23 marca 2018

Wyznania dziwaka

Napiszę niusa, żeby potem było łatwiej. Tylko się zastanawiam, jak to jest. Nius ostatni tyle miał wejść, tyle lajków na FB, a tylko najwierniejsza stara gwardia coś skrobnęła w dole. Mam też wątpliwości co do sensu publikowania swoich wypowiedzi. Może powinnam się ograniczyć do zaleceń narodowca, czyli opisów sielskiego życia? Z całą resztą moich wypocin jest jak z apelami o dobre traktowanie zwierząt (czytają je tylko ci, którzy zwierzęta traktują bardzo dobrze) czy z ogłoszeniami o psach w potrzebie (…ci, którzy mają już po kilka psów). Reszta omija wzrokiem. Ewentualnie wrzuca do przegródki „boże, co za bzdury”. Jaki sens w przedstawianiu przemyśleń, jeśli trafią tylko do tych, którzy myślą tak samo? Reszta przecież nie może wpuścić, musi zdewaluować, bo inaczej… Inaczej jest niemożliwe. Zbyt wiele mechanizmów obronnych strzeże przed rozpadem obrazu siebie i świata.

pięć dni temu

Chyba przestanę. Własny syn mówi, że mają mnie już za dziwaka, który nie wie, jak wygląda prawdziwe życie, a koleżanka z dzieciństwa ocenia jako dziecinną i żenującą. Wprawdzie wiem, że to odwet, ale nawet gdyby nie pisała, przecież tak myśli. Nie mówiąc o wszelkich lokalsach, którzy są przekonani, że mi się w dupie przewraca, a gdybym żyła, jak tutaj większość, nie pisałabym pierdół o cudownym PISie. Gdyby mi starczało tylko na korpusy rosołowe, to bym nie pieprzyła o wegetarianizmie. Jednym słowem jestem oderwana od skały. Poza tym czepiam się biednych sąsiadów. No to poczepiam się znowu, choć uwierzcie, chce mi się rzygać na myśl o tym, co znowu ci ludzie czynią.

Nowe molo nie respektuje warunków zabudowy, a więc znowu jest nielegalne.
Nasi sąsiedzi najwyraźniej nie rozumieją języka polskiego. Może by im w biblijnym napisać? Molo miało powstać pod warunkiem, że będzie w zgodzie z prawem wodnym. Prawo wodne zobowiązuje do udostępnienia stałego, bezpiecznego i swobodnego przejścia brzegiem. A co robią sąsiedzi? Budują pomost w takiej postaci:

Pomost, jak poinformował mnie pracujący młody człowiek, ma jakieś rolki i coś tam mu się chowa. Czyli trzeba będzie jaśnie państwa poprosić o wsunięcie pomostu pod spód, aby móc przejść? Tak jak kiedyś, gdy naszym gościom proponowała sąsiadka, żeby dzwonili do niej, to zabierze psy? A może będą przenosić osobę starszą, np. moją 86-letnią mamę, lub niepełnosprawną, nie mówiąc o naszych starych psach, przez te płozy, na których pomost ma się suwać? A może zakładają, że skoro nie rozbiorą ogrodzenia, nie odgrodzą na stałe psów i dostawią jeszcze parę kamer, to i tak nikt nie odważy się przejść, więc po co mają martwić się niezgodnym z warunkami zabudowy molem? Sądząc zresztą po tym, z czym sąsiadka polazła na policję, nikt wg niej nie ma prawa brzegiem chodzić. Sąsiadka doniosła policji, że Robert wchodzi na ich posesję, choć poruszał się przy samym brzegu, do czego jak wiadomo ma prawo. Oprócz tego oskarżyła go o zdjęcie furtki na podstawie tego, że kamera nagrała, jak dwa razy przechodzi, raz tydzień przed faktem, raz kilka dni po, i jak za pierwszym razem zalepił oko kamery śniegiem (zawsze to robi, by nie być podglądanym w jego prywatnym czasie). A mnie właściwie nie wiem, o co oskarżyła, ale „widziano mnie” na mojej plaży przy ogrodzeniu dzień po tym, jak furtka leżała na lodzie. To już czwarty czy piąty raz, jak policja nie znalazła podstaw do wszczęcia postępowania, gdy zostałam oskarżona przez sąsiadów. Chciałabym tylko nadmienić, że z paranoją i nerwicą lękową chodzi się do psychiatry/psychoterapeuty a nie na policję.

Misio-Ptysie dla osłody

W poniedziałek następna rozprawa, przez którą stracę dwie godziny pracy a więc sporo kasy, której mi nikt nie zwróci, a przede wszystkim narażę pacjentkę superwizanta oraz swojego pacjenta.

Po tej rozprawie napiszę, jak się mają nasi sąsiedzi do popularnego wizerunku świadków Jehowy. I jak ten wizerunek ma się do prawdy o świadkach Jehowy w ogóle. Dlaczego po rozprawie? Bo to będzie kolejny kamyczek do ogródka. I nie dlatego, że tępię i wyzłaszczam się na biednych sekciarzy za swoją prywatną wojenkę. Tylko dlatego, że taka już jestem. Na każdy temat, na który mam prawo pisać, bo moja wiedza jest czymś poparta, piszę. Przecież wiecie. Tak mam: zacięcie do uświadamiania ludzkości i krzewienia prawdy;) takie małe zboczenie:) a nasze doświadczenie i wiedza, przy okazji poznawania „nieprzyjaciela”, zdobywana u odstępców, którzy kiedyś świadkami byli, odkrywa prawdziwe oblicze tej sekty. I tak jak poprawne politycznie w Europie Zachodniej jest niewymaganie od muzułmanów, by dostosowali się do europejskich zasad, tak samo w wielu krajach, w tym w Polsce, przemilcza się, co robią ŚJ, choć narusza to prawa człowieka i niszczy psychikę dzieciom, oraz wykazuje wszelkie cechy sekty (Cytat: Metodami perswazji i manipulacji sekta oddziela swoich członków od świata zewnętrznego, rozwija w nich nieufność i strach przed samodzielnym życiem.). A jak można być ładnie zmanipulowanym przez głosicieli, gdy się ich wpuści do domu! Niestety, prości ludzie, zwłaszcza ci w nieprzepracowanej żałobie, są łatwym celem. Żeby nikt z czytelników nie padł ofiarą świadków, pozwolę sobie jeszcze nieraz sączyć słowa prawdy.

Pieso czuje się z Ptysiem dużo pewniej na spacerach, bo nie czuje się zagubiony, gdy z powodu słabego wzroku przestaje nas widzieć :( a więcej w albumie Album z pracy

A dziś tylko jeszcze doniosę, że remont łazienki nieco się przeciąga, bo pęknięte kafle nie chciały odejść od podłogi i skończyło się na dziurze;) Teraz dziurę trzeba zalać betonem, ale to nie takie proste, bo tam drewniane legary. Może w następnym niusie pokażę efekt końcowy (dziurę zakryję dywanikiem:))

Nie chcecie również wiedzieć, co dzieje się w Pensjonaciku. Dodam - na dole. Pylicy się tam można nabawić. Ale zdjęcia nie będzie:)

tylko takie:)

Ach, zapomniałam dokończyć napoczętą myśl. O swoim oderwaniu od skały. Miałam przestać, ale już ustaliliśmy, że jestem nieco zboczona i nie mogę;)
To, że coś jest nierealne, by to urzeczywistnić, bo ludzie nie są gotowi/są zbyt nastawieni na potrzeby doraźne/nie ten poziom wiedzy, intelektu, czy rozwoju emocjonalnego, nie znaczy, że pewne idee nie są słuszne i że nie należy ich propagować!
O dojrzałości człowieka m.in. świadczy jego stosunek do słabszych i zwierząt, stosunek do wolności własnej i drugiego człowieka, do równości niezależnie od koloru czy orientacji seksualnej, ale też odpowiedzialność za swoje czyny czy swoje „niemożności”.
Nie świadczy o tym domaganie się opieki.
Państwo opiekuńcze jest jedyną chyba lewacką wartością, której nie podzielam. Tak, należą się większe płace i pakiet socjalny od korporacji, w których się pracuje. Od państwa (czyli tak naprawdę podatników) należy się dzieciom, dopóki nie skończą szkół (w postaci książek, zeszytów, posiłków w szkole, bezpłatnych zajęć pozalekcyjnych…, a nie w postaci kasy dla rodziców); matkom, dopóki ich dzieci nie mogą zostać bez nich bez szkody dla ich rozwoju; i naprawdę niepełnosprawnym. Pozostali, jak to w życiu, ponoszą konsekwencje tego, kim są. Ale każdy ma możliwość zmiany, choć oczywiście nie każdy zmieni tyle, ile mu się marzy. Państwa opiekuńcze jak Szwecja, Niemcy… płacą teraz za swoją „dobroć”. My też już płacimy, ale co niemowlęta obchodzi, że matka czuje się marnie?

Więc jeśli czegoś nie jesteś w stanie, nie potrafisz, pomimo że mógłbyś, bo ani bieda, ani ograniczenia umysłowe, ani inne powody, na które nie masz wpływu… nie zmuszają cię do podzielania niedojrzałych wartości, weź swoją „niemożność” na klatę, zamiast dorabiać do tego teorie. Miej świadomość, że czynisz źle. Czasem nie można czynić dobrze i po prostu trzeba z tym żyć. Ale z całą świadomością tego faktu a nie uciekać od prawdy o sobie. Na tym polega dojrzałość.
Booosz, brzmi jak głoszenie słowa…;)

A poza tym…

jezioro wciąż gada

żurawie też gadają

do nas też dotarł śnieg, choć to może za dużo powiedziane, ale na szczęście…

na drugi dzień, czyli dziś, było już po śniegu (więcej w albumie Świat w kolorze Piesa )

(przy okazji kreacja Piesa)

Czarliś jest filmowany w swoim rozdwojeniu jaźni względem panusia, bo we wtorek przychodzi do niego Kudłata Chata, czyli behawiorystka pani Ela!

No i przypominam, że idą wakacje, a wcześniej majówka i Boże Ciało! A u nas jeszcze wolne miejsca, ale spieszcie się moi mili! :-)

Komentarze

Monika, North Carolina, 2018/03/24 03:12
Sila tego bloga, Aniu, jest Twoja szczerosc. I relacjonowana prawda o Waszym zyciu i swiecie. Ja czytam i pisze tu w ramach wlasnej psychoterapii. Musze, inaczej nie umiem. No i jeszcze mi sie chce. Innym czytelnikom po prostu sie nie chce. Wiec czytaja, nabijaja licznik wejsc i milcza. Wszak nie kazdy chce sie uzewnetrzniac ze swymi opiniami, klopotami, a nawet i radosciami. Milczenie w takich przypadkach to chronienie swej prywatnosci, zachowanie intymnosci w ramach roznie rozumianego bezpieczenstwa, czy chocby nie narazanie sie na wylewnosc. Nawet wtedy, gdy czytajacy/milczacy nie maja przed kim/czym chronic swej niezaleznosci, bo przeciez nikt nikogo tu nie rozlicza z uzewnetrzniania sie czy wyrazania opinii.
W. Ciemnoszara, 2018/03/24 12:16
Pisz proszę.
Ja nie potrafię się wypowiadać krótko i zwięźle i jednocześnie nie chcę zawłaszczać zbyt dużo miejsca w Twoim blogu. Mam świadomość, że jest to forma zapisu Twojego życia i Twoich przemyśleń, może autoterapia. Jak zwykle zgadzam się z prawie wszystkim i czerpię siły z samego faktu, że jest ktoś kto myśli podobnie. Wycofałam się z FB kilka lat temu podczas choroby gdyż nie byłam wstanie podołać niepisanym warunkom udziału w społeczności, z myślą , że wrócę za niedługo, Nie byłam dotychczas wstanie ale może niedługo spróbuję i tam Cię zalajkuję :-)
Nie zgadzam się jedynie z ideą wspaniałości wegetarianizmu w kontekście katastroficznego przeludnienia planety, choć wiele lat temu byłam prawie wegetarianką – to po prostu ludzkości nie pomoże w skali globalnej. Widać to w każdej krainie naszego globu, ale na dużych powierzchniach zdegradowanych niedawno jest to na pewno wyrazistsze. Na dawniej trawiastych, bezkresnych równinach Argentyny nie ma już koni, krów ani gauchos. Są bezkresne pola soi i kukurydzy w mocy chemii Monsanto i czy zjedzą to np. europejscy wegetarianie czy europejskie wieprze , które zjedzą wieprzożercy to w końcowym rozrachunku i tak planeta wymrze po fazie istnienia tylko kilku gatunków roślin i zwierząt ( w tym głównie homo sapiens). W międzyczasie umierają na nowotwory po-chemiczne rdzenni mieszkańcy tych równin, nie mając nic lepszego do roboty, gdyż nie mają ani kawałka ziemi z tych równin, ani nic.
{Myślę, że europejscy wegetarianie i wieprzożercy po tej paszy umierają też, nawet jeśli się będzie nazywała np. TOFU.}
Zgadzam się natomiast , że lokalne ograniczenie zjadania mięsa w społecznościach pozytywnie myślących powoduje, że mniejsza ilość zwierząt może istnieć w lepszych warunkach – bez klatek , bez łańcuchów przytwierdzających do ścian obory. Nie należy też pić tyle mleka od biednych „sztucznych” krów z krzywicą, które nigdy skrawka nieba ani łąki nie widziały.
Moje stwory wilczaste w każdym razie nie zamierzają wziąć przykładu z pieseczka Pani Żony z Hollywoodu, który nie dość, że jest wegetarianinem w odróżnieniu od Pańci to jeszcze bezglutenowym (miałam nieszczęście zobaczyć taki odcinek Master Chefa czy czegoś takiego) !
W temacie wege - właśnie czas zasiać warzywa ale nie ma kim. Mały się musi uczyć ( o edukacji w Polsce nie mam siły nawet pisać) a 'duży' ma wszystko gdzieś oprócz plugawo – głupawo – złośliwych sentencji, ale czego chcieć od pisiorka o IQ ameby w jakiejś fazie alzheimera. Tak, nie ma lekko z tym wegetarianizmem i w ogóle. Ja tam na wszelki wypadek rozsadę kilkunastu typów pomidorków zrobię, jak zwykle zresztą i innych zielsk też ...
Pozdrawiam
ania, 2018/03/24 12:57
Po pierwsze pisz, ile Ci się chce i ile w duszy gra, pod "Komentarze" wszystko Wasze! Ja potrzebuję odzewu.

Po drugie, w sprawie wegetarianizmu ratującego planetę, to tu musiałabym poprosić o pomoc mądrzejszych, bo nie umiem udowodnić i poprzeć czym trzeba (skleroza...), ale z tego co pamiętam, wieprze jedzą dużo więcej niż ludzie i monotematycznie, więc dla wegetarian a wegan to już w ogóle obszarowo mniej wychodzi, duuużo mniej i wyliczenia są stosowne na ten temat. A poza tym to nie wszystko, nawet jeśli nie uratowalibyśmy planety, to przynajmniej dłużej by pożyła a zwierzęta z godnością.
Na temat np: http://www.blog.viva.org.pl/2012/11/20/5-dowodow-na-to-ze-bycie-wege-ratuje-srodowisko/ i
http://www.blog.viva.org.pl/2016/01/11/4-powody-dla-ktorych-jedzenie-miesa-nie-jest-nasza-prywatna-sprawa/
W. Ciemnoszara, 2018/03/24 14:25
Wyliczenia na temat ilości zanieczyszczeń produkowanych przez wieprze, które rosną bardzo szybko i analogiczne liczebnie skupiska ludzkie znam od lat ale moim zdaniem w skali światowej przy obecnej gospodarce rabunkowej i drapieżnej oraz gigantycznym wzroście liczby ludności nie mają znaczenia. Ludzkość kreuje swoją zagładę.
Owszem w skali regionalnej wolę być wegetarianką (mogę) niż mieszkać koło tuczarni (nie toleruję takiej hodowli). I zgadzam się z tym, że to tworzy kulturę współistnienia w środowisku. Chodzi mi o to , że ja tej kultury przestrzegam i tak (staram się przynajmniej), ale prawo skali zrobi swoje. Moje wilczydła też nie jedzą bażantów, zajęcy i saren a nawet kozy u siebie tylko je sobie oglądają w mateczniku , którego pilnujemy z narażeniem życia, ale kotletów z soi nie zjedzą z melasą buraczaną na pewno.
Ze świeżymi zielskami jest też inaczej w regionach tropikalnych a inaczej w rejonach z zimami. W niektórych miejscach jarosze naturalni mają lepiej.
Zresztą teraz tworzą się dwa rodzaje społeczeństw – aglomeracyjne duże i peryferyjne małe, które i tak siedzi w telewizorze lub komputerze i mało kto będzie miał rzeczywisty wpływ na to co je ale to już inna opowieść.
ania, 2018/03/24 14:37
Nie piszę o utopijnym świecie tylko o takim, w którym się dba tyle, ile się da najbardziej.
A o "Rokoszach Emmy" pisałam - tak, na małą skalę hodowla zwierząt z ich pełnym poszanowaniem i mięso sprzedawane za cenę adekwatną do ceny za życie.

O liczebności ludności oglądałam kiedyś ciekawy film o tym, że to bzdura, że ilość niewykorzystanego miejsca na ziemi jest wielka, tylko właśnie trzeba byłoby mądrze zarządzać zasobami. Myślę, że nie problem w ilości ludzi, tylko w ich jakości;)

Generalnie najlepiej stosować się do zasady "daj światu odetchnąć" i zacząć od siebie.
W. Ciemnoszara, 2018/03/24 15:36
Obecnie wszystko co dzieje się gdzieś tam hen wpływa na nasze tu i teraz choć dostrzegamy to później a nie w czasie rzeczywistym ( o ile oczywiście mamy takie możliwości szeroko pojęte- czas , świadomość, chęć)
Filmy – Pan Cejrowski – typu czyńcie sobie Ziemię poddaną i towarzystwa antyaborcyjne i proprokreacyjne.
W zeszłym roku w nocy był bardzo długi film gdzie pokazywali tereny bez wody Cejrowskiego typu ludzie i przekonywali ile tam jeszcze miejsca a miejsca. Pan Naukowiec chyba gdzieś ze skandynawii też przekonywał siedząc sobie nad strumieniem górskim- jaki to duży piękny świat. W innych filmach pokazane są powody dla których w Afryce ludność przenosi się z obszarów wiejskich do slumsów wokół wielkich miast – nie chcą ale muszą bo wody brak i ani uprawa ani hodowla nie jest możliwa ( mam taką ziemię).
Już od dłuższego czasu mniej walczymy o ropę ale bardzo walczymy o wodę. Nie bez powodu Afryka jedzie do Europy …
Prawodawstwo jest dla dużych farmerów co to groszem sypną na wyborach więc gospodarstwa prowadzone przez Emmy są już ewenementem.. i na razie nowe nie powstaną. Ja wolałabym owce ale wiek nie ten już, zabijanie – chyba wilkiem ? …. wegetarianizm też kosztuje bardzo dużo pracy i wody ...
generalnie daję a piszę o skali planety , gdyż w ten sposób myślę.
ania, 2018/03/24 16:34
i dlatego trzeba przestać się oglądać na innych, nie usprawiedliwiać się tym, że i tak to nie ma sensu, tylko robić co trzeba.
W. Ciemnoszara,, 2018/03/24 17:14
Raczej nie o tym pisałam.
Jeszcze raz pozdrawiam.
ania, 2018/03/24 17:18
ale dla mnie z tego płynie taki wniosek:)
Ewa U., 2018/03/24 22:06
Dziewczyny, piszecie straszne rzeczy. Teoretycznie każdy (no, prawie) o tym wie, ale wiele z tego nie wynika. Mam podobne doświadczenia - w sensie chęci działania i -po jakimś czasie - niechęci, a raczej zniechęcenia. Założyłyśmy w kilka bab stronę na fb "Spójrz jak pies z kotem żyje za płotem". Strona praktycznie umarła z braku zainteresowania. Ubolewam i złoszczę się na siebie z podobnych do Twoich powodów: już mi się nie chce edukować, nakłaniać, potępiać, prosić, bo to nie trafia tam gdzie powinno. Te wszystkie sadystyczne matoły takimi stronkami tylko się zapewne podniecają - o ile w ogóle któryś z nich coś przeczyta. A potem przychodzi refleksja, że kropla drąży skałę i tak w kółko. Polska wieś zwłaszcza to skansen matolstwa, chciwości, okrucieństwa i zwykłej głupoty, z których po części wynika j/w. Nie jestem paniusią z miasta, wiem co mówię i konkretnymi przykładami mogę udowodnić wszystko, o czym piszę. Co oczywiście nie znaczy, że w mieście tego nie ma.
Sąsiedzi skocznię budują, czy co? A może wyrzutnię wyrzutków społecznych? Niechby, może wyrzuciłaby ich niechcący? Coś jak samobójczy gol...
Misio-Ptysie to NIE JEST brak laku!!!
ania, 2018/03/24 23:33
No właśnie to miałam na myśli, konkludując wypowiedź Ciemnoszarej, bo inaczej można się tylko zapaść w depresji pięć pięter pod ziemię. Dziś było słońce, przyleciała nasza pliszka na swój dach, więc poziom energii mi nieco wzrósł i na moment uniosłam się ponad globalne zwątpienie - nieprawda, że nic nie mogę, MOGĘ, JA mogę to co mogę, mogę robić co do mnie należy, staram się być w porządku, to trudne i często pod górkę, ale staram się. Nie oglądam się na tych, którzy są przekonani, że przesadzam/piszę głupoty/jestem naiwna, staram się chronić i walczę tyle ile mogę z tymi, którzy psują (może to jakiś test, że Jahwe mi podrzucił sąsiadów za płot??;)), nie usprawiedliwiam swoich niemożności (np. tego, że wciąż jem produkty mleczne i na razie nie potrafię przestać) i mam sobie wiele do zarzucenia, ale robię co mogę na swoim poletku, pomagam ludziom dojrzeć psychicznie a więc osiągnąć poziom troski o coś więcej niż czubek nosa, mówię na głos, piszę publicznie, także w niusach, za cenę bycia dla niektórych dziwadłem, bycia nielubianą w okolicznych wsiach, narażając nas, że stracimy potencjalnych gości przez moje pisanie... Czy to coś da, czy jakąś skałę napocznę, czy w jakimś dziecku tubylczym zasieję wątpliwość (na temat dorosłych nie mam złudzeń), w jakimś myślącym czytelniku coś obudzę...? To nie zależy ode mnie, więc nie to mi przyświeca. Ale mogę zmieniać to, co ode mnie zależy! Nawet jeśli to NIC w skali globalnej, to MOGĘ, a nawet muszę, bo inaczej czułabym się kijowo.
ola z Katowic, 2018/03/25 23:08
jak to dobrze Aniu, że jesteś!
ania, 2018/03/26 00:03
💚
Dorota, 2018/03/26 20:44
Cześć Aniu.Nie wiesz jaką sprawiłaś mi niespodziankę odpisując,dziękuję:*.Ja to z tych niedobrych co to czytają a nie piszą a to dlatego ,że nie umiem ładnie składać zdań ,bo już od dawna do szkoły nie chodzę. Zachęcona jednak tak ciepłymi słowami spróbuję.Myślę podobnie jak Ty i mam wrodzony szacunek do żywności.Mieszkam na wsi i wiem ile trzeba włożyć trudu żeby wychować własne zwierzęta i trudno mi wyobrazić żeby jakaś gospodyni wrzuciłaby trzy korpusy z własnych kur psu .W sklepie łatwiej kupić,bo nie widzi się i nie myśli że to było życie i w jakich warunkach było tuczone. Ceny są bardzo niskie a wartość odżywcza ?Co do przetworów mlecznych,to ważne z jakiego są źródła. Naprawdę są gospodarstwa ekologiczne,gdzie zwierzęta są dobrze traktowane i mleko ,sery nie zawierają chemii.Krowy mają swobodę i można im spokojnie patrzeć w oczy.Dobrze,że piszesz i nie przestawaj bo to są rzeczy ważne i z przyjemnością zaglądam na Twoją stronkę.Co by tu jeszcze?A,fajny ten Twój Robert i reszta zwierzyny a sąsiedzi nie.Nie chcę straszyć ,ale dobrze to nie wygląda i tracę powoli nadzieję czy sąd to rozwiąże.Mnie jak oglądam to wnerwia i nie chcę zastanawiaćsię co Wy myślicie.Czekam na kolejne wieści,pozdrawiam:)
ania, 2018/03/26 21:53
Super, że się odzywasz, i jakoś nie widzę, abyś nie umiała składać zdań! :) Cieszę się, że piszesz z perspektywy kogoś, kto hoduje zwierzęta. Brakuje tu takich głosów. Ja bym nie potrafiła, ale doceniam, gdy ktoś to robi z szacunkiem dla życia zwierzaka. Pięknie to napisałaś "Krowy mają swobodę i można im spokojnie patrzeć w oczy", tak właśnie bym chciała, aby było. Mnie jednak chodzi też o to, jakim kosztem krowa daje mleko - kosztem odebranego jej cielaka i kosztem jego życia. Ale rozumiem, że są tacy, którzy umieją z tym żyć, nie uciekają od faktów tylko je dźwigają.
A propos korpusów, mówiąc szczerze wolałabym dać psu, niż większości ludziom, jakich znam, bo jak Ciemnoszara pisze, pies nie może być weganinem, za to człowiek może.
A propos sądu - w czwartek wyrok w sprawie dzisiejszej kontynuacji rozprawy o znieważenie przez Roberta i naruszenie nietykalności sąsiadki po jej prowokacji 30 marca. Zobaczymy, choć oczywiście ogrodzenia to nie zlikwiduje:(
Dzięki!
Dorota, 2018/03/27 20:05
Cześć Aniu.Nie pomyślałam ,że tak szybko odpiszesz a tu taka niespodzianka:)Tak to prawda,nie żyje się lekko ze świadomością,że zwierzęta idą na rzeź.Tak samo,jak odchodzą z przyczyn naturalnych i innych zdarzeń losowych.Nie jestem twardą babą ze wsi i jeszcze nie byłam przy zabijaniu kury ale gdybym musiała ,to kto wie.My prowadzimy maleńkie gospodarstwo,więc u nas cieląt się nie odbiera matkom bo nie oddajemy mleka do mleczarni.Mamki łażą ze swoimi dziećmi do dojrzałości.Nadmiar mleka zostaje zdojona i z tego robimy sery na własny użytek.Krowy mają imiona i są tłuste jak larwy ,nie tak jak na farmach.To bardziej przypomina wakacje u dziadka czy wujka na wsi sprzed wielu lat.To nie jest główne źródło dochodu naszej rodziny,więc możemy sobie na to pozwolić.Są też dobre strony takiego chowu,bo zwierzęta karmione ekologiczną paszą wcale nie chorują .Kury żyją po kilka lat a niektóre to pewnie są dawno po menopauzie ale dożywają do naturalnej śmierci.No,większość,bo jak ostatnio prosiłam męża żeby wyrok wykonał na tych kulawych ,to na jednej się skończyło bo reszta wyprężyła pierś i nie przyznała się ,że coś dolega.Jestem też posiadaczką dwóch psów ,jednego sąsiad znalazł pod bramą to przyniósł a drugi sam przyszedł.Łażą za mną i mam do kogo gębę otworzyć.Są też cztery koty,w tym jeden jakiś taki lekko upośledzony,Jakuszko rozłożył ręce.Także ten,jakbyś miała jakieś pytania to śmiało.Trzymam kciuki za pomyślne rozstrzygnięcie w sądzie i znam ludzi ,którzy umieją prowokować.Jestem dzieckiem narcystycznej matki ale to temat na inną okazję.Pozdrawiam Dorota.
ania, 2018/03/27 23:04
O! Toś Ty nasza krajanka! To zapraszam do nas na pogaduszki!
Chciałabym, aby wszystkie zwierzęta gospodarskie miały tak jak u Ciebie. Ale sama piszesz, że nie musicie z tego żyć. Ci co żyją,
traktują zwierzę przedmiotowo, bo nie da się eksploatować zwierzaka mając do niego osobisty stosunek. Chociaż sądzę, że w ogóle o tym nie myślą:(
Tak, jeśli ludzie muszą jeść mięso, niech płacą za nie taką cenę, ile warte jest jego życie w dobrych warunkach i pod okiem ludzkiego gospodarza, wtedy może zrozumieją co jedzą i docenią, że zwierzę poświęca dla nich swoje życie, dla ich przyjemności. Bo nieprawdą jest, że dla zaspokojenia głodu (w naszym kraju). To już nie te czasy.
Niedaleko nas znam tylko jedno takie gospodarstwo - Joanny, która robi kozie sery. U mojej babci też tak było. I tak jak u Ciebie, kury przechodziły na emeryturę, potem także króle.
Niestety, dopóki człowiek kieruje się tylko zarobkiem, nigdy nie będzie dobrze.
Pozdrawiam Cię serdecznie!
Skomentuj:
JNVNQ
 
 
wyznania_dziwaka.txt · ostatnio zmienione: 2018/03/30 19:31 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika