20-23 luty 2016

Zimowa wyprawa Gucia

Najpierw Katalonia, a więc…

obowiązkowo Gaudi w Barcelonie - jak widać Sagrada Familia wciąż w budowie.
Z opisu Madzi: Budowę świątyni rozpoczęto w 1882 roku. Początkowo jej projekt zlecono innemu architektowi, ale ten pokłócił się ze stowarzyszeniem finansującym budowę świątyni. Wówczas wkroczył Gaudí, który całkowicie zmienił projekt, nadając mu własny styl. W założeniu architekta sama konstrukcja budowli miała przypominać jeden wielki organizm. Przez następne 40 lat pracował intensywnie nad konstrukcją, poświęcając jej całkowicie ostatnich 15 lat życia. Podczas prac nieustannie dostosowywał i zmieniał pierwotne założenia. Wieże kościoła ukończono w 1920 roku. Sześć lat później architekt zginął, wpadając pod przejeżdżający tramwaj, pozostawiając tylko jedną z trzech zaprojektowanych fasad. Z powodu organicznej formy budowli oraz niepowtarzalności detali architektonicznych (tak jak w naturze żaden z nich nie jest identyczny i musi być osobno rzeźbiony) do dziś nie zdołano jej ukończyć… Cały czas coś dobudowują - widać kolejne etapy porównując kolory poszczególnych elementów.

na ulicy Passeig de Gracia, gdzie są 2 kamienice stworzone przez Gaudiego. Ta nazywa się Casa Battlo.

Potem Andora, maleńkie księstwo w górach, gdzie obywatelstwo można dostać dopiero po 20 latach zamieszkiwania.

Stolica Andory - Andora la Vella.

A reszta z Pirenejów. Wszystkie opisy Madzi.

O 19:00 przyszedł miły pan Anglik, który pracuje w tym narciarskim kurorcie w sezonie zimowym (mówi biegle po ang., hiszp., francusku, katalońsku). Wsadził nas do ratraka i ruszyliśmy stromym zboczem do naszej miejscówki.

Igloo zaprojektowało i zbudowało 4 iglo-specjalistów. Co roku od 9 lat igloo z nadejściem wiosny się topi… i późną jesienią odbudowywane jest od nowa. Ściany i stropy igloo mają od 1.5 do 3 metrów grubości. W hotelu Iglu najpierw były drinki powitalne, potem zwiedzanie. Na samym początku było z nami jeszcze kilku innych turystów, którzy na szczęście na noc wrócili na dół i mieliśmy całe igloo i wszystkie atrakcje dla siebie.

I skierowaliśmy kroki do dżakuzi, które było w pomieszczeniu bez dachu - od pary by się zawalił sufit, gdyby był. Ale zimno odczuwały tylko czubki nosów. Woda była bulgocąca i gorąca i zmieniała kolory. Przez dziurę w dachu widzieliśmy gwiazdy i poświatę księżyca.

Śpiwory były specjalne, tak dobre, że w środku nocy Borys musiał zdjąć skarpety. Mnie też było bardzo ciepło, a miałam tylko 1 warstwę. Tylko nie mogłam spać, bo się bałam, że Gucio się odkryje (wierci się czasem tak, że wychodzi ze śpiwora-mumii zapiętego na ścisk).

Byliśmy absolutnie sami na terenie gigantycznej stacji narciarskiej która za godzinę miała się napełnić tysiącami narciarzy i snowboardzistów. Na śniegu oprócz śladów ratraków widać było ślady wilków. Stacja narciarska Grandvalira mieści się na terenie pirenejskieo parku narodowego czy innego terenu chronionego i jest podobno bardzo eko. Mieszkają tam wilki, chronione są świstaki należące do jakiejś wymierającej odmiany a także jakieś rogacze.

Korzystając z okazji, przekonaliśmy Gucia, aby po śniadaniu spróbował nauczyć się jeździć na nartach - warunki są tu wspaniałe, zero kolejek do wyciągów, wszyscy mili, stoki doskonale przygotowane… Zgodził się :-) Zamówiliśmy pana Sergi - instruktora, który miał mówić po biegle po francusku, ale mówił tylko bezokolicznikami w okrutnie hiszpańskim akcentem i Gucio go nie rozumiał. Ale nieważne rozumienie tylko gesty jak się okazało - Gucio śmigał już sam po 1 godz. i 20 minutach.

Komentarze

Monika, North Carolina, 2016/03/04 07:30
Wspaniale przezycia ma Gucio, spanie w igloo bardzo do pozazdroszczenia.
Niesamowita wycieczka!
Skomentuj:
AXYBY
 
 
zimowa_wyprawa_gucia.txt · ostatnio zmienione: 2016/03/03 20:47 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika