8 sierpnia 2018

Wyjechali, sianokosy, pieski z krzyża zdjęte...

Znowu wstawiam zdjęcia i punkty, a gdy święci Adjutor z Franciszkiem pozwolą, uzupełnię…

Oznajmiam, że uzupełnione.

Pkt 1. to pieski zdjęte z krzyża, które wciąż nie mają domu, mimo takich osiągów!!! Pieski wciąż u pana, który je z tego krzyża zabrał. Gdy pomyślę o tych miłosiernych katolikach, co przyszli na cmentarz, zaglądali do filiówki i odchodzili, nóż mi się w kieszeni otwiera.

Pierwotny tekst do posta o pieskach:
Ludzie kochani, pomocy! Psy z krzyża zdjęte szukają domu! Znajomy znalazł dwa słodkie szczeniaczki w torebce foliowej powieszonej na krzyżu na cmentarzu w pobliskiej wsi. Wisiały tak w 50 stopniach upału, ludzie przechodzili, zaglądali do torebki i nikt im nie pomógł!!! Jedynie nasz znajomy nie przeszedł obojętnie ale nie może ich zatrzymać mimo ogromnej miłości, jaką zapałał do nich. To jest chłopiec i dziewczynka, przepięknie, oryginalnie umaszczone. Mają kilka tygodni. Proszę, szukajcie im domu, udostępniajcie! Więcej zdjęć TU

to jest screen z dziś - spójrzcie na zasięg posta i ilość udostępnień! Absolutny rekord na naszej fejsbukowej stronie! Teraz, gdy zamykam niusa, jest ponad 111 tysi!

Dopisane jest:
Edit: Ostatnie wieści są takie, że z bardzo wielu chętnych nie pozostał nikt albo się nie odzywa:(
Tak więc szukamy dalej, ale żeby od razu nie było nieporozumień: nie oddamy psów do budy, muszą mieszkać w domu i być w odpowiednim czasie wykastrowane/wysterylizowane, poprosimy o wypełnienie ankiety przedadopcyjnej i w miarę możliwości będziemy starać się o spotkanie przed i po adopcji.
Pieski mają 7 tyg. i będą małe (tak powiedział weterynarz), dostały pierwszą dawkę szczepień, są odrobaczone i odpchlone. Tak więc wciąż prosimy o dom i udostępnianie dalej!

Przy okazji znowu się udepresyjniam, bo przez te pieski częściej zaglądam na strony o bezdomnych i źle traktowanych zwierzakach. To masakra, co się dzieje w tym kraju. Stosunek do zwierząt mówi najwięcej o tym, czego doświadczyli ludzie w dzieciństwie. Zwłaszcza w najwcześniejszym. Jak musieli być traktowani jako niemowlęta, kompletnie zależne do matki, skoro teraz tak traktują bezbronne, zależne od nich istoty?! W tym kraju, zwłaszcza na wsiach, większość ludzi zaznała jakiegoś totalnego zaniedbania emocjonalnego w dzieciństwie.
Mam też okazję obserwować stosunek do sterylizacji/kastracji. Ciemnota kompletna. Znam tu takich. Siedzą, piją, grillują, a wkoło tabuny kotów mnożących się bez sensu, którymi się potem nie zajmują, czekają, aż je coś upoluje albo z wycieńczenia zemrą. Skontaktowałam kiedyś naszą panią sołtys z fundacją sterylizującą koty na wsiach. Myślicie, że coś z tego wyszło?? I to nie z jej winy!

Typowy tekst przeciwników sterylizacji/kastracji, że to nieludzkie… Pewnie, ludzkie jest rozmnażać a potem topić, wieszać na krzyżu cmentarnym, przywiązywać do drzewa w lesie albo mieć w dupie - niech sobie radzi. W złorzeczeniu na kastrację prym wiodą mężczyźni. To ci wykastrowani przez ojców lub matki, a potem przez żony. Przez ojców, którzy bali się, że syn dorasta, staje się mężczyzną, a więc może prześcignąć w pewnych sprawach tatusia. Przez matki, które boją się mężczyzn, robią więc z synka wiecznego, posłusznego synalka, tłamsząc wszelkie przejawy męskości. Kontynuacja przez żony z tego samego powodu - żeby mieć męża pod pantoflem. Lęk kastracyjny to problem tych panów. Bo pies czy kot nie jest świadomy, że wykonano na nim zabieg kastracji. Mężczyźni, którzy się zżymają na los biednego zwierzaka, uczłowieczają go w ramach nieświadomej z nim identyfikacji, ale to nie ma nic wspólnego z rzeczywistością zwierzęcia. Tylko z rzeczywistością wewnętrzną tego pana. Bo psu czy kotu lepiej się żyje „bez jaj” - nie zginie potrącony przez samochód w pogoni za suką z cieczką czy kotką w rui, nie zostanie pogryziony w walce z drugim samcem, nie zginie biegnąc na oślep gnany instynktem. Ale przede wszystkim nie narobi niechcianych stworzeń, które potem umrą w cierpieniu. Ciekawe, że z tym się panowie nie identyfikują.

Przy okazji zacytuję, może niezbyt dokładnie, trafny tekst jakiegoś trenera piłkarskiego. Myślę, że odnosi się nie tylko do piłkarzy, ale w ogóle do wielu mężczyzn: obecnie mężczyźni mają duże penisy ale nie mają jaj. Tak, tak, ego w pogoni za wielkim fallusem a jajka w zaniku. Przykład niedaleko.

No dobra, przejdźmy do dalszych punktów:

pkt 2. Ksenia, Gustaw, babcia Teresa i reszta, czyli najpierw pełna chata, potem pusto
pkt 3. dwie wycieczki odchamiające;)
pkt 4. spływ Łaźną Strugą
pkt 5. sianokosy
pkt 6. ruchy sąsiadów nad jeziorem
pkt 7. goście
pkt 8. i w ogóle…

Rozwinięcie nie po kolei:

Ad pkt 4. Stało się tradycją, że podczas pobytu Gustawa jadą z dziadkiem na spływ kajakowy. Tym razem zebrała się cała ekipa, cztery kajaki. Nasi goście, ich goście i Robert z Guciem. Ruszyli z Połomu. I o ile całe tygodnie nie spadła kropla deszczu, to tego dnia przeżyli trzy burze! (u nas była tylko jedna, i to krótka, reszta przeszła bokiem i to akurat nad nimi!) Przeczekiwali je pod kolejnymi mostami, ale i tak do suchej nitki zmokli.

więcej w albumie Spływ Łaźną Strugą w strugach deszczu

Ad pkt 2. Wczoraj wyjechali. Babcia Teresa, która była prawie dwa tygodnie, Gustaw z Borysem, którzy byli tydzień, i Madzia z Ksenią, które były od czwartku wieczorem.

Wczoraj też wyjechali nasi ulubieni goście, Małgosia z liczną rodziną. I nagle zrobiło się pusto. Ale tylko na kilka godzin. Bo zaraz przyjechali następni. Zanim wyjechali tamci, był istny młyn. Babcia Teresa została wyekspediowana (na własne życzenie) na strych pensjonaciku i robiliśmy test, czy tym na dole przeszkadza. Podobno nie, ale o 7 rano, gdy chodziła w butach, słyszeli. Więc odpada używanie pokoju na górze przez normalnych gości, gdy na dole są wczasowicze.

Ksenia jest upartym słodziakiem. Bunt dwulatka w pełnej krasie. Madzia ma nadzieję, że wdała się we mnie;) znaczy, że będzie osiągać, co chce.

Niestety się nam pochorowała, co też już jest tradycją, na szczęście gorączkowała tylko pół dnia, ale nie mogła jeść pomidorków babcinych, bo piekła ją buzia w środku. Uprawy babci i tak były fascynujące:)

domek pod drzewem, zwany przez niektórych domkiem na drzewie, jest też ulubionym miejscem Kseni

pamiętacie Ksenię w okienku z zeszłego roku?

A ja odkryłam, że kupiłam kiedyś w wiodącym supermarkecie oleckim takie oto ustrojstwo - przepadło w czeluściach mojej sklerotycznej głowy spakowane w domku ;)

pieski chodziły za nami krok w krok

a kotki prężyły ogony

Ponieważ wózek już się do samochodu nie zmieścił…

Ksenia przesiadła się do dziadkowego na drewno

więcej w albumie Cały spacer w wózku na drewno:)

A poza tym było w robocie jezioro.

Gustawa zdjęć mało, cóż, wyparła Gucia ślicznotka:) Za to zrobił piękny kafelek!

Wyjechali tak szybko, bo Gustaw (zarażony od Kseni:() jest od dziś na obozie piłkarskim. Wrócą po.

Ad pkt 3. Przyznam się, że w trakcie urlopu ani razu nie byłam w Olecku, ale poza wyjazdem po Dziadka do Suwałk, odbyłam dwie wycieczki odchamiające. Jedną na spotkanie w Maćkowej Rudzie ze Strumiłłą i dwoma dyrygentami, ale o tym wspominałam ostatnio, natomiast nie pokazywałam zdjęć z klasztoru pokamedulskiego w Wigrach, gdzie wstąpiliśmy po drodze.

więcej w albumie Wycieczka "przy okazji" do Klasztoru Pokamedulskiego nad Wigrami

A potem byłam ze znajomą w Sejnach na obiedzie w knajpie w konsulacie litewskim, a po - na kameralnym koncercie muzyki żydowskiej w Krasnogrudzie, w dworku Miłosza. O!

Ad pkt 6. W sprawie dawnych zasieków sąsiadów są jakieś dziwaczne ruchy, tylko nie te, co trzeba, czyli sąsiedzka norma. Wszyscy we wsi (a przynajmniej ci, z którymi rozmawialiśmy) są przekonani, że sąsiedzi sami rozebrali ogrodzenie. Dziwi tylko sposób i te zgliszcza wciąż leżące tam, gdzie je Robert przeniósł z naszej plaży. W tym najdroższa mata świata, o której pseudo zniszczenie Robert jest sądzony. A teraz mata z siatką leży i gnije w zaroślach psując nam widok. No ale to nic w porównaniu z tym, jak psuła stojąc. No i te kaleczące słupki. Na policję znowu mamy dzwonić czy sami się z tym rozprawić? W końcu grożą nam, naszym gościom, psom i w ogóle zwierzętom.
Wczoraj na granicy wytyczonej przez geodetę (wtedy, co nas sąsiad szantażował, że zabierze nam 7 m plaży;)) pojawiły się tajemnicze dołki. Oczywiście je zasypałam, bo jeszcze ktoś nogę by zwichnął. Ale to znaczy, że coś się sąsiadom znowu roi, że coś w tym uwolnionym przejściu będą działać. A ja pytam nie po raz pierwszy - co to są za ludzie?? Naprawdę myślą, że dalej mogą sobie tam robić co chcą? W pasie przybrzeżnym, w przejściu gwarantowanym prawem, na jeziorze Natura 2000??

po to, by Dziadek nie zapuszczał się za linię wroga, zainstalowaliśmy płotek, który tego dnia stał jeszcze w paczce

Płotek jest ruchomy, rozwija się go, gdy na naszej plaży są psy, a następnie zwija, by nie tamował przejścia brzegiem. Przy okazji napiszę, że na posesji sąsiadów wolno kicają króliki. To kolejny przejaw ich nieodpowiedzialności. Mają nadzieję, że któryś z naszych/gości psów jakiegoś zagryzie, i będą mieć kolejny argument, dlaczego muszą grodzić jezioro? Przypomnę, że zagrodzone jezioro nie chroni przed wejściem psów, jeśli będą chciały, wejdą wodą, zaroślami, dziurą… a na brzegu nie są tylko nasze psy. Nie mówiąc o lisach, jastrzębiach, obcych kotach… Dziwią mnie ci ludzie nieustannie. Np. wolą męczyć swoje psy trzymając w małej zagrodzie, zamiast im ogrodzić kawał lasku, który mają, skoro nie chcą zagradzać przestrzeni między domami a wodą. Nie mówiąc o zagrodzeniu królików.

Przy okazji wspomnę o sądowych kretynizmach. Robert dostał w piątek zawiadomienie, że ma czym prędzej przywieźć odpis dokumentów, które czas temu jakiś złożył w sekretariacie. Jednym z nich było odręcznie napisane pismo. No więc pojechał specjalnie do Olecka w poniedziałek, zabrał z sądu dokumenty do miasta (sąd jest w oddalonej od centrum dzielnicy, na Siejniku) żeby za 2 złote zrobić ksero (bo sąd nie mógł sam tego zrobić?) i przywiózł je do sądu z powrotem razem z tymi kopiami. Dziś z sądu przyszedł list, a w nim… te kopie dokumentów, które złożył w poniedziałek! I jak w tym kraju ma być normalnie? Żeby jeszcze ten Ziobro rzeczywiście coś z tym sądami chciał zrobić, a nie tylko je podporządkować PISowi, eh.

Ad pkt 5. Sianokosy trochę pechowe w tym roku. Popsuła się maszyna w trakcie, a świeżo zżętą trawę zlał jedyny porządny ostatnio deszcz. No ale najtrudniejsze, koszenie, dziś się na szczęście skończyło. Nowy kosiarz nie znał naszych łąk, więc się Robert nieco naganiał za traktorem.

więcej sianokosów w albumie Spacer w czasie sianokosów

Ad pkt 8. Afrykańskiego lata ciąg dalszy więc dla ochłody:

więcej w albumie Zaległe kąpielowe z kilku dni

i zawadzki wilkołak

poza tym spacerujemy z Ptysiem i bez

Byliśmy też na kurkach w puszczy (a więc i nad leśnym jeziorem):

więcej Dziadka w puszczy w albumie Dziadek pierwszy raz w Puszczy Boreckiej

dowód że kwitną mimozy

obserwujemy, że ludzie zwalniają, by obejrzeć Adjutora :) a brama zdjęta, bo się robi

dalie i kosmos przy bramie

ozdobna wiatrownica musowo także na nowej budowli

zamarzył nam się SUP i może rozbijemy jedną ze skarbonek:)

i obrazki pod koniec dnia:

oraz rozwiązanie zgaduj zgaduli…

to moja sukienka na zrobionym niechcący w ruchu zdjęciu, a na tym zdjęciu ja zrobiona przez Małgosię do kontaktu w jej komórce, a przy okazji niektóre zdjęcia Małgosi z tych wakacji w Zawadach

na pożegnanie Misio domator

Komentarze

Monika, North Carolina, 2018/08/09 13:41
Zaczne od konca: Nie poznalam Cie na tym zdjeciu Malgosi. Moze to i dobry znak: bedziesz bogata - tak mowi wrozba. Szkoda tylko, ze nie podaje kiedy.
Dzieci/wnuki pieknie Wam rosna. Ksenia urocza, widac jak sie zmienila/urosla. Sliczna dziewczynka.
Babcia Teresa swietnie sie trzyma. Usciskaj Mame ode mnie, ucaluj!
ania, 2018/08/09 17:19
Na pocieszenie Ci powiem, że ja się też nie rozpoznaję;) Nieustająco, gdy ktoś mi zrobi zdjęcie, nie mogę uwierzyć, że to niestety ja;)
W moim umyśle mój obraz zatrzymał się tak na czterdziestce :)
Monika, North Carolina, 2018/08/09 23:26
Ze mna jest podobnie. Tez sie zatrzymalam na wieku inzyniera Karwowskiego.
Ewa U., 2018/08/10 23:39
W sprawie sukienki byłam blisko!
Wnuki Wam rosną w przyspieszonym tempie, a Gustaw jakie ciacho!
No i wielbię Wasze zwierzaki, a kociska w szczególności.
U nas nadal nie ma deszczu. Nic...
ania, 2018/08/11 00:02
No dziękuję Ci omo, że skrobnęłaś!
U nas odkąd przynajmniej raz na tydzień jakaś odrobina spadnie, dużo lepiej się wszystko prezentuje, tak więc współczuję.
Może nad Wami jakaś dziura pochłaniająca deszcz??
Ewa U., 2018/08/11 23:17
Nie wiem czy dziura jakaś pochłania deszcz czy co, ale czuję niepokój, taki pierwotny, rzekłabym. Bo to coś więcej niż susza, już się zdarzało przecież. Mam wrażenie, że coś niedobrego wisi w powietrzu i nie mam na myśli dobrej zmiany. Nie potrafię tego sprecyzować - odnoszę wrażenie, że coś (zniszczenia?) zaszło za daleko. Omatko, ale wieszczę!
ania, 2018/08/12 13:30
Mam podobne myśli. Że to już jest równia pochyła. Już nie ma ratunku. Nie zatrzymasz ludzkości w niszczeniu.
Ewa U., 2018/08/12 23:22
Czytałam gdzieś, że "cywilizacja" upada co 2000 lat. Mamy już 18 lat na kredyt.
Skomentuj:
UXMXY
 
 
wyjechali_sianokosy_pieski_z_krzyza_zdjete.txt · ostatnio zmienione: 2018/08/18 21:45 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika