2 kwietnia 2011

Z oporami ale jednak

wiosna wkracza do Zawad. Robert osobiście widział boćki na gnieździe w Sokółkach (jak robiły małe bocianiątka), przyleciał do nas rudzik i pląsa za kuchennym oknem

(większe rudziki w niusie na subdomenie PTAKI)

tylko coś pliszki wypatrujemy na marne, jakoś jej w tym roku nie spieszno do domu.*
Z okazji wiosny zamówiliśmy na Allegro kompostownik, bo stary, w którym buszowała Lodzia, wołał o pomstę do nieba.

Robert komisyjnie wyrzuca pierwszy kubeł organicznych odpadków do nowego kompostownika (z lewej resztki starego, zanim nie odmarzły)

Spodnia zawartość starego wylądowała między malinami i szczypiorkiem, czyli tam, gdzie co roku zmagają się z zawadzką rzeczywistością różne warzywa. A czego tam nie było! Jeden nóż, jedna łyżeczka (to na pewno sprawka naszego starczego ślepactwa - ukrycie sztućców wśród obierków) i różne niezidentyfikowane ale na pewno nie rozkładalne na glebę resztki wrzucane przez gości :(

Resztę ogrodu przejęły krety.

Róże i inne wrażliwe krzaczki rozebrałam z choinkowych ubranek, wyzbierałam gałęzie w ogrodzie i zrobiła się z tego niezła góra do podpalenia.

Róże, jak przystało na pnące, które wg instrukcji przycina się w kwietniu, owszem skróciłam znacznie, ale nie miało to nic wspólnego z pielęgnacją, tylko, jak co roku, z wycięciem wymarzniętych pędów, czyli prawie przy ziemi. Odkrycie roślin w ogródku pozwoliło wreszcie zobaczyć wiosnę. Wiem, że nikomu nie zaimponuję, co najwyżej opóźnieniami w wegetacji:) ale trzeba się cieszyć z tego, co się ma!
Ukochane, bo mało wybredne floksy, które kwitną we wszystkich możliwych kolorach przez całe lato do późnej jesieni, już się zabrały do roboty:

przyczajone prymule:

hiacynty tuż, tuż:

no i oczywiście, jak przystało na Pensjonacik pod tulipanem - tulipanki:

Ale jeśli ktoś myśli, że nazwa pochodzi od łanów tychże kwiatów, to czeka go rozczarowanie:) Tulipanków u nas kilka na krzyż, nazwa pochodzi od mojego ulubionego motywu zdobniczego, a prawdziwe tulipany nie bardzo chcą u nas rosnąć, nawet im chyba za zimno.

Osobiście uwielbiam rośliny, wokół których nie trzeba za dużo chodzić, nie trzeba specjalnie ogacać, czyli mrozu się nie boją. Róże stanowią wyjątek, a to z racji, że pięknie i dłuuugo kwitną, więc gotowa jestem się dla nich poświęcać, a najbardziej niesamowite są te liście zielone nawet pod śniegiem, rosnące cały czas w cieniu a na wiosnę pięknie na różowo kwitnące

czyli bergenia

no i bez, znaczy się lilak, wystawia już pąki do słońca:

ale tak naprawdę najpierwsze oznaki wiosny to… wyłażące zewsząd największe cholery. Nie do zwalczenia. Perz i … no właśnie nie pamiętam, jak to się nazywa, nie mogę nigdzie w internecie znaleźć tej zarazy, za to wokół nas już jej pełno.

To najgorszy chwast ze wszystkich. Kilka metrów pod ziemią ciągną się sznury korzeni łączące poszczególne okazy nadziemne. Wydaje ci się, że wszystko wyrwałeś z najgłębszych warstw, a za dni parę w najlepsze wyłażą od nowa.

Z okazji wiosny przyjechał do nas transport naszych rzeczy z warszawskiego mieszkania a raczej piwnicy i strychu, bo wiosna to świetny czas na eksmisję:)

Problem w tym, że my wszystko już mamy, nawet wyposażenie do nieistniejącego jeszcze obiektu turystycznego „Domek na górce” i warszawski dobytek nam na nic. Może sobie jakieś dzikie wysypisko zrobimy:) A propos! Z wysypiskiem na skarpie walczymy dalej, a mnie, gdy zamykam oczy przed snem, pod powiekami wyłażą szkła z ziemi i zbieram je nawet przez sen. Dam znać, kiedy będzie mnie można zacząć odwiedzać w psychiatryku;)

Ilość dobrych ubrań wyrzuconych przez sąsiadów jest porażająca. Mamy podejrzenie, że dostawali je z opieki społecznej. Średnio raz na kilkanaście minut podczas sprzątania, raz jedno, raz drugie z nas odgraża się, co to nie zrobimy sąsiadom, a potem nam na trochę przechodzi, by znowu się wzbudzić. Robert najbardziej się rozjuszył, gdy znalazł pęknięty akumulator, z którego kwas wyciekł do nadrzecznej ziemi. Szkoda, by nie było dla nich z tego żadnej nauki. Jeszcze myślimy nad najlepszym rozwiązaniem. Jedyny pożytek z tego taki, że koty mają więcej towarzystwa. A po Burasku sądząc, w następnym pokoleniu zawadzkie koty będą chodzić na dwóch nogach! Bo jak wiadomo na dwóch lepsza perspektywa!

W ramach wiosny odmarzło wreszcie bagienko za ogrodem

ale jezioro niestety w zimowej formie (na zdjęciu wyżej z ogniskiem do podpalenia). Biedne kaczki - widzimy jak szykują się do lądowania na jeziorze, po czym w ostatniej chwili zawiedzione wzbijają się z powrotem w górę. A po dokarmianiu ptaków w ogrodzie zostało drzewko ze smętnymi resztkami słoniny, na której czasem ktoś jeszcze zwiśnie. Wokół karmnika.. wysypisko:) Ciekawe co nam tam wyrośnie.

Wiosna, wiosną, ale trzeba już myśleć o zimie;) Drewutnia pełna po brzegi, a Robert układa drugi krąg drewna

Ptaki śpiewają jak głupie, wciąż lecą żurawie, tym razem na północ,

a za płotem wciąż ogromnie ciekawe rzeczy

A po zimie nie wytrzymał myśliwski mostek w dolinie rzeki…

*PS: gdy napisałam te słowa, Robert zawołał mnie, abym „coś zobaczyła”. Podobno po kalenicy pensjonatu chodziła pliszka, ale gdy przyszłam, już jej nie było, a co nie na własne oczy, w niusie niet:)

PS. z niedzieli z rana - z cicha pęk (a właściwie pąk:)) przez noc zakwitł pierwszy kolorowy kwiatek a pliszka już naoczna, choć tak skacze, że trudno ją zdybać

Komentarze

Monika, 2011/04/02 21:52
A czy w skład niepotrzebnych gratów warszawskich wchodzą jakieś drewniane? :-))))A burasek NA PEWNO ma w genach jakąś surykatkę. Może mama na Animal Planet się zapatrzyła ...
ania, 2011/04/02 22:23
Drewniane są, w tym moje śmietnikowe znaleziska, które stały przed piwnicą, bo już się w niej nie mieściły, a w piwnicy robili remont i trzeba ją było opróżnić, ale te już wliczone w przyszły wystrój nowego obiektu - o drewnianych pogadamy, jak skończę urządzać i mi coś zostanie (co niewątpliwie się stanie:) tylko KIEDY???) A matka Buraska to chyba że gdzieś przez okno podpatrywała surykatki w TV.
zośka, 2011/04/04 16:38
Te grasujące pędy wyglądają trochę jak odrosty malin, a to faktycznie cholerstwo okropne i rozrasta się z prędkością światła... Ale może się mylę :)
ania, 2011/04/04 21:51
o nie, nie, nie, z malinami to nie ma nic wspólnego, maliny to przy tej zarazie niewinny chwaścik. To roślina zielna, wieloletnia, dwuliścienna a pod ziemią ma sznury podziemnych rozłogów ciągnące się kilometrami.
OLQA, 2011/04/05 14:41
To cholerrstwo to zdaje się podagrycznik, bo tez z nim walczę bezskutecznie ale ponieważ na razie zajmuje rzadko używaną część działki jakoś dajemy radę, pozdrawiam serdecznie:)
ania, 2011/04/05 15:00
O! O to chodziło! PODAGRYCZNIK, zmora ogrodników, perz przy nim to bajka. Żaden Roundup mu nie straszny. Jedyne co można to ukręcić mu łeb i w tym miejscu przez tydzień ma się spokój;) Dzięki!
Wielkopolanie , 2011/04/07 00:03
Proszę mnie wpisać na listę bezskutecznie walczących z podagrycznikiem - też mnie ta zaraza gnębi...i co gorsza wygrywa w nierównej walce :( Kłącza jak makaron i kruche jak świeże szparagi - chyba tylko przekopywanie widłami amerykańskimi i przesiewanie ziemi sitkiem ;)
zośka, 2011/04/07 09:56
To może skoro nie da się z podagrycznikiem po dobroci, to go wykorzystać i zjeść? http://survival.strefa.pl/r/index_rja_sa_podagrycznik.htm Przypadkiem znalazłam, bo chciałam zobaczyć jak wygląda dojrzała roślina, nie miałam pojęcia że to się na sałatkę na przykład nadaje :)
ania, 2011/04/07 13:04
Kiedyś świętej pamięci teściowa podjęła walkę na kawałku naszego ogródka - skopała wgłąb i przesiała, a na granicy przesianej ziemi wkopała folię budowlaną, taką grubą, żeby zaraza nie wlazła z ziemi obok - owszem przez jeden sezon był spokój:( potem pędy podziemne przedziurawiły folię. A sałatkę może i owszem, ale pułk wojska dzień w dzień można by karmić:)
Tess, 2011/04/08 15:21
Ja mam do podagrycznika podejście filozoficzne. Wyplenić się tego nie da, to trzeba...polubić. W cienistej części ogrodu, gdzie na poszyciu nic prócz mchu i rzeczonego zielska nie rośnie po prostu je kosimy. I tworzy śliczne, zielone runo ogrodowe:-))) No i jest pożytek w sałatkach. Pozdrawiamy serdecznie! Żuławscy osadnicy
bea , 2011/04/12 09:47
I ja mam to zielsko. Podobnie jak kolezanka wyzej - w beznadziejych, ciemnych miejscach ogrodu pozwalam mu rosnac. I wiesz Aniu ...nie chce Cie zalamywac ale u mnie bez juz kwitnie i jablonka kwitnie a zonkile juz przekwitly. A trawa zieloniutka i juz po pierwszym koszeniu. Na wyspie troche cieplej jednak. A burasek jak swistak - wiosny wypatruje :) pozdrawiam!
Skomentuj:
BIPBZ
 
 
z_oporami_ale_jednak.txt · ostatnio zmienione: 2013/10/20 20:26 (edycja zewnętrzna)
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika