam nadzieję nie wrócą. A może chcecie, żeby Wasze problemy rozwiązywał ktoś inny?
ania, 2016/03/18 11:07
Też tak myślałam, stąd moje zdumienie (to na temat usuwania postów). Poza mną i mężem w domu są psy i koty. Chyba popytam w takim razie wśród zwierzyńca, które takie mądre.
Skoro nie Nadleśnictwo, zostaje mafia;) a oprócz administracji FB są jeszcze hakerzy, to wie każdy, nawet początkujący fan socialmediów;)
Ma Pan irytującą manierę robienia z innych przygłupów. Proszę przysłać mi ten screen (ania@zawady-oleckie.com), chętnie go tu zamieszczę, by inni mogli zobaczyć jak zeszłam do poziomu bazaru.
Co do granic prawa, Nadleśnictwo jest pokrzywdzone, zostało wezwane do bycia stroną i szkoda że samo nie poczuwa się do tego.
Niestety muszę iść do pracy, niezmiernie żałuję, że muszę trawić czas na takie dyskusje, zamiast stanąć z Nadleśnictwem ramię w ramię w sądzie. Dawno sprawa by nie istniała.

PS. Na każde moje stwierdzenie mam uzasadnienie i poparcie w postaci pisma urzędowego/zeznań, choć niektóre będę mogła przytoczyć dopiero po zakończeniu sprawy.
Monika, North Carolina, 2016/03/18 12:40
Mnie dzis bardzo zaciekawilo zdanie w poczatkowej czesci postu, dotyczacej drewnianego domu:
"Wycieczka była dołująca. Ilość opuszczonych, zaniedbanych domów, zrujnowanych siedlisk..."
Dlaczego opuszczonych?
1- Czy wszyscy wlasciciele wymarli bezpotomnie?
2- Czy spadkobiercy wyemigrowali "do miasta", czy juz dalej, na Wyspy Brytyjskie?
3- Czy te domostwa sa zadluzone we frankach, warte duzo mniej niz jest do splacenia?

Sprawa bezprawnego zagrodzenia linii brzegowej jeziora i jej traktowanie przez urzad, czyli Nadleśnictwo Czerwony Dwór - idzie prawidlowo, bo osiaga kolejne etapy, jak ponizej:
First they ignore you, then they laugh at you, then they fight you, then you win. (Mahatma Gandhi)
1- ignorowanie problemu: "Przyroda sobie poradzi." - O co chodzi? Nie ma sprawy, nie ma o czym...
2- wysmiewanie protestujacych: Tomasz Łaskowski - sekretarz nadleśnictwa "...nie będę się godzić na dyskusję, która poziomem sięga bazaru (lub w niej uczestniczyć)..." - Wyrafinowany intelektualista nie znizy sie przeciez do niczego wiecej, niz branie lapowek od sasiadow kupujacych sobie bezkarnosc. Dobrze, ze jestescie JUZ na etapie wysmiewania, bo dzieki sile Facebooka - w Nadlesnictwie zauwazyli Was i nie moga juz dluzej ignorowac. Jakby nie patrzec: Facebook niejednego urzednika w USA juz pokonal. Nie ma to jak dobry portal spolecznosciowy.
Czekamy na kolejne etapy sprawy, tzn.
3- otwarta walke (byle ograniczona jedynie do terenu sadu, a nie np. do konfrontacji na drodze czy pod waszym domem) i wreszcie
4- wygrana sprawiedliwosci. Oczywiscie, wiemy, po ktorej stronie. ;-)
ania, 2016/03/18 17:39
Monika, nie rozganiaj się;) Tak piszesz jakby Pan Sekretarz brał łapówki:) i to ja zostanę pozwana, że nie likwiduję obraźliwych komentarzy, bo Ciebie z Karoliny targać nie będą;)

Rozumiem, że ta dziwaczna, niezrozumiała dla przeciętnego człowieka sytuacja ciągnąca się od prawie półtora roku, to, że Nadleśnictwo popełnia grzech zaniechania w sprawie grodzenia jeziora LP, a Nadleśniczy mówi Robertowi w rozmowie służbowej (skoro w służbowym gabinecie), że nie zamierza nic z tym robić bo to nasz prywatny konflikt z sąsiadami, budzi w Was i to nie pierwszy raz jednoznaczne myśli (bo jak nie wiadomo o co chodzi, to wiadomo, że chodzi o...) to mimo wszystko spróbujcie je okiełznać dla naszego dobra.

Co do domów opuszczonych i zrujnowanych:
ad 1) rzadko kiedy właściciele wymierają bezpotomnie, potomni natomiast często mają gdzieś swoje dziedzictwo, żywią wobec tych starych gospodarstw trudne uczucia, bo mieli w nich kiepskie dzieciństwo, albo głównie interesuje ich czy mają za co wypić, więc chętnie sprzedadzą dachówkę ze stodoły, może się szybciej zawali i nie trzeba będzie płacić podatku i ubezpieczenia, a całego siedliska nie sprzedadzą, zanim go nie zrujnują, bo rodzina rozległa, animozje takie, że nigdy się nie dogadają, wolą belkę w piwnicy podciąć, by się chałupa zawaliła, niż dać zarobić bratu i siostrze, nawet swoim kosztem (pod bokiem mieliśmy taki przykład, piękne sklepione piwnice zostały zasypane a wcześniejsza sprzedaż gąsiorów z dachu spowodowała, że jeden z piękniejszych domów w Zawadach zawalił się razem z bocianim gniazdem)

ad 2) emigracja do miasta a nawet na wyspy nie jest przeszkodą, by sprzedać w porę siedlisko, zanim się zawali, oczywiście nie każde siedlisko chce ktoś kupić, choć myślę że to kwestia ceny, ale patrz wyżej

ad 3) wątpię
Monika, North Carolina, 2016/03/19 05:19
Sorry, faktycznie, ze sie rozpedzilam z moja szczeroscia domyslow. No ale co ja poradze, ze tak dobrze zycie znam.
Bede wiec uzywac jezyka kodowego, np. ze "wiadomo kto, wiadomo czego chce". A Ty Aniu, wyrzuc moja zapalna wypowiedz. Ostatnia rzecza, ktorej pragne to narazanie Was na odpowiedzialnosc za moje niewyparzone slowa. Chyba, ze tu w USA, Wasz nadlesniczy przez Zuckerberga bedzie mnie scigac.

A z tymi opuszczonymi domami - rzeczywiscie, dramat w 3 aktach. Ludziska uciekna, a nie ustapia.
Zawziete! Wiem, wiem... Byle za co wypic bylo, to reszta moze sie (doslownie) zawalic.

A zajaczek przed-wielkanocny to w konfrontacji z Wasza kotka mial wiele szczescia. Moja kotka, jak miala kocieta - tak byla waleczna i agresywna, ze przynosila dla swych dzieci stosy(!) upolowanych zajecy, ryb, ptakow, krewetek, rakow, wezy... Dawala pol-zagryzione do zabawy, zeby sie mlode uczyly przyrody na osobniku naturalnym.
MK , 2016/03/19 09:04
O tych łapówkach to jest tak, że w ten sposób oceniają świat osoby,które same korzystały z takich rozwiązań, albo posądzają o to innych, jeżeli działania tych innych nie są zgodne z pojmowaniem świata przyjętym przez osobę oceniającą.
ania, 2016/03/19 14:24
Trochę w tym prawdy, ale myślę, że nie ma tu takiego prostego oczywistego przełożenia, jak z projekcją, świat nie jest taki prostoprzekładalny i łatwy do przewidzenia, to dziecięce marzenie.

Natomiast zgodzę się z tezą "jeżeli działania tych innych nie są zgodne z pojmowaniem świata przyjętym przez osobę oceniającą." Obawiam się jednak, że pod "działaniami tych innych niezgodnymi z naszym pojmowaniem świata" kryje się coś innego niż dla MK.
Wiele zadziwiających działań sąsiadów czy w ogóle świadków Jehowy i innych wyznawców, wielu nadleśniczych w tym głównego leśniczego Szyszki, myśliwych, byłych/obecnie rządzących, itp, itd, jest trudnych do zrozumienia, bo kryje się za nimi pokrętne rozumowanie (i dorabianie do niego teorii).

Gdy jednak ktoś np. w moim gabinecie ma odwagę po kilku latach terapii zacząć się przyglądać swojemu rozumowaniu, z przykrością zauważa, że za nim ZAWSZE stoi prymitywna potrzeba nachapania się (dóbr wszelakich) w opozycji do potrzeby troski o coś więcej niż własny, lub przedłużony o nosy podobnych, czubek nosa. I wtedy myśl o łapówce jako zaspokojeniu własnych niemowlęcych potrzeb bez względu na wszystkich i wszystko, jest logiczna.
Łapówka niejedno ma imię. Od flaszki za łowienie ryb po układy kolesiów, którzy nawzajem sobie rączki myją i mają zawsze jakiś dług wdzięczności u kogoś.

I do tego banda tchórzy nie mających odwagi się temu sprzeciwić i krzykaczy takich jak ja, którzy więcej krzyczą niż robią coś sensownego;)
Tia... skoro jestem przy głosie, wyrażę ubolewanie.
Z mieszkańców stałych i okresowych tylko Bartek nas poparł. A przecież to nie nasze jezioro. Przecież wszyscy się tu kąpiemy, pływamy, chodzimy na spacery. Nikomu tu nie przeszkadza co robią sąsiedzi w wodzie i na brzegu jeziora natura 2000?? Nie wierzę! Tylko nikt woli się nie narażać, prawda? I to najlepszy dowód, jak postrzegane jest tu Nadleśnictwo - nie jako urząd, gdzie można zgłosić się po pomoc, tylko urząd, w którym można sobie zaszkodzić.
Monika, North Carolina, 2016/03/20 11:03
Lapowki... "w ten sposób oceniają świat osoby,które same korzystały z takich rozwiązań..."
W co tu gramy? W udawanie, ze w Polsce nie ma korupcji (jak bywa zreszta wszedzie na swiecie), a jezeli jest to o znikomym rozmiarze i zasiegu? Polska norma uczciwosci urzedniczej juz tak bardzo zblizyla sie do norweskiej lub do szwajcarskiej?
Czy od takiego nastawienia naprawde uwierzymy, ze w polskich urzedach, szpitalach, miejscach zatrudnienia itp. - nie ma lapownictwa?

Przeciez ta sprawa to BANAL. - Juz chyba jasniej nie mozna... To nie musi przeciez byc "kwota w kopercie". Moze tez byc "nic nie robienie" za "nic nie mowienie".
Proste rzeczy, a tak trudno zrozumiec?
z FB, 2016/03/19 15:53
Anna K: Basciaki ściskają mocno i życzą szybkiego powrotu do sił, aby móc się mścić na złych sąsiadach!!!!

Anna P: Siły i wytrwałości. I sukcesu, Aniu i Robercie.. A w nadleśnictwie są może po prostu sympatycy świadków Jehowy - bo o branie łapówek absolutnie nikt ich przecież posądzić nie może. Nie może i już, prawda?

Galeria Wiejska: Życzyłabym sobie aby instytucje/urzędy odpowiedzialne za dbałość o zasoby przyrody i przestrzeganie prawa nie budziły żadnych Waszych wątpliwości, by ich działanie było tak przejrzyste i ewidentnie uczciwe, by Wam nie przychodziło do głowy, że coś tu śmierdzi.
Aurela: tak;) mam tak samo;)
MK , 2016/03/19 20:33
A czego dokładnie oczekują Państwo od nadleśnictwa? Zakładam, że sprawa o ogrodzenie prowadzona jest na podstawie kpk, czy jest już na etapie cywilnym?
Robert Maluchnik, 2016/03/19 22:42
Oczekiwalibyśmy wsparcia. W słusznej, naszym zdaniem, sprawie usunięcia ogrodzenia stojącego w wodzie jeziora a więc na gruncie Nadleśnictwa, na terenie Natura 2000. Ogrodzenia łamiącego przepis ustawy Prawo Wodne, szpecącego krajobraz, uniemożliwiającego przejście wszystkiemu co żyje nad jeziorem, narażającego na kontakt z 90-cio kilogramowym bydlęciem stróżującym sąsiadów.

Oczekiwalibyśmy innej reakcji na mój wniosek z 15 lutego. Oczekiwalibyśmy przystąpienia do sprawy, bo Nadleśnictwo powinno się czuć
pokrzywdzone działaniami nad jeziorem Głębokim. Oczekiwalibyśmy działania - choćby wniosku do RZGW i 'konstruktywnego' udziału w kontroli grodzenia brzegu.

Oczekiwalibyśmy również aby Nadleśnictwo nie delegowało do sprawy chyba jedynego spośród swoich pracowników, który może mieć ewidentny konflikt interesów jako przedstawiciel Nadleśnictwa i prywatny dzierżawca jeziora jednocześnie. Jego zachowanie w czasie kontroli RDOŚ było dość wymowne, choć oczywiście z prawnego punktu widzenia nie można było nic zarzucić. Pamiętajmy, że kilka lat pilnowaliśmy dzierżawcy łódź, trzymaliśmy w suchym miejscu wiosła, 'mieliśmy oko' na jezioro, udostępnialiśmy parking dla niego i
jego kolegów wędkarzy a potem dzierżawca bardzo się na nas obraził za kilka gorzkich słów prawdy o naszej dosyć jednostronnej, jak pokazało życie, 'współpracy'.

Jestem ostatnim człowiekiem, który chciałby mieć z Nadleśnictwem 'na pieńku'. Przez kilkanaście lat było dobrze. Wielu mówiło (i wciąż tak mówi), że Nadleśnictwo powinno nam dać medal. Kiedyś spędziłem cały dzień odtykając nieczynny dren/odpływ jeziora Głębokiego. Babrałem się w zatęchłym, gnijącym mule wyciągając kolejno stare gacie, gumofilce, kask motocyklowy czy kawałek boi o dziesiątkach puszek i butelek nie wspominając. Co tydzień zbieraliśmy naokoło jeziora po dwa wielkie wory śmieci a potem zdarzało się nam płacić gminie za ich odbiór. Walczyliśmy z bałaganem na gminnej plaży i w końcu śmieci zaczęło ubywać. Zdejmowaliśmy wnyki, wyciągneliśmy spod lodu topiące się zimą dziki.

Gdy 'nasz' leśniczy odchodził na emeryturę, był łaskaw i chciało mu się specjalnie do nas podjechać aby nam przedstawić swojego następcę.
Może mała rzecz, ale ja naprawdę czułem się zaszczycony. Pisze to tylko po to, by dać znać, że może ciut więcej niż średnią krajową martwi nas 'syf' wokół nas. Zwłaszcza w tym dość dzikim miejscu pełnym zwierząt. Niektórzy to widzą i doceniają, innym to przeszkadza a reszta jest obojętna. Jak to w życiu...w każdej sprawie.

Do medali się nie poczuwam ale odrobina wsparcia by się przydała, bo to nie jest tylko konflikt sąsiedzki. A jeśli nawet jest, to Nadleśnictwo jest tu zdecydowanie trzecim z sąsiadów. Pan Nadleśniczy 'słyszał wiele złego na mój temat' i to mu pewnie utrudnia działanie nas wspierające. Tyle, że słyszał tak naprawdę nie o mnie i nie była to prawda. Ale to już długa i smutna historia nie do upubliczniania. Choć pod sklepem w Sokółkach i tak wszyscy wiedzą wszystko o wszystkich.
Pana MK pozdrawiam.
MK, 2016/03/19 22:56
A czy jest sprawa karna czy cywilna?
Robert, 2016/03/19 23:34
Na pozew cywilny o naruszanie naszych dóbr może kiedyś się zdecydujemy.
Ewa U., 2016/03/19 23:23
Bardzo chcę Was wesprzeć, nie wiem tylko jak?
ania, 2016/03/20 00:36
Dzięki Ewo, od Ciebie wystarczą wspierające komentarze. Dam znać, jeśli będzie potrzebne coś więcej.
MK, 2016/03/20 01:11
Przepraszam, że tak dopytuję, ale w poprzedniej odpowiedzi było dużo informacji ale niestety mało precyzyjnych w zakresie mojego wcześniejszego pytania. Jeżeli dobrze wnioskuję to mamy tutaj do czynienia z wykroczeniem z art. 194 pkt 2 ustawy prawo wodne z 2001r.? Kto zgłosił sprawę na policję? Kto jest pokrzywdzonym wg policji? A może sprawę prowadzi straż leśna jeżeli cyt. "sprawie usunięcia ogrodzenia stojącego w wodzie jeziora a więc na gruncie Nadleśnictwa", bo oni mogą być oskarżycielem publicznym jeżeli do wykroczenia doszło na gruntach Skarbu Państwa? Tylko czy jest to grunt Skarbu to musi być na 100% pewne, z doświadczenia wiem, że w przypadku cieków wodnych to jest bardzo trudne do ustalenia bez udziału geodety.
Robert Maluchnik, 2016/03/20 01:25
Nic nie szkodzi. Jeśli pyta Pan z chęci pomocy w sprawie, proszę o maila na robert@zawady-oleckie.com
Chętnie odpowiem na wszystkie pytania, jednak nie zdecyduję się ujawniać szczegółów sprawy sądowej na forum publicznym.
MK, 2016/03/20 01:30
Ok, rozumiem.
Skomentuj:
IBNOF
 
 
troche_z_poslizgiem.txt · ostatnio zmienione: 2016/03/18 23:49 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika