7 maja 2013

Zaniedbany finisz w oleckim mieszkaniu

Zaniedbany, bo przypadł na nerwowy okres, a poza tym wlókł się od 2008 roku, w dodatku koniec nie był spektakularny czyli z wystrojem, którym się można pochwalić. Jednakowoż skoro dotychczasowe remontowane przez nas mieszkania zasługiwały na nius wieńczący dzieło, to i to niech ma. Dlatego dziś spóźniony nius o remoncie lokum, w którym od 4,5 lat mam gabinet.

A było tak:

Po ponad pół roku wynajmowania lokalu na gabinet uznałam, że za to, co zapłacę wynajmującemu przez najbliższe lata, równie dobrze mogę kupić małe mieszkanko, które w Olecku nie powinno być drogie, zwłaszcza jeśli kupię jakieś zrujnowane. Więc rozpoczęłam poszukiwania w internecie i zaraz znalazłam, na jakimś lokalnym forum ogłoszeniowym, co już zdawało się znakiem z niebios. Ogłoszenie było stare, chyba sprzed roku, ale z głupia frant zadzwoniłam, bo wydawało się idealne dla moich potrzeb. Było na parterze, blisko rynku, czyli w samym centrum Olecka, w dodatku miało dwa wejścia - od podwórza, co gwarantowało dyskrecję pacjentom, i z klatki czyli od ulicy na poziomie drzwi wejściowych do kamienicy. Od czasu zamieszczenia ogłoszenia właściciele mieszkający na drugim końcu Polski wahali się, czy rzeczywiście sprzedać, odmawiali potencjalnym kupcom, potem wpis się przedawnił i usunął w internetowy niebyt, ale jak go odgrzebałam i zadzwoniłam, uznali, że to znak, iż nadszedł czas.
Ja z kolei, gdy po raz pierwszy zobaczyłam mieszkanie, uznałam, że czekało specjalnie na mnie! Po prostu było idealne:

Pomimo niewielkiego metrażu (ok. 38 m kw), aż się prosiło, by podzielić je na dwa. Na mój gabinet (z wejściem od podwórza) do którego jak ulał pasowało WC znajdujące się poza mieszkaniem. Oraz na zarabiające na gabinet samodzielne mieszkanko z wejściem z drugiej strony - z klatki. Należało zbudować łazienkę, co było możliwe i nawet dość proste, bo pod mieszkaniem znajduje się obszerna, przynależna do niego piwnica z odejściem kanalizacji, oraz wydzielić aneks kuchenny w dużym pokoju. Z racji na wejście prawie z ulicy i nisko nad chodnikiem położone okna, prosiło się o wynajem na lokal użytkowy, jednak bez utraty możliwości, by pozostało zwykłym lokalem mieszkalnym.

Tak to wyglądało:

Kuchnia, do której wchodziło się bezpośrednio z ganku i w której była kuchnia kaflowa:

drzwi kuchenne na podwórze

widok z kuchni na dalsze pokoje

widok z pokoju na kuchnię

Wyjście z kuchni przez ganek na podwórze było (i nadal tak jest) na przeciwko wejścia do WC, w którym stał tylko kibelek (myło się w zlewie w kuchni):

taka cudowna rura biegła w WC

Dalej ciemny (z oknem wychodzącym na ścianę sąsiedniej kamienicy) pokój przechodni pomiędzy kuchnią a dużym pokojem:

tu widok przez ten pokój na kuchnię - zdjęcie zrobione w drzwiach między pokojami

drzwi do drugiego pokoju

okno z widokiem na ścianę i drzwi do kuchni

oraz duży pokój z wejściem bezpośrednio z klatki (w mieszkaniu nie ma żadnego korytarza, poza korytarzykiem biegnącym z ganku, ale jest on poza powierzchnią mieszkania):

widok na dwa okna i drzwi wejściowe

widok na przejście przez pokój przechodni do kuchni (obecnie na tej ścianie jest ciąg kuchenny)

W ramach remontu trzeba było powiększyć pomieszczenie w którym była kuchnia, by zrobić w niego porządny gabinet. Oznaczało to przesunięcie ściany, przez co zmniejszył się pokój przechodni a okno z niego wylądowało w gabinecie. Następnie na uszczuplonej powierzchni pokoju przechodniego zbudować małą łazienkę oraz korytarzyk prowadzący z pokoju do łazienki i do mojego gabinetu. Na różnych etapach przebudowa kuchni i pokoju przechodniego wyglądała tak:

Oczywiście w całym mieszkaniu musiały być zdjęte nie nadające się do ponownego użycia deski podłogowe na przemian z płytami pilśniowymi, zrobione ocieplenie i nowa wylewka pod nowe deski lub terakotę

Rozebrana ściana między kuchnią a pokojem przechodnim, pomimo że nie była to ściana nośna, spowodowała, że mieliśmy dziurę w suficie i widzieliśmy podłogę sąsiada od spodu:

miejsce po kuchni kaflowej i wisząca w powietrzu rura kanalizacyjna sąsiada, do której podłączony był też zlew u nas

dziura do sąsiada z góry:) - w tym miejscu jest teraz drewniana belka nośna

kucie ścian i stropu piwnicy pod rury w przyszłej łazience:

wylewka pod podłogę w łazience i korytarzyku

wylewka w kuchni

Duży pokój, poza rozbiórką pieca, przeszedł to samo co cała reszta: robienie nowej wylewki i podłogi, wyrównywanie tynków, które częściowo trzeba było skuć i zrobić od nowa, malowanie ścian, oskrobanie z farby starych skrzynkowych okien i zaolejowanie ich, oraz wstawienie uszczelek, to samo z drzwiami między pokojami, wyszlifowanie drewnianych parapetów, zainstalowanie nowych drzwi wejściowych od strony klatki oraz nowa elektryka, ogrzewanie promiennikami sufitowymi, hydraulika do aneksu kuchennego (do zlewu i pralki)

promienniki w dużym pokoju, jak i w reszcie pomieszczeń założone były na początku remontu, by było jak suszyć wylewki

A tak mieszkanie wygląda po remoncie:

W tej chwili przejście między gabinetem a resztą mieszkania jest „zamurowane” - od strony gabinetu są wciąż drzwi ale otwór drzwiowy od drugiej strony jest zatkany grubą wełną mineralną i płytą, by nic nie było słychać. W każdej chwili można z powrotem połączyć obie części mieszkania.

Gabinet, który został wykończony zimą 2008/2009:

tam, gdzie zaczyna się wnęka po prawej stronie, w której stoi bambusowy fotel, była ściana między kuchnią a pokojem przechodnim

W gabinecie jest podłoga z olejowanych desek.

WC z wejściem vis a vis wejścia do gabinetu:

kompaktowy kibel też z odzysku:) - w mieszkaniu mojej mamy zmienili rurę kanalizacyjną i przez to całkiem nowy sedes z warszawskiego na poznański, a my nie zmienialiśmy położenia rury kanalizacyjnej, dzięki czemu warszawski sedes nie zmarnował się!

oczywiście wszystkie kafle made in Galeria Wiejska

Mieszkanie na wynajem zostało wynajęte zanim je wykończyliśmy. Za naszą zgodą dostosowano je do lokatora, którym jest starszy pan, dlatego zdjęcia (które już znacie) obrazują tylko stan, do którego my je doprowadziliśmy w dniu 1 kwietnia:

Łazienka z naszymi kafelkami i malunkami, nasza wanna, sedes. Umywalka, lustro przybyły dopiero wraz z lokatorem:

Podłoga w korytarzyku przy łazience:

Wyłożona m.in. moimi dekorami ściana nad blatem kuchennym (całe wyposażenie kuchni również zostało zainstalowane przez wynajmujących):

Duży pokój pomalowany jest na jasny seledynowy kolor, najlepszy do pokoi od północnej strony. Z myślą o jakiejś cichej działalności w tym pokoju, na podłodze jest posadzka, na której leży teraz duży dywan.

Mieszkanie znajduje się w małej poniemieckiej kamienicy, obecnie, za sprawą wspólnoty mieszkaniowej, wyremontowanej. Jest nowa elewacja, teren podwórza został zagospodarowany i podzielony między mieszkańców na ogródki/trawniki przydomowe.
Nie wiem ile kosztował nas remont - najwięcej poszło na ogrzewanie promiennikami (gazu w kamienicy nie ma, kuchenka jest na butlę), nowe instalacje, ale z racji na prowincję specjaliści nie byli drodzy, największy udział w kosztach miały materiały, a reszta jak zwykle własnym sumptem, łącznie z kafelkami w WC z recyklingu (skute przez sąsiadkę i ponownie poszkliwone przeze mnie).
To mieszkanie jest przede wszystkim przykładem „nieruchomości o szczebel wyżej” - jej wartość znacznie wzrosła nie tylko z powodu zrobienia z niej pełnowartościowego mieszkania, ale i zmian w kamienicy (w ciągu ostatnich 4 lat oprócz elewacji wyremontowano klatkę i jedyne wśród własnościowych mieszkanie komunalne, w którym zamieszkali kulturalni lokatorzy), wokół domu oraz w tej części miasta, przez co nasza kamienica znalazła się w ścisłym centrum. Jedno mogę powiedzieć - mam w życiu szczęście do nieruchomości! A może to po prostu kwestia wyobraźni?;)

A tak poza tym zapraszam do mieszkanicznika od podszewki gdzie o inwestowaniu w nieruchomości, gdzie dokonania różnych zwolenników fridomii i gdzie pokazują też nasze:)

PS. Nius majówkowy może jutro. Było fajnie!

powrót do: Nasze wnętrza

Komentarze

Monika, North Carolina, 2013/05/08 14:30
Nooo... Jak sie oglada te Wasze wszystkie posiadlosci, nieruchomosci i wlosci - to az sie czlowiek zachwyca! Bardzo utalentowani jestescie, ze z malo ciekawych wnetrz tworzycie naprawde piekne przytulne, eleganckie miejsca do zycia. Wielkie gratulacje!
ania, 2013/05/08 16:06
Gdy przeczytałam, co napisałaś, pomyślałam, że przeciętny czytelnik uzna nas za baaardzo bogatych. A my po prostu wyznajemy prostą zasadę, że pieniądze z nieruchomości inwestuje się w nieruchomości. Wiem, że nie wszyscy mają takie szczęście, ale wielu znam, co dziedziczą mieszkanie, działkę np. po dziadkach, więc mogą tak jak my. Pieniądze ze sprzedaży jakiejkolwiek nieruchomości (działki rekreacyjnej na którą nikt już nie ma siły, odziedziczonej ziemi po babci..) są przeznaczane na zakup innej nieruchomości, która ma przynosić zyski. Ci, którzy nie mają tyle szczęścia, by odziedziczyć nieruchomość, mogą kupić małe mieszkanko na kredyt i wynająć a z wynajmu kredyt spłacać - na tym m.in. opiera się filozofia fridomii, do której dałam link. Kredyt "spłaci się sam", a spłacona nieruchomość zasili majątek (choćby nawet naszych dzieci, które ją po nas odziedziczą) i będzie odtąd tworzyć czysty zysk. To u nas jeszcze mało popularne, ale w świecie bardzo: albo żyje się z wynajmowania niedużych mieszkań, które okazyjnie się kupuje i remontuje lub zamienia duże mieszkanie po babci na dwa mniejsze, z których wynajmu łącznie większy zysk, albo kupuje się tanie, zrujnowane nieruchomości, które po remoncie sprzedaje się z dużym zyskiem, albo kupuje się dom na kredyt, następnie w suterynie albo na którymś piętrze tworzy niezależne mieszkanie na wynajem, które kredyt spłaca, albo kupuje zrujnowane siedlisko na wsi i robi w nim pensjonat:)...
Monika, North Carolina, 2013/05/08 22:52
Wolno myslec "przecietnemu czytelnikowi" co chce na temat Waszego bogactwa... W tzw. dzisiejszych czasach roznie to przeciez z tym bywa ;)))
Mysle, ze wiekszosc rozsadnych ludzi rozumie, ze inwestycje kazdy robi na miare swych mozliwosci i sam odpowiada glowa, kredytem i praca za to, co posiada. Zelazna regula pozostaje: kupic taniej, zainwestowac prace i pieniadze, aby wynajac drozej, niz bylo "warte" na poczatku. Niezmiennie zachwycam sie Waszymi stanami nieruchomosci "przed i po", bo to daje obraz prawdziwych osiagniec, pracowitosci, pomyslowosci, dobrego smaku i gwarantuje efekt zysku. A to nie kazdy przeciez potrafi. Za to skladam szczere gratulacje.
Ewa U., 2013/05/08 23:46
No właśnie. Uroda i świeżość Waszych aranżacji są zachwycające, a ja uwielbiam zdjęcia "przed" i "po". To mnie inspiruje i zaraz łapię jakąś starą szafkę, czy inny kredens i skrobię.
Przecież każdy widzi, że te fugi są złote!
Skomentuj:
LPOJJ
 
 
zaniedbany_finisz_w_oleckim_mieszkaniu.txt · ostatnio zmienione: 2017/12/09 13:29 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika