30 sierpnia 2009

Wakacyjne remanenty

Mówią nam ludzie, że żyjemy w raju. Też tak myślę, tylko że w raju inaczej jest być gościem, inaczej pracownikiem. Fakt, pracować w rajskich okolicznościach jest dużo lepiej niż w jakimś klimatyzowanym open spejsie, ale szczerze mówiąc najmilszy moment w Zawadach to ten, gdy wszyscy goście wyjadą, pokoje posprzątane a pogoda sprzyja siedzeniu w wiacie. A tego lata zdarza się to po raz pierwszy! Dziś wprawdzie było wielkie pranie i sprzątanie pensjonatu, kuchnia straszy jeszcze bajzlem, ale poza przerwą na gradową burzę, druga część przedostatniego dnia wakacji była rajska. To nic, że aby wejść do wody w jeziorze, trzeba mieć nieco uporu, nic, że po 19.00 chłód wyrzuca z wiaty do domu, nic, że jutro najpracowitszy dzień tygodnia w Olecku, nic, że w środę trzeba jechać do stolicy i tym samym wznowić comiesięczny kierat (za to osłodzony wizytami u Gucia)… Gdyby nie było „to nic, że…”, nie doceniałoby się raju.

I nawet jeśli raj nie dla wszystkich, to jednak dla niektórych:)

Szkoda lata. Zostają wspomnienia, przemyślenia i fotki. Wiele z nich umknęło w wakacyjnych niusach z braku czasu.

Szkoda warszawianek (czyli bardziej fachowo kosmosu) i malw, które chylą się ku upadkowi.

Za to rośnie nam kolejne pokolenie pensjonatowych gości. Nina z Tomkiem i Negrą, którzy przyjeżdżają do nas nie tylko w wakacje, znowu nas odwiedzili po dłuższej przerwie na odchowanie Julka. Rok temu Julek był w Zawadach w brzuchu Niny, tym razem popylał na czworaka lub w wózku. No i Lodzia okazała się pensjonatową rewelacją! Nie zliczę, ile niemoralnych propozycji dostaliśmy, by ją oddać. Ale przede wszystkim jest idealnym psem dla dzieci. Gutek będzie miał z niej pociechę!

Nie zawsze chciała opuścić wózek z własnej woli:)

Reszta też miała swoich wielbicieli, np. Pieso w osobie pana Sławka, kierowcy autobusów miejskich w Birmingham, od roku wegetarianina.

To kolejne przemyślenie - jacy ludzie do nas przyjeżdżają. Bez względu na to, czy profesorowie z paryskiej Kultury, czy nauczycielki z Głogowa, czy mechanicy ze Śląska, każdy jest tzw. człowiekiem ciekawym, z kim warto pogadać by poszerzać horyzonty. Ludzie przyjeżdżają do nas w ramach zwiedzania świata, dzięki czemu świat przyjeżdża do nas!

Z okazji wakacji psy dostały dyspensę od chodzenia na spacery w następującym składzie: małe razem, Belfegor oddzielnie. Nie miałam czasu ani siły na podwójny spacer, a zwierzęta leśne o tej porze na szczęście nie są zbyt aktywne, młode odchowane, więc zagrożeń niedużo.

Trudno to zresztą nazwać spacerem. O ile Pieso z Belfegorem jeszcze bywa, że spacerują, Lodzia śmiga gdzieś w pobliżu, co jakiś czas przemykając obok, by znowu zniknąć w krzakach.

Tak wygląda śmigająca Lodzia:)

Regularnie zresztą urywa się na własną eskapadę, z której wraca w takim stanie:

Jak to w raju na granicy lasu i jak co roku mieliśmy gniazdo szerszeni. W tym roku w kominie, w nieużywanym kanale wentylacyjnym. Najpierw Robert próbował sam zmierzyć się z przeciwnikiem. Na szczęście założył szmaciane a nie gumowe rękawice, dzięki czemu rozjuszony szerszeń dziabnął go w rękę nie w twarz.

A poniżej zdjęcia naszych gości, państwa Grzegorza i Marii, nadesłane 3 września. To pan Grzegorz pierwszy zauważył szerszenie.

Tylko się rozjuszyły…

Konieczna więc była, jak zwykle dziarska, ekipa ochotniczej straży pożarnej i wieczorem po dachu chodzili kosmonauci:) Ale to już podobno ostatni rok. Od przyszłego szerszeniami będzie się zajmowała specjalna firma, w związku z tym pewnie będzie to płatne. Robert oczywiście już buszuje po internecie w poszukiwaniu kombinezonów pszczelarskich i środków przeciw szerszeniom:)

No i jak co roku w sezonie mamy różne dylematy. Poza oczywistym:) - mieć pełen pensjonat gości a więc kasę i rozrywki towarzyskie czy mieć święty spokój i ukwieconą wiatę dla siebie, mamy również dylemat związany z galerią - niczego nie sprzedawać za to mieć co pokazywać, czy wpuszczać klientów do pustej galerii i świecić oczami:) Niestety w sezonie popyt największy gdy najmniej czasu na nowe wyroby. Z racji latem działającej pracowni i częstych wypałów w piecu przybyło trochę mis, ale drewnianych rzeczy jak na lekarstwo!

Raj rajem, lecz w raju też miewa się dołki.

Psy i Wilkuś regularnie przy „zmianie turnusu”, koty, gdy w pensjonacie mieszka jakiś pies, wszyscy przy dniach deszczowych,

no i psy, gdy za długo siedzę w pracowni - jakoś sobie bidne radzą!

na wycieraczkach

a nawet w wanience z gliną

No i tyle na dzisiaj, bo coś zmęczona jestem za bardzo, jak na życie w raju! Przyjdzie zima, będzie odpowiedni nastrój, więcej siły i czasu na filozoficzne rozważania a nie tylko obrazkowe relacje à la Fakt:)

Komentarze

Monika, North Carolina, 2009/08/31 09:12
To naprawde jest RAJ! Ty Aniu, zawsze jakos szczesliwie umialas sie urzadzic... Gratulacje!
Skomentuj:
WCDLM
 
 
wakacyjne_remanenty.txt · ostatnio zmienione: 2017/08/23 22:51 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika