17 maja 2016

Z deszczu pod rynnę

Anonsowałam nowego niusa. No to nius-mus. Taki szybki, bo sił nie ma, a czas goni.
Ksenia urodziła się w bzowej porze, a to najpiękniejsza pora roku. Kiedyś to może doceni.

więcej i z opisami w albumie Czas bzów

Ale wracając do tytułu.
Pojechałam do Warszawy z przyczepą, by zabrać meble z mieszkania, w którym Ksenia z Guciem będą mieszkać po powrocie. Gdybym mebli nie zabrała, poszłyby na zmarnowanie. A to solidne, niemieckie z roku 1934. Po drodze zepsuł się kangur. Znaczy właściwie pojechał zepsuty, tylko nieuciążliwie, dopóki długo nie jedzie. Tymczasem teraz długo i w gorąc, i jak zatrzymał mnie jakiś pan, że mi kółko od przyczepy małe spada, już nie byłam w stanie ruszyć dalej. Stanęłam na awaryjnych, w bardzo niebezpiecznym miejscu, rozładowywałam akumulator próbując odpalić i modliłam się o cud. Cud nadszedł w postaci kilku panów z wielkim prostownikiem;) więc szczęśliwie pojechałam dalej. Spóźniona na umówione miejsce odbierania mebli, do tego pobłądziłam, bo już wieśniak jestem kompletny i nie wiem, że utarte ścieżki w Warszawie nieczynne, zajechałam, zatrzymałam i znowu ani rusz. A panów z prostownikiem żadnych;) Przyczepę Sławek, kolega Borysa, ręcznie dostarczył pod klatkę. Podczas rozbierania mebli na części załatwiałam przyjezdnego mechanika (gorąca linia z Kingą w W-wie i Andrzejem w Zawadach), tymczasem w międzyczasie kangur ostygł i jakimś cudem zapalił. Więc pakowanie mebli w częściach lub całości do przyczepy i do kangura a potem manewrowanie samochodem z przyczepą po osiedlowych uliczkach. Masakra. Następnie na Żoliborz to Doroty i Radka od Foksi, gdzie znowu pobłądziłam (zamiast dowierzać Yanosikowi!). W końcu przyczepa trafiła do podziemnego garażu a ja o 23.00 do warszawskiego domu, gdzie jeszcze musiałam się przygotować do zajęć na piątek rano. Potem piątkowy zapieprz od rana do nocy jak zwykle. Potem sobotni zapieprz, a potem prosto z zapieprzu na Żoliborz po przyczepę. Radka i Doroty nie było, ale dostałam pilota do zwodzonej bramy i radziłam sobie sama. Żeby wyjechać na trasę toruńską czyli właściwą trasę do Zawad tym razem Yanosikowi zawierzyłam. I całe szczęście! Bez Yanosika utknęłabym znowu na jakimś osiedlu. Tylko wjechałyśmy (bo zabrałam babcię Teresę) na obwodnicę Radzymina, lunęło. I tak aż do Grajewa. Nie PADAŁO, tylko odbywało się 200 kilometrowe urwanie chmury. Wycieraczki na największych obrotach a i tak ściana deszczu na szybie. Pyr, pyr, w porywach 70 na godzinę, bo meble naprawdę solidne, ciężkie i szybciej ani rusz. Więc gdy nas tiry mijały, wlewały wannę wody do przyczepy a ja nie widziałam NIC. Nie przesadzam - to była najgorsza droga do Zawad, gorsza od tej po lodzie w 2001. Zajechałyśmy też w deszczu i pod domem się okazało, że mam w przyczepie odłączoną wtyczkę od prądu. Nie wiem, ile czasu jechałam bez świateł w ciemną noc:( Mam nadzieję, że dopiero na posokólskich wertepach, na ostatnich 5 km wypadła. Wtyczka oczywiście do wymiany. A specjalnie poprosiłam ochroniarzy w podziemnym garażu, by mnie podłączyli. I weź tu zaufaj mężczyźnie innemu niż Robert;) I choć pod domem padało nie tak już dramatycznie, to żeby nie naleciało do rana jeszcze więcej wody, Robert po nocy przykrywał przyczepę dodatkową plandeką.
Rano meble poszły się suszyć.

Ale myślicie, że padłam po podróży i obudziłam się rano? Nic z tego. W domu jest szpital zakaźny:(
Kaszląca Lodzia i srający na rzadko Belfegor. Lodzia kaszlała już przed moim wyjazdem, tak, jakby coś stanęło jej w gardle. Ale że oprócz tego jadła, piła i biegała na bobry, myśleliśmy, że może coś ją podrażniło. Przyjechał Andrzej z nowiną, że Zenek z Igą po powrocie od nas zapadli na kaszel kenelowy. To strasznie zaraźliwa psia choroba, typowa dla schronisk i innych skupisk psów i widać, któryś poschroniskowy pies w gościach był nosicielem. I poszłoooo. Najpierw Lodzia, teraz Pieso płuca wypluwa. Lodzi mija, ale Pieso tak kaszle, że aż boli. Stary jest więc strach. Kaszle niestety coraz gorzej. Oba biorą ciężki antybiotyk, choć Lodzia już prawie zdrowa. Wilkuś za to ma… koci katar. Nie wiadomo skąd, bo z żadnymi kotami się nie styka. Dostaje zastrzyki. A Belfegor dla odmiany dostał biegunki. Chociaż je tylko ryż z kurczakiem. Kaszel kenelowy albo przed nim, albo już przeszedł w sposób dziwny - po wyjeździe gości majówkowych miał dwudniowy kryzys, nie jadł, nie pił i nie wstawał, myśleliśmy, że już koniec, a on po dwóch dniach wstał i jest jak stary. Za to Bilbo zaczął trząść uszami i ma je strasznie brudne:( Czyli się znowu zaczyna. Kaszel kenelowy pewnie przechodził w schronisku, więc może ma dość przeciwciał. Tylko Strzała śmiga w swoim kołnierzyku i podgrzewa chorego Wilkusia. Wilkuś na szczęście też zaczął jeść i nie śpi już w pozycji chorego kota.
Tak więc moja noc po powrocie upłynęła na praniu chodników i posłań Belfegora a co przysnęłam, budził mnie psi kaszel. Robert wstaje z rana na budowę, więc wiadomo, kto jest nocnym pielęgniarzem.

zdjęcia sprzed szpitala i gdy było jeszcze lato,

potem straszyło burzami:

więcej w albumie Miała być burza

a teraz ziąb i wciąż pada ku utrapieniu Roberta

ale budowa mimo to, nawet wylano pierwszy wieniec, o czym w niusie budowlanym

tu kolejny, gotowy czeka na położenie na miejsce i zalanie, a Belfegor zastanawia się, co to

w pensjonaciku kompletna rujnacja

a jaki pensjonat, taki kącik wypoczynkowy:)

Belfegor zaczyna kasłać… Chyba się załamię:(

Komentarze

Monika, North Carolina, 2016/05/18 14:17
Oj, panocku! Ale kanal... No nic, musicie dac rade.
Pozdrowienia najlepsze dla Babci Teresy. Uwielbiam Twoja Mame!
Ewa U., 2016/05/18 23:49
O matko, biedna geriatria i Wy z nią. I ta budowa/rujnacja. Jak się wali, to się wali, pozostaje sprostać, czego Wam bardzo życzę.
z FB, 2016/05/19 14:10
Ewa N: Samo życie. Będzie dobrze! :)

Galeria Wiejska: Pieso całą noc kaszlał, Belfegor rozkręca się:(

Monika L: Oj, niedobrze... Ale do niusa chetnie lece!

Ewa N: Mam nadzieję, że następne wieści będą lepsze...

Galeria Wiejska: na razie szpital na całego, Piesowi się nie poprawia:(

Monika L: Oj, bidaki te wasze dziadki... Nawet w swiecie braci mniejszych starosc Stworcy sie nie udala.
Skomentuj:
KVEWN
 
 
z_deszczu_pod_rynne.txt · ostatnio zmienione: 2016/05/18 22:14 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika