10 września 2012

w naszej wsi odbyły się

Wybory sołtysa czyli pokaz twardości betonu

Właściwie nie mam siły, właśnie wróciłam z pracy i w ogóle denerwowanie się wyborami i sytuacją w naszej wsi jest ostatnią, w obliczu czekających mnie ciężkich dwóch tygodni, rzeczą, którą powinnam robić, ale nie posiadam wyłącznika w głowie. Dziś w Zawadach Oleckich odbyły się wybory sołtysa i choć przez ostatnie 12 lat mieliśmy to gdzieś, że sołtys objawia się mieszkańcom jedynie na herbatce z okazji kolejnych wyborów, przyszedł czas to zmienić. Tymczasem wybrano tę samą sołtys co przez 3 ostatnie kadencje i moim i nie tylko moim (ale kto by to publicznie poza zołzą z Warszawy przyznał) zdaniem, jej ponowne kandydowanie świadczy o tym, że pani sołtys wstydu nie ma. Nie dość że się nikt nie przyzna to jeszcze raz zagłosuje, bo nie będzie nam tu Niemiec pluł w twarz ani żaden warszawiak. Przez ostatnie 12 lat nic się we wsi nie zmieniło i nie jest to tylko wina gminy, która zawsze nie ma pieniędzy i potrzeby wsi puszcza mimo uszu; nie jest to też wina tylko pani sołtys, która nie zwołała przez 12 lat żadnego (a jest obowiązek co pół roku) zebrania poza wyborczym i poza jednym w sprawie pamiętnego funduszu sołeckiego, gdy z zasadzie nie było już o czym debatować, tylko trzeba było szybko, bez przygotowania podjąć decyzję, która z braku tego czasu była nieprzemyślana od strony formalnej więc nie przeszła; ale także nasza, wszystkich mieszkańców, którzy, nie owijając w bawełnę, mieli to w dupie, że sołtys nie pełni swojej funkcji, tak jak statut tego wymaga. No i dziś na zebraniu wyborczym miałam okazję dowiedzieć się dlaczego. I o ile nie dziwi mnie wiejski folklor w postaci starej babci co myli wybory sołtysa z konkursem na najbardziej lubianą panią we wsi (też ją lubię – za stosunek do zwierząt) czy pana oszołoma, który chyba coś wypił przed zebraniem, bo inaczej chyba by usłyszał, jakie głupoty mówi. Dziwią mnie ci wszyscy młodsi, obrotni ludzie, którzy nie podskoczą starszym, boją się zmian jak oni i ulegają przekonaniu, że najlepiej, gdy nic się nie dzieje, bo zmiana może być tylko na gorsze.

Ja też nie lubię, gdy ktoś mi wchodzi do domu i przestawia meble po swojemu, tylko że mój dom jest moim domem i wara innym od niego. Problem w tym, że tubylczy mieszkańcy Zawad uważają, że wieś należy do nich a napływowi mieszkańcy są intruzami, którzy chcą im zburzyć zaistniały porządek. Ale nawet myśląc w ten sposób, ja, choć nienawidzę, gdy ktoś mi się rządzi w domu, gdy mi Agnieszka położy odwrotnie dywaniki, stwierdzam, że może tak jest lepiej, a bez Agnieszki nie wpadłabym na to, zapatrzona w swój „jedyny obowiązujący” punkt myślenia. Jesteśmy tak przyzwyczajeni do swojego widzenia świata, że bez ludzi z zewnątrz nie zrobilibyśmy kroku do przodu. No i musi być spełniony jeszcze jeden warunek - nie można być betonem. Ale jak wiadomo i beton kruszeje, lecz niestety wymaga to dłuuugich lat. A nie ma nic tragiczniejszego niż widok zmurszałych, nikomu niepotrzebnych, zawalających świat betonowych budowli, które popadły w ten smutny stan, bo nie można ich było, z racji na nieprzyjazny budulec, przeobrażać zgodnie z duchem czasu.

naszej stodoły, jak mówi pan Roman, nawet atomówka nie zmiecie:)

Najbardziej załamał mnie sposób myślenia, że każdy ma dbać o swoje, wtedy będzie najlepiej. A wieś jako wspólne dobro w ogóle nie istnieje. Każdy może mieć problemy z sąsiadem, ale żeby zadbać, by żaden sąsiad nie mógł zniszczyć wspólnego dobra, nie mieści się w głowie mieszkańców. Nie, jeden na drugiego za plecami będzie nadawał, zamiast uchwalić wspólnie coś, co ochroni każdego z osobna i wszystkich razem. Ale nie będę się powtarzać, że do tego trzeba drugiej pozycji rozwojowej, tej dojrzalszej, a nie tkwienia w paranoi, że drugi człowiek nie ma nic lepszego do roboty, tylko wykorzystać nas i zrobić nam w poprzek. Nie chcę nikogo obrażać, więc nie napiszę dosadniej, co myślę, ale prawda jest taka - załamałam się. I choć było pewne, że Piotr, który z racji brody i fryzury kojarzony jest przez okoliczną ludność raczej z menelem niż sołtysem i który z racji długiego mieszkania w Niemczech trochę nie bardzo mówi po polsku:), to kandydatura przegrana z góry, i głupio było liczyć na to, że ktoś we wsi będzie brał pod uwagę jego kompetencje w walce z urzędnikami, wiedzę i skrupulatność w odszukiwaniu przepisów a nie swoje osobiste uprzedzenia oparte na powierzchownym wrażeniu, bardziej znamienny jest fakt, że później ukarano Roberta nie wybierając go nawet do rady sołeckiej (w której zawsze był) dlatego, że wypowiedział na głos, że zamierza patrzeć kolejnemu sołtysowi na ręce i tym razem nie pozwoli, by nawet statutowe obowiązki nie były wypełniane. Na co odezwał się chór głosów – ale po co coś zmieniać, jest dobrze jak jest! Gdyby Robert siedział cicho i nie wychylał się, prawdopodobnie w radzie by się ostał. Ale przecież wszystkim bardzo się podoba, że w Zawadach nie dzieje się nic! I to by było na tyle sprawozdania z wyborów - generalnie szkoda czasu, szkoda nerwów, szkoda zaangażowania,

lepiej było poleżeć na leżaku

Za to mobilizacja mieszkańców wsi godna podziwu! Nigdy takiej frekwencji nie było. 4 lata temu na wyborach było 6 osób, ale jak się zwiedziano, że warszawiacy coś knują, pełna sztama! Żeby tylko tak umieli w słusznej sprawie, a nie w spawie bronienia betonu, to Zawady byłyby wzorcową wsią! Nie zamierzam siedzieć cicho, i od razu, na wypadek gdy ktoś z zawadzczan tu zabłądził, oznajmiam, że ja to ja, Robert to Robert, i mówię tylko w SWOIM imieniu, mąż nie ma na mnie wpływu i prawa cenzury, więc wypowiadam swoje zdanie i swoje ubolewanie, że krótkowzroczność w Zawadach przechodzi z pokolenia na pokolenie, choć mam cichą nadzieję, że za jakieś 8, 12? lat, gdy dorosną te dzieci, co teraz biorą aktywnie udział w konkursach o psach i kotach europejczykach, beton drgnie, o ile nie będzie za późno…:(

Nie napiszę „pora się pogodzić z tym”, że mieszkańców Zawad interesują tylko ich samochody, czyli droga, którą chcą zalać asfaltem łącznie z zabytkowymi kocimi łbami, które stanowią o uroku wsi. I to wszystko, co chcieliby zmienić. A że na tej asfaltowej drodze będą ginąć dzieci, psy i koty i napruci kretyni, którzy je będą zabijać a przy okazji siebie w drodze po piwo z plaży, bo wreszcie się będą mogli rozpędzić!, nikogo nie obchodzi.

jak wiadomo drogę fotografują podróżnicy a jej sława idzie w świat

Jak i to, że stracimy bezpowrotnie nasze dziedzictwo i coś, co przyciąga tu ludzi z całego świata, co stanowi o wyjątkowości naszej wsi, o ile kolejni sąsiedzi nie wywalą kolejnego koszmarku, i nie zniszczą spójnej jeszcze zabudowy pruskiej. Ale kogo to obchodzi, to jakieś „warszawskie” wymysły. Tak jak i segregacja śmieci. Jak na idiotów patrzono na nas, gdy nie zgodziliśmy się z tym, co wykrzykiwali mieszkańcy i pani sołtys, że w Zawadach przecież został rozwiązany problem śmieci – swoją drogą nie został, bo nie ma obowiązku podpisywania umowy śmieciowej, no ale tego wymaga na szczęście Unia i od przyszłego roku już będzie obowiązek posiadania kontenera. Ale że my i Basia z Piotrem kupujemy za WŁASNE! pieniądze worki do odpadów segregowanych i na własny koszt wywozimy je na wysypisko… no idioci! Tak więc ja mam jasność! Ja nie mam czasu a nerwy muszę zachować dla ważniejszych spraw niż nadziewanie się na beton.

strach myśleć, co na działkach sprzedanych przez gminę a zakupionych w celu zainwestowania w zawadzkie siedliska tudzież na ruinach starych siedlisk powstanie bez planu zagospodarowania przestrzennego, o którym nikt poza nami tu nie myśli

Zresztą czytając w internecie o zmaganiach naszego znajomego sołtysa w Dunajku pod Gołdapią i wpisy pod forum, właściwie nie mam złudzeń. Wojna polsko-polska to ulubiona rozrywka Polaków i ja w niej nie zamierzam uczestniczyć, co nie znaczy, że czasem nie wkurzy mnie coś (czytaj: ciemnogród, krótkowzroczność, prywata i beton) i nie napiszę tu, co myślę. Macie to jak w banku! Nie zazdroszczę nikomu, kto chciałby coś dla Zawad zrobić. Ja odpadam! Pozostanę jedynie tubą patrzących na to wszystko z boku, bo z betonem integrować się nie umiem. A nowej pani sołtys nie gratuluję. Pogratuluję, gdy cokolwiek zrobi, np. z racji że kocha zwierzęta, wydębi od gminy pieniądze na sterylizację i kastrację w ramach zapobiegania bezdomności zwierząt domowych – czyli na statutowe, nałożone na gminę przez unię obowiązki i sugeruję, by poczytała o swoich prawach i obowiązkach, bo mam wrażenie, że do tej pory też uznawała swoją funkcję jako wyraz uwielbienia a nie coś, co nakłada na nią obowiązek posiadania wiedzy i znajomości przepisów związanych z funkcją sołtysa. Pani sołtys, ja na pewno będę tym razem pilnie patrzeć Pani na ręce, a betonom mówię – adieu!

a za oknem jesień, w nocy było +2 stopnie i to jest najbardziej załamujące.

Komentarze

Sołtysowa z Żelisławia, 2012/09/11 13:32
Już kiedyś wpisałam się Państwu w temacie sołtys,tubylcy i "nowi" . Od lat przechodzę podobną drogę, początkowo też "wojowałam" i efekt był podobny. Potem zmieniłam taktykę, mniej wojuję, a staram znaleźć pozytywy w tubylczym betonie. Jest łatwiej.
To kropla drąży kamień (beton też)Powodzenia :)
ania, 2012/09/11 19:17
Zgadzam się oczywiście, ale drążenie kroplą w skale zostawiam innym:) Uważam, że ludziom (wszystkim) równie potrzebne są zimne prysznice - betonu nie skruszą, ale ten jeszcze nie do końca stwardniały skłonią do myślenia. I to jest mój cel, a nie wszczynanie wojny, atakowanie i obrażanie, choć oczywiście wyrażanie szczerze tego, co się myśli, jest przez nas na ogół tak postrzegane.
Tess, 2012/09/11 18:24
Kurczę, szkoda, że u Was ludzie nie potrafią się dogadać. My jesteśmy po Dożynkach - organizowaliśmy je wespół-w zespół w sześć stowarzyszeń z całej gminy, no i władze gminne nasze na dokładkę. Po dzisiejszym podsumowaniu wyszło nam, że TAKICH Dożynek jeszcze nie było! A już mamy pomysł, żeby w przyszłym roku, na wiosnę zorganizować wspólnie jarmark żywności tradycyjnej i rękodzieła. Razem, bo działamy wspólnie i znamy się już jak łyse konie. A nasza Wójt wspiera i się wzrusza ( ostatnio zostałam wyściskana ze łzami w oczach, a "w uznaniu zasług dla społeczności lokalnej" - to cytat z Pani Wójt" nasza droga do tej pory drogi nie przypominająca jest już bez mała autostradą:-)))I w naszych dwóch wsiach działamy razem. Zintegrowani jesteśmy do imentu ( spotykamy się przynajmniej dwa razy w tygodniu, bo trzeba pogadać, zdegustować nowy ser, albo chleb, albo naleweczkę, czy co tam kto ma. No i wymieniamy się darami ziemi żuławskiej między sąsiadami. I cały czas mnie to zadziwia:-))) Czego i Wam życzę!
Buziaki!
Asia
PS. Piekłam chleb dożynkowy:-)))
ania, 2012/09/11 19:13
Zazdroszczę, ale Joasiu, jesteście w zupełnie innej sytuacji - nie jesteście WARSZAWIAKAMI a tu ludzie w warszawiakach umieszczają całe zło tego świata, więc uważają, że muszą się przed nimi bronić. Jesteście prawdopodobnie jedynymi osadnikami z miasta i nie znienawidzonego powszechnie, więc nie mają się jak robić podziały. Odkąd mieszkańcy Warszawy zaczęli kupować domy w Zawadach, wieś się bardzo zmieniła i nie ma szans, by wróciło do starego stanu i myślę, że tego starsi nie mogą darować. Zmieniłaby się prędzej czy później za sprawą innych, to było tylko kwestią czasu, no ale trzeba mieć winnego. A i tak myślę, że podziały były, zanim jakikolwiek warszawiak tu się pojawił. Zacytuję Ci korespondencję z człowiekiem, który się dawno temu wyprowadził i mieszka daleko stąd: "siema wiem ale takie opinie chodzą osobiscie to nielubie ludzi z warszawy mam niemiłem wspomnienia i doświadczenia i tego nie zmienie". I to jest sedno problemu - "tego nie zmienię, amen". A ja nie mam siły ani czasu zmieniać, angażuję się tylko w to, w co wierzę, że ma sens. W przyjęcie na łono społeczności nie wierzę, bo to tak jak na emigracji - zawsze Polak pozostanie Polakiem, choćby nie wiem jak płynnie już mówił w języku. To jest ludziom potrzebne - posiadanie obcego. Nigdy się nie dogadam z większością tych ludzi, z niektórymi w pewnych sprawach i owszem, ale zbyt się różnimy, by mogli mnie zaakceptować, a ja ich z całym dobrodziejstwem inwentarza. Bardziej naturalne jest dla mnie w tej sytuacji stać z boku i mówić, co myślę, niż udawać sympatię w imię podtrzymywania dobrych acz jak pokazuje życie - sztucznych stosunków. Ale to oczywiście NA SZCZĘŚCIE tylko moje zdanie:)
Sołtysowa z Żelisławia, 2012/09/12 09:24
No właśnie, najłatwiej stać z boku i komentować po próżnicy. Jak czytam taką pełną egoizmu, arogancji i egocentryzmu wypowiedź, zaczynam rozumieć dlaczego nie lubi się "warszawiaków" (pewnie nie wszystkich:)Czyń dobro dla innych, nie oczekując absolutnie nic w zamian, staraj się zrozumieć "przeciwnika", wtedy osiągniesz satysfakcję. Dlaczego oczekujesz aplauzu dla swoich "jedynie słusznych" poglądów , jeśli swoją postawą wzbudzasz w społeczności lokalnej poczucie zagrożenia? Obrażając ich nie uzyskasz szacunku. Może warto głęboko przemyśleć wszystko z różnych punktów widzenia, również tubylców, spróbować ZROZUMIEĆ. Wojna ma niszczące działanie. A filozofii wieśniaków nie da się zmienić z dnia na dzień, a zresztą po ją zmieniać. Raczej lepiej delikatnie nakierować w pozytywną stronę.
Serdeczne pozdrowienia dla Joasi.
mieszkaniec wsi, 2012/09/12 13:23
Pani Sołtysowo z Żelisławia nie zgodzę się z Pani wypowiedzią, nie zna Pani całej sytuacji która panuje w tej wsi a zaczyna Pani prawić morały jak trzeba postępować. Jest w tej wsi wielu ludzi którzy chcą zrobić coś dobrego dla tego społeczeństwa i nie oczekują aplauzu ale niestety nie mają przebicia bo jest ich za mało albo rzuca się im kłody pod nogi dlaczego? bo w tej wsi jest pewna grupa ludzi którym się wydaje ,że to tylko oni maja racje i ,że oni mogą decydować o wszystkim bo niby jak wcześniej Pani napisała są tu tubylcami a tak szczerze powiedziawszy nie są bo większość z nich osiedliła się tutaj po wojnie i nie są to rodowici mieszkańcy tych terenów tylko po prostu zamieszkali tu trochę wcześniej.
ania niestety z warszawy:(, 2012/09/12 22:25
Oj oj, sołtysowo z Ż. - ktoś tu czyta chyba nie to, co napisane i to się nazywa projekcja. Nie szukam aplauzu a szacunku wsi nie potrzebuję, wystarczy mi szacunek gdzie indziej. A jeśli wzbudzam zagrożenie, to świetnie! Bo zagrażam tylko utartemu myśleniu i świętemu przekonaniu o słuszności czyjegoś postępowania. A tego życzę wszystkim łącznie z sobą. I pomimo że mój własny małżonek uważa że biję pianę, uważam, że czasem coś się musi zapienić;)
janek kisielewski, 2012/09/12 11:24
Przyjeżdzam do Zawad już ponad 10 lat i ani razu nie spotkałem sie ze złym nastawieniem kogokolwiek ze stałych mieszkańców,nie chciałbym być wrzucanym do worka warszawiaków którzy oceniają z pewną wyższością tych którzy na tej ziemi żyja od dawna, którzy nierzadko mieli w życiu bardzo trudno i którzy mają prawo być zaniepokojeni zmianami jeśli nie wiedzą w jakim one zmierzają kierunku - ja na zmiany reaguję dokłądnie tak samo.
Zawsze spotykałem sie z życzliwością w stosunku do mnie i do mojej rodziny i myślę że tak było bo zawsze miałem dużo szacunku do ludzi którzy mieszkali w tym miejscu zanim my zaczelismy tu przyjeżdzać.
I moze brakuje mi wiedzy z zakresu psychologii ale jedno wiem jeśli chce sie z ludźmi rozmawiać i żyć i czasem nawet wspólnie cos zmieniać to trzeba ich szanować a nie nazywać betonem.
mieszkaniec wsi, 2012/09/12 14:19
No może właśnie dlatego że Pan tu tylko przyjeżdża nie spotkał się Pan ze złym nastawieniem kogokolwiek ze stałych mieszkańców wsi a spróbował by Pan tu trochę pomieszkać a na dodatek jeszcze zabrać głos w jakiejkolwiek sprawie to wtedy zmienił by Pan zdanie o nastawieniu niektórych ludzi. A co do zmian to nikt tutaj z tak zwanych przyjezdnych we wsi nie chce robić jakiejś burzliwej rewolucji a na pewno nie za plecami mieszkańców, po prostu niektórzy chcą tylko zadbać o bezpieczeństwo całej wsi żeby w przyszłości nic głupiego tutaj nie powstało typu duża chlewnia , żwirownia czy inne wynalazki. No ale niestety niektórzy ludzie o tym w ogóle nie myślą i każdy pomysł uważają za zły tylko dlatego ,że pomysł padł od warszawiaków, mało tego to jeszcze niektórych mieszkańców wsi wprowadzają w błąd, że niby wszelkiego rodzaju zmiany jakie wyjdą od przyjezdnych są złe.
Robert Maluchnik, 2012/09/13 11:39
I pewnie z czystej życzliwości pojawiło się w Zawadach określenie "Kulczyki".
Nie sądzę aby dotyczyło mnie, który jeździ poobijanym Tico za 2 tysie czy
Agnieszki, która zawsze chodzi na piechotę.

Dajmy spokój życzliwości i szacunkowi.
Prywatnie większość jest życzliwa i wielu na szacunek zasługuje.
Chodzi tylko o kompletny brak zainteresowania sprawami wspólnymi.
ania niestety z warszawy:(, 2012/09/12 13:00
Jak to mówi nasz sąsiad z centrum wsi - wy nic nie wiecie, co tu się dzieje, bo mieszkacie nad jeziorem:) Janku, tym bardziej nic nie wiesz, m.in. z przedtsawionych już kiedyś przeze mnie powodów. Pełne optymizmu wypowiedzi (w tym Tess) bardzo szanuję, ale pokazują jedną stronę medalu, druga jest ta moja. Zróbcie sobie z tego średnią i pewnie będzie prawda. Póki co jestem nastawiona na nie, nie lubię takich postaw, to co się tu odbywa mnie mierzi, moje niusy, więc będę pisać co myślę i czuję - ocenianie moich uczuć jest równie aroganckie. Jak widzę beton, nazywam go po imieniu i mam do tego to samo prawo, co Wy robiący teraz lekką nagonkę na mnie. Co do stania z boku - stanie z boku jest bardzo potrzebne, każdemu z osobna i wszystkim razem. Dlatego społeczeństwo stworzyło zawód dziennikarza a w psychoterapii mówi się o ego obserwujacym, bez którego nie byłoby rozwoju. Mam nadzieję mieć nadal prawo do wypowiadania swoich negatywnych myśli i emocji, tudzież nie lubienia pewnych postaw, patrzenia na ręcę tym, którzy się czegoś podjęli, bo ja swoją robotę wykonuję sumiennie i nie mam czasu na inną. Czego i Wam wszystkim życzę;)
Robert Maluchnik, 2012/09/12 13:21
Miałem nie zabierać głosu w żadnej sprawie na tym forum, bo bicie piany uważam za mało konstruktywne i szkoda na nie czasu. Z mojego punktu widzenia cały ten post to bicie piany.
O tych wywołujących trwogę zmianach (ich planach) mówiłem na zebraniu wiejskim przed wyborami.
Napisanie wniosku do gminy o plan zagospodarowania dla Zawad (abyśmy WSZYSCY zyskali bezpieczeństwo i aby żadne hałaśliwe, trujące czy śmierdzące inwestycje nie miały szans realizacji).
Naprawa dziur w bruku idącym przez wieś. Naprawa przepustów. Rozwiązanie problemu wywozu szamba i segregowanych odpadów. Tak na początek. I żeby się zbierać raz na jakiś czas, podejmować uchwały i na piśmie próbować skłonić gminę do działania. Jest się czego bać....w końcu przez 12 lat nie spotkaliśmy się ani razu z własnej inicjatywy.
12 lat nikogo nie interesowało co się dzieje w gminie na sesjach.

Beton? Może być marmur albo alabaster....chodzi o to, że ani drgnie.
I chodzi o podejście ludzi do wspólnych spraw a nie o samych ludzi.
Nikt nie powinien się obrażać, bo chyba każdy wie, że nie ma ochoty nic robić.
I zawsze tak było...

Kiedyś widziałem rysunek, którego wersja tekstowa szła tak:
- Co będziesz dzisiaj robił?
- NIC.
- Przecież wczoraj nic nie robiłeś!
- Ale nie skończyłem.

Zostałem pokonany i przekonany, że tak ma być.
Ewa U., 2012/09/12 15:02
Nie jestem z Warszawy, mieszkam w bogatej teoretycznie Wielkopolsce, w malutkiej, ale dość zasobnej wioseczce, gdzie wszystko widać jak na dłoni. I u nas beton ma się dobrze. Sołtys dobiega osiemdziesiątki i sprawuje swoją funkcję od ponad 30 lat. Jedynym jego osiągnięciem w ciągu minionego przynajmniej roku, jest zasypanie stawu, bo przeszkadzał mu rechot żab. A, i jeszcze budowa nikomu niepotrzebnego chodnika w polu, który to chodnik szybciutko zarósł zielskiem po pas, bo położono go w sposób urągający wszelkim zasadom budowlanym, z płytek, którymi chyba tylko piekło możnaby wybrukować. O przepustach nie mówię, bo podnosi mi się ciśnienie. Sołtys ma się dobrze, ponieważ nie ma chętnego na jego miejsce, więc nie ma w kim wybierać. Nikomu się nie chce, trzeba by coś robić, do gminy jeździć, użerać się... Zaraz odezwą się głosy, że sama powinnam kandydować. Otóż przeleciało mi to przez głowę, ale i tak nie mam szans. Jestem "miastowa" i jako taka nie mam przecież pojęcia o wsi. Prawdziwe życie toczy się na wsi właśnie i co tam ja mogę o tym wiedzieć? Nie sieję, nie orzę, siedzę sobie w domu przy komputerze i kwiatki wącham. Nie chodzi o to, że miejscowi okazują mi wrogość. Absolutnie nie, to raczej coś w rodzaju pobłażliwości, ironii, protekcjonalności, czasem leciutkiej pogardy. Jesteśmy inni, inaczej żyjemy, inaczej jemy, inaczej się ubieramy, inaczej traktujemy zwierzęta, wszystko robimy inaczej. Stąd bierze się dystans, a właściwie mur nie do przebycia. Moim zdaniem - obym się myliła - ludzie nie tyle boją się zmian, co nie widzą takiej potrzeby. Nie mają potrzeby upiększania przestrzeni wokół siebie, nie mają potrzeby integrowania się (poza dorocznym pijaństwem podczas tzw. dożynek), ani potrzeby wychylenia nosa poza swoją zagrodę. Nie zgadzam się z wypowiedzią Sołtysowej z Żelisławia, że filozofii wieśniaków nie trzeba zmieniać. Tę filozofię nazwałabym mentalnością i właśnie trzeba ją zmieniać, bo w wielu przypadkach jest szkodliwa. W jaki sposób "delikatnie nakierować" sąsiada "w pozytywną stronę", żeby nie palił plastikiem (jego córka z pracy w miasteczku przywozi całe worki śmieci do palenia)? Chętnie skorzystałabym z doświadczeń Pani Sołtysowej. Delikatnie już próbowałam niejednokrotnie, aluzjami, że muszę okna zamykać, że to szkodliwe, itd. Palił jego dziadek, ojciec, i palić będą jego dzieci i wnuki. O rzeszach psów uwięzionych przy budach na podwórkach i tabunach kotów, które traktuje się jak robactwo powiedziano już chyba wszystko. Sołtys też pali, żeby była jasność. Czy takiej filozofii (słowo filozofia w tym przypadku to eufemizm jakiś) nie należy zmienić? Tylko jak? Co z tego, jeśli na gadaniu sprawa się kończy? Pies (nomen omen) pogrzebany jest w edukacji, ale także w ustawodawstwie, to oczywiste, ale ustawa bez zmiany mentalności niczego nie załatwi. Nie chcę czekać na to 50 lat (pomijam fakt, że nie mam takiej szansy). Dlatego działam jak potrafię. W sprawie śmieci w kominie sąsiada został mi jeszcze chyba tylko donos do kogo trzeba. Ja też chciałabym jakoś inaczej, ale z bezsilności ręce opadają. Na zwróconą uwagę, że jest tak strasznie gorąco, a pies uwięziony na łańcuchu nie ma wody dostałam odpowiedź, że on już dzisiaj pił. A szamba? W całej wsi, powszechnie i bynajmniej nie w tajemnicy wywozi się je na pola i lasy, niejednokrotnie na własne ziemniaczki - życzę smacznego!
Ja też stoję z boku, ale nie będę stać milcząco. Nie wszyscy muszą mnie lubić.
Beton jest wszędzie, niestety, ale tutaj jakby twardszy.
monia, 2012/09/12 22:02
Głupota - w mieście jest jej więcej, ale jakby mniej widoczna (z racji zagęszczenia), na wsi natomiast o wiele bardziej, właściwie szczególnie ją widać i dlatego Aniu rozumiem złość i rozgoryczenie, bo dla ludzi myślących to wróg najgorszy jest. Pisz bo to ludzi rusza! Może i nawet tych z betonu ? Mam taką nadzieję - wkurzą się choćby a to już coś.
monia, 2012/09/12 22:05
- i ten mostek trzeba zrobić, pamiętasz?
ania niestety z warszawy:(, 2012/09/12 22:06
Pamiętam, pamiętam, ale może to też sprawa do sołtysa:)
kinga, 2012/09/12 23:19
Właśnie - ta znienawidzona Warszawa ! Strasznie mnie ubawia ,że gdziekolwiek się pojedzie , to wszystkiemu winna Warszawa . A w samej stolicy prawdziwy Warszawiak jest co 10 - ty. Jeśli jestem wśród znajomych i pytam się : kto urodzony w Warszawie ? Okazuje się ,że nikt. No może 1,2 osoby.
prawdziwa Warszawa - to cała Polska i jeszcze zagraniczniacy.Osoby , które mają w głębokim ... jakiekolwiek złe nastawienie do innych miast.Niestety kompleksów , nie da się wyleczyć. Przekonałam się o tym nie raz.
Ola z Katowic, 2012/09/13 09:39
Co tam Warszawa, rozmawialiście kiedyś z ludźmi z Konina?
Robert Maluchnik, 2012/09/13 11:34
Wracam do meritum....jeden z moich zatrważających projektów zmian właśnie upadł.
Po rozmowie w gminie i po rozmowie z zaprzyjaźnioną geodetką (pozdrawiam Cię Zosiu!)
już wiem, że NIE MA najmniejszych szans na plan miejscowy dla naszej wsi czy nawet jej połowy.
Zakończyłem zajmowanie się tą sprawą.
kinga, 2012/09/13 17:41
Z Konina nie - ale z Poznania owszem. Brzmi to tak : Od Konina wschód się zaczyna...
x-men, 2012/09/13 19:18
DO AUTORA ARTYKUŁU

a co pani w warszawie to nie ma siły przebicia? może niech pani na prezydenta warszawy startuje i tam te betony kruszy. NA taką wieś jak Zawady to szkoda pani inteligencji....i przez 12 następnych lat nikt z "krawaciarzy" soltysem nie zostani
ania, 2012/09/13 20:02
DO X-MENA

A Pan co taki niezorientowany?;) Jestem mieszkanką Zawad a nie Warszawy, władza to ostatnia rzecz do jakiej mnie ciągnie, a moim jak to Pan nazwał "artykułem'" chyba dałam wyraz swojemu stosunkowi i do kruszenia betonów, i do kapania na nie.
x-men, 2012/09/13 20:42
a to przepraszam nie wiedziałem że pani to rodowita zawadzianka...[a te zmęczenie po pracy to pewnie sianokosy albo żniwa a może to już wykopki...]-adieu!
ania, 2012/09/13 21:11
a ja widzę że Pan z frakcji tych rodowitych co nie umieją pojąć, że ktoś może mieszkać ale nie urodzić się tam, gdzie mieszka i mimo to kochać miejsce w którym obecnie żyje. Bardzo dziękuję za wypowiedź, właśnie potwierdził Pan słuszność wszystkich moich tez (kulczyki, krawaciarze, jedyna praca usprawiedliwiająca zmęczenie to ta w polu... - od razu widać że ta sama parafia). Adieu.
kinga, 2012/09/13 21:49
O rany ! Ale ten ciemnogród zakompleksiony. Im się wydaje , że jak ktoś skończył studia - to od razu ma życie usłane różami , nic nie robi - tylko leży do góry brzuchem. Niech przyjadą do miasta i zasuwają po 16 godzin dziennie w pracy: świątek,piątek a także niedziela ,niech znoszą humory i nastroje szefów, niech kombinują jak przetrwać od 1-go ,do 1-go przy takich cenach,podatkach,i zus-ach . A potem niech zaopatrzą się w eleganckie samochody kupowane na kredyt , jadą w swoje strony i udają wielkie Państwo , którym się udało. Ciekawe czy przetrwali by choć jeden rok w mieście?
And, 2012/09/14 07:29
Ludzie niestety nie chca zmian bo i po co skoro moze byc tak jak zawsze bywalo ? Kazda zmiana to niepewnosc i obawa o pogorszenie sytuacji .Zawsze byla i bedzie zima , zawsze sie narzeka , zawsze chodzi sie do za przeproszeniem kibla lub za stodole - normalne zycie . A jezeli pojawi sie w domu kompakcik to strach ile to wody na liczniku nabije i trzeba placic za szambo czy inna kanalizacje . Zmiany ? A po co przeciez tak jest dobrze , nic sie nie dzieje , nic sie nie bedzie dziac , telewizja dziala , piwo w sklepie jest zatem o co ten szum . Sielsko wrecz i cudnie
turysta, 2012/09/14 07:30
Witam przyjeżdżam do zawad od kilkunastu lat i obserwuje zmiany jakie tu nastały i tak na początku moich przyjazdów to ludzie tu żyli jak w XIX wieku zamiast łazienek i ubikacji mieli wychodki podwórka to tak zaniedbane ,że szkoda gadać a te domy poniemieckie były doprowadzone do ruiny i wiele z nich zresztą w ruinę popadło, a teraz odkąd w tej wsi pojawili się przyjezdni i pokazali mieszkańcom jak można żyć i jak dbać o własne gospodarstwa to i miejscowi przejrzeli na oczy i zaczeli dbać o swoje domostwa i posiadłości . Także szanowni rodowici mieszkańcy zastanówcie się trochę nad sobą i nad swoim zachowaniem bo dużo zobaczyliście u tych przyjezdnych i dużo od nich się nauczyliście i wiele jeszcze możecie zobaczyć i się nauczyć dajcie im tylko szanse. A co do rodowitych zawadzian to czy na pewno wy nimi jesteście nie mieszkacie tu z dziada pradziada tak jak w innych częściach polski, osiedliliście się tu po wojnie a na pewno część z was się osiedliła i nie wiem dlaczego rościcie sobie większe prawo do tych ziem a niżeli inni którzy tu zamieszkali trochę później.
Kinga, 2012/09/14 14:23
A propos wykopków, sianokosów,żniw,i truskawek. Czy taki ktoś jak X - men, kiedykolwiek zastanowił się skąd bierze maszyny ułatwiające mu pracę? Kto te maszyny wymyślił, zaprojektował, zbudował ?
Czy zastanowił się choć raz komu zawdzięcza to ,że nie musi orać babą i pługiem ? Ze przez pół roku swojego marnego życia ,może sobie leżeć i chlać , oglądając Tv i mając wszystko w głębokim...i przez myśl mu nawet nie przejdzie jak ciężko ludzie w miastach muszą główkować aby mu ten prąd ,maszyny i wszelkie udogodnienia zapewnić.A i tak łaskę zrobi, że weźmie dotację z UNI, ziemię orną doprowadzi do odłogu i szczęśliwie i wesolutko nie będzie musiał robić nic.:)
ania, 2012/09/14 16:16
Kingo, hola, hola, nie zagalopowałaś się przypadkiem?;) Wchodzisz w ten sam schemat co x-man! - Twój obraz tubylca nielubiącego miastowych jest równie krzywdzący. No i w ten sposób robią się coraz większe podziały..
gosc, 2012/10/28 14:33
Z tego co mi wiadomo Pani Kingo zanim doda sie głupi komentarz wystarczyło by wejsc na stronę znanej marki by zrozumiec jak bardzo nie ma sie pojecia o rolnictwie i o maszynach rolniczych np. marka vaderstad stworzył ją rolnik john deere kowal-rolnik
kinga, 2012/09/15 10:27
A dlaczego x- men nie lubi krawatowców? I dlaczego twierdzi , ze żaden wykształcony człowiek nie ma prawa zostać sołtysem?
kinga, 2012/09/15 11:15
Jestem wsiowa z wyboru i niestety widzę ,co się na wsi dzieje: Jedyny wyznacznik kultury- to wóda, przekonanie,że jest się najmądrzejszym na świecie , pomijając fakt,że skończyło się tylko 8 klas szkoły podstawowej. Władza przechodząca z pokolenia na pokolenie ,z ojca na syna i pociotków .,,Białe niewolnice" w postaci żon ,matek,i córek - nie mające nic do gadania .Przemoc domowa.
Unia płacąca polskim rolnikom aby nie produkowali nic. Przecież jest nadprodukcja w Europie i to tamtejsze produkty mają być sprzedawane.Polski chłop ma siedzieć cicho i chlać. Mazury mają być skansenem. Czy naprawdę tego nie widać gołym okiem?
Agnieszka ze skrzyżowania, 2012/09/15 14:26
Możecie się śmiać, ale znalazłam kilka PLUSÓW "wyborczego zamieszania".
* tylu ludzi ze wsi już dawno nie stawiło się na wyborach (pomińmy, proszę, motywy)
* został zasiany ferment, ale ferment na pewno twórczy, który moim zdaniem obróci się na dobre dla naszej wsi
* wyszło kawa na ławę, jak jesteśmy różni, ale tym właśnie powinniśmy się cieszyć i korzystać z naszych różnorodnych doświadczeń. Byłoby beznadziejnie nudno, gdybyśmy wszyscy byli tacy sami. Nawet, sięgając do czystej biologii, takie choćby geny wiedzą, że im większa ich różnorodność, tym zdrowsze późniejsze dziecko (czy zwierzak)
* ten wiejski spór tak nasz poruszył, bo nie jesteśmy "letni" i obojętni, dlatego "boli", że ... kochamy naszą wieś
Jasieńku! Zgadzam się z Tobą w stu procentach. Ja przeżyłam zimę w Zawadach i spotkałam się z takim morzem, wręcz oceanem życzliwości, zainteresowania, sąsiedzkiej codziennej troski - tak ze strony warszawiaków, jak i wszystkich wieloletnich mieszkańców Zawad. Życzę każdemu.
Wielokrotnie podkreślałam, że dla mnie wartością nie do przeceniania jest wzorowe prowadzenie własnego gospodarstwa i wspaniałe wychowanie dzieci (patrz np. p. Klausowie). I na pewno lepsze owoce w przyszłości da wspólne, wakacyjne pieczenie ciasta przez dzieci Ani i Darka oraz wnuki warszawskiej Małgosi Janik, niż sztuczne podziały.
Rozmawiając po wyborach z tak zwanymi obiema stronami (określenie brrrr, przepraszam), zauważyłam, że:
- doszło do kilku śmiesznych, drobnych nieporozumień w zrozumieniu treści przekazu. To znak, że warto wypracować wspólny język - jak z nazwami grzybów - w Zawadach często są inne niż pod Warszawą. Ale to te same grzyby!
- W prywatnych rozmowach padało tak wiele dobrych, pełnych komplementów słów z ust rdzennych mieszkańców pod adresem Roberta, że aż miło było mi słuchać. I vice versa z ust Roberta. No ludzie kochani! Powiedzcie sobie te "dobrości" twarzą w twarz! Choćby na najbliższym zebraniu.
Co do Ani "Robertowej". Dla mnie jest takim niespokojnym, romantycznym, nieco buntowniczym duchem, pełnym niezgody na rzeczywistość, walczącym o słuszne przecież ideały z niesłychaną odwagą (warto to docenić!), niekiedy bardzo samotnie. Ja pewnie jestem dużo bardziej "pozytywistyczna", stawiam na młodzież i "pracę u podstaw". Ale czymże bylibyśmy bez takiej "romantycznej postawy? To ona jest zaczynem zmian. No można wyrzucić Mickiewicza z historii literatury, ale chyba trochę szkoda, prawda?
ania, 2012/09/15 17:25
Agnieszko, zlituj się! Jaki ze mnie romantyk, jedyne co mam z romantyka, to walkę z wiatrakami, ale w przeciwieństwie do... widzę to. Jestem największą realistką z Was wszystkich, nie fałszuję rzeczywistości jak Ty czy Janek widząc tylko dobrą stronę medalu. Strony są zawsze dwie i wszędzie a ja tylko o tym przypominam! (jak i o tym, że bycie w manii to tylko obrona przed depresją)
Robert Maluchnik, 2012/09/15 15:45
Szkoda, że Ty Agnieszko, nie startowałaś w tych wyborach....a może i dobrze bo by Twój pozytywistyczny zapał przygasł. Ja nie lubię ŻADNYCH uogólnień i stereotypów, bo wszystkie są DO DUPY. Kingi obraz polskiej wsi, na szczęście, w Zawadach nie występuje....strzał zupełnie kulą w płot.
Ludzie, wielu z nich, zapierdalają od świtu do nocy, chlania niewiele a przemocy zero...z tego co wiem. A dzieciaki w "świecie", w szkołach.

A system dopłat UE trzeba doić ile się da...to wręcz patriotyczny
obowiązek polskiego rolnika i tu większego pola do dyskusji nie ma.
Dużo bardziej mierźi obraz miejskiego urzędasa co pierdzi w stołek
i kasę bierze za to, że nic nie wie albo nie może. Ale to nie znaczy, że wszyscy
urzędnicy tacy są.

A co do władzy i "krawaciarzy"....w naszej wsi.
Sołtys jako przedstawiciel sołectwa nie może zbyt wiele...to nie były wybory króla ani premiera. Trzeba tu dodać, że niewiele też musi.
Więc jak dodatkowo niewele chce to wiadomo jaki jest wynik tej dodawanki.

A jeśli ktoś mnie lub Piotra uważa za krawaciarza, to znaczy tylko i wyłącznie, że nas nie zna. Krawaty, w każdym razie, pożyczamy sobie dosyć rzadko.
kinga, 2012/09/16 18:44
Bo polski chłop i tak się nie da.. (Wierzę w to skrycie)
Sołtysowa z Żelisławia, 2012/09/23 09:16
Właściwie cieszę się, że moja, raczej ostra wypowiedź, tak poruszyła tę dyskusję. Wiem, że Wasze założenia są słuszne i ważne, ale mi chodzi raczej o metodę działania, a nie krytykę Waszych poglądów. Uważam, że ludzie "z miasta",z szerokim światopoglądem,że świeżym spojrzeniem, nie powinni zniżać się do poziomu betonu w sposobie komunikacji społecznej. Ktoś tu w międzyczasie zauważył, że nie będzie żyć jak ja zaproponowałam, bo wie jak ma żyć. Więc dlaczego oczekujecie, że niektórzy mieszkańcy mają zmieniać swoje poglądy i swoje życie? Oni uważają , że też wiedzą jak mają żyć! Ja zaproponowałam metody działania, które sama staram się wprowadzać w swoim życiu, a które dają efekty.

A dlaczego nikt nie chce być sołtysem ? bo sołtys nawet jak chce, niewiele może, trzeba naprawdę dużo samozaparcia, wiary w sukces i w ludzi, umiejętności przekonywania nie tylko mieszkańców ale też różnych urzędników, radnych w gminie, powiecie, a nawet nieraz w województwie, aby osiągnąć sukces. Proces ten trwa latami. Ja też na początku mieszkania na wsi chciałam szybkich i wielkich zmian, walczyłam, chciałam "naprawiać" nasz wiejski świat, i ...... też natrafiłam na mur. Teraz robię to wolniej, spokojniej, a za bardziej skutecznie. Słucham, przyglądam się, wiele razy przemyśliwam , dyskutuję i kłócę się, zarówno z mieszkańcami, jak i urzędnikami. Potem dochodzimy czasami do wspólnych rozwiązań, a czasami nie. Myślę, że wykształcenie nie przeszkadza w byciu sołtysem, a nawet daje szansę na konstruktywne negocjacje. Jestem sołtysem trzecią kadencję, i nieraz miałam tego dość. Mieszkańcy mieli oczekiwania, a gmina okazywała niemoc. Ale złość mijała, i dalej do działania.
Sołtysowa z Żelisławia, 2012/09/23 10:34
Do Pana Roberta. Nie dziwię się Pańskiej frustracji. W mojej gminie Czaplinek już od lat jest opracowany Lokalny Plan Zagospodarowania, naszego sołectwa również. Wydawało mi się , że podobnie jest w całej Polsce. Tu nie ma winy mieszkańców wsi a raczej urzędników i radnych. Pozdrawiam
ania, 2013/06/21 21:33
Jest lato i miłe wspomnienia , ale jak czytam to co czytam to serce mi bije mocniej ( nie tak jak w lato) ludzie! tzw "warszawiacy" czy wy myślicie że jesteście mądrzejsi od "ludzi", mam wrażenie , że postrzegacie siebie jak coś lepszego od reszty świata------ a przecież wiemy kim jesteście!!!!! Dziś nie będę cytowała i argumentowała >>>>>>>>>>>>>>, ŻAL , ŻAL mi ws.
ania, ale nie ta sama:), 2013/06/21 21:50
Wiecie? Czy znowu coś wymyślacie, projektujecie własne przywary i karmicie swoje kompleksy?
ania, 2013/07/20 23:49
Tak coś w tym stylu , jesteśmy dobrymi obserwatorami a zdjęcia które wam robimy są wyjątkowe.Ach ....ile w nich prawdy.
ania, 2013/07/21 12:31
a to dobre!:)) Wy kosmici? My Ziemianie?
Skomentuj:
BLGVF
 
 
wybory_soltysa_czyli_pokaz_twardosci_betonu.txt · ostatnio zmienione: 2015/02/15 18:49 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika