17 kwietnia 2017

Zrzutka.pl i inne powielkanocne

Właściwie jeszcze święta, ale korzystam z okazji, że mam czas. No bo święta, goście tu i tam, a pogoda nas nie rozpieszcza i nawet gdybyśmy chcieli święta czniać, to i tak się nie da. Robert robi korektę kroniki szkolnej a ja na przemian oglądam domo i czytam. Dzieci nie dojechały, bo, jak wiadomo, się rozchorowały, a zapowiadana i ziszczona pogoda nie była dla chorych odpowiednia. Więc w zasadzie odpoczywamy.

Zacznę od zrzuty. Dotyczy przetłumaczenia, doprowadzenia do stanu dającego się czytać i rozpowszechnić Kroniki szkoły w Zawadach Oleckich, która obejmuje okres 1883 - 1944 i pisana była przez kolejnych nauczycieli. Robert porywając się na ten projekt zaryzykował, że sprawi sobie najdroższą książkę w życiu i wziął wszystkie koszty na siebie (znaczy na nas), ale miło się zdziwił - już połowa planowanej sumy, którą chciał odzyskać, za Waszą sprawą wróciła do nas! Wielkie dzięki! A może będzie jeszcze więcej;) Jak się domyślacie, budowa jedna i druga, oraz wcześniejsze ekscesy z szukaniem i leczeniem zwierząt nieco nas nadwyrężyły, więc przynajmniej kronika nas nie dobije;) Oczywiście nie liczymy kosztów takich, jak czas i umiejętności redaktorskie Agnieszki, czy upór w przepisaniu w wersji niemieckiej nieczytelnych dla zwykłego śmiertelnika kartek przez Hermana (pdf od Hermana liczy ponad 130 stron), no i ślęczenie Roberta, ale byłoby grzechem nie doprowadzić sprawy do końca! To naprawdę fascynująca lektura.

Więcej szczegółów o projekcie przeczytacie na stronie zrzutki i na naszej stronie Historia Zawad Oleckich

Wracając do powielkanocnego tego i owego.
Pytacie tu i tam w kuluarach, czemu taki smętny był nius życzeniowy, czy coś się stało. No właściwie stało się, takie życie, raz pod górkę, raz z górki, nasze pod jeszcze się nie skończyło, ale szczegółów nie będzie, bo ktoś sobie nie życzy, aby o tym mówić, a co dopiero pisać. Nastrój jednak kiepski. W dniu życzeń dołożył się Pieso, który zginął, którego znalazłam spanikowanego na skrzyżowaniu w Cichej Wólce, nie rozpoznawał mnie i chciał uciekać, na szczęście się opamiętał. Pieso jest już zdemenciałym staruszkiem, zapomina, że już jadł i był na podwórku, gdy się zagapi na spacerze, biegnie na oślep z powrotem do domu, choć przebiega obok mnie, nie widzi. Wtedy, gdy zginął, też myślałam, że tak zrobi, ale nie zrobił. Coś mu się pomerdało, poszedł za ludźmi z psem, pewnie myślał, że to nasi goście. No nic, dobrze się skończyło, ale co się zdenerwowałam, to moje. Na dodatek akurat nie miał adresatki, bo się ułamała. Tak więc nagłe wylądowanie Kseni w szpitalu przed świętami, zaginięcie Piechula i tamta sprawa, o której nie chcę pisać, znów mnie sprowadziły na ziemię. Czas względnego spokoju i radości to rzecz tak krucha, że weselić się nawet w święta trudno. A dziś od rana Czarli jakiś był niewyraźny, na spacerze wlókł się i dyszał, ale zjadł z apetytem, kupę zrobił normalną i siku, dopiero po jedzeniu, gdy leżał, nagle zaczynał skowyczeć z bólu. Oczywiście psy zawsze chorują w święta i dni wolne, ale na szczęście był dr Jakuszko, który niczego nie stwierdził poza książkową temperaturą ciała. Pies dostał opokan z powodu podejrzenia, że to kręgosłup albo inne kości. Czarliś przybierał podobną pozycję jak Lodzia, gdy cierpiała. Po opokanie jakby mu przeszło, więc może to dobry trop, chociaż teraz znów popiskuje:( Na szczęście jutro już działają weterynarze z aparaturą.

To teraz wspomnienia ze świąt. To już nasze 18 święta Wielkanocne w Zawadach…
Lata lecą a święconki z roku na rok coraz bardziej mizerne. Tegoroczna przeszła samą siebie;) Kilka ugotowanych jajek i już!
Przy okazji przegląd święconek z lat paru w chwili święcenia, czyli jak powszechnie wiadomo, nad jeziorem, jako że w świętość kościelną nie wierzymy, tylko w świętość Natury;)

tegoroczne święcenie z Czarlim, na ławce, bo pieńki daleko, daleko i wgłąb

w 2016 z plastikową łódką i kupą sąsiadów

w 2015, jeszcze z Krecikiem, na kamieniu, który też w tym roku pod wodą

na pieńkach w 2014 z Piotrem, naszym gościem

pamiętnego 2013 roku, nad rzeką, bo jezioro było jeszcze pod lodem

w 2012 z Madzią, na tle nielegalnego mola sąsiadów, za to bez kupy

w 2011 z Piesem

i w 2009 (2010 gdzieś się zapodział) nad jeziorem, ale nie na plaży, tylko vis a vis domu

Przed święconką wreszcie udało mi się sprzątnąć biurko!!!

Pogoda w tym roku też nas nie rozpieszczała i może to już tak będzie, że Boże Narodzenie będzie bez śniegu, a Wielkanoc biała?
Goście przyjechali już w czwartek wieczorem i w nocy, w piątek lało,

w Wielką Sobotę było zimno i na zmianę lało i świeciło słońce, za to chmury były niezłe!

a tak nas przywitała Wielkanoc

tak było tego dnia na spacerze:

a tak potem:

jako że w nocy miało być -4 (i było), ciężkie kwiaty dostały ubranka, lżejsze poszły do pracowni

pod wieczór znowu sypnęło, tym razem śnieżnymi kulkami, a więcej zdjęć w albumie Kwiecień plecień

A kto się stęsknił za kotami, może zajrzeć do albumu Osaczanie Strzały

Komentarze

Maria Kowalewski, 2017/04/17 21:33
Zachwyciłam się święceniem jajek, piękne. Dlaczego sama na to nie wpadłam? Święto przesilenia wiosennego, symbol nowego początku poświęcony przez naturę. Zapożyczam!
ania, 2017/04/17 21:35
A proszę, proszę!:)
Monika, North Carolina, 2017/04/18 00:53
Eeech, zycie, zycie jest nowela...
Chyba racjonalizuje, ale zeby cieszyc sie tym co dobre - musimy czasami doswiadczac tego, co niedobre.
Jednakze, patrzac na przestrzeni lat - chyba wiecej dobrego doswiadczacie. Wychodzicie wiec do przodu, na plus. I to jest plus dodatni, a nie ujemny.
ania, 2017/04/18 10:55
Wbrew pozorom dla zdrowia psychicznego niezbędny jest kontakt z rzeczywistością taką, jaka właśnie jest.
Przy gorszej kondycji przydają się te dojrzalsze mechanizmy obronne (np. racjonalizacja, humor...), żeby nie zwariować, ale od stania na ziemi z adekwatnymi do sytuacji uczuciami nie warto uciekać.
Bilans życiowy bilansem, też konieczny, ale to jedno, a tamto - drugie.
Skomentuj:
DDRRJ
 
 
zrzutka.pl_i_inne_powielkanocne.txt · ostatnio zmienione: 2017/04/17 19:32 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika