Taki to już los posiadaczy pensjonacików, że kiedy inni wyjeżdżają, oni tym bardziej siedzą w domu. Tak też było z nami

od 1 do 4 listopada

czyli w kolejny długi polski weekend, tym razem z okazji

Wszystkich Świętych

Mieliśmy gości, w tym 3 zwierzaki i to nie byle jakie, o ile zwierzę może być byle jakie, w każdym razie gościliśmy powtórnie Negrę w pokoju z żurawiem oraz KOCIĄ ARYSTOKRACJĘ czyli Fosfora i Mitręgę w dwójce z muchołówką, na którą nie dały się nabrać.

Wszystkich Świętych, Zaduszki to i u nas czas zadumy. Groby naszych bliskich w Warszawie odwiedziliśmy wcześniej, a babcia, która odwiedziła nas tydzień przed Zaduszkami, uwiła wianki z choinek po przecince w lesie.

W czasie, gdy mieszkamy w Zawadach, pożegnaliśmy trzech sąsiadów, z czego dwóch zabił alkohol a jednego głupota (pan Janek łowił na prąd ryby ale to nie ryby, lecz on sam stracił życie). Bo w Zawadach, zwłaszcza zimną porą, żeby przeżyć, nie wolno nadużywać i trzeba być rozsądnym. Był jeszcze trzeci, którego zabiła wódka, a pewniej wino w kartoniku, nasz najbliższy sąsiad, którego nie zdążyliśmy poznać, ale który pozostawił po sobie Wilkusia. Kiciuś sprowadził się do nas za naszego pierwszego pobytu w Zawadach, w marcu 1999 roku. Był wygłodzony po samotnej, po śmierci pana, zimie.

Ale życie biegnie dalej. Dziś Wilkuś gruby jak worek :), dom sąsiada nie istnieje a wybudowana na jego miejscu posiadłość czeka na dobrych kupców a dla nas nowych sąsiadów. Okazuje się, że pierwsze dni listopada, oprócz wspominania zmarłych, mogą mieć też inny wymiar, zwłaszcza gdy jest się posiadaczem Pensjonaciku pod Tulipanem. Smutek listopadowych dni rozproszyli korzystający z wolnych dni goście, a listopadowe chryzantemy osładzały nam brak o tej porze innych kwiatów.

Nasi, można już powiedzieć stali goście, Nina, Tomek i Negra nic sobie nie robili z kiepskiej pogody, twierdzą że tu jest zawsze pięknie. Tomek dzielnie wyruszał łódką na jezioro i nawet wrócił raz z łupem, pięknym szczupakiem:

a Negra radośnie szalała z Belfegorem po podwórku zapewne stresując arystokratycznych sąsiadów z pokoju obok.

Drudzy goście zwiedzali okolice a podczas ich nieobecności w pokoju reprezentowała ich para kotów: brytyjczyk Fosfor i jego żona szkocka zwisłoucha Mitręga. Niestety, co im chciałam zrobić zdjęcie, zwiewały pod łóżko (tu kawałek Fosfora w trakcie ucieczki)

za zagłówek (gdzie udało mi sie wtrynić aparat, ale kicię słabo widać)

Tylko miski i i kuweta w łazience zdradzały ich obecność:

Raz Fosfor pozwolił mi zrobić zdjęcie, ale w locie (moim :) ) , dlatego jest nieco rozmazany

i dopiero gdy przyszło do wyjazdu, miałam nadzieję zdybać je w klatce, lecz nawet wtedy były oporne :)

Ale właściciele obiecali przysłać porządne zdjęcia.

Gdyby ktoś chciał więcej poczytać o scottish fold'ach czyli szkockich zwisłouchych, skąd się wzięły i dlaczego trzeba je mieszać z brytyjczykami, zapraszam tu .

Oprócz deszczu, mżawki były też piękne dni i słońce rozświetlało wtedy wzgórza

i pięknie zachodziło nad jeziorem, z naszej coraz bliżej końca kuchni w pensjonacie cudne widoki na błyszczące jezioro (nie do oddania na zdjęciu, za to do podziwiania siedząc przy kuchennym stole)

a dzień po wyjeździe gości mogłam nawet pościel wysuszyć na słonku

Ale niestety skończyło się, jak wszystko, co dobre, bo od dzisiejszej nocy (5/6 listopada) mamy zimę, zamarzł akumulator i ledwo zdążyłam do Olecka na 6 07 na PKS do Warszawy. Aby do lutego, bo wtedy koniec cotygodniowego jeżdżenia do pracy w W-wie!!!

Komentarze

Skomentuj:
QHYQC
 
 
wszyscy_swieci_zawadzcy.txt · ostatnio zmienione: 2013/10/20 20:26 (edycja zewnętrzna)
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika