29 października 2017

Wyprowadzka w ciepłe kraje a Czarliś z nami już rok!

Tak proszę państwa, minął rok. Czarliś tuż po 9 latach w boksie a teraz, to jak ziemia i niebo, choć czasem mam wątpliwości, czy jest u nas szczęśliwy:( Gdy coś uroi w głowie, ucieka do ogrodu i nie chce wrócić (już coraz rzadziej), gdy nocą śpi na ganku, jak wyjeżdżam, ledwo się dając uprosić, by zjadł (choć to także się pomału zmienia), gdy ujada na panusia, jakby od tego zależało jego życie (choć coraz krócej)… Nie, no wiem, jest szczęśliwy, nawet jeśli czasem o tym nie wie:)
Przypomnijmy sobie:

malutki Czarliś po przybyciu do schroniska

nareszcie w drodze do SWOJEGO domu, a jak było potem, możecie sobie przypomnieć w starusach z 2016

Najbardziej jest szczęśliwy rano, gdy wybiega na poranną kupę a potem, aż do spaceru, szaleje (np. gryzie z Lodzią tektury i drewienka na rozpałkę). Potem na spacerze, choć na ogół idzie tuż za mną przy nodze. I nad jeziorem, gdy się pasie i brodzi w wodzie (ostatnio chyba woda za zimna, bo nie zapuszcza się w głąb). Szczęśliwy jest w czasie naszego śniadania, gdy żebrze przy krześle panusia, bo jak wiadomo, panuś ma miękkie serce. A najbardziej gdy przeskoczy płot (wchodzi na kamień przy furtce i po murku), znajdzie coś bardzo pachnącego i się w tym wytarza. Tylko potem nieszczęście, gdy paniusia zaciągnie pod prysznic zanim śmierdziel zdąży zwiać w krzaki:) Potem bywa słabo, gdy pracuję albo przemieszczamy się zbyt dużo po podwórzu. Gdy mnie nie ma, śpi w wiacie na łóżku i pilnuje, kiedy wrócę. Ciekawe jak to będzie, gdy przyjdzie trzaskający mróz. Czarliś najbardziej nie lubi, gdy chodzę między domem a pracownią z czołówką na głowie. A najbardziej lubi, gdy leżymy odłogiem na łóżku, wtedy on na swoim posłaniu wreszcie się uspokaja.

pod warunkiem, że go ktoś nie podsiądzie

A jak nie leżymy, ale jesteśmy w domu, okupuje kosz na pranie. Kłopot, gdy pora kosz opróżnić;) I tak się sprawy mają po roku. Lepiej nie pamiętać, jakie korby odstawiał, jak uciekł mnie szukać i cztery dni mieliśmy wyjęte z życiorysu, jak brał leki psychotropowe bo bez nich trząsł się i ledwo żył… Było, minęło, na szczęście!

jubilat dziś w swoim naturalnym środowisku:)

Z okazji święta Czarlisia, DJ Robo zadedykował mu piosenkę:

Przed nami ostatnia ciężka próba. Bo wyjeżdżam tym razem na całe 10 dni! Nigdy tak długo mnie nie było. Góra cztery dni. Robert twierdzi, że sobie poradzi, że w końcu 9 lat mieszkał tu sam, podczas gdy ja kursowałam między Warszawą a Zawadami. Tylko że wtedy miał jeden dom, dwa normalne psy i dwa normalne koty;) a nie dwa gospodarstwa, trzęsącego się staruszka, który nie umie trafić do miski, godzinami drepce i sika pod siebie…, szurniętego, bojącego się go paluszaka, koty wyjadające sobie z misek co nie powinny, rozpruwające worki z psim jedzeniem, kradnące bułki z opiekacza i w ogóle wszystko, co da się zjeść a w czym normalne koty nie gustują… tylko Lodzia na tle reszty awansowała do miana w miarę normalnego psa;)

Codzienne obrazki - wersja przyjemna:

Wersja mniej przyjemna:

Owszem, jadę na wakacje! Znalazłam last minute w terminie, w którym żadnych gości i… środowe święto, niedziela w czwartek, w piątek same superwizje, więc młodzi adepci przeżyją beze mnie, wolna soboto-niedziela, w poniedziałek i wtorek pięć osób akurat ma przerwę przed rozpoczęciem grupy, reszta starzy pacjenci, więc jakoś dadzą radę, aż trzech środowych on-line korzystając z zaduszkowej wizyty w Polsce przybywa spotkać się ze mną w warszawskim gabinecie w piątek, resztę przesuwam na czwartek i włala. Jedyna taka okazja! Z lumpków ląduję w nocy z środy na czwartek i wpadam w warszawski kierat, za jedną jazdą do/od stolycy. Misterna układanka, ale się udało! Tak więc tydzień byczę się w ciepłych krajach, a gdzie, nie zdradzę, możecie zgadywać. Zawsze tam chciałam jechać i akurat jedyne miejsce na świecie, gdzie idealnie przypasował termin! Zabieram laptop, więc podeślę parę fotek do zgaduj zgaduli na FB:)

a póki co plaża gminna:)

A poza tym w Zawadach wielkie porządki, na każdym polu! Największe zmiany na strychach w stodołach, gdzie już nogi nie było gdzie wstawić. Robert uparł się opróżnić strych nad podtulipanową stodołą, zaporządkować stare meble w jednym miejscu (na strychu stodoły domkowej) tak, by było widać, co mamy. Parę mebli odkrytych! I te nieprzebrane ilości starych desek… wszystkie trafią do jednego pomieszczenia i też będzie wiadomo, co mamy!

I domek ogrodnika zapełniony…

nieudane próby dokończenia z zewnątrz (od ostatniego niusa u nas wciąż pada:()

z zewnątrz pokażę, gdy deszcz pozwoli na finał

i rabatka pod bramą gotowa…

wyłożone kamieniami pod ścianą domu, a reszta czeka na lepszą pogodę

i na strychu nad tulipanem belki pomyte…

i podłoga w kuchni po latach wbijania w nią błota doszorowana do żywego…

teraz czeka na olejowosk

i grzybek na grzyby zainstalowany…

bo nowy kanał wentylacyjny zasysał dym z komina obok:(

i pelargonie przeprowadziły się do ciepłych krajów…

i wiata w wersji listopadowej…

bez ozdóbek, większości poduch, leżaków, pelargonii… łóżko w wersji tylko dla psów… a czas na wyprowadzenie reszty roślin do pracowni tudzież łoża na strych nadejdzie, gdy zawiewać zacznie śnieg

A poza tym jesień, z dnia na dzień mniej liści na drzewach, po dzisiejszych wichurach pewnie nic nie zostanie:(

22 października wybraliśmy się na kurki. Jak to napisała Dorota, nawet Piesa nie było widać w liściach, a co dopiero kurek.

(taki ciekawy korzeń na kurkowej polanie, który wypełzł na zewnątrz i z powrotem wszedł do ziemi)

Lodzia w tym czasie na bobrach

urobek więc marny, ale na sosik do ziemniaków starczyło

Przedwczoraj wracając z Olecka:

Wczoraj:

Dziś na spacerze i nad jeziorem:

zalany brzeg, nie widać ani pieńków w wodzie ani kamienia i jak należy się domyślać, kupa sąsiadów też w wodzie a więcej zdjęć z opisami w albumie Dziś znowu padało cały dzień:(

I na szezlongu w jesiennej wersji:)

A w ogóle cztery dni temu był Dzień Kundelka. Zdjęcie znacie, ale z tej okazji osadzam:

a u znajomych czeka na dobry dom kotek podrzucony z rodzeństwem w pudełku :

No i trzymajcie kciuki za Piesa - idzie jutro na 13.00 robić porządek z paszczęką, bo znowu ma tam gnój i od tego nie może jeść.

*

Wasze reakcje na FB (kliknij w dymek):

Komentarze

Monika Rybak , 2017/10/30 23:40
Zrobiliśmy znów kawał dobrej roboty. Tej "w polu i zagrodzie " i tej dla biedaka Czarliego.Zawsze jestem pełna dla Was podziwu, bo wiem (na własnej skórze) jaki ogrom pracy trzeba włożyć "w swoje",a jeszcze z przyległościami...
Kiedy patrzę na te piękne zdjęcia,na przygotowania do zimy,ogarnia mnie taki spokój...Wszystko zasypia, ma swój coroczny rytm. A pewna reguła i powtarzalność jest w tym zwariowanym świecie bardzo potrzebna...
Owocnego ładowania baterii!Trzymam kciuki za Pana Roberta, ale jest taki dzielny,że specyfikuje towarzystwo (no chyba, że towarzystwo Go wyprzedzi ...😉)
Monika Rybak , 2017/10/30 23:43
Miało być :"zrobiliście "!Durny smartfon znów mi poprawił!😤
ania, 2017/10/30 23:54
To jest jakaś masakra z tym, że smartfony lepiej wiedzą, co chcemy napisać! Kiedyś Pacjentka napisała mi, że się spóźni, ja odpisałam "Czekam", a mój smartfon odpisał (i wysłał) "Czekam w kinie" :)
Monika, North Carolina, 2017/11/01 15:42
Baw sie dobrze i odpoczywaj. Chociaz nie wiem, czy mozna to robic jednoczesnie...
ania, 2017/11/02 20:16
Dzięki! Odpoczynkiem jest samo urwanie się z kieratu. A plaża, ciepły ocean i niebawem wycieczki w ciekawsze miejsca niż kurort, w którym jestem, to spełnienie marzeń!
Skomentuj:
SJLFW
 
 
wyprowadzka_w_cieple_kraje_a_czarlis_z_nami_juz_rok.txt · ostatnio zmienione: 2017/10/29 20:46 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika