16 listopada 2014

Urodziny Belfegora i inne zaległości listopadowe

Obowiązek patriotyczny (lokalny) spełniony, pora na obowiązki niusowe. Niestety tym razem nie było żadnej blablakarowej okazji z Warszawy i wróciłam w łachę do Polonusa. Oznacza to, że spędziłam upojną noc w pekaesie a do własnego łóżka weszłam o 5 rano. Ale dzięki temu położyłam spać Gucia wczoraj u babci Ewy. Gustaw był przez tydzień w Warszawie. Magda zabrała go jadąc do Polski na zgrupowanie z pracy i podrzuciła mamie. Więc ja pojechałam do pracy w Warszawie już w środę, choć w środy już nie mam niedzieli. Ale zakombinowałam i dzięki temu mogłam wyręczyć Ewę w czwartek do piątku rano. Spędziliśmy z Guciem pół dnia w kinie a drugie pół na basenie:) ale zdjęć nie będzie, bo jedyne jakie pstryknęłam, to aparatem babci Teresy i zapomniałam ich z niego wyciągnąć. Gustaw z Madzią mam nadzieję już też w domu; poza sezonem nie ma samolotów do Marsylii, polecieli do Paryża, mieli wstąpić na wieżę Eiffla a potem TGV do Avignonu. A ja uprzejmie donoszę…

Po pierwsze i najważniejsze, Belfegor szczęśliwie skończył 15 lat i poza tym, że bez opokanu bywa różnie, czasem kupy nie dotrzyma do podwórka a Krecik wredna gadzina prześladuje go prawem dziobania, w czasie długiego weekendu dał pokaz radosnego szczenięctwa (czyli brykania i kopania dołków). Co przypomina, że nawet Belfegorek szczenięciem był:

A że łatwiej wrzucić na FB info o urodzinach ze zdjęciem jubilata, niż zrobić niusa, dostał wcześniej trochę życzeń:

  Bartosz: piękny dużo zdrówka Kochany Belfegorku
  6 listopada o 16:34
  Ilona: Belfegorze, wszystkiego najlepszego - dużo zdrowia
  6 listopada o 16:56
  Galeria Wiejska Zawady Oleckie o tak! oby tak dalej zdrówka, tylko mniej zdziadziałe stawy poproszę, opokan działa, ale i tak jest ciężko..
  6 listopada o 17:00 
  Ilona: Aniu, życie nie jest doskonałe, Belfegor duży - i mocno dorosły, ale zawsze cudny\\
  6 listopada o 17:01
  Ola: 100 lat Piesku!!!
  6 listopada o 18:17
  Bea: Najlepszego piesku!
  6 listopada o 18:26
  Gabriela: Kolejnych szczesliwych lat od moich psiakow.
  6 listopada o 21:26
  Ewa: belfegorowi dobrego życia w zdrowiu i zachowania urody do lat późnych/bo cudny on/!
  18 listopada o 12:47 
  (nie skopiowały się życzenia obrazkowe od Ilony i Małgorzaty)
  

Dzisiejszy Belfegor ze sztywnymi kulasami:

Po drugie

tradycyjnie krety (ale o nich nie będzie, bo co tu gadać)

i myszy. Znacie już historię mojego telefonu, którym zarabiam na życie. Kabel już demonstrowałam, teraz pokazuję zabezpieczenie przed ponowną działalnością myszy w stropie:

no tego już nie przegryzą!

Jak co roku cierpliwość Roberta się wyczerpała i przeszedł z wojny bezkrwawej na wojnę bezlitosną, ale znowu się potwierdziła wybitna inteligencja/bezczelność zawadzkich myszy. Ani pułapki żywołowne ani zwykłe - nasze myszy śmieją się w kułak a mysie bobki i takie obrazki towarzyszą każdej wizycie w pensjonacikowej kuchni:

Przed długim weekendem, gdy weszłam w celu porządków, spotkałam myjącą się w najlepsze na środku kuchni panienkę. Bez żadnej krempacji dokończyła ablucję, po czym niespiesznie udała się za kredens, stamtąd za lodówkę, a ja położyłam u wyjścia zza owej reklamówkę wiodącego oleckiego supersamu…

nie wyglądała na specjalnie wystraszoną

a gdy wypuściłam ją z dala od miejsca zakwaterowania, wcale nie chciała uciekać.

Koty, znaczy dziewczyny, tak męczą myszy, że nie da się na to patrzeć. Często im je odbieram i półżywe wypuszczam za płot, co nieco kłóci się z wojną Roberta, ale on robi to samo, bo poziom okrucieństwa kocic jest nie do zdzierżenia. Znoszą też myszy do domu, żeby się pobawić. Pewnej nocy obudził mnie pisk w łazience. Białka próbowała wydostać myszkę zza kosza na odpadki przy kiblu, za który jej uciekła, a reszta towarzystwa zgromadzona w łazience w napięciu kibicowała. Powtórzyłam manewr w reklamówką i mokrą mysz (widać nie tylko Białka miała już ją w gębie) zaprowadziłam tradycyjnie za płot.

nasze łąki za zlewnią mleka w listopadowej szacie

Po trzecie długi weekend. W Domku na górce jedni goście, których nawet nie widziałam, bo gdy przychodzili, akurat pracowałam, a gdy poszłam na górkę, akurat ich nie było, za to Pod tulipanem cała ekipa z Andrzejem i Kingą na czele. Na otarcie łez, że wrześniowe się nie odbyły, Andrzej zorganizował nam warsztaty serowarskie!

W tym celu Robert przywiózł prosto od krowy bańkę. Zgaduj zgadula, kto był w ekipie, skoro obok leżą resztki (już tylko) piwa domowej roboty!:)

mozzarella andrzejowej roboty była przepyszna!!! A z tego, co zostało z mleka, zrobił świetną zupę!

Ponieważ w skład ekipy wchodził też Zenek i Iga Marcina-piwowara,

na spacery chodziliśmy całą bandą!

(kwadratowe zdjęcia Kingi)

kierowniczka Lodzia miała mnóstwo roboty!

A Marcin robił artystyczne zdjęcia na których jest szron, chociaż w rzeczywistości było wilgotno i mglisto (doniczkowe kwiatki, które wędrowały do/z pracowni prezentowały się wciąż jako tako).

Czwarta zaległość to nasz kafelek na blogu Dagmary Forelements - fachowym blogu wnętrzarskim.

Reklamował poza tym, że nas, kolor roku Guilford Green - elegancka nazwa jasnej zdechłej zieleni, takiej, jak na prowansalskich okiennicach. Przyznacie - dość przewrotna reklama zdechłej zieleni:)

Piąta zaległość, to Lodzia i krowy. Nasze psy z krowami nie są zbyt obyte, bo specjalnie omijamy łąki na których krowy się pasą. Żeby ich nie denerwować. Ale w czasie jednego ze spacerów okazało się, że krowy przyszły do nas…

(zdjęcia niestety telefonem)

Co zrobiła Lodzia? Oczywiście pognała licząc na wsparcie. Gdy wytężycie wzrok, zobaczycie ją w konfrontacji z tymi wielkimi łaciatymi stworami. Najpierw pogoniła te odłączone od stada, ale gdy krowy zwarły szyki a za plecami nikogo, spuściła z tonu i zrobiła odwrót wojsk.

Reszta też wolała dać nogę:)
Akcja przypominała słynny filmik z jutuba, jak antylopy gnu wespół w zespół ratują młodego.

Po szóste w Domku na górce Robert próbuje zdążyć z zamknięciem wiaty. Długo czekaliśmy na drzwi, które mają dopełnić dzieła, bo oczywiście znowu cudujemy i wymyśliliśmy kolor, którego nijak nie można było uzyskać w specjalistycznej farbie. Nasz pan drzwiowy z Suwałk (pan Mrówczyński, który robił prawie wszystkie nasze drzwi) stanął na wysokości zadania, ale gdy przywiózł gotowe, okazało się, że zrobiono pomyłkę w pomiarach - zamiast 5 mm, jest 5 cm powyżej 2 metrów. Tak więc dalej czekamy… A szklarz, który ma przyjechać z szybami i pomóc Robertowi we wstawianiu, czeka, aż będą wszystkie listwy. Problem w tym, że już trochę za zimno na malowanie, listew są kilometry i gdy było cieplej, Robert nie zdążył.

Bo takie dni już raczej nie wrócą:(

I po szóste jesteśmy na dobrej drodze do bani:) Najpierw będzie gorąca beczka w Domku na górce. Marzy mi się, żeby ją umieścić za stodołą w zboczu górki, tak jak tę (tylko nasza będzie miała piecyk na drewno do podgrzewania wody):

gdy już stanie, będziemy jeździć na wczasy do Domku:)

Potem będzie bania. Myślałam o czarnej bani,

z której wyciąga się żar a potem polewa wodą, ale to chyba jednak zbyt skomplikowane dla gości, dlatego owszem piec będzie na drewno, ale prostszy w obsłudze. Bania oczywiście stanie koło jeziora, żeby można było w nie wskoczyć i marzy mi się taki mały saunowy domek, jak ten w Wodziłkach,

tylko musiałby mieć pruską dachówkę,

a wszystko po to, by wydłużyć sezon w Zawadach i samemu mieć się gdzie wygrzać zamiast Prowansji:)
Przydałyby się już teraz, bo skoro widziałam się z wnukiem, który od jesieni do wiosny tradycyjnie jest zaflukany, jestem pierwszy raz odkąd wyjechał chora:(

Komentarze

życzliwy, 2014/11/19 00:23
jeśli już, to "krępacji", pani Aniu. i poproszę o namiar do Pana Drzwiowego z Suwałk.
ania, 2014/11/19 11:54
No tak! Zapomniałam dać kursywą by było wiadomo, że to osobisty nowotwór językowy, już się poprawiam!

Drzwiowy z Suwałk to Ant. Mrówczyński J. dokładnie z Dąbrówki 1c, strona ich nie działa, ale proszę wbić w gugla, są w różnych katalogach.
Nasze drzwi przyjechały wczoraj, zamontowane i są piękne, solidne i dokładnie takie, jak chciałam.
Ewa U., 2014/11/21 20:55
O rany, tyle niusów, że nie wiem!
Z myszmi mam tak samo. Wszystko pikuś, ale te krwawe zabawy i ganianie kota, żeby mu odebrać to dla mnie za wiele. Robią to zawsze, kiedy jestem sama. Najtrudniej jest zagonić kota w miejsce, z którego nie ma odwrotu. No ja nie wiem, czy tej rurze nie dadzą rady. U nas zrobiły sobie tunele w ociepleniu ganku i zanim to odkryliśmy, wchodziły do domu przez maciupkie szpary w parapetach. Załataliśmy. To zaczęły wchodzić rurą odprowadzającą wodę (w razie zagotowania) z baniaka nad kominkiem. Założyliśmy sitko i przez chwilę był spokój. Teraz wygryzły sobie przejście i umościły gniazdko tam, gdzie belka stropowa wchodzi w ścianę. Zaklejone pianką rozporową. Ciekawe, gdzie objawią się następnym razem. Samochód trzymam na zewnątrz, z jakiegoś powodu mniej ich włazi, niż w oborze, itd., itd...
Belfegor malutki wyglądał jak PRAWDZIWY wyżeł. Teraz wygląda jak trochę starszy wyżeł:)
ania, 2014/11/21 22:08
Wyżeł?? No nie wiem, czy go nie obrażasz..;)
Ewa U., 2014/11/22 09:48
Oj.
Skomentuj:
EGLTV
 
 
urodziny_belfegora_i_inne_zaleglosci_listopadowe.txt · ostatnio zmienione: 2015/02/11 11:47 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika