4 grudnia 2011

Zamykamy nasz teatrzyk

U nas wciąż jesień, choć są tacy, co straszą zimą od przyszłego tygodnia. Inni mówią, że śniegu nie będzie do świąt. Myśliwi dają czadu, aż psa zgubili. Zadzwoniła dziś Basia, co hotel buduje, czy nie znamy w okolicy innego husky'ego, niż ten z Cichej Wólki, bo do niej się przybłąkał z raną na udzie. Na szczęście przybłąkali się też zaraz właściciele i jak się okazało psa zranił dzik. Co za kretyni husky'ego biorą do polowań i to w dodatku na dziki? Zresztą co za pytanie. Myśliwi równa się kretyni. Sorry, nie zmienię zdania, jak ktoś urażony, niech jeszcze raz przemyśli.

Wczoraj nawet wyszło słonko i nasze psy dostały amoku ze szczęścia. Niestety dziś znowu buro.

aż trudno ostrość złapać:)

Robert od rana próbuje zbudować Miśkowi budę. Wciąż nie wiemy, jaki jest status Miśka, sądzę, że sąsiedzi chcą go poznać osobiście i dopiero podjąć decyzję. A będą tu na Gwiazdkę. Będzie co będzie. Do Gwiazdki Misiek musi mieć budę, bo pani Wanda na dzień zamyka go w zagrodzie (teren u sąsiadów nie jest szczelnie ogrodzony i nie chce, by Misiek się zaczął szwendać po okolicy). Pies nawet nie ma się gdzie położyć, poza mokrą ziemią. Robert podszedł do sprawy naukowo, wymierzył Miśka, znalazł w internecie wytyczne i pojechał budować budę. Na górkę. Półfabrykat budy zawiezie Miśkowi i na miejscu wykończy.

A na budowie sprawy się domykają przed zimą.

Jedna strona szczytu ukończona całkiem, łącznie z pazdurem. Stanęło na kocie, bo ma odpowiednią szerokość i pazurkami elegancko zasłonił nierówności przy kalenicy. Takie same pazurki zakryły wystające elementy, które należy chronić przed deszczem. Wyszły z tego ozdobne falbanki, których w planie nie było, ale jak wiadomo, plan powstaje w miarę realizacji:) Mnie się podoba.

Przypominam nasze pazdury w obecnym obejściu:

kaczki na stodole, które, gdy je Robert dawno temu zainstalował, zostały obszczekane przez nasze arcyinteligentne psy

kwiatki na pensjonacie

i tulipanki na naszym domu - jeden w obiektywie Aurelii

No i koniec tego dobrego.

Widok przez bramę zabity dechami.

Póki co, na zimę, żeby nie hulał wiatr po stodole, bo w tej części nie ma jeszcze wewnętrznych ścian, a będzie tu magazyn budulca i wyposażenia na zaś. Taka się normalna stodoła zrobiła. A wiecie, że ma 18 m długości!? Kawał chałupy. Pan Roman uważa, że w środku trzeba łóżka postawić i po kilkanaście osób położyć w jednej części:) Wracając do widoku. Jak wiadomo ma tu być wiata i widok na przestrzał, bo ten widok na puszczę to największa atrakcja domku. Marzy mi się kiedyś bania z bąbelkami z której będzie można podziwiać ten widok,

ale na czas zimy i zawieruchy, czy choćby na czas niesprzyjającego wiatru, coby nie siedzieć w przeciągu, trzeba czymś będzie tę bramę zamykać. Otwór jest przeogromny, jak to wrota stodoły, a musi być przeszklony tak, by było bezpiecznie i w konwencji, i to z dwóch stron. Przez zimę będę myśleć, chyba że macie jakieś pomysła? Póki co Robert szykuje żeliwne okienka, znaczy odskrobane maluje i będzie szklił, żeby zamknąć okna w stodole.

Szopa na drewno i dachówki również zabita dechami i wzmocniona, bo jak się okazało, po ostatniej wichurze też ucierpiała.

Patrzymy na te nasze włości i myślimy, jak tu będzie bez tych gustownych szop i komórek:) Ale na razie muszą być.

Robert planuje w przyszłości jeden porządny garaż na gruzie z romantycznej dwójki 2. To doprawdy niesamowite, jaką niektórzy mają fantazję! Żeby w pokoju wylać na gołą ziemię miejscami ponad 30 cm betonowej wylewki…! I to wszystko trzeba było skuć na piechotę!

na razie gruz leży za jedną z szopek

W naszym domu też były takie fantazyjne pomysły. W miejscu, gdzie teraz siedzę i stukam w klawiaturę, była tzw. łazienka. Oznaczało to wydzieloną z pokoju kiszkę, w której też wylano beton na gołą ziemię, więc chyba zimą mokre nóżki się przyklejały do podłogi. W owej wąskiej (na szerokość drzwi) kiszce, pewnie w kolejności używania, jedne za drugim stały: kibel, umywalka, prysznic, a rura od kibla przechodziła do piwnicy, następnie zwężała się i przez okno wychodziła na ogródek. Nie wiem, co za krasnoludki były w tej rurze zatrudnione do rozdrabniania spraw grubszych, by w tę chudszą rurę się mieściły, nie mówiąc o ogródku… Można sobie obejrzeć, jak wyglądało miejsce po wyburzeniu tej "łazienki" i jeszcze tu.

Jak ja bym już chciała otworzyć ten teatrzyk! Marzy mi się porządek, choć nie powiem, wczoraj cały dzień doprowadzałam dom do użytku, wymiotłam tonę piachu i kotów (jak się nazywają koty z kociej sierści, a jak z psiej?), co przy wciąż czystych, z racji braku much i kanapy, z której Lodzia mogłaby ślinić szyby, oknami, daje prawie świąteczne porządki, gdyby nie to, że wszędzie składowisko, magazyn, przechowalnia i warsztat… W salonie komputerowym niczym w sklepie z lampami - leży i czeka na zmiłowanie zakupione na Allegro oświetlenie do niemogącego doczekać mieszkania w Olecku plus przy okazji zakupione piękne, cynkowane lampy podwórzowe na górkę. Wyjątkowo żadna robota galeryjna nie wala się po podłodze, bo jak wiadomo, o tej porze roku nasz salon z komputerami, z kanapą dużego uszatego i posłaniami małych, żółtych, z których korzystają, gdy ja przy komputerze, zamienia się w pracownię. W łazience z kolei wciąż piętrzy się pranie. Na rozłożonych wieszakach i na patykach przy piecu wciąż coś się suszy z braku słonka na lince Belfegora - całe szczęście, że zlikwidowali po dwóch miesiącach (kolejny już w tym miejscu) ciuchland przy gabinecie w Olecku, bo co wtorek wracałam objuczona „okazjami” a i tak nadal nie mogę uporać się z praniem „szmat dużych”. No ale sami powiedzcie, jak można nie brać takich pięknych powłoczek, kap, poduszek, koców… po złotówce za sztukę! I tak, w pokoju dzieci, warsztat oporządzania okienek do nowej stodoły,

koło łóżeczka Gucia wieszak do malowania,

a także magazyn dywanów, kołder, szmat wszelakich oraz wyposażenia wiaty obecnej i przyszłej.

W moim gabinecie/pokoju gościnnym…

…zakupione niegdyś ręczniki do kompletów, upolowane prześcieradła, poszwy, ręcznie wyszywane powłoczki na poduszki…

Nie ma gdzie już tego chować, czekają więc z utęsknieniem na domek - na puste podłogi, łóżka, na nowe/stare szafy i komody.

A teraz, gdy piszę te słowa, na dworze grzmi, błyska i pada śnieg z deszczem!:(

trzeba się więc schronić w ramionach panusia:)

A poza tym informuję, że wciąż mamy wolny apartament (4-5 osobowy) na Sylwestra. A może ktoś chciałby na święta przyjechać? Nawet żarło pyszne możemy załatwić!:)

Komentarze

Tess, 2011/12/04 21:40
Aniu - kocham Was za to, co robicie dla zwierzaków! Subiektywnie i obiektywnie wraz! I żałuję okrutnie, że nie możemy się na święta wyrwać, bo przydałaby nam się oddech. Ale Ciocio-Babć na świąteczny czas zostawić nie możemy. Ech. Życie!
ania, 2011/12/05 00:12
Szkoooda! (a ja Was kocham za to samo:))
Ewa U., 2011/12/04 22:47
Koty z psiej sierści to psoty przecież!
ania, 2011/12/05 00:13
:) Racja!
Skomentuj:
CFTUD
 
 
zamykamy_nasz_teatrzyk.txt · ostatnio zmienione: 2015/02/12 01:06 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika