3 czerwca 2017

Zanim nastanie sądny tydzień

Dziś urodziny Roberta. Tort z bitą śmietaną i truskawkami czeka w lodówce gości. I mam nadzieję doczeka na urodzinową herbatę. Nie chcę być nudna, więc tylko wspomnę, że jutro na górce rozpoczyna się ścisły sezon - do września nie ma już dnia, w którym Domek stałby pusty. A dziś było kucie cegieł, z których sypało się w pokojach. Czyli norma. Będzie nocne cekolowanie i malowanie.
W pensjonaciku goście weekendowi okupujący pracownię. Przyjechała Anita z koleżanką robić kafelki do domu na podłogę. Zamówienie na cztery płytki do Sierosławia musi poczekać. Problem w tym, że przyszły tydzień będzie wyjęty z życiorysu. To jeden z takich tygodni, który bym wolała przespać. Położyć się we wtorek i obudzić w swoim łóżku w poniedziałek rano. I żeby, gdy otworzę oczy, okazało się, że wszystko OK. Do tego Robert chory, bo zaraził się warszawska francą, którą przywiozłam od Gucia. Ja wciąż mam zapchane zatoki, więc z pływania na razie nici. Czy wiecie, że już dawno powinnam rozpocząć sezon?? Tylko jak, skoro w nocy przymrozki??:( Dziś o piątej rano, gdy już było słońce…

Też tak macie, że gdy wyjątkowo ciężki czas, to sobie go doprawiacie? Ja w ranach masochizmu na dokładkę zmiażdżyłam sobie palec. Kamieniem, bo chciałam ułożyć kamienne podłoże pod ujęciem wody za domem przy kociej budce. Ziemia tam goła i nieestetycznie. takich nieestetycznych gołych ziem u nas wiele, bo susza przeogromna. Poza tym wciąż coś sumienie gryzie. Jakieś bałagany, budowa nad tulipanem…
pomysł na to, co to za budowla się szykuje za stodołą, mieliście całkiem trafny, większość obstawiała sławojkę. I słusznie. Domek ogrodnika stanie na fundamentach kibla, w miejsce którego swego czasu Robert wlał zastępy bakterii. Kiedyś rósł tam deresz, ale nie dał rady. A domek ogrodnika to rzecz konieczna!

Jak zwykle, gdy jedni harują, inni mają wolne:

No dobrze. Ale przede wszystkim była Krystyna. To moja przyjaciółka ze studiów. Po czym się poznaje przyjaciół? Że można ich nie wiedzieć ponad 10 lat i niczego ten czas między wami nie zmienia. Za to dzięki Krystynie możecie mnie zobaczyć:)

ja w niebieskiej sukience, Krystyna głównie w kwiatki, a moje zdjęcia z tego czasu w albumie Z canonem i Krystyną

Gdy mamy gości prywatnych, spacery zawsze są dłuższe.

większe widoki w albumie Były też widoki na inne jezioro

a Lodzia jest szczęśliwsza:

pojawia się i znika:)

Więcej też obserwacji przyrodniczych. Pisklęcia żurawia z rodzicami nie uwieczniłam, bo miałam ze sobą nie ten aparat, ale za to w jeziorze przyłapałyśmy pływaki:

Na łąkach Czas łubinu :

a bzy przekwitają:(

Na pożegnanie pojechaliśmy wszyscy do Siedliska Szwałk na pyszną wyżerkę dziękczynną dla Roberta, który woził Agnieszce traktorek, a my z Krystyną się podczepiłyśmy:) Te pyszności gotuje Michał, który jeszcze nie tak dawno podobno nie wiedział co to włoszczyzna. Nie do wiary! W poniemieckiej szkole prowadzą agroturystykę i to, czego im zazdroszczę, to takie iwdoki, niezatrute przez żadnych agresywnie panoszących się sąsiadów!

U nas piękny widok tylko patrząc pod pewnym kątem;)

"Pieski zawsze pod opieką" przełażą do nas, wczoraj wyniosły Andrzejowi wiadro z zanętą a dziś zeżarły całą, przez co Andrzej wcześniej wyjechał. On się ich boi. Otworzy sobie wojskową skrzynię na pływające zabawki, żeby w razie czego móc się w niej schować;)

Krystyna wyjechała, przyjechali goście… z Kaliforni! A myślałby kto, że kto mieszka w słonecznej Kaliforni, to nie ma ochoty nigdzie indziej, tymczasem przyjechali specjalnie do nas! (wybierali długo, po odsianiu zostały im trzy miejsca na Mazurach, ostatecznie zostaliśmy wybrańcami!) Prawie udało Wam się zgadnąć, skąd przyjechali!

była jedna pani i trzech panów; gdy Robert tłumaczył co i jak, gdy przyjechali, ją interesowało tylko, jak nazywają się psy:)

a tygrysy wciąż sama słodycz

Tylko Pieso nam zaniemógł w międzyczasie:( Przestał jeść i zrobił się marny. Badania wykazały, że ma się całkiem nieźle jak na 17 lat, tylko trzustka nawala, ale też nie jakoś dramatycznie. Dostał kroplówę, trzy dni na wszelki wypadek chodził z wenflonem i przeszedł na weterynaryjną karmę. Teraz ma się dużo lepiej.

To na koniec pokażę Wam wiatę. Na kwiatki do obu siedlisk, takie w doniczkach, wydaję co roku ok. 400 zł! I to tylko po to, by cieszyły oczy raptem cztery miesiące! Ale co tam, skoro jest tak pięknie!

więcej w albumie W wiacie i nie tylko

No dobrze. Trzymajcie kciuki. Szczególnie w środę, tak jakoś do południa. Potem też, ale możecie już lżej. Za babcię Teresę. Dam znać co i jak, gdy wszystko dobrze się skończy. Musi.

ciche

budowa

Komentarze

Skomentuj:
BXNZX
 
 
zanim_nastanie_sadny_tydziene.txt · ostatnio zmienione: 2017/06/03 17:26 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika