6 listopada 2012

Zmieniajmy świat na lepszy

No dobrze, pora coś skrobnąć. Szczerze pisząc weny nie miałam, nastrój za to denny. Ale dziś mi się poprawił za sprawą dyrektora banku dla emerytów i rencistów, mimo usilnych porób odmłodzenia Szymonem Majewskim. Mam w tym banku konto firmowe i choć kilka razy byłam bliska pożegnania tego reliktu Peerelu, jestem mu wierna do dziś. I jak to wierna żona, co jakiś czas klnę na czym stoi świat;) Konto w banku założył mi ojciec, gdy mimo jego ubolewania założyłam działalność gospodarczą. Było to tak dawno temu, że innych banków prawie nie było. Nawet jak były, to mój świętej pamięci tata, jak wiadomo biegły księgowy, dyrektor ekonomiczny i dzierżyciel rodzinnych finansów, żadnym innym nie ufał. A potem zwyciężało moje lenistwo, bo niczego tak nie cierpię, jak chodzenia po urzędach, z czym zmiana nr konta się wiąże – musiałabym iść i odstać w kolejce z pitem o numerze ileśtam informującym urząd skarbowy, że kasę od teraz mogą mi zabierać skąd inąd. A potem przeprowadziłam się tu gdzie jestem. W najbliższym mieście Olecku był to jedyny z dwóch, równie świetnych banków, więc wybór do zdrady żaden. Teraz banków do wyboru do koloru ale ja już jestem za stara i za leniwa na zdrady:) Oznacza to, że gdy konto świeci pustką a wyjące zobowiązania finansowe piętrzą się, muszę się udać do BEiR (Bank Emerytów i Rencistów) w celu dokonania wpłaty gotówki zostawianej przez gości agroturystycznych, klientów galerii i pacjentów w gabinecie. Dawno temu w banku oleckim był wpłatomat i to nic, że nigdy nie działał. Mogłam pójść do kasy z dużą gębą, że nie będę stała w kilometrowej kolejce, skoro jak psu kiełbasa (no właśnie!) należy mi się móc wrzucić pieniądze w kopercie a nie mogę nie z własnej winy. W dodatku wpłata jest opatrzona prowizją a wrzucenie w gardło bankomatowi nie kosztowało nic, więc jeszcze miałam gębę na temat żądania ode mnie prowizji. Wraz z przeprowadzką banku w bardziej prestiżowe miejsce zlikwidowano wpłatomat, tudzież pozbyto się niewygodnej klientki i jej podobnych. Chociaż śmiem wątpić czy były podobne, bo jak obserwuję ludność miasta Olecko, zdaje mi się, że żyją w jakimś innym świecie, gdzie wolno ludziom zrobić wszystko i nikt nawet nie kwiknie. Ludzie stoją jak cielęta w kolejkach w czasach, gdy kolejek już nie ma, bo spróbowałyby być – zaraz wszyscy przenieśliby się tam, gdzie nie ma. Ale nie w Olecku! Gdy wyrażam na głos swoje niezadowolenie, że na 4 kasy czynna jedna, to słyszę, że pewnie z Warszawy przyjechała, bo jej się spieszy… Szczęśliwi ludzie w Olecku którzy czasu nie liczą. Może wiecznie zakochani?
No i dziś przyszedł ten dzień, gdy po Matki Boskiej Pieniężnej w gabinecie trzeba udać się do BEiR. Miałam 30 minut do pacjenta i nadzieję na zakupy w Lidlu a tu oczywiście ogon pań i panów o kulach na zmianę z trzęsącymi się staruszkami. Jak nic pół godziny stania, choć we wszystkich kasach panie uwijają się jak mrówki. W takich wypadkach zaczynam od retorycznego pytania na całą salę, czy jest już może zainstalowany wpłatomat w bankomacie. Oczywiście dostaję odpowiedź przeczącą i sterczę dalej. Potem (jak to czyniłam ostatnio) miałam zamiar iść do pani kierowniczki powiedzieć, co o tym myślę, że w banku nie ma okienka dla klienta instytucjonalnego, czyli mającego konto firmowe i musi stać i cenny czas marnować. Ale pomna tego, co Pani kierowniczka powiedziała mi ostatnio (że ona nic nie może, może tylko przekazać moją prośbę, co podobno czyni), udałam się od razu na piętro, gdzie załatwiani są tacy jak ja, tyle że w spawach nie mających nic wspólnego z kasą. U pań na krzesełku siedział schludny młody pan, ale widać nie klient, bo bez płaszcza, zagaiłam więc, że przyszłam się poskarżyć, że nadal nie ma wpłatomatu, że nie mam czasu, bo ciężko pracuję i nie wiem dlaczego za karę, że im pieniądze przynoszę, mam jeszcze stać na dole w długiej kolejce do kas i że są najbardziej zacofanym bankiem na świecie oraz kolejny raz postraszyłam, że może jednak przemogę lenistwo i bank zmienię. Na co pan wstał, zaprosił mnie do gabinetu dyrektora, bardzo przeprosił, powiedział, że jest dyrektorem dopiero od trzech miesięcy, ale widzi co tu się dzieje, robi co może, zaczął od założenia poręczy przy kamiennych schodach (co rzeczywiście w BEiR wiało grozą), że szykuje się modernizacja bankomatu, bo wstawili tu starą maszynę, więc dopilnuje, by był z możliwością wpłaty, że jest za mało bankomatów (dwa), a zapotrzebowanie na co najmniej cztery (to prawda! kolejki są nie tylko w banku ale i do bankomatu!), więc będzie nowy bankomat przy Biedronce, że od 19-tego listopada otwarte będzie okienko dla firmowców, ale tak w ogóle to mogę wpłacać pieniądze bez kolejki u pani skarbnik, do której mnie zaraz zaprowadzi, co też uczynił. Pani skarbnik moje marne parę złociszów z polecenia dyrektora wpłaciła w kantorku za zamkniętymi drzwiami i poinstruowała na przyszłość, żeby wchodziła śmiało, gdy światło się nie świeci, a jeśli jej nie ma, bym głośno stukała, za to jak się świeci, znaczy ma klienta. Pan dyrektor wręczył mi swoją wizytówkę (gdybym swoją psychowizytówkę miała aktualną, to bym się odwdzięczyła;)) i podziękował, że przyszłam na górę, bo on sobie ceni takich klientów co mówią wprost, co się im nie podoba i gdyby był mi kiedykolwiek czy komukolwiek z mojej rodziny potrzebny, to jest do usług. Włala.
Dobrze wyszkolony PAN DYREKTOR.
Przyszło mi do głowy, że poza poręczami (w tej sprawie przyczyniła się pewnie jakaś staruszka co niemal nie zginęła tragicznie w drodze po emeryturę), swoją wielką pyskatą gębą, której większość tak nie lubi, miałam udział w jego planach. Bo jestem zdania, co powyższe mi potwierdziło, że świat trzeba zmieniać, a nie jęczeć czy zrzędzić, że JEST NIE TAKI. A zmiana zaczyna się od NAZWANIA RZECZY PO IMIENIU!
I tak odzyskałam sens życia, wiarę w słuszność postępowania i macie jak w BANKU - nadal będę mieć gębę od ucha do ucha, również w niusach. I to tyle na dziś, choć wiele (wirtualne zapiski w mojej głowie zbierające się tam od ostatniego niusa, ale uwierzcie, nie chcieliście tego czytać, bo miało być o rakach, bynajmniej nie tych, co zimują), przemilczałam w ramach świadomości, że mamy erę obrazkową z Faktu i długich wpisów nikt nie czyta. Nie mówiąc o komentowaniu;)

A teraz krótki przegląd tego, co miało miejsce, a la Fakt:

Mówiłam, że nie doczeka…

Zdjęcia już archiwalne, obecnie od dwóch dni leje i zaraz ugrzęźniemy po pachy:

trawka i krzaczki rosną, może do zimy ukorzenią się na tyle, że wytrzymają

jabłka wyzbierane, zostało kilka dla ptactwa

a do starego ogrodu zwiezione z lasu gałęzie po wycince do ogacania, ale póki co, jak już wspomniałam, leje a nie mrozi

Udane łowy i komisyjne wypuszczanie delikwentki - narobiła takiego kipiszu w pensjonatowej kuchni, że było ryzyko, iż jej łepek ukręcę;)

po uchu widać, że to mysz leśna, a więc niebylejaka, żywa reklama pensjonaciku, w którym nawet mieszkańcy lasu chcą mieszkać!

objadła się musli owocowego z orzechami

zdjęcie roku!

wystrzeliwanie myszy w kosmos:)

demonstracja wygryzionej szyjki od peta, z którego zrobiona jest pułapka - na szczęście w porę skontrolowałam i nie zdążyła się dogryźć (o myszach napiszę kolejnym razem)

Cały reportaż w albumie Mysz! Mysz się złapała!

Nierówna walka:

ziemia zebrana, wszystkie dołki po psach zasilone

a następnego dnia…

od nowa (już nie ma gdzie upłynniać tej ziemi)

Na Sylwestra ostała się wolna już tylko romantyczna dwójka pod tulipanem (może ktoś ma ochotę wpaść, gwarantowany cichy Sylwester bez kreacji i fajerwerków, ZAPRASZAMY!), więc dopieszczamy domek, znaczy ja dopieszczam, bo Robert oczywiście robi rzeczy WAŻNE…

Malowanki na kominku, jeszcze tylko półka, i będzie gotowy:

Malowanki w kuchni:

nad półką wyłaziła wciąż ruda plama, więc z plamy zrobiliśmy plamę foremną i udajemy, że tak miało być:)

Malowanki w korytarzu:

Malowanki w łazience apartamentu:

więcej większych malowanek w albumie Malowanki na górce

Musicie przyznać, że stempelki z ziemniaka wprowadzają wiejski charakter!

Przy dopieszczaniu i robieniu rzeczy ważnych na górce szczęśliwe koty, za to nieszczęśliwe psy pod tulipanem, bo jak wiadomo, ktoś musi być nieszczęśliwy, aby szczęśliwy mógł być ktoś;)

pod promiennikiem a przed kominkiem (na drugim fotelu chwilowo nieobecny Burasek:))

A Robert nadrabia braki, ale żeby o tym, musicie skoczyć na FB albo od razu celem kupienia prezentów na Gwiazdkę do Galerii :)

To na razie!

Komentarze

Wanda, 2012/11/07 00:02
Pozdrawiam z Anglii gdzie aktualnie przebywam chwilowo u córki..Wanda Nowak
ania, 2012/11/07 00:06
W takim razie pozdrawiamy obie Panie!:)
Ewa U., 2012/11/08 17:21
No i masz, zeżarło mi komentarz. Ale nie ma tego złego, w międzyczasie otworzyły się wszystkie zdjęcia. Mówiłam, że kawę zdążę zaparzyć i wypić. Jest pięknie! Zwłaszcza plama robi wrażenie, ja bym się nie przyznawała!
Nie popadaj w denne nastroje, wiosna idzie. Wczoraj widziałam kopciuszka. Jeszcze nie odleciał, czy już przyleciał?
ania, 2012/11/08 21:33
Kopciuszki, jak od dawna wiadomo (http://ptaki.zawady-oleckie.com/_detail/2009/koniec_pazdziernika_005a.jpg?id=awifauna), są grzebułami, więc...
Agnieszka ze skrzyzowania, 2012/11/09 16:17
No, Kochani! Ja tam czytam od deski do deski Anine pisanie. I komentuję coraz częściej... prawda? 1. Myszka - istne cudo! Mam nadzieję, że "moja", którą przezimowalam dwa lata rok temu, jakoś i tę zimę przeżyje. A może już jest w myszkowym niebie... 2. Bankomat w Olecku to osobna historia. No jest niby kilka, ale ten jest na rynku. I tam jeden klawisz nie działał w zeszłym roku, a jego funkcję obsługiwał... całkiem inny!!! O czym wiedzą wszyscy mieszkańcy, ale nie warszawianka. Jesienne całusy Agn
ania, 2012/11/09 18:56
Klawisz może był, mnie i tak nie przydatny, ja potrzebuję OTWORU DO WKŁADANIA:) jakkolwiek to nie brzmi.
I owszem Agnieszko, doceniam!!!
OLQA, 2012/11/10 23:22
Podziwiam litościwość, choć przyznaję myszka urocza:)
Skomentuj:
SYAUL
 
 
zmieniajmy_swiat_na_lepszy.txt · ostatnio zmienione: 2015/02/15 19:27 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika