Rozmyślania wakacyjne

No to wreszcie.

(zdjęcie Gucia)

Jak widać nadal oddaję się w wolnych chwilach lekturze skandynawskich kryminałów. Zakupiłam na okoliczność urlopu większą ilość i się oddaję. To lektura dla mnie w sam raz na wakacje takie jakie mam. Ostatnio ćwiczę Håkana Nessera. Nie myślcie sobie, to kawał porządnej literatury, tyle że snuje się wokół ludzkiej patologii. Jest w tym więc sporo psychologii, całkiem rzetelnej. Wciąga, pozwala się oderwać, nie ogłupia tylko daje do myślenia. W sam raz.
Tylko czy ja potrzebuje tyle myśleć?:) Cóż, ten typ tak ma.

Sezon wakacyjny skupia moje myśli wokół uwiązania. To kolejne moje marzenie z cyklu realistycznych. (Mam też nierealistyczne marzenia, np. żeby przyleciało UFO, zawisło nad Magdalenką i wessało sąsiadów z całym ich dobytkiem;)) Wracając do tych realistycznych. Gdyby tak mieszkał obok ktoś, kto nie tylko nam pomaga i gotuje dla gości, ale z kim można by zostawić na tydzień, góra dwa, całe przedsięwzięcie i gdzieś sobie pojechać… Tymczasem nie udało nam się nawet razem pojechać na wesele. Oddzielnie też nie:) Pojechał tylko Robert i z tej okazji wyciągnął swoje ślubne buty:)

Po przeszukaniu domu okazało się, że ślubny garnitur po ostatnich występach na ślubie Ani i Bartka musiał zostać w Warszawie; jedynym rozwiązaniem była szybka wycieczka do Olecka po czarne spodnie (marynarkę jakąś znalazł). Myślicie, że to proste - kupić spodnie dla Roberta? W całym Olecku znalazł jedne! Na takiego wysokiego są zawsze dwa razy szersze w pasie, a na takiego chudego, sięgają do połowy łydki. Teraz już wiecie, dlaczego Robert ma zawsze przykrótkie spodnie:)

Na tę okoliczność (jako że wiózł siebie, Marytę i Jerzyka w strojach zacnych) wypucował swój samochód.

o tym (znaczy tym, to kokpit)

Mnie przypadło ozdobienie skrzynek do odkładania wina (młodzi zażyczyli sobie wino zamiast kwiatów) no i wykonanie prezentu

Oprócz mieszkańców Domu z Bala marzy mi się mieć wyselekcjonowanych gości. Taki angielski klub;) Tylko nasi starzy sprawdzeni i nowi z ich polecenia. Jest w tym jednak pewien mankament. W ten sposób nie poznalibyśmy kolejnych, którzy stają się tymi starymi i sprawdzonymi, a następnie dobrymi znajomymi. Np. Małgosi i Wawrzka, którzy trafili do nas samodzielnie, bez polecenia, ale, kto wie, może i tak by trafiliby, bo się okazało, że i Kinga, i nasi regularni świąteczni goście z Domku na górce, to ich znajomi. Albo Flavio, Argentyńczyk, niezwykły myśliwy… Nasi obecni goście z górki (drugi raz u nas) też go znają, a dowiedzieli się, że był u nas, przypadkiem. W Pensjonaciku także drugorazowcy, aż z Wrocławia. Ale żeby się nimi stać, trzeba przyjechać/przyjąć ich pierwszy raz w ciemno. Te rozmyślania mam po mejlu spod Barlinka, gdzie nasi wirtualni (choć raz wpadli na godzinę do Zawad;), więc też całkiem realni) znajomi prowadzili przybytek jak nasz. Skończyli oficjalną działalność agroturystyczną. Mieli dosyć takich kwiatków, jak te z ostatniego niusa, dosyć uwiązania, uznali, że im się coś od życia należy i zapraszają do siebie tylko starych dobrych gości, jeśli tym się zachce. Nie wyrywają więc już włosów z głowy, bo im jakaś Włoszka zwariowała na parkingu, nie ślęczą na FB, by rozreklamować zwolnione pokoje, nie sprzątają w amoku po gościach i nie padają na twarz. O. I to mi się marzy.

I na tym poprzestanę. Idę poczytać, zanim mi się urlop skończy;)

Komentarze

Monika, North Carolina, 2017/08/18 12:18
Eeech, zycie... Tak to bywa w businessie, ze nie mozna byc pewnym klienta.
Skomentuj:
KMUNR
 
 
wiesci_filozoficzne.txt · ostatnio zmienione: 2017/08/17 23:15 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika