16 lutego 2017

Więzienie o chlebie i wodzie

To ja sobie dziś znowu ponarzekam;) W końcu mnie dawno nie było, odpoczęliście. Nie było mnie, bo… budowa, goście (nie mają goście litości; kto to widział przyjeżdżać w lutym i to w takich ilościach!:)), praca jedna, druga, trzecia… No i byłam w pracy w Warszawie, wróciłam w sobotę w nocy.

Gdy mnie nie było w niusach, przeszliśmy zimowy armagedon. Zima sobie o nas przypomniała.

najpierw przymroziło

widok przez pałki rozplenione przez sąsiadów, piękny, dopóki nie przyjdą upały i nie zacznie śmierdzieć

lodowisko na drogach zrobiło się jeszcze większe i zaczęło nas zasypywać…

aż zasypało na amen:

jedni goście dojechali do domku a ja wyjechałam do Warszawy tylko dzięki temu, że uratował nas pług, a opisy sytuacji w albumach Koniec trasy i Zanim śnieg się stopi

Ostatnio mam taką strategię - koło południa w czwartek jadę samochodem do Ełku, tam wsiadam w żakbusa, a w sobotę wsiadam w Warszawie o 18, wysiadam w Ełku i wracam do domu kangurem. Wszystko dlatego, że żakbusy z/do Olecka są dwa i niestety w nieżyciowych porach. Nie ma mnie raptem dwa i pół dnia (i pomyśleć, że jeszcze niedawno wyjeżdżałam w środę i wracałam w poniedziałek o 4 nad ranem - Bosz, jak ja to przeżyłam?? tyle lat!?). Raptem a jednak za długo. Gdy wróciłam ostatnio, usłyszałam od Roberta, że wolałby być w tym czasie o chlebie i wodzie w więzieniu, niż w domu z NIMI SAM. Ja też bym wolała więzienie, niż jazdę w te i nazad, a potem nadrabianie zaległości. Niby tylko dwu i pół dniowe… a nie wyobrażacie sobie, ile to jest! Zwłaszcza, że przed wyjazdem pracuję najwięcej, więc… Są wprawdzie tacy, co myślą, że pracę mam łatwą i przyjemną i w zasadzie to sobie tylko siedzę i kasę zgarniam, nawet wrażenie mam, że mój mąż także tak myśli, jak typowy wieśniak, którym powoli się staje. Bo przecież, tylko jak człowiek sobie urobi ręce po łokcie na budowie lub w polu, to ma prawo być zmęczony i spracowany. No przodek w kopalni to nie jest. Ale znam lżejsze chleby. Ubawiło mnie po pachy pewne zdanie. Tej, której imienia nie wolno wymieniać, które mi ktoś podesłał, a które wypowiedziała gdzieś w sieci: Psychologiem jest każda inteligentna, empatyczna osoba. Psycholog to nie zawód, tylko hobby. Czy potrafiłabym poprowadzić terapię? Tak. Już to kiedyś zrobiłam i wyciągnęłam człowieka z nałogu. Czy potrafiłabym poprowadzić szkolenie dla biznesmenów z komunikacji? Jasne, że tak. To proste. Proszę sobie zamienić psychologa na to, co robię, w końcu większość nie rozróżnia, i nareszcie wiadomo, że moje życie to upojne szydełkowanie;)

nasze plażowe pieńki!

a Lodzia czasem pojawia się i znika (w komentarzach poniżej wyjaśnienie)

Przy okazji poruszę sprawę dokarmiania zwierzyny pod amboną. Mam nazwać to po imieniu? Nie muszę. Sami sobie nazwiecie. Jeśli chcecie, aby na Waszej ziemi nie mogli polować, szybko, zanim się zmieni ustawa, wyłączcie swoją ziemię z obwodu łowieckiego!

Po powrocie zastałam lekki odwrót zimy, z naciskiem na lekki. Szadź, zimna wilgoć ale dziś nareszcie słońce. Wciąż na minusie, może tylko w południe, gdy słońce przygrzeje, robi się mokrzej w podłożu.

więcej i z opisami w albumie Dziś i dwa dni wcześniej

Ale wracając do narzekania. Najbardziej w więzieniu o wodzie i chlebie (może bym troszkę schudła;)) spędziłabym, nawet miesiąc, żeby tylko nie zmieniać komputera! I w dodatku systemu operacyjnego. Już raz przez moment miałam windows 10 i w podskokach wróciłam do siódemki. No ale teraz już nie ma zmiłuj. Tuż przed wyjazdem zwalił mi się laptop, znaczy go sama zwaliłam zamykając z wydrukami i z podkładką z metalowym klipsem. Poszedł ekran, a że laptop stary, nie opłaca się naprawiać. I tak była już pora, tylko wykazywałam opór. No więc Czarli cierpi katusze nerwowe, bo leży koło biurka, gdzie klnę i płaczę na przemian. Windows 10 to system dla idiotów. Wszystko popsuli w ramach ułatwień dla pokolenia smartfonowców i tabletowców, czyli wtryniania aplikacji tam, gdzie były proste programy. Wszystko, czego używam do pracy głównej, do robienia stron w niusach i galerii, do dbania o to, by biznes się kręcił. To, czego używałam, nie działa albo działa tak, że marnuję życie. Ktoś, kto nie obrabia zdjęć, kto ich nie wstawia do sieci (ale nie tam, gdzie strony przerabiają same), nawet nie wie, że jest taki problem. Kto nie otwiera wielu linków z poczty, też nie wie. Podobno problem w tym, że mam dwa profile poczty w tym samym programie. Mam dwa, żeby mi się nie pomieszała jedna działalność z drugą. Gdy gonię w piętkę, o pomyłkę nie trudno, a wiecie, że muszę dbać, by były rozgraniczone. I jeszcze ten debilny google, który śledzi człowieka, łączy jego wszelkie aktywności… Dlatego muszę mieć dwa profile - na jednym konto z psy, na drugim wszystkie trzy konta zawadzkie. I to jest podobno coś dziwnego. A jak Darek twierdzi, jak robi się coś bardzo dziwnego, to trudno potem liczyć na współczucie i zrozumienie.

Oprócz szydełkowania i zabaw na komputerze;)…

warsztat kucharza;)

pierwsza porcja do pieca

warsztat dzięcioła

A to efekty dzięciolenia:

Robert też swój krzyż nosi. Jak wiadomo budowa nie jebajka. A propos krzyża, ten na ostatnich nogach, goście w Domku, którym trzeba drewna do kuchni i do kominka, i w ogóle zadbać, wciąż chore koty na górce i w szkole (zmiana antybiotyku), dostawcy przywożący nie zawsze co należy, rozliczne decyzje budowlane i samochodowe (jest postęp - ostały nam się z pięciu, tylko trzy!), zaległe zamówienia, nerwy i stres, czyli wiejska sielanka. I do tego, gdy mnie nie ma, te stare szczające dziady (Pieso zeszczał się dziś cztery razy w domu, trzy chodniki się suszą, czwarty sik na szczęście na dechy, no i Piesa trzeba ostatnio karmić z ręki, bo inaczej nie zje - chyba go paszczęka tak boli:(), drapiące koty i inne tałatajstwo:

Tylko Czarli, gdy mnie nie ma, siedzi cicho i nie rzuca się na Roberta. Za to, gdy koty tupią, chowa się w koszu z brudami. Miękkie, bo pełne z racji braku pralki - jeszcze niedawno było -14, więc wciąż wyłączona w pensjonacie woda.

Oczywiście nie ufam FB, więc raz drugi:

i jeszcze co rano o pitaszkach nie można zapomnieć!

A po moim powrocie nie ma już dla mnie miejsca:( zwłaszcza że zające (wymienna nazwa tygrysów) w nocy puszczane już wolno…

No dobrze, starczy narzekania. Są też chwile przyjemne. Np. koncert Nosowskiej w Gołdapi!

I spektakularne postępy!

dziś powstały schody do nieba!

No… trochę niżej, ale i tak piękne widoki:

wszystkie postępy pod ikonkami w niusie Budowa strychu nad tulipanem

Tylko w pensjonacikowej kuchni…

No nie da się bez narzekania!:)

Tak tęsknię za drogami, na których można hamować i dodawać gazu! I pomyśleć, że rok temu już były żurawie! Więc oby do wiosny, a wtedy może sprawimy darmozjadom taką furtkę:)

Komentarze

ola z Katowic, 2017/02/16 22:33
nieobecni nie mają głosu, w Twoim przypadku miejsca do spania :)
ania, 2017/02/16 22:38
Halo, ale ja już jestem!!!
Ewa U., 2017/02/16 23:10
Po pierwsze - to normalnie gapię się na tę Waszą zimę jak sroka w gnat. U nas było kilka dni po - 5 do -10 i to wszystko. Nie ma śniegu i nie było (lekkiego pobielenia nie liczę), dzisiaj na słońcu +12. Nie żeby mi to jakoś dojmująco przeszkadzało, nienienie, ale tak dziwnie jakoś. Jakbyście w innej szerokości geograficznej zamieszkiwali.

Po drugie - Strzała ma na plecach anioła jak byk.

Po trzecie - w sprawie psychoterapeutów i pokrewnych, świat stanął na głowie. Znam kilku, co to zaraz po studiach pootwierali "gabinety"i spokojnie funkcjonują. A gdzie jakieś uprawnienia, weryfikacje, superwizje? Włos jeży się na głowie, że ktoś bez pojęcia w tych głowach grzebie. Ci to rzeczywiście zarabiają lekką rączką. Znam jedną taką, co "posłała" córkę na architekturę, bo to łatwy chleb i teraz te programy takie, że komputer sam robi. Omójboszszsz, jak mnie to wścieka. Potem trzeba się użerać o każdy grosz, bo jak to, za co kasa, skoro komputer sam robi? Takie samo pojęcie pokutuje o psychologach, psychiatrach (tylko leki zapisują) i pokrewnych.

Po czwarte - piękne pitolaszki wypiekasz.

Po piąte - o ptaszkach pamiętamy. Odkryłam fajne zródło słonecznika (i tanie) jakby co.
ania, 2017/02/16 23:23
Ad po piąte - podasz?
Wprawdzie zakupiłam ostatnio z 10 kg z nadzieją, że starczy do wiosny, ale sądząc po tempie (butla dziennie), raczej nie starczy.

Ad po pierwsze: +12???? Jak w Prowansji!
Ewa U., 2017/02/17 13:56
Po szóste - nowy komputer czeka od 2 miesięcy, ale wykazuję upór i opór. Nie bez racji.

Ad po piąte - tu kupuję: http://tiny.pl/gfrwn
ania, 2017/02/17 14:09
Tu podaję aktualną ofertę, bo rzeczywiście tanio: http://allegro.pl/slonecznik-czarny-karma-zimowa-sikorek-karmnik-5kg-i6244091975.html
Monika, North Carolina, 2017/02/18 06:04
Zime macie fajna. Wiem, ze jest przy tym zimno, ale za to bialo. A bialo to ladnie, czysto, odswietnie niemalze. U nas bialej zimy bylo cale 3 dni. I to juz ponad miesiac temu. Wiec zazdroszcze.

W pierwszej chwili pomyslalm, ze tytul "Wiezienie o chlebie i wodzie" odnosi sie do losu Strzalki, kt. byla widoczna na ikonce niusa. Przestraszylam sie, ze kotke maltretujesz drastyczna dieta. Na szczescie, nie zapisalas Strzalki do baletu, ani do jakiegos innego cyrku. Nooo, uspokoilam sie!
ania, 2017/02/18 10:21
Ale wezmę ją ze sobą na pewno!;)
Balet baletem, ona ma już pewnie otłuszczoną wątrobę i ledwo przeciska się przez otwór w domku z którego ma wejście do domu, w każdym razie wygląda monstrualnie, gorzej niż wyglądała Białka a tak jak z Białką - nie mamy pomysłu, jak ją odchudzić:( I boimy się, że też tak skończy, bo nie będzie mogła szybko uciekać:(
Monika, North Carolina, 2017/02/19 05:39
Nasz Hector, uliczny znajdek, gdy byl mlody (2-3 lata), tez sie dosc roztyl. No, moze nie az tak, jak Strzalka, ale byl najgrubszy ze wszystkich kotow (tez niezbyt chudych). Weterynarz doradzal dla Hectora diete redukcyjna (malo jedzenia) i niskotluszczowa, ale przy innych kotach w domu i naszym wychodzeniu na cale dnie do pracy - niemozliwe bylo tego dopilnowac. Wciskano nam tez rozne gadzety: pomyslowe pojemniki, w ktore wkladalo sie kocie chrupki, aby kot musial sie napracowac-nawysilac, zanim jedzenie dla niego wyleci. Zadnego z tych gadzetow nie nabylam, bo wydawalo mi sie, ze Hector zamiast sie wysilac - po prostu pojdzie wyjadac z misek innym kotom. Zycie mielismy wtedy bardzo zajete, pelne stressu - nie bylo wiec specjalnie czasu na zamartwianie sie kocim grubasem. Minelo kilka lat. Nie wiem wlasciwie kiedy, ale Hector po prostu sam z siebie schudl, i od ok 2 lat jest b ladnie zgrabny. Na moje pytania weterynarze jedynie odpowiadaja: "zapewne kot wyczuwal stress w domu". Hmmm... Faktem jest, ze juz od 7 lat mieszkamy w North Carolina i zyjemy duzo spokojniej, nie tak bardzo nerwowo i na pewno mniej narazeni na stress, niz dawniej. Nie wiem jednak naprawde, co o zmianie sylwetki Hectora sadzic.
ania, 2017/02/19 21:16
Nasze kocice ewidentnie miały/mają problemy hormonalne. Były za szybko wysterylizowane - gdy miały pół roku. Strzałka dlatego, że dostała ruję mając 3,5 miesiąca, a Białka, żeby było za jednym zamachem.
Monika Rybak, 2017/02/20 21:44
Pozornie "praca głową" bardziej styra człowieka niż przekopanie ogródka. Jest warunek: kiedy za bardzo "wchodzimy" w swój zawód.Niektórzy stuknięci tak mają...

I nie ważne czy jest się psychologiem czy urzędasem (tak,wiem urzędas jest, potocznie rzecz ujmując, zbudowany z pieczątek i paragrafów...).

Wolę zgrabić całe sianko z mojej łąki i choć kręgosłup w strzępach, szybciej dochodzi się do pionu...

Nie dziwię się więc, Pani Aniu,że jest Pani czasem trup-nieboszczyk.I tak po ludzku:poczucie,że się komuś pomaga jest mało wzniosłe kiedy się pada na,pardon, pysk...
ania, 2017/02/22 14:24
Dzięki za zrozumienie, choć muszę pewną rzecz sprostować.
Owszem, też tak mam, że jak już robię, to robię, nie oderwę się zanim nie skończę. Ale to akurat nie dotyczy mojego głównego zawodu.
Mam stałe, z góry ustalone godziny i tylko od wyjątkowego dzwonu dodam to tego godzinę lub dwie.
Moja praca polega nie tyle na pomaganiu ludziom, co na pomaganiu im w rozumieniu siebie, co im pomaga, ale/więc nie w taki bezpośredni sposób. I to męczy najmniej.
Moja praca główna polega też na superwizowaniu innych psycho, czyli jakby nadzoruję ich pracę w pomagactwie. I to męczy bardziej.
Ale przede wszystkim chciałabym obalić mit, że psychoterapeutów najbardziej męczy bycie obciążanym cudzymi problemami. Na tym między innymi polega wielo wielo letnie przygotowanie do tego zawodu - by towarzyszyć pacjentowi, współodczuwać ale nie przeżywać jak własne
kinga m, 2017/02/20 22:31
Co do architektów i robiących za nich komputerów i ,,łatwych chlebów'' - to raczej bym powiedziała,że umierają z głodu .....
Skomentuj:
RBRMV
 
 
wiezienie_o_chlebie_i_wodzie.txt · ostatnio zmienione: 2017/02/17 13:15 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika