28 października 2016

Zanim przyjedzie Czarli

Czarli przyjedzie jutro, zajmie całe miejsce w niusach, więc ostatni moment. By napisać o pierwszym tygodniu bez Bilbo i o tym, co było, a co śmierć Bibelka wyparła. Bo pierwszy tydzień po śmierci bliskiej istoty, co była zawsze obok, to codzienna konfrontacja z brakiem. I ogarnianie się, by jakoś żyć. Wstawać mimo wszystko, chodzić do pracy, słuchać, myśleć, wypowiadać myśli… Na tym w końcu moja praca polega. Wg ZUSu lżejsza jest od pracy siedzącej. Robert drukował dla znajomej formularz, więc wiem. Moja praca polega na tym, by myśleć i wypowiadać myśli niezależnie od tego, co czuję i co mi się przydarza. Niezależnie od tego, jak jestem rozjechana. Łatwizna;)

tak wygląda droga na górkę rozjechana przez pojazdy zwożące drewno z lasu, a ja mniej-więcej tak się czuję

Wczoraj w nocy minął tydzień. Minęły pierwsze spacery bez Bilbo. Dwa psy a trzy to kolosalna różnica. Kiedyś zresztą o tym pisałam. W końcu dwa to diada, trzy to już grupa. I ten brak Bibelka na drodze, przede mną, za mną, nigdzie. Wracamy znad jeziora, nikt nie goni do miski. Minął pierwszy bez Bilbo powrót z pracy w Olecku. Bilbiaczek był zawsze na straży, reszta mogła zaspać, on, mimo że głuchy, pierwszy się zrywał. I ten jego błysk w oku: „jest, nareszcie!”. Potem pierwsza środa, gdy co 50 minut schodziłam na dół ale tym razem Bilbo nie czekał, aż zejdę i nie tańczył wokół mnie, gdy już zeszłam na dobre, bo póki tylko na przerwę, kładł się z powrotem, wiedząc, że znowu pójdę…

więcej w albumie Jesień nad jeziorem

Pytacie o moją depresję. Tak, wiem, depresja budzi strach. Kojarzy się z niewstawaniem z łóżka, z zawalaniem obowiązków, z otępieniem i lekami. To opis depresji klinicznej. Tymczasem depresja depresji nierówna. Nie mówię o depresji nerwicowej, której zadaniem jest, by zatrzymać człowieka w rozwoju. By powstrzymać krok w dalsze życie. Nie mówię też o depresji, która ma zablokować agresję i seksualność, gdy jawią się jako zbyt groźne. Mówię o depresji związanej ze stratą. Taka depresja w końcu mija, jeśli nie utknie w odwecie albo w poczuciu winy. Poczucie winy to jej nieodzowny element, ale nie minie, jeśli nie zamieni się w potrzebę reparacji (np. zabiłam niechcący psa, uratuję teraz innego). Odwet jest gorszą pułapką. Byłabym w niej, gdybym pozwała panie weterynarki do sądu albo wypisywała na forach oszczerstwa. Dochodzenie sprawiedliwości to nie to samo co odwet, ale wielu się to miesza. No i jeszcze zostaje sposób przeżywania depresji. Nie każdy tonie w smutku. To zależy od osobowości. Jeden jest ciągle wściekły. Drugiego ciągle coś boli, np. kręgosłup. Trzeci wciąż choruje. Czwartemu wszystko już jedno. Piątemu nic się nie chce…
Pytacie który sposób jest mój? Wszystkie. Roberta pierwsze dwa. Tak, obydwoje mamy depresję. Straciliśmy przez ostatnie lata zbyt wiele. Straciliśmy ukochane zwierzaki a także to, po co przyjechaliśmy do Zawad. Spokój i nieskalaną przyrodę. Ja się tu znalazłam dla jeziora, dla dzikiego brzegu, dla widoku. Tymczasem sprowadzili się sąsiedzi i nasrali.

a za kupą nasadzona wierzba energetyczna

Swego czasu Robert napisał do nich list. Napisał, bo pomyślał, że może nie wiedzą tak naprawdę, co czynią. Myślimy swoimi kategoriami. Ich kategorie są inne, więc mają prawo nie wiedzieć. W liście wyjaśnił, że to tak, jakby w tym ważnym dla nich dniu, gdy odświętnie ubrani udają się do Sali Królestwa, zastali na środku sali kupę. Wielką, śmierdzącą kupę. Co tydzień przychodzą i co tydzień ta kupa tam jest. Są wściekli, bo ktoś profanuje tak ważne dla nich miejsce. Ktoś psuje im wzniosły, religijny nastrój. Ktoś nie szanuje ich duchowych potrzeb. Tymczasem oni robią to samo nam. Zrobili wielką kupę na brzegu jeziora. Codziennie psuje nam wzniosły nastrój. Bo nasz Bóg mieszka nad jeziorem, nasz brzeg to nasza Sala Królestwa. A kupa śmierdzi od dwóch lat. I nie możemy jej sprzątnąć.

od jakiegoś czasu sąsiedzi uprawiają pozoranctwo - opitolili krzak rokitnika, który stoi w przejściu, że niby przejście robią (bezpieczne, stałe, itd.)

Robert nie wysłał listu. Odradziłam mu. Nie wierzę we wrażliwość tych ludzi. Mają Jahwe zamiast serca i mózgu. Kolejny list trafiłby w próżnię i zwiększył depresję Roberta. Bo brak sprawczości to jedna więcej cegiełka do. Więc niech Was nie dziwi nasza depresja. Krecik, Białka, Wilkuś, Belfegor, Bilbo… i gówno jehowskie na brzegu.

szajka z Domku na górce (będzie o nich niżej) wraca z nielegalnej penetracji twierdzy;)

Idźmy dalej.

Robert zbudował domki dla domu z bala. Projekt „robi się” ale bale nie doczekają, jeśli zmokną a potem przyjdzie mróz. Przy okazji przewiercił sobie palec na wylot. Po prostu wkręcił wkręta na przestrzał, przykręcił palec do łaty. Jedyne na usprawiedliwienie to zimno. Zgrabiałe palce, w dodatku nieco odnerwione dotychczasowymi wypadkami, nie poczuły. Goi się na nim jak na psie, więc jest już z górki, ale ból fizyczny pomógł mu przeżyć inny ból. Tak, to ten sam mechanizm, co u ludzi, którzy się tną. Tyle, że nieświadomy. Lepszy ból ciała niż duszy. Ból ciała zwycięża ten drugi. Robert oczywiście mówi, że gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą, ale ja wiem swoje.

więcej w albumie Piesokot na stojąco

Gdy już jesteśmy przy bólu. Lodzię przestał boleć kręgosłup. Zaczął „bez powodu” przy wylizywaniu miski po Piesie, minął cztery dni po. Lodzię odwiedziła na chwilę ukochana Doris, nie było wprawdzie długich spacerów, lecz spanie pod kołderką z Doris, więc myślę, że utuliło Lodzię w stracie. Ludzi łapią korzonki i bolą kręgosłupy nagle z dwóch powodów. Gdy się przeforsują fizycznie lub gdy mają jakiś nagły psychiczny krach. Gdy ich coś niespodziewanego walnie. Jestem pewna, że Lodzię walnęła śmierć Bilbo. Pieso głuchy, ale Lodzia słyszała, jak Bilbo umiera. I jest przewodniczką stada, a stado jej zmalało do Piesa. Co do Piesa, Pieso strasznie zdziadział. Najbardziej po śmierci Belfegora.

to nie stado Lodzi, tylko spotkanie z psami z górki, trzeci dzień po śmierci Bilbusia (były u nas, gdy to się stało)

Cztery pieski, kiedyś bezdomne, mieszkały na górce z dwiema paniami, choć psy są jednej z nich, Anety.

Bzik

Harry

trzyłapka Yuka

Piksel

wszystkie razem na łożu w romantycznej dwójce - przywiozły własną pościel

Harry z Pikselem i Bzikiem na naszej łące (Gdzie dwóch się bije…)

Spotkaliśmy się dopiero w niedzielę, na spacerze przed ich wyjazdem. Czasem tak jest - pracuję, pracuję, potem coś się wydarza i nie zdążam spotkać się z gośćmi.

Jedyne światełko w depresji to Miodzio, no i Ksenia, lecz Ksenia daleko, w tym kiepskim stanie muszę sobie przypominać, że jest. A Miodzio przypomina się sam. Jest kochany. Ale im bardziej kochany, tym bardziej się o niego boimy. Oprócz depresji, dostaliśmy paranoi;) Ja w nocy nie mogę zasnąć, dopóki Miodzio nie wróci. No właśnie. Bo Miodzio już ponad tydzień temu rozkminił koci system drzwiczek. I teraz śmiga na dwór, kiedy zachce. A my, jak na rodziców podrostka przystało, uważamy, że jest za mały, by się szlajać po nocy.
No i Pieso. Przez to że głuchy, wszystkiego się boi, trzęsie się bez powodu, do jedzenia trzeba go namawiać, podstawiać, poklepywać. I do tego spadł do piwnicy:( Tyle lat mamy niezabezpieczone schody i nigdy nic się nie stało. A ostatnio Pieso plątał mi się między nogami, gdy wieszałam kurtkę po pracy i nagle słyszę skomlenie i nie ma psa. Zamarłam, patrzę w dół, a on stoi na najniższym schodku. Na szczęście jakoś szczęśliwie zleciał, tylko lekko kuleje na nóżkę, ale teraz nie wejdzie do korytarza, zanim nie zapali się światła. Oczywiście w najbliższym czasie Robert zrobi barierkę. Gucio był na tyle mądry, że nigdy się tam nie wpakował, ale Pieso ostrzegł i Ksenia barierkę mieć będzie. Bo o Ksenię też się boimy. Taka prawda. Im człowiek więcej ma, im bardziej kocha, im bardziej mu zależy, tym bardziej się boi, że straci.
No to tyle o żalu i stracie, o lęku i depresji.

A poza tym, o czym nie było kiedy…

szaleją bobry

(zdjęcia samej tamy w albumie Tama bobrowa na zakręcie )

Robert wraca z piłą, bo bobry ścięły olchę na zakręcie i ledwo się dało przejechać

szaleją pilarze w lesie

szaleją krety

jakiś beszczel na środku podwórka!

ja zaszalałam z wiklinowymi płotkami

płotki przy Domku w albumie Wokół domku wczoraj i Ogródek otoczony!

płotek u nas

tico w ramach walki ze zużytym akumulatorem codziennie się stacza

Robert szaleje z jesiennymi porządkami, żeby nam drewno nie zgniło

no i wciąż jesień, liści na drzewach mało, ale gdy nie pada, wciąż pięknie

więcej w albumie Spacer tylko z dwoma psami:(

To do jutra! Bo jutro przybywa Czarli! (zdjęcia ukradzione ze strony Palucha )

Komentarze

Ewa U., 2016/10/29 00:35
Trzymam kciuki za Czarliego, za Lodzię i Piesa, niech się dogadają.

Im człek starszy, tym więcej smutku w jego życiu. Czy to sprawa doświadczenia? Zmęczenia materiału? Ogólnego upadku wszystkiego?

Ściskam Was i chciałabym pokrzepić, ale nie wiem jak, niestety.
ania, 2016/10/29 00:49
Już krzepisz.
W takich chwilach bardziej krzepiące zrozumienie, towarzyszenie w smutku, niż pocieszanie.
z FB, 2016/10/29 00:46
Ewa N: Strasznie ciągle boli odejście Bilbusia! :'(

Gabriela Z: Bardzo mi przykro ((odejscie ukochanych boli((wiem ze zadne slowa nie pociesza(((smutny news((((
Galeria Wiejska: <3
Gabriela Z: Mysle o was czesto to bardzo ciezki smutny dla was czas((

Kinga G: Czekamy na Czarliego całym komitetem :-D

Jola A: Smutny tekst, bo i temat smutny...:( Bardzo mi przykro z powodu odejścia Bilbusia...

Zeenek N: 3majta się do wiosny :)
Monika Rybak , 2016/10/29 01:32
Ponoć każde,zwłaszcza złe doświadczenie w życiu czemuś służy,czegoś ma nas nauczyć. Poniekąd się zgodzę,tylko czego uczy nas odejście kogoś bliskiego ( nie ważne,że to "tylko" zwierzak...)? Może daje nam do zrozumienia,że my też jesteśmy tu tylko na chwilę i po nas ktoś (może) zapłacze,a potem będzie musiał normalnie żyć dla tych co zostali?


Nostalgia na zdjęciach,nostalgia pomiędzy wierszami ... Taka jesień wszędzie... To minie,szkoda że zły czas to długie dni i godziny,a te dobre chwile uciekają tak szybko...
Monika, North Carolina, 2016/10/29 04:44
Gwoli pokrzepienia, ale nie-wylacznie towarzyszac w smutku:
Po pierwsze - kazda depresja, niestety, spelnia tez dobra role - gdy mija. A wiec podkresla nadejscie (i postrzeganie) lepszych czasow, warunkow, zdarzen. Pozwala wierzyc, ze nie tylko same zlo i smutek rzadza swiatem.
Po drugie - w nasze zycie zawsze i wszedzie KAZDY musi jakos nasrac. Tu czy tam, i wszedzie indziej, pomiedzy. Co nie znaczy, ze powinnismy wylacznie sie godzic z losem. Ale oprocz zlosci i buntu - mozna racjonalizowac, ze w koncu zeby byly gory - musza byc i doliny.

Wiec pozostaje przeczekac. Czynnosc najtrudniesza, wiem, ale... Czarli juz w drodze, moze nawet juz blisko Zawad. Wierze, ze dotrze caly i zdrowy. Doczekal. Nareszcie! Wygral te runde z czasem.
Marzena, 2016/10/29 09:15
Smutne to zycie mamy ale dobrze jest widziec nawet te najmniejsze radosci no i to ze ma sie kogos do kochania i jest sie kochanym. Dziekuje za ten tekst o depresji, jak dobrze, ze sie o niej mowi. Pozdrawiam Was serdecznie
Tess, 2016/10/30 13:26
Depresja to suka ( nie ubliżając psim damom ). Moja objawia się totalnym wkurzeniem na rzeczywistość i nadaktywnością. Rzucam się w wir pracy, piszę dla odstresowania i zastanawiam się co mogę zrobić, żeby było lepiej. Niekoniecznie mnie samej, tak ogólnie lepiej. A jak wymyślę-to robię. My też straciliśmy w ciągu ostatnich kilku lat tak wiele. Odeszła moja Mama, potem po kolei Jej koty. Ja wiem, że były stare, że tęskniły, choć ładnie się dogadywały z naszymi futrzakami. Ale odeszły, a wraz z nimi ta cząstka Mamy, która w nich mieszkała. Potem odeszła moja Norka i Ziutka. 19 lat dla kotów to piękny wiek, ale i tak boli jak cholera. Później mój Niuniuś, najmojejszy pies, jakiego kiedykolwiek miałam, kilka miesięcy po nim Milunia, suczka, która była naszą córeczką kudłatą. Przygarnęliśmy Omułka, staruszka po przejściach i cieszymy się kazdym jego dniem, wzięliśmy Gucia - żywe srebro, promyczek radości. Przyszedł Gosteasz, dziki kot, który mieszkał w naszej stodole. Drżę o Rysia, bo niewydolność trzustki dla 16-letniego kota jest bardzo niebezpieczna, trzęsę się jak kwoka nad łaciatkami. I idę dalej, do przodu. Ale wyrwa w sercu po tych stratach jest i już zostanie. Dobrze choć, że sąsiadów mamy w dechę. Przytulam.
Asia
Skomentuj:
FJDIW
 
 
zanim_przyjedzie_czarli.txt · ostatnio zmienione: 2016/10/29 01:03 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika