Trzeci dzień w Maroku - Marrakesz

To miasto było moim marzeniem. Kiedyś na Domo oglądałam „Wielkomiejskie życie” w Marrakeszu i zachciało mi się tu być. Te kolory! Pamiętacie Roussillon , miasteczko w Prowansji malowane ochrą? Tylko że to było malutkie miasteczko, a tu wieki Marrakesz też cały jest w kolorze terakoty. Na inny kolor nie wolno malować fasad. Ale zanim znaleźliśmy się (tym razem autokarem z większą grupą Polaków) w Marrakeszu, jechaliśmy tyle co z Zawad do Warszawy autostradą.

najpierw zatrzymaliśmy się przy drzewie z kozami tuż za Agadirem. Kozy wypasali Nomadowie.

jechaliśmy przez góry Atlas, ale nie wiem które - w Maroku jest Atlas Wysoki, Średni, Rif i Antyatlas, ale ten chyba był wstępem do Wysokiego;)

Więcej zdjęć z drogi do Marrakeszu w albumie Trzeci dzień w Maroku 1 (droga do Marrakeszu)

I wreszcie dojechaliśmy do celu.

Przedzierając się przez ulice i korki dotarliśmy do ogrodu Majorelle. Przez 40 lat francuski malarz Jacques Majorelle projektował i tworzył tę oazę zieleni w samym sercu Marrakeszu. Są tacy, którzy twierdzą, że musiał być na niezłym haju, aby mieć takie pomysły. Jednym z nich jest kolor - błękit majorelle, który wymyślił. W ogrodzie jest mnóstwo kolorowych akcentów - niebiesko-szmaragdowe mozaiki, trochę żółci, fasady i murki malowane właśnie na błękit majorelle i pokryte chyba żywicą koralowe chodniki. I do tego cudowne rośliny. Dla mnie bajka! Jacques Majorelle zginął w wypadku w Paryżu w 1962 r. i od tamtej pory ogród popadał w ruinę. Uratowali go Yves Saint Laurent i jego partner Pierre Bergé. Odkryli go w 1966 roku w czasie swojej pierwszej wizyty w Marrakeszu, kupili w 1980 i odrestaurowali. Saint Laurent dwa razy w roku pracował tu nad swoimi kolekcjami, dzięki czemu przestał operować jedynie bielą i czernią. Zgodnie z jego wolą w ogrodzie rozsypano jego prochy.

na szczęście jako wycieczka zorganizowana nie musieliśmy stać w tej kolejce. Jardin Majorelle odwiedza ok. 600 000 osób rocznie.

zrobienie zdjęcia bez obcych ludzi raczej jest tu niemożliwe;) zwłaszcza gdy robią sobie sesje zdjęciowe

nie mogłam się oprzeć, by nie zrobić zdjęcia w kiblu:)

Więcej większych zdjęć z ogrodu w albumie Maroko trzeci dzień 2 czyli Le Jardin Majorelle

Potem oglądaliśmy Meczet Księgarzy (Kutubijja), największy meczet w Marrakeszu. Nazwa od tego, że sprzedawcy rękopisów ustawiali koło niego stragany. Budowę meczetu rozpoczął w 1147 roku sułtan Abd Al-Mumin, założyciel dynastii Almohadów, ale zaraz meczet rozebrano, bo był źle ustawiony względem Mekki, i zbudowano od nowa. Meczet ma wieżę ozdobioną czterema kulami z miedzi, które, według legendy, były tylko trzy, pierwotnie zrobione z czystego złota. Czwartą kulę podarowała żona kalifa Mansura - z poczucia winy, że złamała post w Ramadanie (zjadła jedno małe winogronko), kazała przetopić swoją złotą biżuterię w czwartą kulę. Wieża służyła jako wzór dla budowniczych Giraldy w Sewilli (ci którzy widzieli, potwierdzą).

świetny pomysł na to, by maszty np. telefonii komórkowej nie szpeciły krajobrazu - udają palmy i nikt ich nie zauważa; u nas by tak łatwo nie było, bo albo drzewa zimą miałyby liście, albo latem by straszyły, a dorobienie sztucznym choinkom tylu gałęzi byłoby trudne

dzielnica żydowska - Marokańczycy z Żydami żyją w absolutnej zgodzie

Idziemy do restauracji całkowicie w marokańskim stylu, żadnej podróby! Na lunch marokańskie przystawki (na ciepło i na zimno soczewica, cieciorka, marchewki, buraki, cukinia), główne danie - tajin (tajine po francusku, tadżin, tażin po polsku); bardzo żałuję, że nie mogłam ze względu na wagę, glinianego naczynia, w którym się przyrządza danie, przywieźć do Polski. Ja dostałam tajin wegetariański, czyli same jarzyny, inni kurczaka w sosie cytrynowym, poza tym kuskus specjalnie przyrządzany, więc niemający nic wspólnego z tym z torebki, jaki robimy w Polsce a na deser owoce (pomarańcze z cynamonem i granaty).

Po obżarstwie obrzeżami medyny udajemy się do medresy.

To rodzaj uczelni razem z internatem, w której na koszt państwa, jeszcze do lat 50. młodzi ludzie uczyli się koranu tudzież filozofii, astronomii i takich tam. Nauka trwała tyle, ile trzeba było, aby wkuć koran na pamięć. Biednym opłacało się mieć pamięć słabą;)

wszystkie elementy, koronkowe wykończenia ścian i sufitów są wykute w kamieniu

Pałacu Bahia nie zwiedzaliśmy, bo kręcili film.

Więcej zdjęć z tej części zwiedzania w albumie Trzeci dzień w Maroku 3

I wreszcie medyna! Wielkie targowisko, głównie dla turystów, ale i tak klimat, kolory, różności, miód na moje serce!

najbardziej podniecały mnie takie sklepiki

Galeria Wiejska w Marrakeszu:)

Spełniam marzenie, kupuję oryginalne marokańskie kafelki. Tylko dwa. Bo i cena i waga zaporowe. Miałam ochotę jeszcze na talerzyk i piękną misę z Fezu ale te same powody mnie powstrzymały. Bardziej waga (i tak miałam 3,5 kg nadbagażu mimo aparatu na szyi i kosmetyków i butelek z olejem w kieszeniach:)), bo cena… cóż, kasa rzecz nabyta a żyje się raz!;)

I przy tej okazji wyrażę swoje uczucia na temat kupowania na arabskich targowiskach. Koszmar. Udręka. Gdy spytasz, nie dowiesz się, ile coś kosztuje. Musisz wejść i najpierw obejrzeć. Potem usłyszysz, że zależy ile kupisz, więc najpierw masz sobie wybrać. Wybierasz w ciemno, nie wiedząc, czy masz realne pragnienia. Potem słyszysz cenę i zamierzasz wyjść, bo jest ponad najśmielsze wyobrażenia. Ale nie możesz wyjść, jeśli to robisz, jesteś goniony. Musisz odpowiedzieć na pytanie, ile chciałbyś za to zapłacić. Oczywiście podajesz cenę śmiesznie małą, nie do przyjęcia, obraźliwą. W końcu dla świętego spokoju, żeby już móc sobie pójść, podajesz cenę, która będzie do przyjęcia, z poczuciem, że dałeś się oszukać;) A jeśli uda ci się utargować rzeczywiście, zostajesz z poczuciem winy, bo mina sprzedawcy mówi „no jak mogłaś mi to zrobić, przecież jestem taki biedny, a ty mnie ograbiłaś…„
Żałuję, że tak późno odkryłam sklep w Agadirze UNIPRIX, gdzie ceny są wystawione na widok publiczny i do tego całkiem nieduże. Więc jeśli podzielacie moje uczucia a wylądujecie w Agadirze, to najpierw tam kierujcie swoje kroki po pamiątki i prezenty!

miska przepadła w targach, talerzyk w przedbiegach, ale jeden z tych kafelków dołączył do tego, co go już w myślach kupiłam, niezależnie od ceny;)

udało mi się nie zabłądzić w medynie w czasie wolnym i dotarłam do placu Jemaa El Fna

W międzyczasie wypełnił się różnorodnym tłumem, dźwiękami, zapachami… i znalazłam się w marokańskim kotle:

I wracamy do autokaru, azymut - Meczet Księgarzy

Więcej zdjęć z medyny i placu w albumie Trzeci dzień w Maroku 4

Komentarze

Skomentuj:
ETIAK
 
 
trzeci_dzien_w_maroku_-_marrakesz.txt · ostatnio zmienione: 2017/11/16 15:36 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika