25 stycznia 2011

Zimowe nieszczęścia i szczęścia

Szkoda gadać znaczy pisać. Ale obowiązek kronikarza wzywa:) Zima tym razem uwzięła się na kangura. Kangur zwierzę z ciepłych krajów więc może dlatego.

Najpierw Robert wracając z Olecka przez naszą super autostradę jednopasmową ale dwukierunkową między Stożnem a Sokółkami w zadymkę za późno zauważył ciągnik jadący z naprzeciwka i zjeżdżając z toru jezdnego na muldy poboczne wpadł w poślizg i wywrócił się na bok. Na zimowe szczęście w tym akurat miejscu była wysoka banda ze śniegu i samochód oparł się o nią. Ciągnik-winowajca wyciągnął go z zaspy, kangur stracił jedynie różne listwy i listewki na bokach, ale nikomu poza tym nic się nie stało.
Z niedzieli na poniedziałek mieliśmy z Robertem chytry plan wymienienia się na samochód pod dworcem. Robert miał wsiąść o 00.10 w PKS do Warszawy, a ja wysiąść o 3.40 z PKSu jadącego w przeciwnym kierunku. Kangur miał na mnie czekać. I owszem wysiadłam na dworcu po tym, gdy zaalarmowałam cały autobus, by mnie na pewno obudzono w Olecku, bo ostatnio parę razy zaspałam, ale o ile zaśpię w Warszawie, to nawet z Zachodniego jakoś dotrę do warszawskiego domu, to zaspawszy w Olecku, z Gołdapi czy Kowal do Zawad nie dojadę, zwłaszcza w środku nocy. Gdy Robert czeka na mnie na dworcu, ostatecznie wyciągnie mnie z autobusu, ale gdy miał na mnie nie czekać, strach blady padł na mnie, że się nie obudzę. No więc udało się, wysiadłam, a tu nie tylko kangur ale i Robert czeka. Nie udało mu się odpalić samochodu na czas, żeby dotrzeć na PKS po północy. Kangur ma zepsute jakieś kółko od alternatora i przez pasek klinowy nie ładuje dobrze akumulatora i stąd kłopoty. Miał również zepsutą obudowę od przegubu i był z tych powodów na wtorek umówiony do lekarza. Na nasze szczęście (Robert MUSIAŁ być rano w stolycy) jeździ nowy autobus z Suwałk przez Olecko o 4.40, przeczekaliśmy więc godzinę w moim gabinecie, następnie Robert pojechał ekspresowym jak się okazało PKSem (4,40 a nie 5,30 godzin jadącym), a ja wróciłam wreszcie do domu ku radości opuszczonych psów i wreszcie poszłam spać. Tegoż dnia, oczywiście nie wyspawszy się, bo psy stęsknione szybko wyciągnęły mnie z łóżka, no i trzeba było ptaszki nakarmić i palić w piecach bo mrozy naszły okrutne, najpierw asystowałam w nieudanym transporcie brzozy za stodołę. Przyjechali nasi wybawcy z Cichej Wólki z drewnem na opał, bo gdy patrzymy na ubytki w drewutni, zimno zagląda nam w oczy, ale nie dali rady wjechać z ładunkiem pod górkę za pensjonatem, a następnie za stodołę, gdzie drewno zawsze jest zrzucane a potem cięte i rąbane. No nijak. Rzucili więc badyle przed ścianą galerii. Zatarasowali drogę i korek się zrobił pod naszą bramą, bo akurat, jak na ironię, jechały dwa samochody, w tym jeden pan ze Staczy, jak się okazało obserwator bielików i zimorodków i czytelnik naszych niusów, jechał na plażę na ryby podlodowe.

Potem ja pojechałam nakarmić koty na górce…

jak to mówi sąsiadka Agnieszka, co to przyjechała do Zawad na zimę i w chwilach naszej niedomogi wyręcza nas w karmieniu kotów - Pimpek sadełko i Pyza na zawadzkich dróżkach, zimowe szczęścia

…i to była ostatnia jazda kangura… Utknęłam na górce, bo jak się okazało, z 4 kółek ostał mi się napęd na jedno, i nijak nie mogłam wyjechać z niedużego dołka. Przegub nie wytrzymał bez obudowy:( Traktor wyciągnął kangura i ten stoi teraz na podwórzu, bo pod górkę nie mógł wjechać na parking, zresztą wciąż zawalony śniegiem, a pod bramą tarasowałby drogę tikusiowi, który wrócił do mych łask. I kangur chyba tak postoi, bo znalezienie przegubu do kangura 4×4 który w Polsce występuje z rzadka, nie mówiąc o wyskrobaniu kwoty, nie będzie proste. Pojechałam więc do pracy wiejskim pojazdem tico, dziś też i nawet udało mi się tylko raz wpaść w poślizg z powodu pewnego nieobliczalnego owczarka colie z Mściszewa (któremu czasem odbija i postanawia gonić samochody - tym razem ganiał jadący z naprzeciwka, więc musiałam wyminąć i pojazd i psa). Za to wracając już szczęśliwa, że z pracy i mając zabrać sąsiadkę, którą zawiozłam do miasta na zakupy, objuczoną z tej okazji torbami, spod biedronki… złapałam gumę. I tak oto sprawdza się paranoja Roberta, że świat zawadzki kręci się prawidłowo tylko gdy on jest w pobliżu. Nie dziwne więc potem, że żadną siłą nie można go z Zawad wywabić.

(pod kocem jest jeszcze Lodzia)

I gdy tak dygam enty raz z koszem drewna i potykam się o rozkraczonego na podwórzu kangura (zdjęcie jutro, bo po łataniu oponki dziś wróciłam do domu o zmierzchu),

obiecane zdjęcie kangura z dnia 26, po śnieżnej jak na złość nocy, bez nadkola i listwy progowej, a żeby nieszczęściom zimowym nie było dość, mamy za sobą upojną noc z rzygającym Belfegorem

jedyne co mi na osłodę zostało, to wspomnienie Dnia Babci i Dziadka w postaci pięknej zielonej laurki i zdjęć:

jak przystało na cenionego artystę, wystarczy że jedną kreskę postawi i dzieło już bezcenne,

a resztę pracy muszą wykonać asystenci

mało niebieskich oczu, trzeba jeszcze na niebiesko zęby

A to ulubione ostatnio zajęcia Gustawa (poza naklejaniem naklejek, które znalazły się też na laurkach dla dwóch babć, dwóch dziadków, 3 prababć i jednego pradziadka, na co asystentka: „i kto to widział mieć tyle babć i dziadków??”) -

huśtanie z dużą ilością misiów, które należy dostarczyć na huśtawkę, obecnie, w ramach nauki mówienia „ś” zwane „miii - długa przerwa - ś”

ulubiona ostatnio książeczka:

robienie zdjęć - oto pierwsze zdjęcie autorstwa Gustawa:

powrót do zabawki sprzed pół roku, tym razem z dużo większą satysfakcją:

I jeszcze w kwestii nowego słownictwa Gucia - „duła” oznacza, że coś jest duże lub długie i jest to specjalna informacja dla Moniki i Radka z Duł:)

Ale koniec tego dobrego, pora wracać do zawadzkiej rzeczywistości, gdzie jedynym zimowym szczęściem jest zwielokrotnienie górek obserwacyjnych na podwórzu:)

Komentarze

Tess, 2011/01/26 09:40
Bez 4x4 na wsi zima ( i nie tylko ) nie da rady... Trzymamy kciuki za rehabilitację dzielnego Kangura i za Was, żebyście nie utknęli. Ale ponoć odwilż idzie. Ściskamy mocno przekazując szczególne uściski dla Gucia! Asia i Wojtek
OLQA, 2011/01/26 10:05
Gucio to debeściak :)trzymam kciuki za szybką wiosnę i rehabilitację ( jak najlepszą i najtańszą), pozdrawiam
fred, 2011/01/28 23:55
Mnie podoba się Belfegor
ania, 2011/01/29 00:57
znaczy nic się nie zmieniło:)
Skomentuj:
UFAHW
 
 
zimowe_nieszczescia_i_szczescia.txt · ostatnio zmienione: 2013/10/20 20:26 (edycja zewnętrzna)
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika