19 lutego 2011

Zima w domu starców

A tak już było fajnie! Słonko przygrzewało za dnia (przymykaliśmy oko na -12 w nocy), ptaszyny radośnie świergoliły wokół karmnika, wiosenne porządki w ogródku i w domku na górce…

jabłonka koło kompostu straciła jedną gałąź, co to nią sobie oczy wydłubywaliśmy wyrzucając odpadki

Daniel przyjechał na ferie studenckie, więc wpadł pomóc. Bo powszechnie wiadomo, że pomocnik potrzebny jest, aby majster wreszcie przestał się obcyndalać:)

Zamówiliśmy nowy transport brzozowych badyli, bo drewutnia złowrogo świeci pustką i ostał się ino jeden krąg drewna.

Tymczasem…
Zima wczoraj wróciła w najlepsze. Drewno nie przyjechało, stanowisko do piłowania poprzedniej porcji zasypane, to co Robert piłował a Daniel porąbał zagrzebane w śniegu

wczoraj tak

dziś tak

i znowu wczoraj…

Pieso dziadulek po próżnicy po śniegu nie będzie biegał, patrzy więc, czy warto dołączyć do kolegów

Tak to się zaczyna. Złowróżbne języki wpełzają na drogę

A potem śnieg sypał, sypał i nasze plany ruszenia remontu w mieszkaniu w Olecku znowu spełzły na niczym.

Bo plan był chytry. Że zawiozę Roberta z łóżkiem polowym do gabinetu w Olecku, wykonam układanki z kafelków na podłodze, żeby wiedział jak ma je kłaść w łazience, wrócę do domu a następnie przyjadę po niego w niedzielę wieczorem.

Ale staruszek kangur nadal nieboga rozkraczony na podwórzu. Nawet już ośka znaleziona w serwisie w Ełku (zgaduj zgadula, co to znaczy dla naszej kieszeni), tylko góra tym razem nie przyszła, bo z dzieckiem chorym w szpitalu. Mając do dyspozycji dzielnego tikusia nie zaryzykowaliśmy wykonania planu. Robert dojechał dziś do domu na górce, ale już do kotów sąsiadów w szkole nie. Trzeba by łańcuchy założyć, ale to nie znaczy, że po pierwsze dojechalibyśmy do asfaltu, po drugie czy dałabym radę wrócić do psów z Olecka, a następnie jutro po Roberta. Użerania się z akumulatorem przy nocnym -10 też wolałabym nie ćwiczyć, tak więc Robertowi znowu się upiekło, za to już nic nie uratowało go przed robieniem księgowości, czyli najpierw przekopania się przez stertę papierów i rachunków wokół jego stołu. Właśnie skończył i każe mi robić zdjęcie podłogi na której leży TYLKO DZIAD BELFEGOR:) Jeszcze nie przeszedł do księgowania, za to założył większą ilość nowych teczek do przechowywania tajemniczych papierów i zaświadczeń, w tym teczkę „Sprawy olane i niezałatwione”.

No i na co komu ta zima. Proszę bardzo, 2 miesiące góra, niech już będzie. Dla urozmaicenia i odmiany. Ale jak to Gumiś powiedział, na Mazurach zimy to tylko 10 miesięcy, a reszta to samo lato:(

gdzie rzeka?

mordy zaśnieżone po spacerze

i znowu jesteśmy zasypani…

A w tym wieku z zimą nie ma żartów! Myślimy o przekształceniu Pensjonaciku na Dom Starców pod Tulipanem;) Tylko musimy zatrudnić jakąś wyspecjalizowaną opiekę, bo zamierzamy sami zostać pensjonariuszami. Tak, tak, nie ma co się oszukiwać. Wczoraj np. włożyłam paszteciki z kapustą do opiekacza, tylko zapomniałam go włączyć, poszłam więc głodna pracować. Robert parę razy dziennie „zalewa” herbatę, tylko jak przychodzi do picia, to nadal suche torebki w kubkach. Wczoraj nie dołożył drewna pod kuchnią, żeby móc wziąć żar do pieca w łazience, ale w międzyczasie zapomniał, w piecu nie napalił, a pod kuchnią prawie zgasił. Dziś rano wyjął z lodówki… chleb. No chyba ja go tam włożyłam;) nie pamiętam… Dziś przy walce z papierami, Robert wygrzebał zaświadczenie o szczepieniu na tężec (gdy nas Lodzia pogryzła). On wtedy miał szczepienie przypominające, ale ja? Próbowaliśmy ustalić czy po 28 dniach zaszczepiłam się drugą dawką, żeby mieć spokój na 10 lat. Jeśli tak, to na pewno zastrzyk robił mi Robert w domu szczepionką kupioną na receptę z pogotowia, której nie udało się zrealizować w nocy, bo żadna apteka specyfiku nie miała i w końcu wykłóciliśmy się o zastrzyk z przychodni przyszpitalnej dla dzieci. To dochodzenie pozwala mi myśleć, że jednak tak się stało, że skoro mieliśmy receptę, to pewnie zostałam zaszczepiona w kuchni rękami przodownika weterynarii Roberta, stąd żadnego śladu w papierach, ale niestety też żadnych śladów pamięciowych. Ani w mojej głowie ani jego:( Wiódł ślepy kulawego…. Dom starców z fachową opieką to nasza jedyna nadzieja!:) Zwłaszcza że wokoło też same dziady. Tylko Lodzia (no i koty na górce) zafałszowują statystyki.

tak w domu starców wyglądałoby czytanie gazet

i siedzielibyśmy sobie przy kozie… Marzenia!

Komentarze

Ola z Katowic, 2011/02/20 12:47
Chyba do Was dołączę!u mnie wiek zaniża Alien, ale tylko on.
Aurela, 2011/02/22 06:52
Zimie już dziękujemy;( Pozdrawiam;)
Egretta, 2011/02/23 09:42
Też chciałabym jej już podziękować, niestety ona nas polubiła :( Na szczęscie mamy światełko w tunelu, bo w od 15.00 w czwartek możemy już siać pomidorki do skrzynek (wg kalendarza biodynamicznego) a rozpoczęcie prac wiosennych pozytywnie nastraja :) Pozdrawiam ciepło
ania, 2011/02/23 10:03
tiaa, przestała sypać śniegiem w oczy to przymroziła. -23 o 6 rano, ptaszyn ubyło, chyba zamarzły, samochód ostatni z dwóch zdechł, oby do wiosny...
Skomentuj:
SSPBO
 
 
zima_w_domu_starcow.txt · ostatnio zmienione: 2013/10/20 20:26 (edycja zewnętrzna)
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika