1 marca 2014

Zginął Ryszard i to niestety w Niemczech

Dzieci już we Francji, ale niestety radość przesłoniło bardzo smutne wydarzenie. W nocy z piątku na sobotę, w drodze zaginął Rysiek. Piszę tego niusa w nadziei, że coś wymyślicie, może macie jakiś przyjaciół w Niemczech, którzy wiedzą co robić w takiej sytuacji, do kogo się tam zwrócić. Być może Ryszard już nie żyje, bo stało się to w trójkącie pomiędzy autostradami w okolicach Bruchsal, a może ktoś go wziął do samochodu, bo był tam duży parking, i zabrał ze sobą. Ale dopóki nie zrobimy wszystkiego, co się da, nie zaznamy spokoju, zwłaszcza Madzia, która ledwo żyje z poczucia winy.
To zdjęcie Ryśka ostatnie, jakie zamieściłam w niusach - prawie równo rok temu:

A to relacja Madzi:
To był nasz trzeci postój. Było to w Niemczech. Na poprzednich Rysio sobie pięknie chodził, w razie strachu właził pod nasz samochód. Sam sobie chodził, wąchał, spacerował. Nie chciał tylko nic jeść ani pić. Więc na siłę dawałam mu wodę. Na tym feralnym postoju Borys z Guciem odeszli nagle gdzieś daleko i zostałam z nim sama. Staliśmy na pustym chodniku, czasem tylko uliczką przejeżdżał tir lub samochód. Wtedy Rysio się trochę usztywniał. Nagle z oddali (bo tam obok ulicy w głębi był staw, park, płac zabaw, a dalej las) dobiegło głośne kwakanie kaczek. Rysio nadstawił uszu i skupił się na tym odgłosie. W tym momencie przejechał stary zdezelowany autokar, zrobił hałas, ja się wzdrygnęłam, a gdy spojrzałam w to miejsce, gdzie był Rysio, to już go tam nie było. Nie było go pod samochodem, pod żadnym tirem, nie był rozjechany na asfalcie. Nigdzie. Tylko kaczki głośniej kwakały. Zaczęłam szukać po całym terenie. Obeszłam cały staw, zaglądałam w każdą kępę traw, zaułek, pod każdego tira, pod każde auto, byłam przy autostradzie, aby zobaczyć czy jest tam rozjechany, na tej za stawem, z drugiej strony też nie było. Szukaliśmy go przez 4-5 godzin, po paręnaście razy w każdym miejscu, nawoływaliśmy, wypytywaliśmy. Zaginął… Jedyne wyjście to albo się utopił w tym stawie, albo go ktoś potrącił samochodem i wziął ze sobą do weterynarza albo wlazł w silnik czy w coś od jakiegoś tira. Wysypałam mu tam 3 kilo karmy, zostawiłam wodę w miskach, zostawiłam posłanie w takim miejscu, w którym ostatni raz go widziałam. Dzwoniłam też to tego zajazdu i pytałam, czy nie znaleźli dużego rudego kota podobnego do Garfielda, czy nie chodzi, nie miauczy. Borys mówi, że tam tyle ludzi, a on taki ładny, że może go ktoś wziął…

Dalej nie napiszę co Madzia pisze, bo płaczę za każdym razem, gdy myślę, jak ona się z tym czuje. Wczoraj pół dnia płakałam na myśl o Ryśku, o Guciu, aż mnie głowa rozbolała, a nigdy mnie nie boli. Potem w nocy śniłam o lwach i tygrysach polujących na koty domowe w Zawadach a my z Robertem te koty ratowaliśmy… Cóż, moja mózgownica próbowała to jakoś przepracować. Wiem, zwierzęta giną, zdarza się, ale myślę, że może jeszcze coś można zrobić… W Niemczech nie ma bezdomnych zwierząt podobno, jest dużo organizacji pomagających zwierzętom, tylko trzeba dotrzeć do jakiejś na tym terenie. Pod spodem macie link do mapy, gdzie ten zajazd.
Madzia podejrzewa, że podświadomie chciała się pozbyć Ryśka, ale z podświadomością tak nie jest. Gdy się świadomie jest złym na kogoś (pamiętacie na pewno niusa Szukamy domu dla Ryszarda), to mu się nieświadomie nie robi krzywdy. Oczywiście mam swoją interpretację analityczną, ale chrzanić ją w tym momencie, ważne jest, żeby próbować coś jeszcze zrobić.

A to inne jeszcze, starsze fotki Rysia z tamtego niusa:

A to miejsce, gdzie zginął (okolice Forst, Karlsdorf-Neuthard, Bruchsal…):


Wyświetl większą mapę

*

Nasze dotychczasowe działania:

Piotr (nasz sąsiad, który długo mieszkał w Niemczech) dzwonił i na stację benzynową i do zajazdu, przy którym zginął Ryszard. Magda też tam wcześniej dzwoniła, ale co innego gadać po niemiecku a co innego po angielsku. Nikt niestety nie widział Ryśka.
Piotr napisał po niemiecku ogłoszenie i tamci chętnie rozwieszą u siebie. Podał nawet swój nr telefonu, który ma zawsze przy sobie. Robert właśnie wysyła do nich to ogłoszenie z kolorowym zdjęciem Ryśka.

Ola znalazła schronisko w pobliżu i napisała tam i wysłała zdjęcie.
Znalazła też portal ogłoszeniowy i poprosiła znajomych niemieckojęzycznych, żeby wstawili ogłoszenie - nie wiem niestety czy to płatne czy nie i czy im się uda. Nawet jest na nim info o rudym kocie ale zaginionym nie znalezionym.

3.03, 19.30 - właśnie wróciłam z pracy a na FB takie oto wieści:
Ewa L: Dobra, mieszkam w Niemczech, najwyzej 50 km od Bruchsal, zaraz bede dzwonic i szukac. Wazne pytanie, ktore moze ulatwic poszukiwania: skoro Wasz znajomy dzwonil do zajazdu przy tym parkingu, to prosze PILNIE o nazwe tego zajazdu, zeby policji czy tez schronisku dla zwierzat podac dokladnie miejsce ucieczki Ryszarda.
4 godz. temu
Ewa L: OK, znalazlam. Ale to ten, gdzie Wasz znajomy juz wyslal zdjecie. Rozmawialam w miedzyczasie z Tierschutz Bruchsal, 3 godz. temu
Ewa L: chca Ryszarda umiescic na tablicy, zapisali tez moj nr telefonu. Problem w tym, ze nie udaje mi sie skopiowac zdjecia Kota, a oni na to zdjecie czekaja. Czy moze mi ktos przeslac na maila?
3 godz. temu
Ewa R: Andrzej E. F., Stefan Z., Dorota S.????
2 godz. temu
Galeria Wiejska Zawady Oleckie dzięki wielkie, już wysyłam zdjęcia!
10 minut(y) temu
Joanna R.: Ewcia jestes wielka!
6 minut(y) temu
Galeria Wiejska Zawady Oleckie dopiero wróciłam z pracy i przeczytałam, zdjęcia już wysłałam, baaardzo dziękuję!!! niech Pan Bóg Wam w dobrych kotach wynagrodzi;) a ja zapraszam po odwdziękę do Zawad!
4 minut(y) temu
Ewa R: …byłoby wspaniale, gdyby się odnalazł.
3 minut(y) temu
Joanna R: Oj tak. Trzymam kciuki. Wszystkie cztery.
3 minut(y) temu

Wiadomość z 5.03 z FB

Ewa L: Wlasnie wrocilam z Bruchsal. Niestety, po Ryszardzie ani sladu. Chodzilam po lasku wokol jeziora (malego), gory chrustu, moze sie schowal? wiec chodzilam, wolalam na przemian Ryszard, Rysio, nic. Cisza. Zajrzalam do wiekszosci kupek chrustu, ani sladu. Pytalam w motelu, restauracji, na stacji benzynowej. Wszyscy slyszeli, wszyscy wiedzieli, ale nikt kotka nie zglosil. Pozostaje nadzieja, ze jacys rozsadniejsi ludzie zaopiekowali sie Ryszardem i zabrali go do siebie. Tego mu z calego serca zycze. Jechalam pelna nadzie, mialam przygotowany kocyk, smakolyki kocie. W domku ogrodowym (murowany, ale bez ogrzewania) przygotowalam legowisko, kocyki i wszystko czego moze zapragnac kocia dusza. Nistety. Powodzenia Kotku, gdziekolwiek jestes!!!

Komentarze

Monika, North Carolina, 2014/03/03 04:45
W takim nieszczesliwym przypadku - wierze w pomoc Internetu. Jesli Ryszard jest gdzies zywy - znajdzie sie na pewno. Bedzie pewnie niemaly klopot z jego dowozem do Francji albo do Polski, ale JESLI ON JEST GDZIES ZYWY - Facebook czy inne portale ineternetowe pomoga w jego odnalezieniu.
ola z katowic, 2014/03/03 10:42
... i ja winnam... podświadomie mnie wkurzał, że sprawiał tyle kłopotu! może w swoim kocim sumieniu czuł wyrzuty i chciał pomóc? i wymyślił i nagle zniknął? był i nie ma ...
ania, 2014/03/03 11:10
Najgorsze, że Ryś jest taką pierdołą, kiedyś, gdy go zawieźli na działkę, zagrzebał się w liściach ze strachu i przesiedział tak cały pobyt..
ola z katowic, 2014/03/04 08:00
Wczoraj im wysłałam (Tierschutz Bruchsal)Ryszarda emailem.
Ewa U., 2014/03/05 22:38
O Jezu, jak rozumiem Madzię!
Biedny Ryś, niech go ktoś znajdzie!
ania, 2014/03/06 00:20
Kamień w wodę, choć akurat w utonięcie nie wierzę, bo koty umieją pływać, nawet takie grube. To naprawdę nieprawdopodobne co się stało. Jakby go kosmici porwali - Robert zawsze mówił, że Rysiek nie jest kotem, tylko kosmitą;) Wersja że uciekł do pobliskiego lasu i wreszcie jest szczęśliwy, też mnie nie przekonuje. Niestety, im dłużej nie ma o nim wieści, tym mniejsza szansa, że się znajdzie. Oby tylko nie cierpiał.
zośka, 2014/03/17 15:19
To on nie miał smyczy i szelek???? W obcym terenie?
Skomentuj:
GCOIL
 
 
zginal_ryszard_i_to_niestety_w_niemczech.txt · ostatnio zmienione: 2015/02/11 19:58 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika