1 sierpnia 2016

Życie bez Belfegora

To już ponad tydzień, z czego trzy dni płakałam non stop z krótkimi przerwami na ogarnianie się, gdy goście.

nasze żałobne zdjęcie w tle na FB czeka na wymianę…

próba zrobienia nowego;) a tak ładnie stały w szeregu na ganku…

A potem płakałam już tylko chwilami. Gdy Robert z powrotem przykręcił ławkę na ganku, zdjętą, bo Belfegor nie dawał rady zgiąć nóg, by się pod nią położyć, albo gdy odkręcił podest (teraz zęby wybijamy zapominając, że od razu są schody, Bilbo mało nóg nie połamał…)

Ewa U. ma rację. Belfegor był zawsze. Taki duży pies gdy zniknie, robi się straszna dziura w przestrzeni. Jak po człowieku, który zawsze był obok. Każdy szelest w pokoju komputerowym, gdzie wciąż jego kanapa, a ja już strzygę uszami, czy może nie daje rady wstać lub zrobił kupę pod siebie. Patrzę na posłanie i myślę, gdzie poszedł? Zbieram miski z podłogi, by zrobić jedzenie i szukam czwartej… Każde coś szarego większego, co widzę kątem oka – patrzę, czy to Belfegor, szarego małego - czy Wilkuś. Ale z Wilkusiem jakoś łatwiej. Czuję się pożegnana. Z Belfim nie. Ostatnia rzecz, jakiej był świadomy, to to, że zanurzył kły w mojej ręce. Potem stracił przytomność, ale to wiem teraz, wtedy nie.

Dorota pod albumem ze spaceru bez Belfegora napisała, że to był taki wyrazisty pies, ponad wszystkimi tymi liliputami:)

To prawda, takie srajdki tylko teraz pod nogami, żadnego dużego futrzastego ciała. Ale i szybko nie będzie. Musimy przeżyć żałobę a i nie wiem, czy mamy siłę na wprowadzanie dużego psa do stada. Poza tym, jak napisała Monika, Belfi był psem bardzo dostojnym, słusznych rozmiarów i dzielności w przetrwaniu. Oby jego następca umiał mu dorównać. Żaden pies mu nie dorówna. Bo drugiego takiego nie ma. Wpadł do nas Fredek cztery dni po, jak sam powiedział, emocjonalnie z nim związany, rozejrzał się i pyta „gdzie Belfegor”. I też powiedział, że to pies nie do zastąpienia. Drugiego takiego nie ma na świecie. Niby powstała rasa Belfegor , ale co tu dużo gadać, żaden nie dorówna mu urodą. Ta maść, te uszy i ta postura szlachetna! Belfegor był unikalny. Zrobiono jedną formę i się stłukła. Nie da się go zastąpić. A na to, by zrobiło się w nas miejsce na innego dużego psa, trzeba czasu.

zdjęcie z albumu, który przedstawia nasze zwierzęta - trzeba było zrobić aktualizację:(

Piszecie, bym nie czuła się winna. Czuję się, bo winna jestem. Ludzie boją się poczucia winy. Dlatego robią wszystko, by mi w tym nie towarzyszyć. Rozumiem, to okropne uczucie. Nie mylić z tym co czują niektórzy, wiecznie wszystkiemu winni. To tak jak z tymi rzeczami, co są do wszystkiego. Jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. Prawdziwe poczucie winy przychodzi rzadko, bo raczej rzadko robimy coś naprawdę złego. Mówię o ludziach normalnych. Nie o psychopatach, bo ci krzywdzą często i poczucia winy nie mają, i nie o narcyzach, którzy nie widzą, co robią innym, tak zajęci są sobą.

próba urlopowania kończy się zazwyczaj rozstawianiem fotela w krzakach, gonieniem „w międzyczasie” do jakiejś roboty, a następnie chowaniem go w pośpiechu, bo zaczyna padać

Co z tego, że zabiłam swojego psa przez nieuwagę czyli nieświadomie. Nieświadomość winy nie zdejmuje. Trzy dni zajęło mi analizowanie swojej nieświadomej motywacji. Znalazłam. Wtedy właśnie przestałam płakać non stop. Mogę tylko żałować, że nie uchwyciłam tej myśli w porę, że dałam się ponieść podświadomości, że pozwoliłam sobie na chwilę nieuwagi i dałam podświadomości pole. Bo zmęczenie, rozproszenie uwagi i takie tam, to tylko furtka, z której podświadomość korzysta. Ale ma też rację Beata, pisząc: proszę pamiętać te dobre momenty a nie tylko wyrzuty sumienia… Belfi miał wspaniałe życie 17 pięknych, długich lat… Niestety nie wierzę w tęczowe mosty, niebieskie dywaniki, niebo dla psów… To daje ulgę na ułamek sekundy, ale Belfegor tam w górze nie widzi, że płaczę, nie słyszy mojego „przepraszam”. Wierzę w duszę, w energię, która gdzieś się przemieszcza, rozprasza, potem znowu skupia. To wszystko. Ale to prawda, liczy się całość, jak w związku, który się rozpadł - na koniec były kłótnie, wyzwiska, dewaluacja kompletna, a przecież kiedyś się kochali, żyć bez siebie nie mogli, nie było zawsze tylko źle. Mój błąd, nasz błąd nie przekreśla tego, co Belfi od nas dostał przez tyle lat. Ale szkoda, że właśnie to od nas miał na koniec i z tym jako ostatnim został na wieczność:( I z tym także będę musiała żyć.

widać pomalowany szczyt pensjonaciku od strony jeziora

Spytacie czemu go zabiłam. Jaka to nieświadoma motywacja popchnęła mnie do zaryzykowania tak drogiego życia. Nie napiszę wprost. Są tacy, co zrozumieliby na opak. Zwłaszcza ci święci i moralnie wyżsi. Nie mam ochoty dawać im pożywki do wywyższania się i oczerniania mnie. Powiem tylko tyle. Piszecie czasem – karma wraca, złe uczynki obrócą się przeciwko temu komuś… Ile razy to widzieliście? Czy na tych naprawdę złych spada jakaś kara? Ja raczej widzę, że ci najdłużej żyją;) To nasze pobożne życzenia każą nam wierzyć w sprawiedliwość, i w karmę i karę. Ale żaden gniew boski nie przyjdzie. To, na co możemy liczyć, to na czyjąś podświadomość. Pod warunkiem że ten, kto dopuścił się zła, przeżywa jakiś konflikt wewnętrzny, rozpoznaje dobro i zło (rozpoznaje, a nie - kieruje przykazaniami), ma własne sumienie. Wtedy, gdy dopuści się czegoś „niewybaczalnego”, sam siebie ukarze, na ogół nieświadomie (i zginie np. w wypadku). Śmierć Belfegora to kara, jaką wymierzyłam sobie. Uderzyłam w siebie mierząc w niego, bo była to najsłabsza z drogich mi istot. Sobie zrobiłam to, na co pozwoliłam sobie w myślach wobec kogoś. I nieważne, że ten ktoś na takie myśli wciąż pracuje swoją podłością. Ważne, że nie dopilnowałam odwetu na sobie. I ot cała karma i kara boska. Psychopaci, narcyzy i tacy tam żyją dalej w błogim spokoju ducha. Na sprawiedliwość wobec nich nie liczcie;) ale uważajcie na siebie!

Bilbo podkrada ptaszkom kawałek chleba ale to chyba mu będzie wybaczone;)

Robert odchorowuje Belfegora. Czwarty dzień leży nieprzytomny w łóżku. Paskudna infekcja, nie wiadomo skąd. Moja ręka wraca do normy. Moja dusza też. Naznaczona kolejną raną ale wraca. Psy markotne. Posłania Belfegora puste, nikt się na nich nie kładzie.

Dziękuję Wam za wszystkie słowa wsparcia. To było bardzo ważne, że byliście z nami i tyle miłych słów o Belfegorku.

Wielki, wykopany spod stodoły kamień stanął na jego grobie.

Zaraz przyjeżdża Gucio,

zaraz też nowy ktoś zasili nasze stado, bo Strzałka bez Wilkusia okropnie samotna (planowana introdukcja kotów górkowych zapewne nie sprawi, że będzie miała swojego kota).

Jak napisał Johan: Life goes on….

na tyłach praca wre

cukinie kontratakują

powstają nowe kupy

znowu kopią

Przy okazji powinna być zgaduj zgadula - po co kopią?

i kolejna - co to ma być i po co?

pracuś się doczekał tabliczki

industrialne mieszkanie Madzi i Borysa w bloku z lat 60.:) wymaga poświęceń

a nad jeziorem bez zmian:(

Komentarze

Ewa U., 2016/08/01 17:51
Beczki-studzienki odwadniające? I ława do suszenia garnków co je święci lepią?

Ci wszyscy podli są tak zajęci sobą i swoją podłością, że jest szansa na moment nieuwagi i może też im się dostanie? I ja sądzę, że cudów nie ma, że dobro powraca, a zło zostanie ukarane. Takie samo pobożne życzenie jak to zawarte w powiedzeniu "co nas nie zabije to nas wzmocni". G... prawda.

Moja kotka odeszła pół roku temu, a ja nadal się obwiniam, że coś musiałam przeoczyć. Chcę przez to powiedzieć, że jeśli się kogoś kocha, to takie odczucia są nieuniknione i są częścią żałoby. Uczę się z tym żyć.
ania, 2016/08/01 19:45
Święte słowa.

Co do zgaduli:
1)TAK - beczka odwadniająca zamiast rury, która wylewała wodę ze zlewu w pracowni na trawę przy trampolinie. Teraz wsiąka w piaszczyste podłoże najpierw trafiając do beczki (z pracowni odprowadzana jest tylko woda z gliną lub szkliwem, czyli pyłem szklanym)
2) NIE - betonowy blat pod schodami nie do suszenia garnków:)
Monika, North Carolina, 2016/08/01 21:49
Karma is a bitch. - Tak mowia Amerykanie. W znaczeniu: bezwzgledna, okrutna, wredna. Ale ja tez nie wierze w karme, ze oliwa sprawiedliwa i ze odegra sie na zlym. Najczesciej nie odgrywa sie, niestety.

Zaloba... Tak. Musi sie odbyc, musi potrwac. To jest ludzkie, naturalne, ze placzemy po odchodzacym swiecie. Tata mnie uczyl, ze (jak, oczywiscie, glosi kultura antyku) w zalobie po smierci naszych bliskich, takze naszych zwierzat - najblizszych przyjaciol, placzemy wlasciwie nad soba samymi: nad nasza tesknota, z ktora zostajemy, nad zalem za przeminionym, nad wspomnieniami tego, co juz nie wroci, bo na zawsze odeszlo. Pomaga nam, ze tesknimy, ze jest nam zle, gdy zaloba trwa. Tak ma byc.

Na beczki mam pomysl, ze musza zbierac jakies pracowniane wylewy, bo ze sciany wystaje rura. A rura wode wiedzie.
Co do betonowego blatu pod schodami - nie mam zadnego pomyslu. Ale przydalby mi sie taki pod domem. Nawet bez inkrustacji kafelkowej, byle byl solidny jak Wasz.

Niezle sie wiedzie Guciowi, skoro do dziadkow podjezdza sportowym BMW. Ach, ta Francja-elegancja!
z FB, 2016/08/01 22:14
Dorota Ł-T: Aniu...

Monika L: Bardzo ladny nius. Daje mi do myslenia. Wspominam mojego kota. Lucky tez byl/jest nie do zastapienia.
Ewa U., 2016/08/02 00:16
To może kuchnia pod chmurką?
ania, 2016/08/02 10:02
Nieee:)
Kuchnia byłaby w bardziej reprezentacyjnym miejscu, to jest na tyłach, od północy.
Ewa U., 2016/08/02 10:36
Pffff... to nie wiem...
PS. Co jest z tą weryfikacją? Po trzy razy wpisuję stosowne literki, dopiero za czwartym wpuszcza. Już od jakiegoś czasu. Tylko ja tak mam?
ania, 2016/08/02 10:40
Ja kopiuję, nie wpisuję, i nie mam, tylko trzeba uważać żeby spacji nie było z przodu.

Blacik niedługo się wyjaśni:)
Monika, North Carolina, 2016/08/03 05:32
Ewa U. - weryfikacja tez mi strzela focha, chyba juz od ponad roku. NIGDY nie wpuszcza mnie za pierwszym razem! Na rozowym tle widze informacje: "Błąd przy wpisywaniu liter. Najlepiej tekst skopiować i wkleić."
A ja przeciez te literki kopiuje, jak nalezy - wg zalecen, po chrzescijansku.
ania, 2016/08/03 09:05
Myślę, że wklejasz niechcący ze spacją z przodu. Zanim klikniesz "zapisz", sprawdź, czy przypadkiem nie możesz skasować.
Monika, North Carolina, 2016/08/04 01:30
NIE, nie wklejam z zadna spacja z przodu. Uwazam zawsze na to i specjalnie sprawdzam.
Tak po prostu, zawsze pierwsze wklejenie jest zle i wyrzuca. Ale drugie juz przechodzi, wiec sie w pewnym sensie przyzwyczailam.
Ewa U., 2016/08/04 22:41
Jako jedna z najstarszych śledczych tego bloga znoszę to z godnościom.
PS. No, jak zwykle. Jadę trzeci raz. Kopiowanie nic nie daje.
ania, 2016/08/04 22:42
Hmm... no a mnie się zawsze udaje za pierwszym razem. Czyżby przywilej właściciela??
ola z Katowic, 2016/08/08 18:23
Aniu, ... uważajcie na siebie, sobie zrobiłam to, na co pozwoliłam sobie w myślach wobec kogoś - to słowa, które prześladują mnie od czasu, kiedy je przeczytałam!
Skomentuj:
MSCPP
 
 
zycie_bez_belfegora.txt · ostatnio zmienione: 2016/08/02 14:51 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika