1 lutego 2017

Zwierzęta w kosmos!

Zanim o kryzysie miłości do zwierząt, przyznam, że miałam dylemat, jaką uiścić ikonkę ogarniającą zeszły rok. Bo wrzuciłam już tamtoroczne starusy do roku 2016, tylko ze zdjęciem miałam problem. Jakie wybrać? Z Wilkusiem, Belfegorem, Bilbo, Miodziem…? A może zbiorcze, posklejane w fotoszopie, tych, których straciliśmy? A może tych, co uratowani? Albo przebudowy nad Tulipanem?
Ostatecznie wygrała Ksenia w Zawadach, która teraz byczy się z dala od warszawskiego smoka, bo wyjechali do Prowansji a potem na Maltę, korzystając z ferii Gucia. Takim się powodzi! Tymczasem u nas lodowisko i staramy się nie wpaść do rzeki wyjeżdżając z domu w świat.

Ale wracając do tematu:

Przeżywamy kryzys miłości do zwierząt. Naszych zwierząt. Pewnie się powtórzę, bo nieraz na nie psioczyłam, ale co tam. Małe koty, plus gruba rozwora, plus wariatka, plus stary dziadek, plus psychiczny paluszak, to trochę za dużo na takie stare dziady jak my.

Małe koty są w fazie wyrostków, co przechadzają się i szukają guza z miną „co by tu…?” Wczoraj Misio (ten podobno grzeczniejszy) trzy razy wywalił płyty z półki Roberta. Za trzecim razem obawiałam się o życie kota. Cała reszta, zwłaszcza Czarli, unosiła się pod sufitem, gdy Robert Misia przeklinał. Bo kolekcja płyt to dla Roberta świętość. Dla zwykłego śmiertelnika nic cennego ani ciekawego, zresztą widać po Radiu Wolne Zawady, jaki macie stosunek do ulubionych zespołów Roberta;) Ale dla Roberta to efekt żmudnych, wieloletnich czasem poszukiwań. Misio też melomanem nie jest, tylko dostrzegł w półce na płyty szansę na wspięcie się na szafę.

Z Ptysiem z kolei nie zjesz żadnego posiłku. Kot natychmiast siedzi w talerzu i nijak go nie odpędzisz. Dlatego wciąż mamy siatkę w drzwiach do łazienki, gdzie koty są eksmitowane. Ponieważ same otwierają sobie drzwi, we framugę wkładamy śrubokręt blokujący. W nocy też tam siedzą, żebym chociaż trochę pospała. Trochę, bo o trzeciej Lodzia ma wychodne na kupę, a razem z nią zabiera się Czarli. I jeśli szybko wracają, pół biedy, zaraz z powrotem zasypiam, jeśli jednak Czarli zajmie się wyjadaniem resztek tłuszczowych kulek pod karmnikiem, zdążę się rozbudzić i nici ze spania. Gorzej, gdy Czarliemu te kulki, albo co innego, zaszkodzą. Wraca z Lodzią, po czym za kilka minut wali kupę na dywan w pokoju komputerowym. Niestety rozrzut ma duży, znaczy taki styl robienia kupy;) Nie daj boże jeszcze w to wdepnie, albo ja. Tylko Pieso spokojnie noc przesypia, chyba że zapomni się wysikać przed spaniem, wtedy sika przez sen. A że śpi na łóżku… Albo nawet zdąży z łóżka wstać, ale wyjść już nie, ugina nóżkę i… leje na dywan:(

jako przerywnik w tematach wydalniczych, zlodowaciałe widoczki

Czarliemu odstawiamy leki. I chyba mu to na dobre wychodzi. Znaczy dostaje jedną tabletkę, nie dwie, do końca opakowania. Bo wydaje się, że po lekach ma pokrzywkę (jest w skutkach ubocznych w ulotce). Całą noc się zrywa z posłania, biega niespokojny i się drapie. Wtedy to żadne z nas nie śpi.

do grzechów dorzucam deformowanie budek!

I te korowody z miskami.
Pomijam psy, którym gotuję. Mężowi nie ugotuję, a psom zawsze!:) I to MIĘSO!!! Nienawidzę babrać się w mięsie, kupować mięsa, pakować w worki do zamrażarki, zapachu gotowanego mięsa… Gdyby nie bezzębny Pieso z kłopotami z paszczęką i żołądkiem, żarłyby suche, ale czego się nie robi dla kochanego staruszka. Bo reszta dostaje symbolicznie, przy okazji, by nie zagryzły Piesa z zawiści;) I to jest taki moment właśnie, gdy życie zmusza do konfliktu wewnętrznego dzień w dzień. Każdego dnia, mimo wyznawanych wartości i wiadomych poglądów na temat hodowli i produkcji mięsa, wybieram dobro psa, którego kocham (zwłaszcza po historii z Belfegorem).
Korowody z miskami dotyczą głównie kotów. Gruba rozwora Strzała najpierw utuczyła się na pokarmie dla nerkowców Wilkusia (który to pokarm musiał być zawsze w misce), potem na suchym pokarmie dla młodocianych Miodzia, teraz na pokarmie tygrysów. A one też muszą mieć ciągle, bo takie niedożywione. Choć… Wiecie ile już ważą?? Dwa i pół kilo! I to każdy! Przypomnę, że Misio ważył wyjściowo 900 g a Ptysio 1300. Misio też się wydłużył i w zasadzie poza chudą dupką niczym nie ustępuje Ptysiowi. No w każdym razie weź tu człowieku upilnuj, by stary kot nie wyjadał młodym i na odwrót. Nie sposób!

I spróbuj człowieku popracować z kotami. Zaraz siedzą w szkliwie, albo przelecą się po świeżo poszkliwionym kaflu. Wrrr. Więc też eksmisja za siatkę!

Z piesami jest nieco lepiej, ale Pieso musi dostawać w spiżarni, by mu reszta nie zjadła. Na ogół zostawia połowę, którą dojada później. Pod warunkiem, że nie otworzy sam drzwi a niedopilnowana Lodzia nie wejdzie i mu nie wyżre. Na szczęście Czarli przestał się bać pobierać. Bo wcześniej odchodził zanim zjadł, gdy się czegoś wystraszył, z czego korzystała Lodzia. Spytacie o tuszę Lodzi? Jeszcze ma boczki, ale już niedługo:)

za zasiekami Basza, o którym już było i z pewnością jeszcze będzie, ale czasowo odpuszczam sąsiedzkie atrakcje

Teraz właśnie Robert przegania Misa ze stołu, gdzie Misio wyciąga szczura z parzącej się herbaty. Herbata jest prawie wrząca. A torebka od herbaty to taka myszka z ogonkiem przecież. Dlatego na podłodze takie myszy nam się walają;)

Co rano przed spacerem jest ogólne pobudzenie. Z tego pobudzenia Lodzia z Czarlim gryzą papiery. Wyciągają takie na podpałkę z koszyka. Czarli też podgryza długopisy (które z biurka zrzucają koty). Ale łatwo się zraża, gdy spojrzę groźnym wzrokiem. Natomiast na Lodzię mój wzrok nie działa. Swoje oralne potrzeby zaspokaja drąc na strzępy wszelkie tektury i twardsze papiery (drewienka na rozpałkę staram się chować, o ile zdążę). A kto to sprząta?? No jak to kto…;)

Tak, tak, wiem, że to dla Was urocze;)

z albumu Przygotowania do nowego niusa

A najgorszy Czarli. Jak mu Robert łba nie ukręci w końcu, cud będzie. Czarli go nienawidzi. Ale tylko wtedy, gdy Robert wchodzi do domu czy na pokoje. To jest śmieszne, bo np. Robert wpuszcza Czarliego do domu z podwórza, pies wpada do mieszkania, Rober zamyka za nim drzwi, wchodzi sam a Czarli rzuca się na niego z nienawiścią. Rober na moment wychodzi na ganek, albo na korytarz, i choć przed sekundą Czarli się przymilał i jadł mu z ręki, po chwili pies się na niego rzuca, jakby Robert był kimś innym. I to niezależnie, czy R. w kurtce i kaloszach, czy nie. Chociaż gdy panuś w kurtce i czapce, trwa to dłużej. A gdy ostatnio Robert chorował (tak, tak, oczywiście zaraziłam go tą francą warszawską) i leżał ledwo żywy odłogiem, cisza i spokój nastały, panuś był tylko kochanym panusiem. Dziś Robert poczuł się lepiej, parę razy wyszedł z domu i znowu się zaczęło. Gdy od rana pracuje, koniec mojego spania. Ujadanie jest na każdy szmer z korytarza. Czarli przypomina mi w tym Krecika. Zresztą czasem się mylę i mówię do niego Krecik. Krecik miał kubistyczny ogląd człowieka - ręka, która go dotknęła, należała do kogoś innego, niż kolana na których leżał i rękę gryzł. Czarli z kolei ma dualistyczny pogląd na Roberta. Panusiów jest dwóch i nijak się w całość nie łączą: panuś przemieszczający się po domu i panuś do domu wchodzący.

I to tyle na dziś (pominę wieczne szukanie okularów, pilota, spinki do włosów, które w zębach wynoszą tygrysy, podrapane nogi i takie tam), na odtrutkę po apolitycznym niusie, pod którym nie doczekałam się inteligentnej riposty. Tylko samo wsparcie, nawet narodowca:) mimo że ziewał (na zdrowie:)). Czyżby już wszyscy myślący inaczej zwiali z niusów?? A taką miałam nadzieję dowiedzieć się czegoś innego niż to, co już wiem!

więcej zlodowaciałej zimy w albumie Pięć ostatnich spacerów

PS. Nasza cała strona, znaczy wszystkie strony zawadzkie stały się dostępne dla obcokrajowców! Także niusy i Wasze komentarze. Koń by się uśmiał, co wujek Gugl wymyśla:) Sami zobaczcie, jak śmiesznie (trzeba przełączyć język na górze strony po prawej)!

Komentarze z FB tu:

Komentarze

tess, 2017/02/02 23:30
Ja rozumieć kryzys miłości mimo jej trwania. Kocham moje koty miłością wielką, ale jak po raz enty w ciągu dnia sprzątam Ryśkowe mokre bąki często uprzednio w nie wdepnąwszy, to wątpię lekko. Ale cóż. Rysiu ma 16 lat i jest kotem z niewydolnością trzustki. Cieszmy się każdym mokrym bąkiem póki są. Nawet. Na poduszce... Kartezjusz lata jak z pieprzem od. Okna do okna. Wpuścić, wypuścić. Makbet bluzga i bije. Elmira gania i tłucze wszystkich. Gustaw obżarł wierzbę szczepioną. I tylko dziękuję niebiosom, że całą noc już przesypia. Acz na wspomnienie wyprowadzania Omcia trzy razy w ciągu nocy powzięliśmy decyzję, że Guć na razie zostanie jedynakiem. Wspieramy Was.👍
P.s o polityce nie gadam. Wkurza mnie.
ania, 2017/02/02 23:43
Robert też się odgraża, że góra dwa psy w tym domu! Zwłaszcza gdy wyjeżdżam do pracy w Warszawie i sam się z nimi użera.
A im wygraża nieustannie, że psy do budy a koty do obory;)

(R. teraz właśnie próbuje zjeść kolację;) Zapomniałam napisać w niusie, że Ptysio uwielbia bułki i rozrywa torbę z pieczywem. Taką bułkową miazgę potem znajdujemy:()
Monika, North Carolina, 2017/02/03 00:07
O kurcze... Powiesilabym je, wszystkie na raz.
Za pirze i na powietrze swize.
Żaneta, 2017/02/03 00:47
Popatrzmy na to z drugiej strony, gdyby nie te zwierzaczki nie byłoby tego newsa, nie byłoby świetnego zdjęcia Kseni w łóżku, nie byłoby horroru z tygryskami, nie byłoby ogonka Czarliego w górze....to wszystko jest bezcenne,a to wszystko inne....zapłacimy kartą Mastercard.....Jak mawia mój mąż, tam gdzie drwa robią tam wióry lecą....ja też swoje kociki mam ochotę udusić kilka razy dziennie, ale jakoś udaje im się przeżyć i oby to trwało jak najdłuzej. Bez nich dom by nie był prawdziwym domem.....
ola z Katowic, 2017/02/03 20:38
Myślałam, że tylko MójKot wsadza nos w śniadanie, wyżera obiad i dobiera się do kolacji. Oliwki z pestkami okazuje się też są ok. Ale surowy dorsz, krewetki, łosoś - to są dopiero rarytasy!!! a ja się gimnastykuję jak zamknąć rozgrzany piekarnik, zakręcić wodę i uratować kota, żeby nie wpadł do gorącej herbaty, albo nie potknął się o ekspres do kawy!!!
Ewa U., 2017/02/03 20:49
A rzygi z wysokości szafy na wiklinowy regał z wieloma półkami, a wszystkie one ażurowe i na wylot? Który tam stoi, aby koteczki mogły sobie łatwo na tę szafę wejśc? Pogryziona przez psy tektura, papiery (mmmmm! chusteczki!!!), drewienka i kocie zabawki to doprawdy przyjemność w sprzątaniu i nie ma co narzekać. Czasem uda się skitrać worek śmieci odstawiony (i zapomniany) do wyniesienia - jejku! Zabawa nie ma końca! A spróbuj złapać kota z jakimś smakowitym farfoclem w paszczy!

Kiedyś B. udał się był do alkowy, skąd rozległ się krzyk "no nieee! nie wytrzymam! ktoś zostawił w łóżku kupę!" A po chwili: "e, nieee, to tylko rzygi..."
ania, 2017/02/04 14:41
No tak, ja też zapomniałam o kilku atrakcjach, ale nie będę się licytować:)
Wybebeszanie kosza na śmieci i rozdrabnianie/rozwłóczanie oczywiście jest w ofercie.
Gdy są w robocie jakieś małe koty i kuweta stoi w łazience, jeszcze są kocie kupy wyciagane ze żwirku i gubione między zębami na podłogę. Nie mówiąc o żwirku WSZĘDZIE.
Rzygi to oddzielny rozdzał, ale zostawmy.
I jeszcze kopanie w kwiatach doniczkowych.
I jazgot Lodzi przy każdym wypuszczaniu na dwór.
I...
Ewa U., 2017/02/04 20:52
No tak, zapomniałam o kuwecie. Codzienne wyścigi, normalna sprawa.

Rzygi to bardzo długi rozdział, bardzo.

Dlatego nie mam kwiatów doniczkowych, tylko jeden storczyk wiecznie kwitnący i wiecznie poniewierany, ale tak żywotny, że nie mam serca go wyrzucić.

I pierwsza pobudka ok. 5 rano (koty skaczące z szafy do łóżka, najczęściej na brzuch - mój). Zamykanie drzwi do sypialni mija się z celem, bo wtedy są skoki na drzwi z rozdzierającym miauczeniem i wizgiem pazurów na całej wysokości drzwi.

Ale nie oddam za nic wieczorów z Czajnikiem zasypiającym pod moją pachą i Malinką w zgięciu kolan:)
ania, 2017/02/05 01:04
Ja mam tylko jeden, ale niestety teraz zimują u nas wszystkie kwiaty z podwórka:(
kinga m, 2017/02/05 22:32
A moja kicia załatwia wszystkie potrzeby na podwórku , ciągle do mnie przychodzi i się łasi ,zasypia na moim brzuchu lub w nogach :)
ania, 2017/02/06 12:27
Bo te problemy Kinga dotyczą osób które mają dużo zwierząt z odzysku. Jeden kot czy pies to pestka:) (choć oczywiście bywają i pojedyncze sztuki dające do wiwatu:))
Z rozrzewnieniem wspominamy czasy, gdy były tylko Belfegor, Pieso, Wilkuś i Mrówka...
kinga m, 2017/02/06 17:12
ja też mam dwa koty i drugi kiciuś nie daje się dotknąć - potrafi zniknąc na kilka dni - ale na zimę zawsze wróci :)
W. Ciemnoszara, 2017/02/12 08:51
Przemyślałam ten wpis i naprawdę nie wiem, które futrzaki są gorsze, te stare, chore i zdziadziałe czy te młode „królowe życia”; czy te skrajnie niegrzeczne czy też te potwornie grzeczne,

Piszę to w momencie kiedy miesiąc temu wymieniłam łóżko dziecka na nowe, bo stary tapczan został w ciągu ostatniego 1,5 roku zasikany i zagryziony na śmierć w akcie zemsty za nadmierne wychodzenie do szkoły . Pilnowałam, ale zawiodłam na zbyt szerokim froncie możliwości potencjalnych zniszczeń ( telefon na przykład się ostał, jedynie ładowarka poległa).

Dziś znam już dokładnie przekrój nowego, wielowarstwowego materaca kieszeniowego i mogę ocenić zgodność produktu z opisem producenta.

Jednak stale mam w pamięci moją młodą suczkę - szczeniaka, która musiała spędzać sama czas w domu, gdyż przydarzyło mi się kiedyś 2-miesięczne czuwanie w szpitalu dzienno-nocne, tragedia rodzinna i potem jeszcze praca długotrwała poza domem. Najpierw zniszczyła w domu wszystko - moje ubrania, meble i co najbardziej dla niej niebezpieczne - kable elektryczne,

Z domu wychodziłam z duszą na ramieniu , nerwowo sobie przypominając czy wszystko jest wyłączone ( nie mogłam wyłączyć bezpieczników). Uczyłam, wrzeszczałam …. uczyłam … wrzeszczałam… spacerowałam itd. itp. aż pewnego dnia zrozumiała, że naprawdę ją kocham i na razie nie mogę z nią być cały czas. Stała się GRZECZNA !

Nie nasikałaby w domu choćby nawet trzęsienie ziemi nastąpiło . Musiałam w te pędy jechać z pracy do domu, a gdyby mój stary samochód się zepsuł ( dość częsta sprawa) widziałam oczami duszy rozpękniętego z niewysikania psa , który właśnie umarł ze skowytem na ustach. Miałyśmy układ , że ja mogę pójść do pracy, ale potem jesteśmy nie rozlączne. Jechałyśmy nawet krzesełkową górską kolejką linową razem przytulone – jedna z nas drżała z przerażenia i tym samym całe krzesełko. Oczywiście podczas wszelkich nawet ryzykownych eskapad była oscentacyjnie GRZECZNA. Pozytywnie została zweryfikowana grupa moich przyjaciół na tych, do których można pójść z psem i … żadnych więcej :-). Nowego szczeniaka nienawidziła ( chciała być jedynaczką) i nim pomiatała, ale robiła to bardzo GRZECZNIE.

Lata później 'profesjonalna' trenerka w tzw. psim przedszkolu stwierdziła po mojej opowieści , że takie psy niszczycielskie 'oddaje się hodowcy' … sama tak kiedyś zrobiła, więc z nowym szczeniakiem byłyśmy tam tylko raz.

Minęło wiele lat od śmierci tej mojej psiej przyjaciółki, a ja dalej kocham pamięć mojego GRZECZNEGO psa i te następne bardzo, bardzo niegrzeczne też - są moją inspiracją do życia, a niektóre historie z nimi związane nie odbiegają wcale znacząco od dość przejmującego obrazu „Amores Perros” ( Alejandro G, Inaritu) , ale co tam … interakcje z ludźmi bywają gorsze.
ania, 2017/02/12 12:20
Piękna (jak zwykle) opowieść.
Tak, do końca życia będziemy opowiadać, a może i przekazywać z pokolenia na pokolenie, historie o Kreciku czy szczylu Ryszardzie, o wariatce Lodzi, przeskakującym płoty w pogoni za rowerzystami Belfegorze...
Amores Perros, mój (jeden z ) ulubiony. U nas też:)
http://zawady-oleckie.com/wiki/amores_perros_i_nie_tylko
W. Ciemnoszara, 2017/02/13 13:27
Dzięki za ten link, Bogactwo starusów jest wielkie i dotychczas przeczytałam tylko część.

A propos 'Amores perros'

Ja przez dziesięciolecia pobytu z psami moimi i nie całkiem moimi raz zetknęłam się (cieleśnie) z kilkumiesięcznym sporem z walkami naprawdę na śmierć i życie . Walki wynikły oczywiście na podłożu uprzednich zajść dramatycznych w stadzie psio- ludzkim i złej interpretacji faktów przez dotychczas bardzo łagodną, milutką lecz głupiutką i niestety ogromniutką mastifkę.

Ludzie bezsensownie boją się wilków (żyjących w stadłach wielopokoleniowych i charakterologicznie różnorodnych) ale nie rozumieją, że naprawdę groźne są bardzo duże, silne psy o bardzo małym rozumku – przekształcone tak przez człowieka ( na obraz i podobieństwo ?).

Oczywiście też włożyłam własne ciało między walczące 'tytany'. Raz musiałam się wycofać i fortelem wkroczyłam dopiero kiedy obydwa 'tytany' nadawały się już tylko do szycia i zostały zawiezione do lecznicy. Następnym razem uratował mnie i 'tytany' mój okolicznościowo bojowy charakter i własny wilk , który miał wrytą w mózg najgłębszą, pierwotną, instynktowną bruzdę : ' MAMUSI NIE WOLNO !' . Mastifka była w odmiennym stanie świadomości i w ogóle nie wiedziała co się dzieje – jej mózg jak mózg żołnierza uniwersalnego przebywał stale w funkcji 'zabij'. Ale jednego potwora zdołałam przygwoździć do podłoża a drugi (wilczy) resztką posłuszeństwa ( i wilczej mądrości , gdyż się bronił tym razem tylko) wlazł do innego pomieszczenia, które zatrzasnęłam nogą. Nie zostałam uszkodzona.

potem …. kilka miesięcy mieszkania suk w dwóch osobnych mieszkaniach … chodzenie wspólne tylko w moim towarzystwie w kagańcach bojowych (nie zdejmowalnych, nie przegryzalnych) … i sytuacja wróciła do pokojowej ...ale na każdy ślad warknięcia mastifa sama musiałam warknąć i ewentualnie pokazać kaganiec i tak następne 2 lata…

Wiem od weterynarza (z bardzo dużą praktyką), że inne przypadki kończą się uśmierceniem psa lub trzymaniem go 'w lochu' - co mi zresztą poradził. Zapytałam go co się dzieje jeśli tak potraktowane zwierzę wydostanie się z 'lochu' przypadkiem … cisza ...

Mogę jedynie powiedzieć , że wygląda to tak samo jak syndrom żołnierza po przejściach wojennych, który doświadczył zbyt wiele jak na jego poziom świadomości i wrażliwości . Wilk potrafił się odrodzić (po trupach) , mastif tak do końca nie. Do żadnego starcia fizycznego więcej nie doszło ale domownicy zostali poinformowani o konieczności ewakuacji dziecka gdyby pod moją nieobecność coś się działo (dziecko też może chcieć rozdzielać ukochane psiątka). Gdybym nie musiała pracować daleko wszystkie te sytuacje nie miałyby nigdy miejsca.

Opis całej historii zająłby wiele stron,

Teraz można sobie pisać ale wtedy było ciężko działać. Ostatnie tchnienia instynktu i resztka ducha …

Dobrze , ze moje aktualne 'potwory' są miluśkie :-)
ania, 2017/02/16 16:05
No tak, Lodzia może nie jest wielka, bo jest pitbulem kieszonkowym, jednakowoż pitbulem, i jej też wystarczy tylko jedno cudze warknięcie w jej lub moją stronę... Chociaż może się już starzeje? Oby.
Skomentuj:
BSDZM
 
 
zwierzeta_w_kosmos.txt · ostatnio zmienione: 2017/02/04 23:17 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika