3 maja 2012

No nareszcie

Zielono mi, szmaragdowo

a także biało-czerwono!

Gucio wyjechał wczoraj, jutro zmiana turnusu, jedyna więc okazja poniusować. Za to nareszcie zielono! I to tym rodzajem zieleni, który lubię najbardziej. Wiosny z dnia na dzień przybywa. Wiem, że nikomu nie zaimponuję naszą wiosną, ale czeremcha pachnie wniebo…zapachy (skoro wniebogłosy), bez prawie, prawie,

nie wiadomo skąd wzięte zakwitły konwalie, a tulipany gubią płatki, choć dziś tata Sary przyznał się, że po części za jej sprawą. Konwalie na pewno wzięły się w ogródku w jakiś zwyczajny sposób, problem w tym, że nie pamiętam, żeby ktoś je przesadzał, albo zasadzał (ktoś w tym ja) no i nie wiem czemu rosną we floksach (zdjęcia nie będzie, bo konwalia we floksach jak wygląda każdy wie, a i tak pewnie ledwo ładuje Wam się strona). To niestety smutna konkluzja, bo dotyczy nie tylko konwalii. Jakoś różne rzeczy biorą się coraz częściej nie wiadomo skąd, a różne sprawy nie wiadomo jak. Cóż, druga połowa setki wszystko usprawiedliwia. Choć Robert jeszcze w pierwszej, a właśnie skończył godzinne szukanie pęczka baaardzo ważnych kluczy, które znalazł… w kuchni gości na kredensie. I chyba same tam poszły…

Więcej stopniowej wiosny w albumie Wiosna nadrabia

Znowu dawno nie pisałam, ale domyślacie się – najpierw doprowadzałam pensjonat do stanu używalności. Łącznie z praniem dywanu, myciem ścian i wszystkich naczyń fajansowych i metalowych, oraz sztućców. A jest tego trochę w pensjonatowej kuchni! Panowie mieli dość specyficzny sposób zmywania – np. talerze i miski tylko w środku, na zewnątrz oblepione resztkami jedzenia wstawiali jedne na drugich do szafki;) Właściwie to dzięki panom zrobiłam generalne porządki, które dawno się należały. I kapy poprałam, i poduszki. Szkoda tylko, że miałam na to tak mało czasu i nieco się stresowałam, czy zdążę.
W amoku sprzątaliśmy też pozimowy syf, w tym leje po Belfegorze pod płotem

zabezpieczone kamieniami - jest szansa że teraz ozdobna trawa odrośnie

generalnie więc do przyjazdu gości majówkowych biegaliśmy jak w ukropie, w tym Robert jeszcze kończył wylewanie szlicht w domku na górce.

Przy okazji psów i porządków przypomniał mi się Misiek, którego niedawno zakraplałam przeciw kleszczom i zastałam go w wersji niebieskiej - cała wieś wie, na jaki kolor Małgosia aktualnie maluje ściany, po Miśku właśnie. Misiek niestety znowu wpadł pod samochód, tym razem pijanego sąsiada i miał ranną tę samą łapę - palce i wierzch stopy i znowu kuleje:(

W niedzielę o świcie przyjechał PKSem Gucio z Magdą. Spóźnieni ponad godzinę, bo ich autobus zepsuł się pod Wyszkowem i czekali na nowy. Gucio na szczęście przespał te przygody, ale to się nazywa mieć szczęście – pierwsza podróż PKSem i takie coś! A jak wiadomo Gucio = brak czasu i padanie wieczorem na pysk. No i znowu muszę się powtórzyć – nie te lata! W ogóle zauważam, że po przekroczeniu pięćdziesiątki po 1) zmniejsza się tolerancja na brak snu, po 2) człowiek wykonuje wszystko dwa razy wolniej, po 3) bardziej mu wszystko jedno (choć nie we wszystkich na szczęście sprawach).

po nocy w PKSie Gucio padł na popołudniową drzemkę pod arabskim obrusem zanim dotarł do swojego pokoju na górze:)

Gustaw jak zwykle oddawał się ulubionym czynnościom zawadzkim, przede wszystkim odwiedzał dziadka na budowie,

a najlepsza jest góra piachu na podwórzu!

a także rozrabianiu

tu - rozsmarowywaniu pasty jajecznej

tu - rytualnemu przedwieczornemu amokowi

zabawom w piaskownicy

więcej scenek piaskownicowych w albumie poniżej

zabawom na górce Belfegora

choć czasem w innym niż Belfi towarzystwie

kąpielom w baseniku

tu jeszcze początki znajomości z Sarą:)

oraz przyjmowaniu adoracji Sary, która wpatrzona rozanielonym wzrokiem w Gucia godziła się na wszystko:)

Czasem ją porywał…

a następnie zostawiał samą na szczycie…

a na koniec wymył swój samochód, który czekał na niego od Wielkanocy by po naprawach i przeglądach w Olecku wreszcie wrócić do Warszawy

A przy okazji mam refleksję, że będąc wnukiem właścicieli pensjonaciku ma to samo przyjeżdżając do Zawad, co gdyby podróżował po świecie – co i rusz nowe znajomości, przyjaciół, którzy jak w podróży, pojawiają się w życiu i znikają na ogół na zawsze. Choć z Sarą jest szansa, że spotkają się znowu, bo Sara i jej malutka siostrzyczka przyjadą z rodzicami na prawie 3 tygodnie latem. Teraz przyjechali na rekonesans i chyba się spodobało, bo pytają, czy latem można by zostać dłużej (niestety wszystko zajęte do 25 sierpnia, łącznie z Domkiem na górce;)) Za to goście z dwójki przyjechali aż z Wrocławia (!!!) i też chcieli zostać dłużej jeden dzień, ale przyjeżdża stała bywalczyni Kinga, na jedną noc więc przeniosą się do nas do domu. Czegóż się nie robi dla tak zachwyconych i w dodatku z tak daleka gości!

Więcej majówkowego Gucia na Picasie:

Gucio - majówka 2012

Natomiast wieści Mrówkowe są takie, że tydzień temu poważnie myśleliśmy o uśpieniu Mrówci, bo nie kontaktowała, nie jadła kompletnie nic i podawanie jej leków i wciskanie jedzenia na siłę przypominało uporczywą terapię w celu zachowania ukochanego zwierzątka w postaci zombi aby nie musieć się z nim żegnać, tymczasem po piątkowym oxazepamie i sobotnim leuceramie Mrówcia znowu ożyła. Do tego stopnia, że je więcej niż Wilkuś, kuma, robi fikołki na Robercie jak za dawnych czasów i gdyby nie była ślepa, właściwie zachowuje się i prawie wygląda jak zdrowy kot. I pomyśleć, że tydzień temu była przewracającym się z braku siły kościotrupkiem, który uparcie wychodził na drogę i kładł się tak, żeby go coś rozjechało (zupełnie jakby miała tendencje samobójcze), tak że musieliśmy zamykać ją w domu. Ale niestety w każdej chwili ten dobry stan może odwrócić się o 180 stopni:(

A poza tym wyrównali nam wreszcie drogę po zimie i nie dość że zielono to jeszcze równo

a dziś Robert wywiesił flagę! Kupiliśmy ją wczoraj w supermarkecie i to chyba jedyna dobra strona Euro 2012 - biało-czerwone flagi można kupić teraz WSZĘDZIE.

Komentarze

Ewa U., 2012/05/06 11:56
Oj, dzieje się tam u Was, dzieje! Nareszcie i do Was dotarło, ten szmaragd traw i lazur nieba! U nas bzy w pełni szaleństwa, jak i inne konwalie, tawułki i przekwitające już, niestety, jabłonie - znów będzie problem z nadmiarem. Dzisiaj (w stosunku do wczoraj) różnica temperatury na zewnątrz wynosi 20 stopni! W słońcu wczoraj rano było 30, a teraz bez słońca - niecałe 10. Ciśnienie się majta nie tylko na zewnątrz, wewnątrz mnie też. To tyle, jeśli chodzi o komunikat meteo.
Gucio ma oczach nie-powiem-co - wygląda mi na gościa, który potrafi wykończyć każdego. Stopniem umorusania przypomina Miśka, mam nadzieję, że ten ostatni, mimo komunikacyjnego pecha, jest równie szczęśliwy jak Gucio. Generalnie wszystko w Zawadach wygląda sielsko i niespiesznie, z tym nawałem to chyba jakaś ściema...Ogólnie wszak wiadomo, że na wsi siedzi się na łonie, popija co tam kto lubi, najlepiej wodę z cytryną i listkiem mięty z pięknego dzbana na obrusie w kratkę i słucha ptaków, ewentualnie zrywa się kwiatki w ogrodzie. I jeszcze spożywa się jajka od zaprzyjaźnionych kur. Czego Wam życzę i pozdrawiam.
ania, 2012/05/06 13:28
Tia... jeszcze w słomkowym kapeluszu maluje pejzaże akwarelkami. To ja idę w takim razie układać w kratkę kafelki na górce, bo pora rewidować pomysły w porównaniu z rzeczywistością.
Skomentuj:
UFZKX
 
 
zielono_mi_szmaragdowo.txt · ostatnio zmienione: 2015/02/15 17:54 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika