22 sierpnia 2015

Zanim nadejdzie Gustaw

Gucio wylatuje za kilka godzin z Marsylii i przyjeżdża jutro w nocy do Zawad. Spieszę więc donieść co u nas, bo potem nie będzie kiedy. Szkoda, że dopiero teraz, bo w gościach czekają na Gustawa francuskie dzieci a we wtorek już wyjeżdżają. Francuskie a z Berlina. Tak się porobiło na tym świecie…
Upały się skończyły, przyszły zimne noce, a deszczu jak nie ma, tak nie ma. Codzienne podlewanie obydwu obejść wychodzi nam już bokiem. Nie mówiąc o wodzie. Jezioro się wychłodziło, zima za pasem…

przyjechało więc drewno na opał

Ale od początku. Najpierw o gościach, tych od muzyków. Dopiero jak wyjechali, dowiedziałam się o nich więcej, oczywiście z fejsbuka;) Klawiszowiec ze zdjęcia gra z Gienkiem Loską a resztę zacytuję z oficjalnej strony Gienek Loska Band na FB: M a r c i n M ł y n a r c z y k - klawiszowiec, od wielu lat związany z krakowską sceną muzyczną. Występował i występuje w zespołach min. Czarne Korki, Yoda, Blues Obsession. Współpracuje z wieloma cenionymi artystami, min. Marcinem Świetlickim, Michałem Zabłockim, Małgorzatą „Teklą” Tekiel. Kompozytor muzyki filmowej „Księżyc to Żyd”, „Jotka”.
A z tym drugim od gitary, czyli Alkiem Sroką grają w The Fuse. Posłuchajcie tylko! Jakby żywcem wyjęte z Radia Wolne Zawady!

No a potem dostałam od żony pierwszego, Agnieszki, piękne zdjęcia. Taki to zawadzki już obyczaj, że goście przysyłają mi po powrocie do domu swoje fotki z pobytu u nas. Piękny obyczaj!

więcej w albumie Piękne zdjęcia od p. Agnieszki i Nasze najstarsze dziadki w obiektywie gości

A oprócz tego ukradłam z ich profili na FB:

ognisko pod gwiazdami

i panoramki z naszej kuchni:) Fajne, nie?

Najprzykrzejsza wiadomość jest taka, że skończył mi się urlop. We wtorek wróciłam do pracy w gabinecie, a w środę zasiadłam w fotelu przy telefonie… czekam 10 minut… i nic. Wcześniej padł nam internet, ale specjalnie do pracy mam telefon analogowy, żeby być niezależna od sieci, więc mi nie przyszło do głowy, że telefon nie działa też. Pacjentka zaczęła słać esemesy z Anglii, co się dzieje, czy to na pewno dziś ten cudowny dzień, gdy pierwszy raz po przerwie mamy rozmawiać… Inną zawiadomiłam tą samą drogą, ale z trzema osobami niestety nie miałam innego kontaktu, jak przez internet, który nie działał, więc biedne już myślały, że mnie na wakacjach trafił szlag. Biedne, bo kompletnie zapomniałam, że przecież mogę wysłać mejla komórką z konta, które mam na gmailu, a którego prawie nie używam, dlatego zapomniałam. Wstukałam cierpliwie treść mejli w komórce, wysłałam i… oczywiście w tym momencie włączyli telefon i internet, a było 10 minut do końca mojej pracy tego dnia. To się nazywa złośliwość losu, ewentualnie Orange'a, od którego, czego właśnie doświadczyłam, jestem totalnie zależna, jeśli chodzi o pracowanie:( Oni mają awarię, a ja włosy rwę z głowy. I oczywiście moja niedziela w czwartek poszła się… Pracowałam zamiast upiornej środy, gdy biegałam i sprawdzałam, czy już naprawili.

a rwąc włosy robiłam zdjęcia z fotela;)

Poza tym mieliśmy cień nadziei, że Białka się znajdzie, bo jedna z warszawskich sąsiadek ze wsi doniosła, że w nocy słyszała dzwoneczek. Najpierw ja obeszłam wszystko dookoła nasłuchując i nawołując. Potem Robert objechał pole kukurydzy po nocy, za domem gdzie dzwoneczek słyszano, wsłuchując się uporczywie. Było to z tydzień, może 10 dni temu. A przedwczoraj inna warszawska sąsiadka doniosła Agnieszce ze skrzyżowania, że gdy wstała przed świtem, natknęła się na dwa ogromne psy, w tym jeden z dzwonkiem. I nadzieja prysła. Zresztą było dość nieprawdopodobne, że Białka wybrała wolność i szlaja się po polu kukurydzy 1,5 km od domu, zamiast wrócić. Ale tym samym już wiemy, że psy sąsiadów po nocach włóczą się gdzie chcą, mimo siatki, która miała je przed tym powstrzymać, a tylko szpeci i zagradza jezioro.

na pocieszenie Burasek, któremu ostatnio goście dogadzali, ale koniec tego dobrego, bo na górkę jutro przyjeżdżają trzy goldeny…

W międzyczasie Robert i pomocnicy wyremontowali dach na drewutni, bo krzywy nieco był:

ale dachówki już Robert sam układał, bo pomocnicy rozpłynęli się we mgle, a raczej w oparach, czyli tutejsza klasyka gatunku:(

Pamiętacie malutką Tosię, która spała na garstce siana nad jeziorem, gdy rąbali dziurę w lodzie? No więc Tosia już jest całkiem dorosła

a Lodzia skorzystała z okazji, że Tosia ją odwiedziła, bo jak wiadomo z tymi starymi dziadami to już nie ma o czym gadać

więcej psiego szaleństwa w albumie Do Lodzi przyszła koleżanka Tosia

No i zbliżamy się do końca sezonu. Od 1 września na razie zajęta tylko dwójka na górce. Znając życie teraz zaczną się rezerwacje na bieżąco, ale już nie będą zajęte wszystkie pokoje.

takie sobie zajawki podwórzowe

No i temat numer jeden - SUSZA. Dziś powiało nadzieją na deszcz. Padał… 2 minuty. Wysechł zanim doleciał. Tylko pranie musiałam zbierać. Więc mógł sobie darować. Tyle że ładne widoczki były:

więcej widoczków w albumie Nadzieja na deszcz...

Do zobaczenia pewnie w nowym roku (szkolnym). Paa!

Komentarze

Asia, 2015/08/30 22:04
Trzy goldeny owszem były, ale koty dawały radę :) Szybko się połapały, kiedy goldeny idą spać i wtedy zaczynały się łowy i buszowanie ;) W dzień starały się nie wchodzić w drogę goniącym goldenom, ale jak raz weszły i dzielny golden kota dogonił (no, prawie ;)), to Buras przybrał właściwą pozycję, wydał odpowiedni dźwięk, machnął groźnie uzbrojona łapą i golden szybciutko się wycofał próbując zachować twarz dosłownie i w przenośni i udając, że nagle kot stał się całkowicie nieinteresujący :D
Dziękujemy za wspaniałe wakacje :) Wkrótce zalejemy Was zdjęciami goldenów na górce :) Tych co to ich siłą trzeba było do Warszawy ciągnąć...
ania, 2015/08/30 22:09
Zdjęcia dowodowe wzbraniających się przed wyjazdem z górki goldenów niebawem!:)
a na zdjęcia goldenów szczęśliwych w Zawadach niecierpliwie czekam i z góry dziękuję!
Skomentuj:
NYMRR
 
 
zanim_nadejdzie_gustaw.txt · ostatnio zmienione: 2015/08/23 00:34 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika