9 marca 2014

Wszystko wskazuje na to, że wiosna

Obiecałam, to spełniam. Zaległe zdjęcia piętrzą się w katalogu do niusa, więc nie ma lekko, choć dziś był pracowity dzień. Bo wczoraj zrobiła się wiosna pełną gębą, aż pranie na sznurze można było suszyć! Psy i koty szczęśliwe na słonku, gęsi i żurawie nad nami, tuje podwórzowe rozdziane z ubranek, tuje doniczkowe wyszły na dwór, roślinki odkryte z choinkowych gałązek, pranie schnie, w wężu woda… godz. 24, a tu…-6 stopni! No to czym prędzej wodę spuszczać i kran w ogrodzie ratować. Robert znowu chory więc nie w smak mu było okropnie, kotu piwnicznemu też, bo o tej godzinie nikt mu nigdy nie przeszkadzał.

Nareszcie!

Z tym chorowaniem to jakiś koszmar. Cieszyłam się, że mnie wtedy w Biegun Zimna nie zaraził, ale wróciłam z Chorzowa i mnie wirus dogonił - po trzech dniach w gardle drapie, a po czterech już mówić nie mogłam, reanimacja przed pracą ledwo pomagała, ale po tygodniu już tylko katar w zatokach. Ledwo zaczęłam dochodzić do siebie, to Robert zaczął. Tylko jak to on - dziesięć razy gorzej. Dziś pierwszy dzień, jak nie ma góry zużytych chusteczek pod łóżkiem, ale bidak nie ma siły na nogach stać, taki osłabiony.

a jeszcze niedawno taki ostatni bastion zimy był przy olchowym lasku

Dobrze że 1 marca Robert był jeszcze na chodzie, a ja okutana pomagałam, bo wiosna nas zaskoczyła i szybko było trzeba wieszać budki lęgowe, które Robert dostał na Gwiazdkę:

dla dziuplaków nad przyszłym stawem

dla kopciuszków, rudzików i takich tam, co lubią przy domu w ogrodzie, niestety w brzozowym zagajniku, bo przy tej ilości kotów woleliśmy nie robić bufetu z przekąskami z małych ptaszków

dla krętogłowa na lipie w ogrodzie

dla sikorek i nietoperzy blisko wody Przez ten Chorzów i Ryśka mam inne zaległe wieści:

O zdjęciach strychu w Warszawie, któremu trzeba było znaleźć lokatorów, więc przyszedł kolega Madzi, fotograf i takie zrobił, że ledwo nasze mieszkanie poznałam!;)

nie miałabym nic przeciwko, żeby było aż tak wielkie, zwłaszcza garderoba i kibelek przy Gucia pokoju:)

O biegu Wedla, w którym startował Gucio i był 17! Myślę, że był jednym z najmłodszych, a biegło ich tam wielu, więc miejsce jest zacne!:

ten z numerem 42 (zdjęcie ze strony Biegu Wedla)

ten w środku w niebieskich rajstopkach (zdjęcie pobrane z silne-studio.pl)

O drzewach na plaży, które wreszcie ścięli sąsiedzi, wreszcie, bo gałęzie gubiły i robiły bałagan, ale łyso bez tego drzewa na granicy naszej plaży i ich. I zdjęcie na głównej stronie zawadzkiej już nieaktualne. Cóż, życie biegnie do przodu… Sąsiedzi budują zawzięcie, mam nadzieję, że skończą przed sezonem, choć mam złe przeczucia. Droga rozjechana przez sprzęt przy tej aurze wiadomo jak wygląda (dziś jeden pan na silniku zawisł, musiałam go wieźć do sąsiada po traktor), czasami cały dzień warkot i stukot, jak to na budowie, ale może potem będą już cichsze roboty.

A poza tym donoszę, zwłaszcza temu naszemu czytelnikowi, co się piekli, iż czapim psy karmimy, że super pokarmu za ciężkie pieniądze, coby Belfegorowi stawy jeszcze trochę podziałały, nikt nie chce jeść. A ponieważ został pełny worek, a pokarm dla staruszków został zjedzony, ten na stawy muszą jeść wszyscy. No przecież nie wyrzucimy! Wprawdzie dla wielkich, ale mam nadzieję, że małym nie zaszkodzi;) Belfegor patrzy na mnie błagalnie, żebym mu darowała, ale nie ma zmiłuj się! Polewam im jakimiś sosikami, czapiego w torebkach musiałam kupić i rozcieńczam wodą, a następnie polewam te pyszności na stawy i wtedy ewentualnie zjedzą, choć już te spod spodu słabo. A że Krecik przywiózł ze sobą małą torebkę chrupków czapiego, wydzielam im małe porcyjki na pocieszenie. Jak się na nie rzucają! Czapi znika w parę sekund. Lodzia swoim zwyczajem wynosi w paszczy po kilka na dywan lub swoje posłanie, a gdy jej się tamten zaplącze, zostawia wypluwki.
Kot piwniczny też nie frajer. Będąc w Lidlu kupiłam tamtejszy pokarm dla kotów, tzw. Cochidę, ale po kilku dniach, gdy prawie nic nie ubywało, zlitowałam się nad nim i nasze koty podzieliły się z nim sterylem. On wprawdzie wciąż z jajami, ale kitekata, którym nie gardzi, kupię dopiero jutro. Co do pozbawiania go jajek, mam pewne opory. Z pewnością się obrazi i wyniesie, a wtedy sobie może nie poradzić. Bo jak wiadomo, żeby przeżyć w tym okrutnym świecie trzeba mieć jaja.

nie wszyscy mają takie luksusy i takie opasłe brzuchy jak Białka, która może wreszcie schudnie, bo odkąd drzwi otwarte na dwór, zaczęła wychodzić! Więcej większych w albumie Raz na psie, raz pod psem

I jeszcze donoszę, że w Chorzowie sprawy się mają na ukończeniu, feralna obudowa brodzika znowu była nie taka, ale pan Krystian przeciął, dociął, dosztukował i podobno jutro już ma być gotowe. Jak tylko dostanę zdjęcia, podzielę się, ale nie wiem kiedy, bo w środę znowu do stolicy:(

czarne zamiast miedzianego już jest!

Wczoraj i dziś, z okazji wiosny, poszliśmy na spacer w inną niż zwykle stronę, nad rzekę, ale nie do doliny, lecz w przeciwnym kierunku i Lodzia rozpoczęła sezon pływacki!

Lodzia szykuje się do skoku w rzekę

właśnie wychodzi z kąpieli (w wodzie nie zdążyłam jej uchwycić, zasłoniło drzewo)

widzicie jaką tamę bobry pod Domkiem na górce zbudowały? Znoszą do niej materiał spod parkingu po drugiej stronie górki!

Wczoraj i dziś oprócz spaceru, prania i oporządzania roślinek, kafelki na zamówienie robiłam i sprzątałam Domek, bo po pobycie chłopaków wciąż był nieruszony. Coraz więcej ludzi pyta, więc nie mogę Roberta zostawić z bałaganem, gdy zaraz wyjeżdżam.

Jeszcze się podzielę naszą sikoreczką i przy okazji informacją, że ptaszki nadal trzeba karmić, mimo wiosny, bo na przednówku słabe one, a i te, co przylatują, też niech nabiorą sił (oficjalna informacja z OTOPu).

więcej większych w albumie Nasza sikoreczka

A to temat na kolejny nius. Jak to google chce za nas myśleć. Już przestało mnie wkurzać, że mi wciskają, co mam czytać - skoro śmiał mnie ten temat zainteresować choć raz, to potem przez miesiąc tylko o tym muszę, i że mam kupić koniecznie to co ostatnio oglądałam na allegro czy w innym zakupowym serwisie, ale gdy dostałam informację, że ulepszyli moje zdjęcie, zwątpiłam. Mamy wiosnę, ale jakbym mogła Wam tego nie pokazać!:)

Zapomniałam o najważniejszym!!! 28 lutego minęło 5 lat, jak jest z nami Lodzia! A za 4 dni minie 15 lat naszego bycia w Zawadach!

Komentarze

ola z katowic, 2014/03/10 08:03
Sikoreczka the best!
Monika, North Carolina, 2014/03/10 09:24
Tak sie fajnie o wiosnie czytalo, az tu na koniec sniegiem posypalo... Nieeeee!
Ewa U., 2014/03/10 12:59
Sikoreczka syberyjska jakaś chyba, zresztą niech się wypowie ornitolog:)
Zaskoczyła mnie informacja o tym, że Lodzia z Wami już od 5 lat! Pamiętam, pisałaś, jakby to wczoraj było, jak biedula odchorowała podróż z Łodzi.
Śniegowe zdjęcie, no naprawdę... jakby Wam śniegu tam kiedyś brakowało!
ania, 2014/03/10 13:09
Ona nie podróż z Łodzi odchorowała, tylko wymiecenie wszystkich psich misek do cna i jeszcze tego, co leżało pod szafkami:)
Tia... 15 lat, 5 lat... i niedługo podróż do wnętrza ziemi;)
Ewa U., 2014/03/10 18:43
No tak, ta przypadłość na "S" daje znaki! Ale pamiętałam, że z Łodzi, i że chorowała! Zaraz do wnętrza ziemi... no weź i przestań! Zawsze można dać się rozsypać...
ania, 2014/03/10 20:26
to i tak do wnętrza..;)
Ewa U., 2014/03/11 00:19
Nie, nie i nie! Z wiatrem przed siebie!
ania, 2014/03/11 00:22
Ty to jesteś optymistka!:)
Ewa U., 2014/03/12 23:43
Realistka raczej. Żadnych robali, wilgoci, zimna i ciemności:))))
Monika, North Carolina, 2014/03/14 05:36
A coz to za dyskusje o przyszlosci Lodzi...
Ona nas wszystkich przezyje, bo z niej taka dzielna psinka. A nawet gdyby... czy da sie rozsypac czy zasypac - najpierw kazdego mocno w lydke gryznie. Co sobie bedzie Lodzia zalowac!
ania, 2014/03/14 09:20
To nie o Lodzi Monika, lecz o nas:)
Monika, North Carolina, 2014/03/14 22:35
aaa, to sobie planujcie... ile chcecie!
Skomentuj:
YTGKX
 
 
wszystko_wskazuje_na_to_ze_wiosna.txt · ostatnio zmienione: 2015/02/11 19:52 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika