25 września 2013

Uczucia religijne

Pora schować pływacki kostium do szafy. Właśnie jest 0 stopni i tylko patrzeć, jak przyjdzie mróz. Cebulki tulipanów od Seba w ziemi, pranie z racji chmur chodzących schnie po kątach, taczka pełna ziemi z doniczek po nieudanych cukiniach czeka na Roberta, kangur wrócił z Ełku, gdzie komputer wykluczył immobilizer, wskazał na cztery świece po 100 zł każda i wirtualny błąd po wymianie rozrządu, w związku z tym kiesa sporo lżejsza… można więc usiąść i oddać się przelewaniu smutków i lęków na ekran.

Dziś poranię uczucia religijne. Choć drażni mnie to stwierdzenie, bo niby czemu uczuć religijnym ranić nie można, a inne proszę bardzo. Gdy mówimy kobiecie, którą tłucze mąż, że powinna się szanować i uciekać, to przecież rani jej uczucia do męża, które ona zwie miłością i nawet jeśli nazwiemy je po imieniu - obronami masochistycznymi przez które musi tkwić w sado-masochistycznym związku, to z pewnością ją ranimy. Gdy skarżymy matce na jej dziecko, tak samo. Gdy różne ugrupowania z kościołem na czele mówią nam, że nie biorąc ślubu, używając antykoncepcji, starając się o dziecko z probówki, będąc homo czy transseksualistą… jesteśmy godni potępienia, ranią nas jak mało kto. Tymczasem gdy mówimy publicznie co myślimy o wierze, jesteśmy oburzająco podli i bluźnimy. I wiem, że wielu z Was narażę się zaraz, znielubicie mnie do reszty, może nawet przestaniecie tu zaglądać. Trudno. „Szanuję” nie oznacza „nie wyrażam swojego zdania”.

Dlaczego wiara to tabu? Nie będąc blisko nikt nikogo o nią nie pyta, za to ci, którzy się obnoszą, traktowani są jak nieszkodliwi wariaci. Jakby była sprawą intymną niczym ulubiona pozycja seksualna. Tak, tak, wiem, zbliżam się do tej niedozwolonej granicy;) Pamiętam, jak nasza sąsiadka wyglądała na bardzo zawstydzoną, gdy informowała nas o obozie pionierskim świadków Jehowy. Nie dziwię się. Łatwiej chodzić od drzwi do drzwi i agitować obcych ludzi, niż stanąć pod płotem sąsiada wyznając swoją wiarę, zwłaszcza gdy inna od powszechnie obowiązującej w tym kraju.
Pojęcie ranienia uczuć religijnych pokazuje, że ludzie wstydzą się swojej wiary, nie chcą jej bronić ani narażać na krytykę. I nie mówię o typowych polskich katolikach, którzy w większości co niedziela grzecznie do kościoła a w życiu robią jak wygodnie naginając przykazania. Przymykają oko na to, co nie pasuje, co nieżyciowe, co trąci brednią. O tych myślimy, że normalni. No bo taka wiara jest jeszcze do przyjęcia, taka bez ortodoksji i dogmatów, dostosowana do realiów życia, z dostosowań można się wyspowiadać i dostać rozgrzeszenie a potem grzeszyć dalej, więc co tam. Trudno uwierzyć, że współcześni katolicy wierzą w te wszystkie bzdury, w wypędzenie z raju, rogatego diabła czy Ewę z żebra Adama czyli w brak ewolucji. Wielu w ogóle o tym nie myśli tylko klepie pacierz, z kolei inteligenci słusznie widzą nośną symbolikę i nie traktują biblijnych historii dosłownie. Dlatego, a też pewnie z przyzwyczajenia do polskiej dwulicowości i cwaniactwa;), daję radę z katolikami;), byle nie byli zbyt żarliwi. Oczywiście tych ostatnich rozumiem, widzę do czego używają wiary, współczuję im, że tak muszą radzić sobie z sobą i trudną rzeczywistością, ale wolę się trzymać na odległość. Po prostu dlatego, że się ich boję. Boję się ludzi, którzy uważają się za jedynych właściwych, wyjątkowo obdarzonych jedynym słusznym myśleniem i znających jedyną obowiązującą prawdę. Brrr… Dopóki żyją sobie w swoich sektach, kit im w ucho, gorzej gdy zamieszkują pod bokiem, a najgorzej gdy dorywają się do władzy.

Jako że nie jestem zbyt oryginalna i jak wszyscy otaczam się podobnymi sobie, na co dzień się nie boję. A jednak piszę tego niusa i mam takie myśli. Wiecie dlaczego? To moja lękowa, irracjonalna reakcja na wiadomość, że nasi sąsiedzi przeprowadzają się na stałe do Zawad. Najpierw muszą rozbudować dom, ale podobno chcą zdążyć do lutego i w lutym się sprowadzają. Oczywiście lękiem napawa mnie również ten rozbudowany dom, który będę widzieć idąc na spacer z psami, pływając w jeziorze a nasi goście z plaży. Magdalenka wystarczająco kłuje w oczy, strach pomyśleć, jak dom będzie wyglądał, mam tylko nadzieję, znając gust Kasi, że nie dopuści do jakiegoś koszmaru. Niezbyt piękny dom, zwany swego czasu Alcatrazem, który zbudował poprzednik sąsiadów, dom, który zastąpił śliczną mazurską chatkę niejakiego Maciejewskiego, potrafiła tak zmodyfikować, że przestał razić i się wtopił. Ponieważ w naszym najbliższym sąsiedztwie pobudowano ostatnio trzy domy nieadekwatne dla regionu, niepasujące do wsi, załamię się kompletnie, gdy dołączy do nich jakiś gargamel za płotem. Ale to nie ten nieracjonalny lęk. Ten akurat jak najbardziej racjonalny.

Tak w ogóle to umówmy się – co mnie to obchodzi kto w co wierzy i w jakie brednie. Dopóki nie muszę ponosić konsekwencji jego wiary. Moja wiedza o różnych wyznaniach bierze się głównie z gabinetu i z pracy nad problemami, które dana wiara stwarza, oczywiście nie u wszystkich, bo zależy na jaki grunt padnie. Poza pracą, do tej pory nie wnikałam o co chodzi w jakim wyznaniu czy religii, mam tylko jedno życie i na taką wiedzę nie starcza mi czasu i miejsca w głowie. Ale tak się składa, że o świadkach Jehowy wiem coraz więcej. I z doświadczenia w obcowaniu i z rozmów z nimi i to bynajmniej nie przy okazji uprawianego przez nich akwizytorstwa, bo tu rozmowy nie ma, tylko klepanie frazesów (z obu stron:)), a ostatnio moja wiedza się znacznie powiększyła za sprawą znajomego, który świadkiem Jehowy był z racji urodzenia i indoktrynacji a potem nie mając na to wpływu został wykluczony. I wcale nie zieje nienawiścią jakby ktoś myślał i podejrzewał, że mam w związku z tym spaczony obraz. O nie, mam coraz więcej zrozumienia dla tych osób, zwłaszcza, gdy widzę, że ktoś wychowany w tej wierze nie bardzo ma wybór. I to jest chyba najgorsze. Znaczy wybór ma, ale okupiony utratą całego dotychczasowego świata, koniecznością wynicowania umysłu na drugą stronę, by pozbyć się sekciarskiego rozumowania, opartego na wtłaczanym od urodzenia tłumaczeniu rzeczywistości. Czyli praktycznie nie ma. I jeśli kogokolwiek można zranić uderzając w jego religię, to myślę, że szczególnie świadków Jehowy. Bo to im burzy cały, misterny światopogląd, uderza w ich bliskich, rodzinę, podważa sens życia, szczęśliwe dzieciństwo… Pod warunkiem, że cokolwiek usłyszą, wpuszczą i pomyślą. A żeby tak się nie stało, chronią się izolacją przed resztą świata, przynajmniej izolacją emocjonalną. Obcują prawie tylko ze sobą i wcale nie tylko dlatego, żeby wśród swoich czuć się w pełni akceptowani, ale właśnie by nie wpuszczać w głąb siebie INNEGO. Nawet tych, którzy już nie wierzą, wyszli na zewnątrz, słuchają i próbują usłyszeć INNYCH, ranimy godząc w uwewnętrzniony w dzieciństwie obraz bezpiecznego świata, obraz najbliższych i samego siebie. Ale czy to znaczy, że nie wolno tego robić?

Wiem, że ludzie potrzebują w coś wierzyć, co tłumaczy im świat. Czują się przez to bezpieczni. Jeden ma religię, drugi naukę, trzeci psychoanalizę;) ale chodzi o jakąś elastyczność, o dopuszczanie innych możliwości, o odwagę w sięganiu po wiedzę, która może zweryfikować dotychczasowe przekonania. Chodzi po prostu o możliwość rozwoju. Niebezpieczna jest ta wiara, która zamyka drogę do poznania innego niż dopuszczalne. Bo rozwój odbywa się przez ambiwalencję, zmaganie się ze sprzecznościami, wątpliwościami, konfliktami wewnętrznymi, trudnymi wyborami. A ratunkiem przed światem pełnym sprzeczności, w którym nie ma jednej stałej odpowiedzi, tylko za każdym razem trzeba się zastanowić, co jest w tej sytuacji właściwe, jest życie w ułudzie, że jest jakiś świat idealny, do którego wystarczy dążyć. To niestety grzech każdej religii, choć wypędzenie z raju i zerwanie owocu z drzewa poznania dobra i zła to piękna metafora przejścia z niemowlęcej iluzji do dorosłego życia. Powrót do raju to jednak iluzja niebezpieczna i strach pomyśleć, że komuś od urodzenia wpaja się, że to jedyna, właściwa droga. A przecież psychiczna dojrzałość to świadomość, że nie ma prostych zasad, przykazań, którymi się można podeprzeć, nie ma jednego kierunkowskazu. Zamiast tego jest ciągłe myślenie i zmaganie się z samym sobą, tym dobrym i złym i z wszystkimi za i przeciw, jakie nam życie funduje. Dopóki nie zostawimy na bok tego, co, zanim jesteśmy dojrzali, pomaga nam dożyć tej chwili bez większych strat w ludziach;), nie mamy szansy dorosnąć. Wiara oparta na ślepym posłuszeństwie jest niczym innym jak tkwienie we władzy wszystkowiedzącego ojca w nadziei na powrót do cudownego łona mamusi:) Czyli zero rozwoju.

rozwój niewielki charakteryzuje plażowych śmieciarzy, którzy wyciągają płatne flaszki (i chwała im za to) tylko potem nie wkładają śmieci z powrotem i nie zamykają klapy, przez co foliowe torebki tudzież opakowania po czipsach lecą w siną dal aż dołączają do gigantycznych wysp śmieciowych na oceanie, albo zatykają jakiegoś meduzożercę, albo po prostu zawisają malowniczo na jakimś drzewie bliżej, a gmina chyba o plażowych śmieciach zapomniała…

Nie boję się, bo to akurat zabawne i trąci jehowskim folklorem, gdy synek naszych sąsiadów lat 4, czyli dokładnie w wieku Gucia, zaczepia naszych gości na plaży. Nasz stały bywalec miał szczęście zostać pouczonym, gdy łowił ryby paląc szlugi i sącząc piwo:) Usłyszał od chłopczyka, że jest we władzy demona i nie zostanie dopuszczony, zresztą nie powtórzę, bo na taką demagogię mózg mi się zamyka. Bardziej boję się iluzji idealnego świata, w którym lwy chodzą pod rękę z sarenkami, która, nareszcie rozumiem!, każe sąsiadce przerabiać niedoskonałą wiejską łąkę w Magdalenkę, a naszemu gościowi na warsztatach ceramicznych szlifować do upadłego miski:) Ale najbardziej boję się świadkowego przekonania, że jedyne prawo to ich prawo. Zwłaszcza gdy pada na wielkościowe zapędy wyznawcy. Bo myślałby kto, że sąsiad świadek Jehowy to wymarzony sąsiad. Nie okradnie (ale który sąsiad okrada - jeśli kradnie, to idzie dalej;)), nie kłamie, nie czyni problemów, uczciwy, skromny, nie wywyższa się… Czyżby?

Czy sadzenie agresywnych pałek wodnych i innej niewystępującej w naszym jeziorze roślinności, która rozrasta się nie mając konkurencji i zakłóca ekosystem, nie jest okradaniem nas z niezarośniętego dostępu do jeziora? W tym roku nie miałam siły ani czasu walczyć z tą roślinnością i teraz, żeby się jej pozbyć, będę musiała wezwać koparę. Czy to nie jest okradanie mnie z pieniędzy, nie mówiąc o innych kosztach?
Czy sadzenie krzaków na przejściu wokół jeziora nie jest okradaniem innych z prawa do swobodnego przemieszczania się?
Czy koszenie całymi dniami, świątek, piątek przeszkadzając wszystkim, którzy pragną ciszy, nie tylko nad jeziorem, bo sąsiedzi z drogi na Cichą Wólkę też słyszą i klną, nie mówiąc o naszych gościach w pensjonacie, nie jest brakiem szacunku dla innych?

Czy omijanie przepisów, nie liczenie się z wymogami dotyczącymi środowiska, prawa budowlanego, itp. a więc lawirowanie i cwaniactwo nie jest kłamstwem? Nie będę pisać dokładnie o co chodzi, to nie donos, ale o kołkach tkwiących w wodzie po zlikwidowaniu pomostu przypomnę. Gdy sąsiadom nakazano zdjąć pomost i wyjąć z dna pale, na których się opierał, ucięli je tuż pod poziomem wody tak, by nie było widać z lądu. Czy świadka Jehowy nie powinno obchodzić, że naraża innych na zranienie się z nieświadomości, że w wodzie sterczy kołek lub że zniszczy komuś łódkę? To też nie oszustwo? A może trzeba mu przypomnieć, że jezioro nie należy do niego?
O niewywyższaniu się i skromności nie wspomnę:) Wystarczy być na plaży i posłuchać przechwałek sąsiada. Ale tu nasz znajomy były wyznawca ma rację. To nie cecha świadków Jehowy tylko akurat taki typ ludzi.
I rozumiem. Naprawdę rozumiem, jak trudno psychologicznie sobie poradzić z byciem świadkiem Jehowy, zwłaszcza w Polsce. Z tym całym odtrąceniem, przeganianiem spod drzwi, byciem wyśmiewanym i wyzywanym w szkole. Można albo się wycofać, schować, unikać ludzi spoza, albo odwrotnie, pokazać „co to nie ja, jestem lepszy od was”. Nie zmienia to faktu, że się boję.

A poza tym…
Lodzia w ubranku, bo mimo zapewnień, że to niemożliwe, wylizała sobie szew i ma nieco dziurawy brzuch. Nie chodzi na spacery, ale ma wychodne nad jezioro, gdzie spotyka się z Klarą:

Prezentacja wdzianka:

Do czego służy zagroda Krecika:

Nasze prace jesienne:

i znowu Lodzia:

Zdjęcia nieobjaśnione można zobaczyć w większym wymiarze i przeczytać w czym rzecz w albumie Między jednym deszczem a drugim (tam też zdjęć więcej!)

Komentarze

Robert, 2013/09/26 08:42
Witam. Czytam pani blog od bardzo długiego czasu i rzadko zabieram głos w sprawach tu opisywanych.Jeżeli chodzi o różnego rodzaju religie czy przekonania ja wyznaje jedną zasadę ja nie przekonuje nikogo na siłę do swoich przekonań i wymagam aby nikt nie robił tego w stosunku do mnie.Coraz częściej jesteśmy na siłę zmuszani do tolerancji w stosunku do innych którzy tej tolerancji nie stosują do nas samych przykładem są tu wspomniani świadkowie jehowy czy grupy gejów czy lesbijek. Uważam żyj i daj żyć innym. Pozdrawiam serdecznie.
ania, 2013/09/26 14:20
Tylko to nie takie proste. Zgadzam się, że tolerancja nie musi oznaczać zgody, pisałam zresztą o tym. Tylko, tak jak my nie chcemy się na coś zgodzić, tak inni mają prawo chcieć, żeby było jak oni chcą. To "niestety" obustronne;) i na tym polega trudność współistnienia w każdym związku - małżeńskim, sąsiedzkim, społecznościowym, itd.
Rozumiem, dlaczego sąsiedzi chcą mieć Magdalenkę, ale to nie znaczy, że mam jej nie krytykować, skoro mi się nie podoba albo że mam z nią nie walczyć, gdy wchodzi na moje terytorium. Tego, co mają u siebie pod dachem nie krytykuję, bo to ich przestrzeń i mnie nie dotyczy. Wygląd domu, podwórza to już wspólna sprawa, czy ktoś chce czy nie. A mimo to, póki Magdalenka jest na ich terytorium, nic jej nie robię, tylko o niej mówię. Tego mi nikt nie zabroni, tak jak sąsiadom nikt nie broni wypowiedzieć się na temat moich pokrzyw:) czy mojego postępowania. Dla mnie tolerancja oznacza zrozumienie, że ktoś tak ma i tak czyni, nie oznacza, że trzeba wstrzymywać się od własnego zdania. Ale to nie wszystko:

Świadkowie Jehowy nie przekonują nas do swoich przekonań, bo są nachalni, mają kłopot z przestrzeganiem granic czy nie szanują naszego Ja - owszem, tak jest, ale nie zdają sobie z tego sprawy i nie czynią tego ze złej woli tylko z głębokich, religijnych przekonań. Ich wiara każe im to robić, inaczej nie zostaną wpuszczeni do swojego nieba, gdzie ilość miejsc ograniczona więc bez szemrania trzeba robić wszystko, co daje przepustkę. Są do tego całe życie przyuczani, szkolenie na marketingowca to pikuś przy maglu, jaki przechodzą od dziecka, a wszystko w imię statutowego obowiązku czyli szerzenia wiary, tak jak w imię wiary wyprawy krzyżowe wycinały w pień całe narody. Rozumiem, że muszą przychodzić pod bramę, ale to nie znaczy, że mnie to nie złości. Złości i to bardzo! Tak samo rozumiem telemarketing, ludzie chcą zarobić, ale nienawidzę, gdy niepotrzebnie lecę do telefonu, i daję temu wyraz.

Wydaje mi się, że geje i lesbijki nie zmuszają do tolerancji, tylko raczej do dania im równych praw. A wszędzie tam gdzie jest nadmierna represja, jest i nadmierna ekspresja. Oczywiście mam na myśli parady gejów czyli dla jednych kłucie w oczy, dla mnie akurat parada jak parada, wojskowa nie lepsza, gdy działa wożą po ulicach i ryczą nad głową samoloty, albo manify czy happeningi obrońców zwierząt. Jak się nie jest słuchanym, trzeba zacząć wrzeszczeć. Ja tak robię:)
Wspomnę tylko, że huczne śluby kościelne i wesela są takim samym obnoszeniem się z heteroseksualnością, jak parady z homo. I czemu nie? (skoro ktoś lubi;))
ania, 2013/09/27 22:36
P.S. Właśnie zostałam pouczona, że do nieba, co jest w nim tylko 144 tys. miejscówek, idą wybrani, którzy bardzo chcą (oczywiście jeśli się baaardzo postarają) a dla reszty, jeśli zasłuży, jest raj na ziemi. Na pytanie, co z takimi jak ja, nie świadkami, otrzymałam odpowiedź, że dla nich Armagedon czyli rozsypiemy się w pył. Na ziemi zostaną sami zasłużeni świadkowie oraz lwy pod rękę z sarenkami.
kinga m., 2013/09/26 12:16
Ja także pracuję z ludżmi i mam wśród znajomych wyznawców : prawosławia , protestantów , muzułmanów ,żydów i katolików . Co zaobserwowałam : W KAŻDYM PRZYPADKU TYLKO ,,ICH,, RELIGIA JEST SŁUSZNA , JEDYNA, NIEPODWAŻALNA,I TYLKO ONI MAJĄ RACJĘ I ŻYJĄ W PRAWDZIE , RESZTA SIĘ MYLI - I ,,NAWRÓCCIE SIĘ". (Dziwne,że każdy mówi to samo ).:)

Daję sobie z nimi radę , szanując ich poglądy , styl życia ,nie krytykuję , jasno mówię o swoich przekonaniach , nie pozwalam się krytykowac - dają spokój od razu.
kinga m., 2013/09/26 12:40
P.S a co do chłopczyka 4 latka - to tłumacząc na język współczesny : ,,Jest Pan w szponach nałogu , z którym Pan walczy , ale jak na razie przegrywa . Jedynym sposobem pokonania wroga jest jego unicestwienie ( rzucenie palenia). Zyczę Panu aby się Panu udało " . Na miejscu tego Pana ,podziękowała bym malcowi za wsparcie . :)
ania, 2013/09/26 14:21
Kinga, to jest dopiero idealny obraz świata!:))
Monika, North Carolina, 2013/09/27 06:53
Bardzo ciekawy temat. Od Was wszystkich wiele mozna sie nauczyc, dowiedziec, podzielic pogladami...
Podziwiam, Aniu, Twoja cierpliwosc i tolerancje. Ja nie moge zniesc nawet telemarketingu - kogokolwiek, kto zaburza moj spokoj i poczucie prywatnosci.
kinga Zenkowa, 2013/09/27 20:16
1/ Ten pan nawet jak nie pali i nie sączy wygląda jak demon;-)
2/ Na buractwo nie ma wiary.
ania, 2013/09/27 22:41
Ad.1/ Za to pyszne grzybki robi!:)
Ewa U., 2013/09/28 11:29
144 tysiące? O żesz taka mać, muszę się bardziej postarać. Za nic nie chcę przegapić lwa z sarenką pod rękę.
ania, 2013/09/28 13:36
Ewo, nic nie zrozumiałaś!:) Ja zresztą, jak się okazało, znowu też nie. Bo tego się nie da zrozumieć bez lat studiowania, taki to poziom wydumania:) Lwy z sarenkami zostają na ziemi razem z dobrymi świadkami Jehowy, więc i tak się nie załapiesz, no chyba że zdążysz się nawrócić. Niebo dla 144 tys. też, jak się okazuje, nie jest dla tych, co się baardzo starają, tylko dla tych, na których spłynęła łaska boska, natchnienie, dar specjalnie od Boga dla nich i ci w niebie z tym Bogiem będą rządzić. Nie pytaj mnie tylko, skąd wiedzą, że to na nich łaska spłynęła, bo znam tylko jedną odpowiedź;) i nie pytaj, jak spośród wszystkich, na których spłynęło, wybiorą tych, którzy obsadzą te 144 tys. miejsc. Konkurs świadectw? Miss/Mister World? Mój rozmówca nie umiał na to pytanie odpowiedzieć.
Ewa U., 2013/09/28 20:57
No tak, kolejny casting. Matko, nawet w niebie???
Bardzo się wstydzę mojej ignorancji. Chociaż coś muszę zrobić, bo wizja sarenek co to z lwami bardzo podziałała mi na wyobraźnię.
ola z Katowic, 2013/09/29 18:15
A ja jutro jadę w Tatry! Moj bosz, ależ się cieszę! pozdrawiam
ania, 2013/09/29 18:31
to życzymy wzniosłych uczuć w obliczu tatrzańskich szczytów:)
Ewa U., 2013/09/29 22:23
A wypatruj niedźwiedzi z kozicami pod rękę...
kinga m., 2013/09/30 11:09
Wow ! 144 tys. - to musi byc wielki ten statek kosmiczny! Ciekawe, czy życie wieczne na nim też ofiarowują i jak się człowiekowi ta maszynka zwana ciałem ze starości popsuje , to ofiarowują nową już dorosłą , czy proces rozwoju od nowa?
kinga m., 2013/09/30 12:38
Aniu ! A dopytaj proszę , czy na tym statku , to tak ciach i od razu do zarządu , czy to niestety pokora i kolejne stopnie wtajemniczenia - czyli szorowanie szmatą pokładu ?
ania, 2013/09/30 14:03
Łatwo jest się nabijać ze świadków Jehowy, co? Można w nich umieszczać własne zamiłowanie do absurdów i walić jak w bęben. Wiem, sama zaczęłam, choć nie taki był mój świadomy cel. Kingo, pisałam już, że mój rozmówca nie umiał mi powiedzieć na jakiej podstawie następuje wyłonienie zwycięzców. Świadkowie Jehowy mają swoje oficjalne strony (a jeszcze niedawno nie wolno im było korzystać z internetu! ale jak mogliby zrezygnować z takiej siły oddziaływania!), możesz tam spytać:)
kinga m., 2013/09/30 16:53
eee...chyba jednak wolę ten nasz kochany padół łez i mój prywatny ogródek jako Raj!
Egretta, 2013/10/01 19:25
Droga Aniu!
Dla mnie religia to nie uczucia ale głębokie przekonanie i określenie "brednie" jakoś mi do tego nie pasuje. Zreszta idąc Twoim tokiem rozumowania brednią może być każdy pogląd odmienny od poglądu osoby, która sie w danym momencie wypowiada. Nie sądzę też by fakt, że Twoi sąsiedzi są świadkami Jehowy jakkolwiek miał sie do tego, że nie ogladają się na środowisko tak jak fakt, że mój sąsiad jest ateistą nijak się ma do tego, że wynosi śmieci do lasu lub to, że inni mieszkańcy mojej miejscowości są katolikami nie ma żadnego związku z tym, że podrzucają mi niechciane zwierzaki. (Zreszta sama o tym wspomniałaś)
Tym bardziej dziwi mnie konsekwencja z jaką informujesz o przynależności religijnej swoich sąsiadów, zwłaszcza, że zwykle kontekst jest negatywny. Mnie np. nie przyszło by do glowy napisać, że boję się nowych sąsiadów ze wzgledu na ich przynależnośc religijną chyba, że ich religia nakazywałaby im np. wyrzadzac innym krzywdę. W przeciwnym wypadku mogłabym sie obawiac jedynie tych konkretnych "Kowalskich" a nie świadków Jehowy, katolików, adwentystów, ateistów itd itp...
A żeby nikt nie musiał się niczego domyslać - TAK, jestem świadkiem Jehowy, NIE- nie czuję sie lepsza od innych ze wzgledu na swoje przekonania, NIE, nie zamykam sie na inne poglądy, NIE- nigdy nie czułam sie odtrącona i nie mam na tym tle żadnych fobii (a te co mam wynikaja z zupełnie innych powodów, co zresztą zostało zdiagnozowane hehehe) i na koniec NIE! - nie przestane tu zaglądać tylko dlatego, że masz nieco krzywy obraz społeczności religijnej , z która sie identyfikuję. Pozdrawiam ciepło :)
ania, 2013/10/01 20:25
Bardzo się cieszę Egretto, że napisałaś co napisałaś.
Robert często mówi mi, że zupełnie nie ma sensu moja pisanina, bo i tak nikt nie rozumie co chciałam przekazać - ludzie albo w moje teksty wkładają swoje treści, albo skupiają się na czymś, co ich boli i kłuje nie widząc meritum i że efekt tylko taki, że się obrażają. Więc tym bardziej dziękuję, że się nie obraziłaś, choć Ty akurat mogłabyś mieć powody, tylko się ustosunkowałaś i dałaś mi kolejną szansę;)

Napisałam na początku, że to lęk irracjonalny. Napisałam też, że boję się wyznawców wiar, nazwijmy je, "sztywnych". Tak samo bałabym się, gdyby za moim płotem zamieszkali ortodoksyjni katolicy, muzułmanie, żydzi, itd. Boję się ortodoksji i sztywności, zwłaszcza wpajanej od kołyski. A że zamieszkają świadkowie Jehowy, piszę o nich.

Napisałam też, choć nie wprost;), że mam konflikt wewnętrzny w sprawie pisania co myślę o kimkolwiek, w tym świadkach Jehowy. Moje zboczenie zawodowe z jednej strony natychmiast każe mi analizować wpływ "wierzeń" i praktyk religijnych na wyznawców a mój osobisty uraz do urabiania i zniewalania powoduje reakcję w postaci złości i złośliwości, gdy (moim zdaniem) wciska się ludziom hamujące rozwój przekonania, zwłaszcza gdy robi się to jeszcze niedojrzałym, chłonnym umysłom dzieci. Bredniami nazywam elementy wiary, które w żaden sposób nie mogą się obronić, gdy ma się umysł dojrzały i otwarty. Z drugiej strony jestem osobą wrażliwą i wiem, co robię, uderzając w rzeczy "święte" czyli dzieciństwo, bliskie relacje i cały system, na którym opiera się czyjeś życie. Biję się z myślami, czy w ogóle pisać (dość długo przyznacie zwlekałam;)) i czy pisać do końca co myślę. I "do końca" nie piszę. Do końca mówię w gabinecie i uważam, że tylko tam mi wolno. A tu pozwalam sobie ruszyć temat i może racja, że lepiej nie ruszać, bo do niczego to nie prowadzi.

Kończąc, jeszcze raz spróbuję wyjaśnić, jak się ma wg mnie wyznanie do tego, co robią sąsiedzi - niektóre wierzenia gdy padną na odpowiednią historię człowieka, a ta historia dzieje się głównie w niemowlęctwie, czynią ludzi niebezpiecznymi. Iluzja idealnego świata propagowana przez religię, gdy padnie na pewne zaburzenia, wzmacnia je. Do tego gdy padnie na historię późniejszą odtrącenia, czucia się nieakceptowanym a nawet prześladowanym, a na pewno niechcianym pod drzwiami (wielu świadków Jehowy, zwłaszcza będąc dziećmi w zamkniętych katolickich środowiskach, tak właśnie się czuje i tak to przeżywa - masz szczęście, skoro nie zaznałaś tego), owocuje nieumiejętnością dojrzałego radzenia sobie w realnym świecie. A ja za płotem jestem REALNYM ŚWIATEM odpornym na wpajane świadkom sposoby współżycia ze światusami:) w przeciwieństwie do zakmniętej enklawy obsadzonej krzakami i zatarasowanej od wody pleniącą się roślinnością.

Nie twierdzę, że każdy świadek Jehowy jest taki jak sąsiedzi. Nie mam nic do świadków Jehowy. Znam paru całkiem fajnych, w tym Ciebie Egretto:). To sama religia mi się nie podoba, złości mnie i śmieszy. Natomiast twierdzę, że wyznanie sąsiadów przyczynia się do tego, jacy są. I dlatego ICH się boję.

A w PSie przyznaję, że moja osobista historia (w tym niemowlęca:)) czyni mnie podatną i na ten lęk i na złość na taką aż indoktrynację, a przede wszystkim wzbudza potrzebę buntowania pokornych owieczek;)
kinga m., 2013/10/01 20:09
Więc szorowanie - czy nie szorowanie? Skoro to nie brednie?
Ewa U., 2013/10/02 00:25
Boję się każdego, kto twierdzi, że religia, jaką wyznaje jest jedynie słuszna. Każda religia zawiera element indoktrynacji, a indoktrynacja jest nierozerwalnie związana z władzą. Pokażcie mi religię/wyznanie, które nie opiera się na zniewoleniu jednych przez drugich, co oczywiście manifestuje się w różny sposób. Stąd tylko krok do fundamentalizmu, a chyba nikomu nie trzeba tłumaczyć, do czego on prowadzi.
ania, 2013/10/04 12:57
Obawiam się, że przekonanie, iż religia, jaką się wyznaje, jest jedyną słuszną, jest nieuniknione. Jak się w coś głęboko wierzy i czemuś oddaje to bez reszty i nie po to, by uznawać słuszność INNEGO. Ja też wierzę że psychoanaliza jest najlepszą teorią do rozumienia ludzi i pracy z nimi i owszem uznaję różnorodność psychoterapii ale wierzę w najlepszą skuteczność tylko tej. Jednak nie wpajano mi tego od kołyski bez mojej woli lecz doszłam do tego po wielu latach poszukiwań, prób i błędów a doświadczenie mi pokazało, że najwięcej osiągam właśnie tą drogą. Kwestia jest tylko taka, że to nie tylko moje głębokie przekonanie, ale przede wszystkim efekty czarne na białym.
Ewa U., 2013/10/08 10:59
Głęboka wiara i przekonanie o słuszności wyznawanej religii jest nieuniknione, to oczywiste. Bez tego przecież żadna religia nie miałaby sensu. Ja mówię "nie" indoktrynacji i nachalnemu nawracaniu niewiernych (na taką, a nie inną religię), wkraczaniu w moje życie i przekonania na siłę. To zahacza o przemoc. Zresztą przemocy wśród wyznawców najróżniejszych religii na przestrzeni wieków nie brakowało. Wystarczy wspomnieć o wyprawach krzyżowych.
Egretta, 2013/10/02 07:48
Aniu, moja religia jest sztywna na tyle, na ile sztywną czyni ją dany wyznawca. Współistnieję z ludźmi o rozmaitych poglądach i wierz mi, że spotykam równie "sztywnych" ortodoksyjnych żydów co ateistów, oczywiście zdarza się taka sztywność wśród moich współwyznawców, ale nie łączyłabym jej z religią, raczej z cechami osobowości, bądź tzw. "zaszłościami", o których pisałaś. Wpływ na odbiór zachowań świadków Jehowy mają też mylne informacje, które krążą wśród ludzi. Np. moja sąsiadka zanim nas poznała była przekonana, że nie pijemy alkoholu a nawet kawy a Ty napisałaś, że do niedawna nie wolno nam było korzystać z internetu co nie jest prawdą, nigdy tak nie było, ostrzegano nas tylko przed zagrożeniami jakie z sobą niesie tenże i to na długo przed tym jak zaczęto ostrzegać o nich w mediach. I własnie to jest klasyczny przykład wpływu czynnika osobowości na zniekształcenie informacji, bo znakomita wiekszość doskonale rozumiała o co w tych ostrzeżeniach chodzi, ale ktoś mógł uznać, że w takim razie on i jego rodzina wogóle nie będzie z internetu korzystać. Wystarczy, że podzielił się swoja decyzją z kimś spoza społeczności świadków Jehowy, żeby w eter poszła wieść, że "oni nie mogą korzystać z internetu".
Właśnie z tych powodów nigdy nie obrażam się na osoby, które krytykują świadków Jehowy, chyba, że robia to z premedytacją, żeby szerzyć dezinformację, w każdym innym wypadku krytyka świadków Jehowy wynika albo z niewiedzy albo z wiedzy pochodzącej z nierzetelnych źródeł, lub ewentualnie z powodu skrajnie odmiennych poglądów, ale wówczas trudno to nazwać krytyką, raczej polemiką o co więc sie obrażać?
ania, 2013/10/02 10:23
Tak, miałam nadzieję że to będzie polemika, jednak każda polemika zabarwiona jest osobistym stosunkiem do tematu.
Z całą pewnością mam luki w wiedzy, choć akurat na temat alkoholu wiem, bo piłam z sąsiadami;) i wiem, że mimo nakazu, że nie wolno im się upijać, bywają świadkowie alkoholicy, jako że są tylko ludźmi.

Wiem też różne inne rzeczy bo a) jestem ciekawska i dopytuję, gdy dorwę świadka Jehowy:), b) miałam paru pacjentów tej wiary, słyszałam od nich wiele i wiem, przez co przeszli, c) mam pod bokiem wyznawców i widzę/słyszę ich dzieci, a te przez jakiś czas mówią co myślą;), słyszę nagrania, które puszczają dzieciom w samochodzie, rozmawiam z ludźmi, którzy do nich przyjeżdżają, itd, itp.
I z tego co widzę i słyszę, a także czego doświadczam nie tylko z sąsiadami, śmiem nadal twierdzić, że to wyjątkowo ingerujące w psychikę wyznanie, wyjątkowo naruszająca Ja człowieka praktyka i szczególnie nastawiona na indoktrynację religia. Nie twierdzę, że jedyna, ale z tych, z którymi się stykam, wyjątkowo budząca mój sprzeciw - mój i jako człowieka z pewnym doświadczeniem życiowym, i jako człowieka mającego wiedzę o psychice.

Zdając sobie sprawę z moich uprzedzeń i subiektywnych doświadczeń, a przede wszystkim z tego, że znam siłę zafałszowania rzeczywistości, jaka jest w każdym z nas, wypytuję świadków Jehowy o co chodzi i otrzymuję różne odpowiedzi. Sama jesteś przykładem, że są różni wyznawcy, głównie oczywiście zależy to od rodziny w jakiej się wychowali, potem od zboru, od ich wrodzonej i nabytej gdzie indziej sztywności, od tego, jak dawno i długo świadkami byli czy są nadal, itd, itp. ale jednego jestem pewna - nikt będący praktykującym czy upadłym świadkiem (tudzież wyznawcą wielu innych religii) nie ma nawet zbliżonego do obiektywnego oglądu wpływu swojego wyznania na siebie i współwyznawców ani rozeznania w tym, co sam dźwiga w swojej podświadomości a co jest efektem tego, w jakim wyznaniu wyrósł. Pełnego rozeznania nie ma nikt, nawet po 10 latach psychoanalizy, choć ten akurat wie wiele, mimo to ta wiedza niekoniecznie zmienia jego zachowanie i pobieżne myślenie. Stąd nie piszę po to, by z tym dyskutować, tylko dzielę się swoimi myślami. Jak ktoś chce i jest w stanie mimo indoktrynacji, jaką przeszedł, to z nich korzysta, a jak nie, to nie.

I to miałam na myśli pisząc o sztywności, ale chyba już przestanę wyjaśniać, co autor miał na myśli:) bo robi się z tego analiza wiersza w szkole podstawowej:) Chyba musimy uznać, że kto rozumie ten rozumie, kto rozumie po swojemu, rozumie po swojemu a kto nie, jego strata:)
Egretta, 2013/10/04 09:06
Ciśnie mi się do głowy mnóstwo argumentów i osobistych refleksji, ale niestety internet to nie najlepsze miejsce do tego typu polemik. Dokończymy więc tę rozmowę przy innej okazji jeśli pozwolisz, bo kołacze mi sie po głowie niejasne przeczucie, że w stosunkowo niedługim czasie przyjdzie nam się spotkać :D
ania, 2013/10/04 09:38
O! To trzymam kciuki za to przeczucie!
Monika, North Carolina, 2013/10/22 09:51
Ojojoj, ale ciekawa lektura postow...
Dawno do tego niusa nie zagladalam, a tu taka niespodzianka!
Ogromnie cenie wypowiedzi Egretty. Pozwole wiec sobie na pytanie (choc na odpowiedz moze to juz byc zbyt stary nius...): Po co Swiadkowie Jehowy nachodza obcych ludzi w domach, "by porozmawiac o Bogu i przekonac ich do swej wiary"? Jehowy wydaja mi sie szczegolnie namolni - w porownaniu z innymi wyznawcami. PO CO to robia???
ania, 2014/11/12 19:52
Ciekawych tematu świadków jehowy zapraszam do http://wyborcza.pl/duzyformat/1,140680,16616927,Zadnej_krwi.html
Skomentuj:
MQOLN
 
 
uczucia_religijne.txt · ostatnio zmienione: 2015/02/07 20:33 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika