Historia Zawad Oleckich (Sawadden, Schwalgenort)

Zawady Oleckie (Schwalgenort) w 1945
czyli rozmieszczenie siedlisk z nazwiskami właścicieli a poniżej lista nazwisk gospodarzy

W 1945 Zawady Oleckie nazywały się Schwalgenort i był to siódmy i ostatni rok obowiązywania tej nazwy. O zmianach starych nazw miejscowości (głównie w 1938 roku) na nowe, typowo germańskie ładnie napisał Siegfried Lenz w „Muzeum ziemi ojczystej”.
Opisał zduna, który po raz kolejny wyruszał w świat budować piece i stawał na skrzyżowaniach dróg, przy drogowskazach i zupełnie nie rozumiał dokąd która droga prowadzi…i dlaczego (mu) to zrobiono. Schwalgenort zamiast Sawadden (Zawady), Halldorf zamiast Sokolken (Sokółki), Bolken zamiast Czychen (Cichy) itd.

Niebawem ukaże się w wersji papierowej a następnie tu, na tej stronie, w wersji elektronicznej
Kronika szkoły w Zawadach Oleckich 1883 - 1944
Można się dorzucić na zrzutka.pl!

Wpis Roberta na zrzutka.pl:

Kochani miłośnicy Zawad Oleckich. Pomału dobiega końca mój projekt „Kronika szkoły w Zawadach Oleckich”.
Mój w przenośni, bardziej na miejscu byłoby napisać „mój”, bo pomagała i wciąż pomaga przy nim grupa ludzi równie jak ja interesujących się historią wsi, w której 18 lat temu zamieszkałem.

W największym skrócie etapy tego projektu wyglądały tak:
- odnalezienie i zakup w sieci kronik szkoły (1883-1944) w formie xero manuskryptu pisanego różnymi stylami pisma ręcznego.

- pismo zwane Sütterlinschrift było na tyle trudne do rozszyfrowania, że jeden z naszych gości, (szukający w Zawadach korzeni rodziny swojej żony) Hermann poświęcił ponad pół roku na przepisanie kroniki w języku niemieckim. W tej wersji kronika liczy 130 stron. Hermann wykonał oprócz tego kapitalną pracę dodając kilkadziesiąt linków, bardzo pomocnych w zrozumieniu i poznaniu historii i życia w Prusach Wschodnich.

- po otrzymaniu od Hermanna niemieckiej wersji kroniki rozpocząłem poszukiwania tłumacza, który podjąłby się przetłumaczenia tego dosyć specyficznego i trudnego tekstu.
Trochę to trwało, aż w końcu znalazłem panią Elżbietę, która wkrótce skończy tłumaczenie tekstu. Na dziś mamy kronikę przetłumaczoną do roku 1935.

- równolegle z tłumaczeniem, przetłumaczone fragmenty poddawane są fachowej korekcie i redakcji przez naszą kochaną sąsiadkę Agnieszkę.

- ja staram się wszystko poskładać razem i pracuję nad przygotowaniem dwóch wersji kronik. Jedna będzie wydrukawana w formacie A4 i zbindowana jak skrypt (nakład w zależności od potrzeb).
Druga będzie w formie elektronicznej z działającymi linkami pierwotnie umieszczonymi przez Hermanna a zastępowanymi przeze mnie na zrozumiałe dla osób nie znających niemieckiego czyli głównie polskie a czasem angielskie.

A na deser i dla równowagi zamierzam dołączyć wszystkie wiersze napisane przez ludowego poetę mazurskiego, Jana Luśtycha (1833-1901) mieszkańca Zawad Małych, jakie znalazłem porozrzucane wśród wielu małonakładowych wydawnictw. Jan Luśtych (Johan Lustig) pisał głownie po polsku i może dlatego w kronikach szkoły zawadzkiej jest tylko jedna wzmianka na jego temat. Wierszy będzie kilkadziesiąt.

Każde wsparcie finansowe będzie mile widziane. Projekt w całości pochłonął ok. 2000 złotych a każdy wydrukowany egzemplarz kroniki będzie mnie dodatkowo kosztował 25-30 zł.
Egzemplarze drukowane powinny pojawić się przed wakacjami. Wersja elektroniczna będzie dostępna kilka miesięcy później.
„Zrzutkę” kieruję do znajomych i przyjaciół pragnących nieco obniżyć mój koszt całego przedsięwzięcia. Jest ono całkowicie „non profit”. Każdy kto pokryje koszt druku jednego egzemplarza dostanie go jak tylko całość będzie gotowa.
Jeśli nikt nic nie dorzuci ponad te 30 zł to i tak było warto.

Na koniec dodam, że gdyby hojność Wasza przekroczyła cel zrzutki, dodatkowe środki przeznaczymy na urządzenie małego muzeum z eksponatami znalezionymi w zawadzkiej ziemi i nie tylko.

Pozdrawiam i z góry dziekuję.
Robert Maluchnik

Na zachętę fragment kroniki:
1906
W parafii zdarzyło się wiele nieszczęśliwych wypadków. W Cichach wracający nocą z pola do domu mężczyzna zginął od uderzenia pioruna.
W Jurkach zabito jednemu gospodarzowi dwa woły. Dopiero pod koniec czerwca nadszedł oczekiwany z utęsknieniem deszcz. Był on bardzo łagodny, ale obfity.
Zboża jare, warzywa i kartofle odzyskały siły. Przysłużył się on przede wszystkim zbożom jarym. To była prawdziwa przyjemność patrzeć, jak odzyskują siły.
W tym czasie dojrzało żyto. Zostało skoszone już w pierwszych tygodniach lipca. Wszędzie, nawet na piaszczystej glebie, było gęste i wysokie. Na początku sierpnia można było również skosić zboże jare. Przy pięknej pogodzie zwieziono żyto, zboże jare i zapasy paszy. Jesień była tak samo piękna jak lato.

Podczas ferii jesiennych przeprowadzone zostały naprawy w szkole i przynależnych do niej budynkach gospodarczych. Izbę mieszkalną wytapetowano, kuchenkę naprawiono, a w podłodze wykopano pomieszczenie zamykane na klucz. Doprowadzono do porządku oborę. Niestety pieniądze na naprawę wydano całkowicie na darmo, ponieważ budynek obory jest w tak złym stanie technicznym, że nauczyciel i tak będzie musiał zimą okrywać bydło, aby choć trochę uchronić je od zimna.
Kogutom odmarzają co zimę grzebienie, choć i tak są trzymane w oborze. Poza tym dobudowano przy ustępie pisuar.

W sierpniu wybuchła w wiosce epidemia szkarlatyny. Zmarło na nią wielu uczniów. W ciągu tygodnia zmarło czworo dzieci właściciela Gritzka.
Od 22 października do 17 listopada szkoła była zamknięta.
Zima była nadzwyczaj sroga. Śnieg padał obficie. Poza tym panował utrzymujący się silny mróz. Nawet w oborach, w których było dużo bydła, zamarzł obornik.
Nie udało się dobrze nagrzać szkoły. Temperatura w pomieszczeniu wynosiła co najwyżej +5ºC. Podczas lekcji uczniowie stali przeważnie przy piecu. Z powodu zimna bydło i świnie nauczyciela zachorowały i musiały być okrywane derkami.

I na koniec jeden z wierszy Jana Luśtycha:

GORZAŁKA ŹRÓDŁEM ZŁA

Starą gorzelnię w Cichach rozwalono
I nie za dawno większą postawiono,
Bo ona stara już za mała była.
Co dzień trzy tony, więcej nie smrodziła.
Lecz nowa teraz drugie tyle smrodzi,
A przy kościele wiele ludziom szkodzi,
Że coraz więcej grzechu popełniają.
I na nic patrząc już Boga gniewają.
Pożal się, Boże, mili przyjaciele!
Co się to dzieje w Cichach przy kościele.
Tam nie o Bogu świętym rozmawianie,
Lecz o gorzałce wciąż rozprowadzanie.
Biada ludowi, który o tym baje,
Głupiej gorzałki pijać nie przestaje.
Biada pijakom! Rozum pożerają,
Trują swe zdrowie, panów wzbogacają.
Biada i panom! Oni wiedzą dobrze,
Że pijak truje gorzałką swe zdrowie.
Gdyby przemogli, żółć by przedawali,
Byleby więcej grosza nazbijali.
Lecz błogo takim, którzy jej nie piją,
Ale przy zdrowym rozumie wciąż żyją.
Tym odda Pan Bóg nagrodę trzeźwości,
Gdy ich raz przyjmie do wiecznej radości.

1866 r.

Komentarze

Skomentuj:
CLHLL
 
 
zawady_oleckie_przed_1945.txt · ostatnio zmienione: 2017/04/17 18:41 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika