16 maja 2009

nareszcie sobie poszli

Zimni Ogrodnicy...

Pankracy, Serwacy i Bonifacy

oraz Zimna Zośka

co to można na nich polegać jak na Zawiszy (cytat z Zawiszą z telefonu słuchacza do trójki) i jak co roku Robert na mnie krzyczy, że mogłaby raz w życiu nakupować kwiatków po zimnych ogrodnikach, żeby nie trzeba było co noc ich wynosić z podwórka pod dach, aby nie wymarzły.

Ale ja kupuję jak widzę i nie mogę im się oprzeć:)

No bo jak można tak długo bez kwiatków?? Zwłaszcza, gdy prawie wszystkie pelargonie nie przezimowały, bo większość zesłana do kuchni w pensjonacie zmarzła, gdy w największe mrozy byłam w W-wie a Robert nie napalił. Teraz takie kikutki pelargoniowe ukorzeniają się i może w sierpniu zakwitną, a te kilka na krzyż, co mieszkało z nami w domu starcza na schodki przy ganku i parapet. No to człowiek taki wytęskniony kwiecia, gdy tylko zobaczy stragan na ulicy, rozstawione roślinki pod kwiaciarnią czy dział ogrodniczy w supermarkecie, nie może się powstrzymać. A potem człowieku dźwigaj!

Bo donice wielkie niektóre, ceramiczne a jakże, więc ciężkie. No i dużo tego do noszenia.

Zimni ogrodnicy straszyli, ale u nas tylko koło zera było. Za to dziś w nocy Zocha pokazała, co umie, dobrze, że spojrzałam na mapkę pogody dla Kowal Oleckich, bo już gotowa byłam z braku Roberta do pomocy, który pojechał balować do stolicy, i z lenistwa założyć, że też tylko Zośka będzie straszyć. Swoją drogą niech mi ktoś wytłumaczy, dlaczego to zimne towarzystwo takie konsekwentne co rok?? Jakiś prąd oceaniczny, jakieś inne coroczne ruchy się wtedy odbywają na jakimś krańcu świata i wywołują ten podmuch zimy akurat w tym momencie, co rok o tej samej porze? Dwa lata temu wszystkie kwiatki na drzewach owocowych w całym kraju padły, u nas było z –5 stopni i jeszcze im się do 17 maja omskło. Za to dziś wreszcie jakoś tak duszniej, parnej, mgliściej i mapka pogodowa na noc też optymizmem napawa.

Więc dziś radośnie uznaliśmy, że skoro zimni panowie z panią poszli sobie, to można małe sprzątanie zrobić i cukinie,

co to ani ich widu ani słychu w doniczkach od Wielkiej Nocy, wsadzić do ziemi, może teraz się odważą, a na wypadek gdyby już dawno uznały, że ten świat niewarty kiełkowania, dosiałam wprost do gruntu jedną torebkę nasion.

Psy uwielbiają, gdy grzebię w ogródku. Lubią być na podwórku i lubią być ze mną więc wtedy mają dwa w jednym. Zjadają ziemię, która rozsypie się z worka, kradną doniczki, z których przesadzam rośliny, brykają w przypływach jeszcze lepszego humoru

Wczoraj zanim zajrzałam do mapki, posadziłam wreszcie do ogródka dwie róże i krzaczek weigelę z doniczek, które stały na ganku. O krzewuszce cudownej (ładniejsza nazwa krzaczka) doczytałam nieco po czasie, że w naszej strefie klimatycznej nie ma szans, ale osłonięty garażem i odziany na zimę w ubranko, może da radę. Roślinki kupione dawno temu w jakimś sklepie miały już pąki, gdy u nas był jeszcze śnieg i mróz. Potem takie wydelikacone strach było wsadzać do ziemi. Na noc ubrane w wiaderka jakoś przeżyły tę pierwszą noc na wolności.

Przez tych zimnych ogrodników nawet bez nie rozwinął się w pełni.

Jest wciąż taki na ¾, za to na łąkach w dolinie mnóstwo nowych kwiatków

i niezapominajki zakwitły, też pod pensjonatem, niebieskie oraz białe, które posadziłam w zeszłym roku.

Uwielbiam niezapominajki. I bez. Niezapominajki i bez mogłyby kwitnąć na okrągło.

Pod pensjonatem wzeszła też mięta, przesadzona w tamtym roku z ogrodu, gdzie próbowała wyprzeć kwiatki, teraz niech sobie buszuje, bo w tym miejscu jest zawsze cień i nic innego nie rośnie.

Z okazji porządków znowu dywaniki i psie posłania wylądowały na podwórku, a Lodzia uznała, że to świetne miejsce do spania

A po porządkach poszliśmy na spacer, najpierw z Belfegorem i canonem.

Stąpaliśmy po kobiercach stokrotek A tu miał być niebieski motylek, ale odleciał, zanim canon złapał ostrość:)

A gdy już wracaliśmy ze spaceru, Belfegor pogonił bociana. Niby wie, że szkoda zachodu, ale to silniejsze od niego, gdy widzi duże ptaszydło.

Bocian jak zwykle zbytnio się nie przejął. Odleciał tylko kawałek…

i wylądował

Ach! Zapomniałam! W zimnych ogrodników (też nie miały kiedy!) przyleciały wilgi i śpiewają w krzakach (tego głosu brakowało do kompletu, choć pełen komplet będzie, gdy przyleci nasz żywiciel derkacz, ale na razie ma za krótką trawę).

PS. Ponieważ nikt mi nie chce odpowiedzieć na pytanie, dlaczego akurat w zimnych ogrodników jest tak zimno, poszukałam sama i znalazłam pewne rozważania na ogrodniczo - działkowym forum. Przy okazji dowiedziałam się, że w Rosji nazywają te dni czeremchowymi zimnami.

Komentarze

Skomentuj:
GCQFE
 
 
zimni_ogrodnicy_zimna_zoska.txt · ostatnio zmienione: 2013/10/20 20:27 (edycja zewnętrzna)
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika