8 października 2009

Zimno, mokro, ciemno...

Zapowiadali babie lato, ponad 20 stopni od dzisiaj, ale jak zwykle dotyczyło to „całej Polski” a nie Zawad. Jak my to lubimy! Kiedyś była taka akcja pedigree - reklamowali się w telewizji, że jeżdżą po całej Polsce, po czym pokazali trasę objazdu. Rzeczywiście… cała Polska… z wyjątkiem północno-wschodniego rogu. To samo w prognozach pogody: „jutro w całej Polsce słońce”, po czym pokazują mapę, a w naszej okolicy chmurka i deszcz. Widać wciąż uważają nas za Prusy Wschodnie.

Wrzesień nas rozwydrzył, taki był piękny (do 25 pływałam w jeziorze), końcówka była już pochmurna i czasem padał deszcz, ale na niebie jeszcze coś się działo innego niż burość.

Przedprzedwczoraj było nad ranem -3 stopnie, na szczęście nasze pelargonie, surfinie i reszta doniczkowców dzielnie to przeżyły. Wczoraj w nocy było 15 stopni! czyli cieplej niż przez większość nocy latem, wiał ciepły wiatr i było dość niesamowicie, Robert nawet usłyszał jakieś wielkie zwierzę za płotem, poświecił latarką, a tam czworo oczu jakby… zająca:)

Koszmar zaczął się dziś. Zwlekliśmy się prawie rano:) a tu ciemno, ponuro, leje, więc po co wstawać?? Gdyby nie psy, no i jeszcze parę innych pomniejszych powodów, nie wstalibyśmy wcale. No cóż, przyszła pora na brzydką jesień, na przemoczone buty i psy mokre od stóp do głów po spacerach,

na nieudane zdjęcia, bo flesz zapala się nawet w biały dzień na dworze i w ogóle nieudanych wiele rzeczy, bo energia i refleks nie ten, najchętniej zakopałoby się pod pierzynę, a nie na tej zimnicy robiło, co powinno,

np. przesadzało tuje pod gankiem w większe donice, by im korzonki zimą nie zmarzły,

na brązowe badyle zamiast kwiatów i poległe trawy, na zimnicę i ponurość, choć jesienne barwy dzielnie się przebijają.

Jedyna nadzieja w piecach, tylko jeszcze żeby jakiś pan Józek biegał po drewno i dokładał:)

Psi instynkt kazał nieco podziębionej Lodzi (trzeba jej będzie wydziergać sweterek na zimę) wygrzewać chore gardło

Pieso też powoli przenosi się do łazienki, gdzie najcieplej, kotłuje w tym celu dywanik, by służył za posłanie

Jedyne co jeszcze miłe, to ptaki na przelotach. Wpadają do naszego ogrodu i można się na nie napatrzeć nie wychodząc z domu, czyli przez kuchenne okno, bo bardzo lubią przysiadać na słupkach ogrodzenia i nurkować w tamtejszych krzakach.

Tu przykład zdjęcia, które nie wyszło, bo otumaniona pogodą nie zauważyłam, że aparat łapie ostrość na pensjonat. Rudzik wpadł do nas na ganek, tłukł się o szybę, po czym ledwo żywy musiał się ogrzać za Roberta koszulą, zanim poleciał na ten zimny świat. Jak zwykle w takich wypadkach, o czym w niusie przyrodniczym , musiał potem pozować do zdjęć.

A tu rudzik w imię zasady, że w takie dni nic się nie udaje, odwrócił się tyłkiem, a takie piękne, dramatyczne ujęcie by było, bo machał skrzydłami jakby leciał choć nogi miał uwięzione… ale aparat się spóźnił.

Nie ma lekko, trzeba to jakoś przeżyć, choć czasem, jak te motyle u nas przy kocich drzwiczkach do piwnicy, najchętniej zwinęłabym skrzydła i przespała do wiosny;)

Komentarze

Monika, North Carolina, 2009/10/29 09:00
Troche zimno robi sie mi od przegladania tych deszczowych obrazkow. Dobrze, ze obok Lodzi jest wciaz sporo miejsca przy piecu...
Skomentuj:
OWWGE
 
 
zimno_mokro_ciemno.txt · ostatnio zmienione: 2013/10/20 20:26 (edycja zewnętrzna)
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika