25 maja 2008

Wyprawa w Dolinę Rospudy

Wykorzystując drugi długi weekend majowy, ja, Magda i Borys wybraliśmy się na wycieczkę, bo wstyd przyznać, nigdy nie byliśmy w Dolinie Rospudy. Podpisywaliśmy petycje, aby wstrzymać budowę obwodnicy i skierować ją inaczej, kibicowaliśmy koczującym ekologom, ale nie widzieliśmy tego, co chcemy ratować. Choć może nie jest to ważne, bo niektóre idee same w sobie wystarczą, by się pod nimi podpisywać. W Wikipedii można wyczytać, że w dolnym biegu rzeka, wpływając w Puszczę Augustowską, zmienia charakter na typowo nizinny. Meandruje w podmokłej dolinie nadrzecznej pośród trzcinowisk. Przepływa przez puszczańskie uroczyska – Święte Miejsce i Młyńsko. Koryto rzeki rozszerza się tam, tworząc zabagnioną nieckę zajętą przez torfowiska – tzw. Dolinę Rospudy. Ale to wyczytaliśmy dopiero po powrocie, a wybierając się w podróż, głupio liczyliśmy na to, że to miejsce znane i każdy nam drogę wskaże.

Pojechaliśmy więc z Olecka drogą na Augustów. Borys, tropiciel ciekawostek, kazał się zatrzymać w Cimochach, by obejrzeć stare kolejowe budynki. Tory kolejowe, jako nieliczne w okolicy działają, ale stacja w Cimochach zabita dechami. W budynkach przy torach mieszkają ludzie z kozami, kurami i milczącymi psami na sznurkach. Czas tam stoi w miejscu. Idealne plenery do kręcenia filmów!

Zaraz potem są Raczki z rynkiem, wokół którego stoją niskie drewniane „suwalskie” budynki, o ile można je budynkami nazwać. Na obrzeżach miejscowości nowobogackie domy, ale im bliżej centrum, tym więcej chałup z duszą.

Za Raczkami Dowspuda nad rzeką o tej samej nazwie a w niej unikat - jedyny czysty neogotyk angielski w Polsce, czyli pałac Michała Paca w dużym parku, na terenie którego jest teraz zespół szkół zawodowych. Historia Paca i jego Pałacu jest bardzo ciekawa, a resztki pałacu niesamowite!

Tak wyglądał pałac w czasach świetności.

Kordegarda

W Augustowie, jak przystało na prawdziwych turystów, zjedliśmy pizzę i frytki pod pomnikiem króla Augusta. Niestety potwierdza się tu zasada, że im bogatsze miasto, tym brzydsze. Maszkary nad jeziorem Augustowskim i na środku rynku… Dlaczego tej samej kasy nie można wydać na odrestaurowanie starych, w tym wypadku głównie drewnianych domów, które nadałyby charakter miastu, zamiast powielania kolejnego turystycznego bezguścia? Przecież turyści chętniej odwiedzają miejsca wyjątkowe i niepowtarzalne! Cóż… Uciekliśmy czym prędzej, wcześniej zasięgnąwszy języka, którędy do Rospudy. Skierowano nas do Szczebry, gdzie za mostem na rzeczce Blizna należy skręcić w lewo i dalej już pytać okolicznych mieszkańców. I tu się zaczęło…

Byliśmy już tak blisko… Zatrzymaliśmy się na siusiu nad małym jeziorkiem, które, jak okazało się potem, zasilane jest przez Rospudę… Mieliśmy na drzewie strzałkę do Świętego Miejsca, ale na nasze nieszczęście… dopytaliśmy okolicznych mieszkańców na rowerach.

Usłyszeliśmy, że oni się dziejami doliny nie interesują, a w Świętym Miejscu nic ciekawego nie ma, ot, kapliczka, w której czasem są msze, ale nic poza tym, a że na mszę się nie wybieraliśmy, pojechaliśmy inną drogą. Przecięliśmy Rospudę nawet o tym nie wiedząc, bo w tym miejscu wyglądała dość zwyczajnie i jak okazało się, dojechaliśmy na skróty do… Dowspudy. Tam na szczęście była mapa, więc skierowaliśmy się z powrotem, do miejscowości, która najbliżej rzeki leżała. Znowu na nieszczęście spytaliśmy panią sklepową i okolicznego mieszkańca, którzy nam powiedzieli, że tam, gdzie chcemy jechać, nie ma nic, że jeśli chcemy zobaczyć widoki, to mamy zostawić samochód przed szlabanem i udać się leśną drogą 4 km na piechotę. Puszcza Augustowska na szczęście jest piękna, ale wiele od Boreckiej się nie różni, równie dobrze mogliśmy pójść na spacer z psami do lasu koło domu. Nie mniej dla porządku zdjęcia z Puszczy Augustowskiej:

Kiedy przeszliśmy te 4 km, stanęliśmy na brzegu… jeziora Necko, gdzie biwakujący popijający, a z otwartych samochodów sączy się Biały Miś. I znowu 4 km do samochodu. A potem jedyna i właściwa od samego początku decyzja: jedziemy do Świętego Miejsca, bez względu na to, co nam mówią tubylcy! Tym razem o drogę spytaliśmy miastowo ubranych rzecznych kłusowników z mercedesa, więc szansa, że powiedzą prawdę, była dużo większa. No i najpierw przekroczyliśmy Rospudę w jednym, bardzo ładnym miejscu:

a następnie dotarliśmy tam, gdzie powinniśmy byli z 3 godziny temu. Uroczysko Święte Miejsce nad rzeką Rospudą to starodawne miejsce kultu religijnego, sięgającego czasów pogańskich.

Jest tu kapliczka z 1900 roku…

…i drewniany krzyż, bardzo stary, do którego przybita jest tabliczka z informacją, że został postawiony przez nawróconych, ochrzczonych Jaćwingów z drużyny Skomęta w 1283 roku. Krzyż przetrwał do dziś, choć był przez pogan palony i wrzucany do rzeki. Pielgrzymi wciskają w jego rozeschnięte drewno drobne pieniążki (my oczywiście też to uczyniliśmy).

I nareszcie Rospuda w pełnej krasie!

I tak szczęśliwie udało nam się w naszym otwartym na turystów kraju zobaczyć słynną dolinę. A może to ekolodzy i leśnicy specjalnie wyrywają tabliczki informujące, gdzie ten cud natury? Bo inaczej zostałby zadeptany…

Komentarze

Skomentuj:
MLYPJ
 
 
wyprawa_w_doline_rospudy.txt · ostatnio zmienione: 2013/10/20 20:27 (edycja zewnętrzna)
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika