16 czerwca 2017

Wracamy do normy

No dobrze, wróciliśmy do żywych. Ja nawet pływałam dziś w jeziorze. I normalnie oznajmiłabym to z pompą, ale to hańba i dyshonor, że dopiero dziś. Najpierw byłam chora na francę warszawską, którą zaraziłam następnie Roberta. Każde z nas wciąż ma ją w zatokach. W międzyczasie (o poranku 3 czerwca) wymroziło sadzonki pomidorów, więc… Dalsze noce też nie należały do ciepłych. Potem były nerwy i wcześniejszy wyjazd do Warszawy, gdzie próbowałam pogodzić comiesięczną pracę z operacją babci Teresy. A ostatnio chyba odchorowywałam stres, bo czymś się zatrułam i przez dwa dni cierpiałam mając dreszcze. Gorączka mnie osłabiła, brzuch nadal lewy, ale dzisiejsza duchota na świecie popchnęła mnie do jeziora. No dobrze, ale po kolei.

Świat jest piękny. Uwielbiam tę porę roku ze względu na widoki. Wprawdzie trawy zasłoniły widok na jezioro z podwórza, ale łąki są obłędne. I kwitną krzaki. I ptaki świergolą. I w wiacie tak pięknie.

kwitnie dzika róża pod domem, i pęcherznica

Ale przyszła wtorkowa noc, gdy trzeba było opuścić Zawady. I wiedziałam, że to się nie może udać. Żeby pogodzić ostatni raz w Warszawie przed wrześniem z pobytem w szpitalu, operacją a potem powrotem babci Teresy. Założenie, że się uda było z gatunku złudzeń o omnipotencji i lekceważeniem rzeczywistości. Biorąc pod uwagę, że byłam od miesięcy poumawiana z ludźmi z zagranicy, którzy specjalnie kupili na ten termin bilet na samolot, że kończyłam z kimś psychoterapię, a kto był na długoterminowej, wieloletniej terapii wie, jakie znaczenie ma ten dzień, mimo faktu, że z resztą byłam umówiona na „jak się uda”, i tak miałam małe pole manewru. A jednak udało się. Ale nie dzięki moim cudownym właściwościom, ani nie dzięki Bogu, tylko dzięki ludziom, którzy pomogli. Zawieźli moją mamę do szpitala (Borys), dyżurowali, by technicy naprawiający telewizję kablową nie minęli się ze mną i kolejny raz nie wystawili nas do wiatru zostawiając babcię Teresę po powrocie bez ulubionych programów (Borys z Ksenią), byli na telefon, gdyby coś (Becia - dziękuję jeszcze raz kochana, gdyby nie świadomość, że w razie czego mogę na Ciebie liczyć…), byli przy wypisie u lekarza (znowu Becia), odebrali i przywieźli ze szpitala (Borys z Madzią i dzieciakami), ugotowali obiad na powrót (koleżanka mamy, Wiesia), zainstalowali pendrajwa w TV z pokazem automasażu i ćwiczeń, które należy robić po takiej operacji (Darek)… Potem mój apel na FB przy poszukiwaniu opiekunki na ten czas, gdy będę musiała wyjechać, na który odpowiedzieliście licznie…

zdjęcie zrobione przez Andrzeja, gdy mieszkał w pensjonaciku

Ale wdzięczność przede wszystkim należy się mojej mamie, że mając 85 lat wróciła po operacji do domu zupełnie na chodzie. Dosłownie - sama weszła na czwarte piętro bez windy. Dzielnie zniosła operację i nie wymagała jakiegoś specjalnego zajmowania się po. Opiekunka okazała się niepotrzebna, po moim wyjeździe do Zawad wystarczają Borys z Magdą, przynajmniej do czasu, gdy nie wyjadą do Prowansji. Potem opiekunka wróci, by robić zakupy i pomagać przy cięższych rzeczach. Przed nami trudny moment wizyty u lekarza, który, na podstawie wyników operacji, przekaże wieści, czego dalej się możemy spodziewać. Tak więc nie mogę powiedzieć „wszystko się dobrze skończyło”, możemy mieć tylko nadzieję, że babcia Teresa nadal będzie niezłomna, nie tylko psychicznie. Bo czegóż nie czynią nasze psychiczne obrony! Podstawową mojej mamy jest ta, by nam nie robić kłopotu. I pomyśleć, że leczę z tego ludzi;) A jednak dowiedziono, że staruszkowie są tym dłużej sprawni, im bardziej nie chcą nikogo obciążać. Nawet ktoś organizował taki program dla starych, niedołężnych ludzi, w ramach którego wyjeżdżali gdzieś i nikt tam im nie pomagał, w niczym, nawet musieli sami poradzić sobie z bagażem. Mieli tylko wsparcie psychiczne i zachętę. Wyglądało to prawie na sadyzm, ale z tego wyjazdu wrócili dużo bardziej sprawni i z wiarą w siebie. Z drugiej strony na pewno znacie takich, którzy wykorzystują swój wiek i schorzenia, by wysługiwać się ponad miarę innymi a nawet dręczyć bliskich. I nikt nie ma odwagi zaprotestować, bo przecież tacy starzy, schorowani, i do tego rodzice, którzy poświęcali się dla nas, gdy byliśmy mali… Ale nie bójcie się, nie przeginamy w drugą stronę! Czuwamy, by babcia Teresa nie chojrakowała, choć to trudne;)

Dobrych ludzi napotkał na swej drodze także Pieso - jego wielbiciel z fejsbuka, pan Tomek, zrobił niespodziankę i przysłał torbę pełną żarcia na niewydolną trzustkę. Bardzo dziękujemy!

W Warszawie znalazłam nawet czas na spacer po Skaryszaku z Ksenią:

w moim ulubionym miejscu w parku

Ksenia odmawia na razie chodzenia na nogach, woli wciąż raczkować. To doprawdy niepojęte, jak rodzeństwo może się różnić! Pamiętacie jak Gustaw chodził na dobre mając 10 miesięcy ?

Ksenia interakcje z dziećmi odbywa na czworaka i jest tak przekonywująca, że dzieci schodzą do jej poziomu:)

Magda chce ją przekonać, że może w pionie lepiej

ale Ksenia wie lepiej:)

A potem po pracy od rana do siedemnastej w niedzielę pojechałam blablakarem do Zawad. Drugi raz z tymi samymi młodymi ludźmi, którzy mieszkają w Olecku, choć on jest z Dolnego Śląska, ona z Łodzi.

w drodze pomiędzy Prostkami a Ełkiem

Postanowili odwieźć mnie do samego domu, bo byli ciekawi Zawad z moich opowieści. Skończyło się na piciu herbaty w wiacie do późnych godzin nocnych:) Warto jeździć blablakarem, tylu fajnych i ciekawych ludzi można dzięki temu poznać!
A po powrocie wpadłam z deszczu pod rynnę, bo w poniedziałek była wymiana gości na górce, a zaraz potem do pracy. Spacery były krótkie, bo byłam ledwo żywa.

więcej spacerów w albumie Spacery sprzed i po powrocie

I przyszło Boże Ciało, goście zmierzali do Pensjonaciku, a tam… Klasyka gatunku;) Robert naprawiał nową kabinę w romantycznej dwójce. Odkąd ją zainstalował, ciecze… Nic nie pomaga. Wszystko przez to, że leży na płytkach a nie na gładkim brodziku. Więc zrobił nowe fugi, na kilka razy, bo wciąż wklęsały. Przy okazji też fugi w płytkach położonych rok temu (chyba) na miejscu odlatującego tynku. Zostało tylko pomalowanie ściany nad i po instalowaniu rur biegnących z budowanego strychu. To była moja robota. Właśnie radośnie malowałam, gdy Robert oznajmił, iż goście dzwonią, że już są. No więc było jak za czasów wizyty pierwszego sekretarza PZPR - już jedzie a jeszcze drzewa na zielono malują;) Do tego prałam od dwóch dni, a jak piorę, to terma musi być wyłączona… Więc zimna woda w kranach była…

Goście na szczęście bezproblemowi, wyrozumiali i chyba im się podoba. Tak przynajmniej mówią.

innowacja Pod tulipanem - markiza nad tasem z toskańskim cotto;)

inauguracja markizy odbyła się wczoraj, bo goście urządzili na tarasie grilla a zaczęło padać

A propos grilla, wciąż murowanego nie ma, za to Andrzej nie wytrzymał i mając dosyć grillowania na takim z jedną nóżką bardziej, kupił nowy. Jak widać nasi goście radzą sobie jak mogą w tej badziewnej agroturystyce;)

W Boże Ciało odbyła się procesja nad jezioro:

Ptysio podjął próbę przejścia wzdłuż brzegu jeziora, co skończyło się zmoczeniem łap. Dobrze, iż nie wie, że przejście suchą nogą należy mu się jak psu buda, bo jeszcze komuś przegryzłby grdykę;)

Pieso natomiast już ma taką demencję, że czasem nie wie, co robi. Wszedł do jeziora i zaczął płynąć. Chyba się połapał, że coś nie tak (nigdy sam z siebie w jeziorze nie pływał), bo skręcił i zawrócił do brzegu:

À propos jeziora, gdy znowu pływam, otworzyły się stare rany. Pokazałam dziś faka kamerze, która lustruje jezioro, i chyba znowu nie wytrzymam. Muszę postudiować prawo na temat podglądactwa. Kurde, że nawet nie mogę w spokoju pływać ciesząc się prywatnością! Może ktoś coś wie na ten temat?? Goście są zbulwersowani chodząc nad wodę. Nie będę przytaczać wszystkich wypowiedzi, ale najczęściej pada: Bosz, co za masakra, co to za ludzie tam mieszkają? Chorzy jacyś? A pani z górki na pożegnanie podziękowała nam, że tak pięknie dbamy o spuściznę nam daną, w przeciwieństwie to tych strasznych sąsiadów za płotem, co tak zbezcześcili przyrodę i krajobraz. Choć nie gadamy na temat sąsiadów z gośćmi bez zachęty z ich strony.

I jeszcze à propos wycinania suchych drzew. Wiem, że czasem są niebezpieczne i grożą zwaleniem się na czyjś dom albo ludzi, ale jeśli tylko nie musicie, nie róbcie tego! Nasze suche olchy nad jeziorem stały się ulubionym miejscem dzięciołów. A że Robert dostał od brata na urodziny aparat do robienia zdjęć zwierzętom, skończyło się na sesji zdjęciowej:

w tych olchach z prawej strony jest dziupla

Młode dzięcioły wczoraj/dziś wyleciały z gniazda, ale Robert zdążył je złapać jeszcze w dziupli:

a więcej o tym w niusie przyrodniczym Nasze dzięcioły nad jeziorem

Powyższe dzięcioły zrobiły fororę na FB (Odbiorcy: 16 153, 84 ponownych udostępnień):

Na pożegnanie nasi akrobaci:

których więcej w albumie Akrobaci Misio-Ptysie

Komentarze

Monika, North Carolina, 2017/06/17 00:43
Pieknie, ze jest tyle dobrych wiesci. Tzn. na razie dobrych wiesci o Babci Teresie, a co sie okaze pozniej to sie bedziemy tym cieszyc lub martwic. Niech Mama spokojnie dochodzi do siebie i wypoczywa.
Charlie wsrod fioletowego lubinu jest absolutnym dzielem sztuki. No i ten cudownie wzruszajacy Ptysio, co to na psie spacery chodzi z wami... Uroczy!
W. Ciemnoszara, 2017/06/17 05:04
Życzenia zdrowia dla Mamy. Moja jest o 3 lata młodsza i choć bardzo schorowana, jest w zakresie domowym samodzielna.
Zgadzam się z tezą, że samodzielność (choć względna) jest motorem egzystencji. Sprawy zewnętrzne nawet kiedy sama byłam po operacji jednak musiałam załatwiać jakoś ja, bo to jednak nie jest kraj dla starych ludzi :-) .
O liniach brzegowych i prawie wodnym nie piszę bo traktuję to zbyt emocjonalnie . Od bardzo wielu lat mam wrażenie, że niepotrzebni ludzie kształcą niepotrzebnych ludzi na różnych wydziałach prawa, architektury zwykłej lub krajobrazu, a urbaniści dawno wymarli albo wyemigrowali.
Z innej beczki , mam pomysł na kamerę :-)
Przy Waszych zdolnościach budowania ciekawych konstrukcji drewnianych może to być np ekran na ruchomym słupie na Waszym własnym terytorium, w odpowiedniej od linii granicznej odległości, z lustrem lub jakimś fajnym widokiem – radującym dusze szacownych sąsiadów. Powinien być nieco mobilny gdyż i kamera może się przesunąć a i obiekt z podłożem nie związany będzie ( prawo). Może mieć fajną formę ( niekoniecznie mówię o instalacjach Hasiora :-) ) I lepiej żeby nie przypominał dawnych machin wojennych, nawet jeśli to najprostsza linia myślowa :-) Może i dzięcioł się ucieszy !
Ja zostawiłam stare spróchniałe pnie dla dzięciołów a zwłaszcza dla nietoperzy, których mam mnóstwo, lecz w zimę sąsiad mi je po prostu ukradł ...
P.S. Patrzę na Ptysia i bardzo chcę kota … niektórzy moi domownicy niestety nie , najwyżej jeża (żywego) do sieni przyniosą albo dwa. Nie chcą wyznać czy to do zjedzenia 'na zaś' czy z miłości.
Pozdrawiam
ania, 2017/06/17 05:38
Hasior niestety musiałby stać na łódce pływającej, bo kamera szerokokątna celuje zarówno w matę (zza której złoczyńcy, czyli my, się czają) jak i w jezioro, w tę część, w której my i nasi goście pływamy.

P.S. Ptysio własny zostałby włączony do stada, tak sądzę.
W. Ciemnoszara, 2017/06/17 06:25
Rzeczywiście na kamerach się na razie nie znam, Mój sąsiad preferuje podsłuch. Jak nie rzeźba pływająca to może jakaś broń laserowa – totalnie oślepiająca oko kamery z elementem samonaprowadzającym … :-)
Ptyś własny też musiałby być mobilny i przejęty w fazie post niemowlęcej. Takiego moje dotychczasowe welociraptory nie ruszały. Kiedy kocię jest większe traci swą ufność i ucieka a to powoduje pogoń. Mnie w takiej sytuacji kot młody przegryzł dłoń z przerażenia i musiałam go zwrócić do domu rodzicielskiego. Impas nie rokował na rozwiązanie pozytywne. Ale to były inne czasy, inne Osoby wilcze. Poza tym koty w mieście, które wychodzą z domu są aktualnie rozjeżdżane. Kotów prawie brak.
ola z Katowic, 2017/06/18 19:20
Misio nie chodzi ze zgrają? no i te piękne kwiaty ... ileż byłoby bukietów
ania, 2017/06/19 10:35
Misio jest bardziej strachliwy i dobrze.
ania, 2017/06/23 19:44
A jednak Misio też:) https://www.facebook.com/plugins/post.php?href=https%3A%2F%2Fwww.facebook.com%2Fpod.tulipanem%2Fposts%2F1913583578927047&width=500
Skomentuj:
CWUEM
 
 
wracamy_do_normy.txt · ostatnio zmienione: 2017/06/23 19:38 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika