21 listopada 2011

Wielki brąz

Właśnie wróciłam z pracy. Z powodu mgły przeoczyłam skręt w Dułach na Cichy, ale nie zawróciłam z braku widoczności. Nadrabiając drogi pojechałam przez Dunajek wpatrując się do bólu głowy w granicę miedzy asfaltem a poboczem, bo to jedyne, co w świetle halogenów było widać. Te biedne żuczki co halogenów nie miały, trzymały się pewnie same siebie. Dojechałam do Cichej Wólki a tu, 2 km od Zawad (i tak już do domu), mgły ani widu ani słychu. A wczoraj wróciłam z Warszawy, a właściwe z Antoniówki Dzierżoniowskiej koło Maciejowic, miejscowości nad Wisłą, skąd miałam przywieźć troje drzwi do domku na górce. Zamiast drzwi przywiozłam wielką ławę, ławkę mniejszą i stare żarna i nawet nie chce mi się pisać dlaczego. Kupowanie przez internet niestety nie zawsze kończy się tak dobrze, jak zakupy w internetowej Galerii Wiejskiej:) Znaczy w Warszawie byłam, ale wracając nadrobiłam dla tych drzwi ze 140 km, więc żeby nie robić tego po próżnicy… Taki to widać czas nadrabiania dróg. Od Łomży do teraz towarzyszy mi mżawka. Robertowi towarzyszy od 3 dni i w tym siąpiradle, żeby nie nazywać rzeczy po imieniu i nie używać brzydkich wyrazów, próbuje położyć drugą połać dachu na stodole. Łaty śliskie (choć wcześniej też były, ale przynajmniej tylko z rana, bo oszronione) a ze składką na ubezpieczenie na życie zalegamy od dwóch tygodni i przymykamy oko na prawo Murphy'ego…

Dachówki Story cały czas ciąg dalszy - jak wiadomo z poprzednich wieści, tych zabytkowych z pałacu zabrakło. Udało się namierzyć tej samej długości w Ełku. Robert przywiózł 200 sztuk, ostatnich, jakie były i znowu mu trzy rządki zabrakło, bo po odsianiu „złomu” z ełckich dachówek niewiele zostało, w dodatku każdą musiał przycinać kapeczkę, żeby pasowały do łat, bo choć długie były tak samo, to nieco szersze i coś przez to nie stykało. Ostatnie trzy rządki ułożył więc z odrzuconych wcześniej pałacowych dachówek, z którymi się przeprosił. Z kolei gąsiory wygrzebał gdzieś w Golubiu Wężewskicm, ale mu znowu zbraknie… Piękne zabytkowe gąsiory w falbanki leżą w kuchni, żeby przypadkiem nie zabrakło więcej;)

Od strony podwórza stodoła prezentuje się okazale, nawet ma już wiatrownice.

W domu na strychu przybyły malutkie okienka:

A co na pokojach, sami zobaczcie w niusie budowlanym o wnętrzach :)

Podczas mojego pobytu w stolycy psy są nieodmiennie w depresji. Siedzą w domu, gdy Robert na górce, ale nawet na siku w tę mżawkę nie chciały wychodzić. Pocieszają się jak mogą…

Odkąd Robert zabiera spod kibla kosz na przykiblowe śmieci i Lodzia w ramach walki z depresją nie może rozdrabniać zawartości i rozsiewać po całej łazience, radzi sobie słabo. Z racji zimna nie może też przesiadywać w moim fotelu do pracy w gabinecie. Ostatnio odkryła więc pachnące paniusią kołderki w koszu na pościel i tylko Robert bierze nogi za próg…

Za to koty na górce przeprowadziły się z powrotem do piwnicy

i bardzo są zadowolone, bo w piwnicy najcieplej (drzwi do domu wciąż na rozcież otwarte, gdyż jeździ przez nie taczka i przemieszczają dwunożni) a pokoje w kompletnej rozwałce. Nasz płot za to upodobała sobie kotka sąsiadów. Poluje z niego albo podziwia widoki.

Bo widoki mimo siąpiradła wciąż piękne. Brąz głęboki niczym ocean Luca Bessona, mgiełka rozmywa horyzont, stada małych ptaszków zrywają się spod nóg. Gdyby tylko nie ta zdrowa dla cery wilgoć na twarzy i przenikliwe zimno…

Widok z niedoszłej wiaty też nadal piękny

i w ogóle widoki z górki

Więcej brązu w albumie na FB Epoka brązu

A u Gucia… Mama poszła na etat i Gucio został pod opieką taty, który pracuje w domu (o ile tylko może:)). Obaj radzą sobie świetnie. Tatuś buduje synkowi domek dla smutnej żyrafki, smutnej, bo jej mama poszła do pracy.

Czasem w domku żyrafki mieszkają wszystkie pluszaki z pluszakowej telewizji i wtedy występuje w niej zapchlony Rysiek na zmianę z wesołym Guciem.

Rysiek jest zapchlony, bo nałapał pcheł w piwnicy, gdzie swego czasu wypuszczał się uciekając przez nieupilnowane drzwi. Zaraził pchłami Krecika a stosowany powszechnie środek na pchły nie zadziałał. Takie to pchły mutanty Rysiek przyprowadził. Chyba się uodporniły, więc pani Agnieszka z lecznicy po drugiej stronie ulicy zamówiła środek na bazie innego związku owadobójczego. Czekamy na efekt. Po środek poszliśmy z Guciem w ramach odciążania tatusia, tak jak i na dworzec Warszawa Wschodnia, gdzie na peronie obserwowaliśmy pociągi wszelkiej maści mimo szczękania zębami. W lecznicy na sterylizację czekały śliczne kotki - jedna jak ragdoll, druga szylkretowa, takie z ulicznej łapanki przez fundację. Oj wzięłabym taką koteczkę, tylko doświadczenie ze szczylem Ryśkiem mnie powstrzymuje, no i fakt, że dom warszawski już nie jest moim domem… Gucio też koteczkę by chciał, bo, jak się poskarżył pani weterynarz, Modelek umarł. A z Ryśka nie ma żadnego pożytku, poza tym, że ładnie wygląda, zwłaszcza w telewizorze;) Ani go pogłaskać, ani przytulić bez ubytków cielesnych. W odwiedzinach u Darka Gustaw chciał się zaprzyjaźnić z kotem Kaczorkiem, który przygarnięty został na podwyszkowskiej działce, ale Kaczorek nie był przekonany do zbyt energicznego Gucia. Biedny Gutek - takiego cierpliwego kotka jak Model długo nie spotka. Wcześniej dorośnie;)

Żyrafka jest dodatkowo biedna, bo w ramach odczulania nie może jeść ani nabiału, ani niczego z cukru ani mąki białej… Niczego, co kocha najbardziej. Wie, że męczarnie się skończą, gdy przyjdzie zima. Zdziwi się, gdy w imieniny Gustawa (27 listopada) nie spadnie śnieg, a będzie mogła zjeść ciasteczko:) Gutek jest tak zindoktrynowany, że gdy pytam, dlaczego nie chce cukinii, mówi, że nie może, bo cukinia ma cukier!:)
Prawda jest taka, że po ostatnim pobycie w Warszawie wróciłam nieżywa. Pewnie nie tylko dlatego, że jechałam do domu od 8.30 do 15.00 a noga ławki przeszkadzała mi zmieniać biegi. Każdą prawie wolną chwilę od pracy spędzałam na zajmowaniu się małą żyrafką. A żyrafka jest baaardzo absorbująca…

żyrafkowe miasto z przystankami autobusowymi

i ma coraz większy pociąg do wody, niczym babcia:)

Może w ramach urozmaicenia opieki nad żyrafką, tatuś zabierze ją do Zawad, jednak najpierw to znowu ja pojadę do żyrafki i to już w najbliższą sobotę i jedyne co mnie pociesza to fakt, że w grudniu czeka mnie tylko jeden wyjazd do Warszawy a w przyszłym roku tylko 4 razy po dwa razy w miesiącu, a tak to po razie!!! Nawet Gucio nie jest w stanie osłodzić jazdy nocnymi pekaesami. No nic to, idę leczyć gardło, bo chyba dworzec PKP wychodzi mi bokiem;)

Komentarze

Aurela, 2011/11/22 09:04
ależ szybko pracujecie nad nowym domkiem!!!! Przerwy między newsami pozwalają to zobaczyć;) Gucio też dorośleje;) i dużo dużo zmian u Was:) Dobrze przeczytać, że ku lepszemu;)) Trzymajcie się ciepło!!!
elwira, 2011/11/22 13:57
Pani Aniu na bolące gardło imbir z miodem, cytryną, ja dodaje odrobinę naleweczki :)
ania, 2011/11/22 16:19
Oj tak, muszę się przyłożyć, tylko imbir mam tylko w proszku, a to nie to samo. Póki co obudziłam się w nocy z okropnym bólem gardła, a w ramach kurowania się possałam przywieziony przez Roberta skoro świt z Sokółek cholinex (nic innego nie było), pojechałam okutana do pracy, pomarzłam w gabinecie, bo z mieszkania nad zalali mi wczoraj łazienkę i przy włączaniu siadł prąd tak, że nie miałam też ogrzewania, a potem znalazłam potrąconego psa na poboczu w lesie między Olszewem a Baranami, zawiozłam go z powrotem do Olecka do dr. Jakuszki, który psa zbadał, stwierdził, że to na szczęście tylko powierzchowna rana, na którą dał antybiotyk, a że noga jest cała tylko bardzo potłuczona. Nie ma miejsca u siebie, więc zapakowaliśmy z powrotem psa do samochodu, w Olszewie i Baranach upewniłam się, że nikt go nie zna (wszyscy zgodnie stwierdzili, że na 100% to nie pies stąd, a więc wyrzucony z samochodu?), przywiozłam go do p. Wandy, u której zwolniła się posada po zagryzionym Wilkim a ona zgodziła się psa przechować, aż wydobrzeje, a potem będziemy się martwić, bo właściciele domu, czyli nasi sąsiedzi, których posesji p. Wanda pilnuje, mają inne plany co do psa, no ale może porozmawiamy z nimi i zrezygnują z pomysłu wzięcia obronnego psa ze schroniska dla kobiety, która wyszkolić psa nie umie. Piesek znaleźny jest średniej wielkości, ma sierść (oczywiście potwornie utytłaną), umaszczenie i pysk taki, jakby leżał koło Lassie,czyli collie i bardzo dobrze mu z oczu patrzy. Jutro pewnie zrobię mu zdjęcia. No i tak, właśnie wróciłam do domu z pracy, zimno wszędzie, a głowa mnie boli od tego wszystkiego - pewnie i od choróbska i z napięcia. Zamówienie czeka kafelkowe, jutro muszę je wstawić do pieca, a jeszcze nie zaczęłam i takie to u nas chorowanie w Zawadach...
Egretta, 2011/11/23 10:48
Aniu, Kochana przesyłam Ci najbardziej ekologiczny z mozliwych sposób na bolace, anginowe gardełko. Może wyglada dziwnie, ale jest naprawde skuteczny, zreszta ta kobietka, to moja znajoma i jestem pewna, że jak ona cos poleca to ma to juz wypróbowane na wszelkie sposoby.
http://rozmowywtoku.tvn.pl/51725,news,,1,ekologiczne_pomysly_dla_domu,aktualnosc.html
Jesli zaś chodzi o Wasze prace, to chylę czoła. Jesteście niesamowici
Skomentuj:
XXLMG
 
 
wielki_braz.txt · ostatnio zmienione: 2015/02/12 01:04 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika