zapoczątkowane 7 stycznia 2007

Zawadzkie zwierzaki wczoraj i dziś

:zgraja.jpg

Podczas przygotowywania podstrony "Nasza historia" („Tak było/Tak jest”) wpadły mi w ręce stare zdjęcia naszych zwierzaków. Żal ich nie pokazać! :) Dlatego ten nius będzie poświęcony historii naszych zwierząt.

Pierwszy był Wilkuś

:zawady_stare_korytarz_ Wilkus.JPG

Przyszedł do nas w kwietniu 1999 roku. Po prostu wszedł przez drzwi wejściowe gdy rozpakowywaliśmy się tuż po przyjeździe. To był nasz drugi pobyt w „naszych” Zawadach. Miał wielki puchaty ogon na znak że się boi, ale śmiało przekroczył próg. Jak dostał michę, to już został. Potem się okazało, że to kot najbliższego sąsiada Maciejewskiego, który umarł jesienią i kota osierocił. Kot niegłupi, jak tylko ktoś się wprowadził w pobliże, postanowił z nim zamieszkać. Do listopada rządził na włościach i był podstawowym powodem dla którego Robert na stałe przeprowadził się do Zawad – no bo jak zostawić kota :) Zanim nastały psy, pełnił ich funkcję - stał na czatach i warczał, gdy w pobliżu pojawiał się obcy.

:zawady_stare_kot.JPG

Jako że Wilkuś miał za sobą ciężką, samotną zimę, odtąd, wraz z pierwszymi chłodami zaczynał jeść, jeść, jeść, aż robił się z niego Wilkuś vel Szczuplaczek, ewentualnie Worek :). Na lato nieco chudł ale z wiekiem coraz gorzej mu to wychodziło, aż stał się starym dziadkiem i jak to dziadki, nieco wysechł;)

Wilkusia pożegnaliśmy 26 czerwca 2016 roku.

Druga była Mrówka

:mrowa.jpg

W tym samym roku w pewien listopadowy wieczór, gdy byłam w Zawadach sama, znalazłam ją na podwórku. Nakarmiłam, zaprosiłam do domu, przedstawiłam Wilkusiowi (nie obyło się bez sceny zazdrości) i tak Mrówka przenocowała i szybko nauczyła się korzystać z kociego okienka w piwnicy. Nazajutrz rano musiałam wyjechać, zanim wrócił Robert. Ale poczekała na niego, zastał ją w kuchni, jakby mieszkała tu zawsze. Gdy następnego roku poznaliśmy naszych sąsiadów, którzy nie mieszkają w Zawadach na stałe, okazało się, że Mrówka to ich kotka, która im zginęła, nazywała się Różowy Nosek, ma siostrę Beżowy Nosek, która mieszka u nich i od której najwyraźniej Mrówa postanowiła się oddzielić. Obie kotki zostały wyłowione z rzeczki, gdy płynęły zawiązane w celofanowej reklamówce płacząc wniebogłosy. Sąsiedzi kotki nam nie odebrali, zresztą pewnie by nie chciała wracać :)

Mróweczkę po 3 miesięcznej chorobie pożegnaliśmy 22 maja 2012 r.

Trzecia była Puma, później ukochana Piesa

:pies z puma.JPG

Pewnego zimowego dnia polem za stodołą, miaucząc przeraźliwie szła zapadając się w śniegu. Miała wszystkie możliwe kocie choroby, kaprawe oko i krzywe nogi. Po leczeniu u dr Jakuszki była z nami z dwa i pół roku, ale któregoś dnia nie wróciła z kociej wycieczki. Była bardzo ciekawskim kotem (raz o mało nie spłonęłaby w piecu, bo weszła do środka, gdy już była w nim podpałka, a Robert wrócił się po zapałki, podłożył ogień a potem poparzył rękę wyciągając krzyczącego kota - na szczęście kotu opaliły się tylko wąsy i brwi) i zbyt mało się bała, stąd przypuszczamy, że stała jej się krzywda. Czekaliśmy na nią długo, aż w końcu trzeba się było pogodzić ze stratą.

Czwarty był Belfegor

:malybelfegorek2.jpg

Przybył w kwietniu 2000 roku jako pięciomiesięczny, rozbrykany szczeniaczek. Jest jednym z dwóch, które powiła na ulicy Olecka bezpańska suka i które dr Jakuszko przyjął pod dach swojej spółdzielni i od którego go wzięliśmy. Belfegor, jak wszystkie psy, które ze spółdzielni idą na „posadę”, ma u swojego wybawcy dożywotnie ubezpieczenie czyli darmowe leczenie. Pewnego dnia Belfegorowi stanęły uszy wielkie jak radary, najpierw jedno a za jakiś czas drugie.

:belfegorekzuszkiem.jpg

Potem musiał już tylko do nich dorosnąć, co nie do końca mu się udało :) Rozbrykanie zostało mu do dziś, choć teraz jako staruszek ma z tym pewien kłopot - tył ciała nie nadąża za głową;)

Belfegorciu umarł przeżywszy prawie 17 lat, 24 lipca 2016 r.

Piąty Pieso

:Pieso malutki.JPG

Przyszedł a właściwie został przyniesiony jako dwumiesięczny szczeniak jesienią 2000 roku. Robert nieopatrznie przy chłopakach, którzy budowali dom sąsiadowi powiedział, że Belfegorowi przydałoby się towarzystwo, i po ich kolejnym pobycie w domu (byli z okolic Szczytna) dostał piszczącego pieska. Trzeba go było cały czas nosić, bo zostawiony skomlał. Robert odkrył, że gdy Piesa zostawi się zawiniętego w puchatą, roboczą kurtkę pachnącą panusiem, to można wrócić do roboty :)

Piechulka pożegnaliśmy 10 kwietnia 2018, o czym w niusie Odszedł Pieso, ostatni ze starej gwardii

Szósta Lodzia

Suczka Lodzia przyjechała do nas z Łodzi 28 lutego 2009 roku, a jej historia i pierwszy dzień w Zawadach oraz inne dni jak zwykle w niusach.

Następnie Łatka i Burasek

które rezydują w Domku na górce, bo z domkiem je przejęliśmy. Nie wiemy dokładnie w jakim są wieku, ale urodziły się pewnie około 2008/2009.

w 2010, gdy je przejęliśmy

tu popisowa poza Buraska (rok później)

Najmłodsze Lemury czyli Białka i Strzałka

urodzone na przełomie września i października 2012 roku u naszej sąsiadki przez ślepą kotkę, która się do niej przybłąkała. Lemury zamieszkały z początku w naszej łazience, a było to 28 listopada 2012 roku.

Niestety Białka zginęła 19 lipca 2015, była bardzo ostrożną i bojącą kicią, więc nie poszła w świat tylko zagryzł ją wolno chodzący pies sąsiadów.

Wirtualny (przez zapachy) dla naszych psów Krecik połączony ze stadem:)

czyli warszawski piesek ze schroniska na Paluchu, gdzie dwa razy wracał z adopcji. Wzięliśmy go z Borysem ze schroniska pod koniec 2002 roku jako 8 mies. psa do kompletu z naszą też schroniskową Sunią. Okazał się kompletnym psycholem:), żaden behawiorysta mu nie pomógł, dopiero zawadzka szajka, kiedy przyjechał na stałe do Zawad w marcu 2014 roku, gdy dzieci wyjechały do Prowansji. Terapia grupowa jak wiadomo cuda czyni!:) Jedyny przejaw wariactwa, jaki mu został, to atakowanie staruszka Belfegora, gdy wychodziliśmy na spacer. W tym amoku obroży wychowawczej nie czuł w ogóle, dlatego spacer rozpoczynał na smyczy.

taki był kiedyś chudziaczek:)

Krecik opuścił nas 31 maja 2015 - co za paradoks! po zamieszkaniu pod Puszczą Borecką zachorował na raka płuc:(

Bilbo ze schroniska na Paluchu

przybył do nas w nocy 12 grudnia 2015 roku

gdy już poczuł się zawadzkim psem, niestety niespodziewanie umarł na serce po zabiegu wycięcia niegroźnych guzów 20 października 2016.

Miodzio

Znaleziony przez warszawsko/zawadzkich znajomych w krzakach na skrzyżowaniu, ewidentnie tam podrzucony, wycieńczony, uratowany przez Iwonę i zaproponowany nam na otarcie łez po Belfegorze;) W naszym domu od 2 sierpnia 2016.

Niestety nie nacieszyliśmy się nim długo :( Zaginął 5 listopada 2016 r., prawdopodobnie upolowany przez jastrzębia.

Czarli

Pies, który spędził w schronisku na Paluchu całe swoje życie, czyli 9 lat. Przyjechał do nas 29 października 2016. Swoje szczęście zawdzięcza Bilbusiowi, który umierając zwolnił miejsce dla niego, ale też nas zmusił do podjęcia trudu wzięcia psa, który wymaga dużo pracy.

Czarli nastraszył nas nietęgo uciekając (przypadłość większości psów siedzących długo w schronisku) i błąkając się przez 4 dni po okolicy. Dzięki pomocy wolontariuszy z Palucha i naszej zawziętości, szczęśliwie się odnalazł.

Misio-Ptysie

Przyniesione 30 listopada 2016 z gospodarstwa w Dybowie, gdzie chore na koci katar przytykały się do drzwi wejściowych po odrobinę ciepła. To niestety los bardzo wielu kotów na wsi. Znalazłam je przy okazji ucieczki Czarliego, więc jemu zawdzięczają życie. Misio ważył 0,9 kg i nie miał oka, Ptysio 1,5 kg. Zaraz potem zachorowały na panleukopenię. Cudem uratowane odwdzięczają się umilając nam życie.

A tu już różne stare śmieszne zdjęcia naszej zwierzyny

:Belfegor z Piesem.JPG

:Pieso z kotami.JPG

:Pieso z kotami2.JPG

:Pieso z Puma.JPG

:Puma z Piesem2.JPG

:psy mrozone.JPG

:pieso_ostatni.JPG

:Psie.JPG

Komentarze

basia, 2007/03/13 19:50
śliczne zwierzaki, nie ma co!!!!!!!!!!!!!!! ;)
gardzia, 2007/04/25 20:31
Nie znam Was, ale już Was lubię!!!
mucia ;D, 2007/11/12 19:37
Śliczniutkie zwierzaczki hehe ;) Pozdro
roksi, 2007/11/13 15:56
słodkie one ,tez kiedys mialam........:(:(
stachuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu, 2007/11/24 23:35
macie fajne zwierzaki
stachuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu, 2007/11/24 23:37
mam rzuwia ryby i psa ale wy macie ich zdecydowanie więcej
karolina, 2011/07/25 02:33
naprawdę cieszę się że na świecie są jeszcze ludzie którzy maja tak wielkie i gorące serducho dla zwierzaków!;) cieplutko pozdrawiam i życzę powiększenia tego "zwierzyńca";)
Monika, North Carolina, 2013/01/19 03:04
Super starus! Swietnie sie czyta te historie zwierzece.
szenio, 2016/11/01 23:14
Jesteście świetni, robicie kawał dobrej roboty.Trzymam za was kciuki!!!!
Skomentuj:
OAUPD
 
 
zawadzkie_zwierzaki_wczoraj_i_dzis.txt · ostatnio zmienione: 2018/06/24 11:21 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika