22 kwietnia 2018

Życie bez Piesa

Piszę tego niusa od tygodnia. Znaczy – przymierzam się. I zaczynam marzyć o zimie ;-) - przynajmniej wieczorami miałam siłę! Tymczasem życie bez Piesa płynie dalej. Gdy pojechałam zaraz po jego śmierci do Warszawy i Robert został sam, pytałam, czy było mu bez Piesa lżej. Odparł, że wręcz przeciwnie. Wciąż łapał się na tym, że robi różne rzeczy dla niego i z bólem przypominał sobie, że Piesa już nie ma. Ja też wyciągałam Piesową miseczkę i chciałam namaczać mu pokarm, patrzyłam na łóżko, czy przypadkiem nie chce zejść (gdy się go nie zdjęło w porę, rzucał się z łóżka na główkę;)), pierwszą noc nasłuchiwałam. Wróciłam i stopniowo się odzwyczajam. Od pieluch, od wstawania w nocy, od myślenia, czy go nie trzeba nakarmić (pod koniec życia jadł bardzo często a i tak był coraz chudszy), czy przytrzymać przy misce z wodą…
Prawda jest taka, że nareszcie się wysypiam. Bo od czasów staruszka Belfegora, który robił kupę pod siebie, nie przespałam ani jednej całej nocy (za wyjątkiem tych w Maroku). Najpierw Belfegor, potem Czarli, który przez kilka miesięcy osrywał nocą dywany, potem Pieso rzucający się z łóżka, sikający w nie, robiący kupę gdzie bądź… I to gotowanie specjalnie dla tego czy tamtego. Jak z dziećmi. A ja już nie jestem w tym wieku… Nie dziwcie się więc, że nie pędzimy po kolejnego pieska do schroniska. Musimy odpocząć.

zdjęliśmy podest dla Belfegora, z którego potem korzystał Pieso, i przez kilka dni spadaliśmy ze schodów;)

A w ogóle nius miał mieć tytuł „sierobi”, ale Robert chyba wyczuł pismo nosem, bo ostatnio nawet się coś zrobiło. Wciąż jednak „sierobi” rządzi.

Gdy wróciłam z Warszawy, zastałam kolejną rozwałkę:

Robert wziął się niespodziewanie za zlew w kuchni - zamiast go myć, co rzeczywiście jest trudne z odpadającymi kaflami, zaczął go rozbierać i wylał nowy blat

Stary zlew był pierwszym murowanym zlewem budowanym przez Roberta. Nie chcecie wiedzieć, jak wyglądała płyta kartonowo-gipsowa (i co na niej rosło…), z której stary blat był zbudowany!

zanim beton stężał, miał przykrywkę przeciwkotową, a więcej zdjęć w albumie A poza tym wróciłam do domu i zastałam kolejny roz... ;)

Zlew wciąż sierobi, znaczy schnie beton, wewnątrz kafle dalej odpadają i na majówkę, gdy dom będzie pełen gości, z pewnością tak zostanie.

Zastałam też po powrocie do połowy zbudowany szkielet szklarni. Tak! Postanowiłam nigdy więcej nie wyrzucać zamrożonych niedojrzałych pomidorów, ani patrzeć, jak więdną zawiązki bakłażanów! I nigdy więcej malutkich dyń hokkaido! Szklarnia z Izraela kupiona za piątki i dwójki wrzucane do puszki!

szkielet stał w takim stanie dość długo, bo ostatnio bardzo wiało i nie dało się założyć „szyb”

Zgadywaliście, co to:

Wczoraj pod wieczór wiatr ucichł, więc wzięliśmy się za kończenie przy lampie budowlanej. Robert mówi, że ta szklarnia to zemsta Izraela za polskich szmalcowników;)

najwyższa pora, bo dłużej nie możemy trzymać wschodzących cukinii i dyń hokkaido w pensjonacikowej kuchni!

Robert nie dał rady wczoraj skończyć dachu, więc kończył dziś

Ale jest! I szklarnia i do tego inspekt!

W tak zwanym międzyczasie człowiek renesansu przykleił brakujące po remoncie łazienki, na miejsce popękanych, zrobione już dawno przeze mnie, kafle na podłodze. Tym samym wyleciały z kategorii sierobi.

choć w zasadzie… czekają na fugowanie :-)

Ja też mam swoje sierobi ;)

wciąż niepomalowane deski zakrywające wypaloną dziurę w suficie

przerwaną w połowie ścianę nad zagłówkiem nad Tulipanem

Sierobi nadal w łazience nad Tulipanem…

a w zasadzie leży…

tylko kominowi oblepionemu kawałkami cegieł udało się wypaść z kategorii

Nad Tulipanem sierobi także barierka do schodów na taras - jeden wycięty słupek leży od jakiegoś czasu na ganku, jeden… i już ;)

za to Pod tulipanem skończyło się pylenie a nawet gruntowanie odsłoniętych kamieni! Mimo to wciąż mamy wolny (ten właśnie) apartament na majówkę - do 3 maja! Komu, komu???

Za to w ogrodzie…

przypomnę, że było tak

siezrobiły nowe płotki wiklinowe,

przetransportowały się w obręb płotków wylazłe poza legalne stanowisko smolinosy, fiołki i marcinki na górce i zasadziły byliny i cebulki! Przy okazji wykopałyśmy z panią Kasią i z powrotem posadziłyśmy piwonię, która poprzerastana smolinosami i chwastami nie chciała już kwitnąć. A to taka piwonia, którą chyba jeszcze Prusacy przed wojną sadzili! Ciekawe czy zakwitnie, bo piwonia jest bardzo na przesadzanie wrażliwa!

Wylazłe marcinki przesadziłam pod przyszłego Adjutora:

Czarli mi towarzyszy a właściwie śpi - ten pies zasypia w trzy sekundy w każdych warunkach!

Bo Adjutor też sierobi, ale za to Franciszek się zrobił!

tu się klei napis do Franciszka, a na podjeździe stoi pan od siatek w oknach, bo Robert się zbuntował, że nie będzie kolejny sezon przycinał, tylko trzeba zamówić takie porządne w ramach, ale nie pytajcie, ile to będzie kosztować… :(

Tu już gotowy Franciszek:

A wcześniej, zanim nastała wiosna, pod Domkiem było wielkie cięcie drzewek, w wyniku czego możemy teraz sfajczyć całą górkę ;)

Jeszcze z sie nie robi tylko jest zrobione…

domek ogrodnika

i wiata na majówkę sprzątnięta, tylko kwiatków nieco brakuje

Ale wciąż sierobi blat pod umywalkę w Domku na górce, choć goście już w blokach startowych… czyli norma;)

teraz już wiemy, że następny Robert zrobi z białego cementu i że nie wolno wlewać tyle barwnika, bo robi się chropowaty, dlatego trzeba go było potraktować żywicą, ale i tak jest niezły :)

a że zostało nieco rozrobionej żywicy dwuskładnikowej, postument pod parasol przeszedł lifting

Zgadywaliście co to takiego:

Na resztę sierobi spuśćmy zasłonę milczenia…

Poza tym coraz zieleniej, choć noce zimne i deszczu ani w ząb. W dzień za to piękne słońce i wiatr. Gdy wyjeżdżałam do Warszawy, nie było zieleni, wróciłam, już była! Może jeszcze bez szaleństw, ale z dnia na dzień coraz bardziej zielono!

były dni, gdy szalały ropuchy, ale teraz noce za chłodne i znowu się pochowały

Z ciekawostek przyrodniczych pod domkiem na górce…

to już nasze drugie

Ktoś zasiał niepokój, że znalezione poroże nawet na własnej ziemi nie może zostać zabrane. Ale nie! Owszem, nie wolno już chodzić z wykrywaczem metalu i wydobywać nawet z własnej ziemi skarbów, ale poroża wciąż należą do znalazcy. Tylko w obszarach chronionych przyrodniczo nie.

Ponieważ pelargonie przeprowadziły się z mojego gabinetu na dwór i zwolniły mój stół do pracy, teraz pracując przez skype mam piękny widok przez okno i czynię obserwacje przyrodnicze.

taką pleszkę wypatrzyłam, którą potem uwiecznił Robert

a Wy zgadywaliście, któż to:

Z ciekawostek przyrodniczych mam jeszcze Lodzię, która wczoraj doprowadziła mnie do rozpaczy znikając na trzy godziny. Robert wracając z Cichego przyuważył ją przy tamie, gdzie ostatnio bobry są szczególnie aktywne.

więcej zdjęć w albumie Gdzie znika Lodzia

Lodzia biegała w amoku kompletnie nie reagując na wołanie. Wróciła do domu dopiero, gdy poszłam po nią ze smyczą. Zero instynktu samozachowawczego. Ten pies jak narkoman wykończyłby się sam do upadłego biegając i pływając :-(

tak wyglądała po

a potem po kąpieli chodziła w sukience Piesa i się trzęsła

Dziś niestety była powtórka. Po powrocie ze spaceru, zanim weszliśmy na podwórze, Robert poprosił, bym mu pomogła przy szklarni. Lodzia znudzona staniem w miejscu pognała znowu do bobrów. Pomimo, że od razu po nią poszłam, przeraziło mnie, co zobaczyłam. Ten pies musiał być bobrem w poprzednim wcieleniu! Lodzia wchodziła do bobrowych nor i wypływała z nich jak bóbr pod wodą. Będąc pod ziemią szczekała. Nie byłam w stanie jej złapać, ledwo mi się udało, gdy wychynęła z któregoś kanału. Koniec. Od jutra idzie na smycz dopóki bobry się nie uspokoją i nie zbudują tamy na tyle dużej, żeby woda zakryła wejście. Inaczej Lodzia źle skończy zagryziona pod ziemią :-( Twu, twu.

tama sprzed czterech dni

Kilka dni temu weszła w rękaw piesowej kurtki i nie mogła się ruszyć. Taki to mądry pies.

I myślałby kto, że mamy takie słodkie pieski…

I ostatnia na dziś przyrodnicza ciekawostka. Owszem, mieszkają koło nas kosmici, ale to nie są ślady ich statków kosmicznych!

to tzw. czarcie kręgi robione przez kolonię jakiegoś grzyba

ale ciekawe, że te grzyby upodobały sobie akurat zbocze wzniesienia koło nas! Tych kręgów jest z pięć albo i sześć!

I takie jeszcze ciekawostki ;)…

Misio nad jeziorem

A zanim przejdziemy do postępów w zieloności, pokażę Wam do czego prowadzi handel psami. Sorry, ale dla mnie to bez różnicy. Gdyby nie było legalnych hodowli, nie byłoby też nielegalnych. Jeśli zwierzęta przynoszą komukolwiek zysk, wiadomo, że znajdą się tacy, którzy będą chcieli na nich zarobić bez względu na wszystko. Połączcie pazerność z brakiem wrażliwości i troski, będziecie mieli taki efekt, nie pierwszy i nie ostatni raz!

Hodowla dla podtrzymania rasy, trudno, niech będzie. Ale każda inna, dla zarobku, to przedmiotowe traktowanie zwierząt. W pseudohodowlach jest oczywiście najgorzej: zadaniem suk jest nieustannie rodzić, szczeniaki sprzedaje się za pół ceny a biznes kwitnie dzięki ludzkiej próżności. Choć obserwuję też, że ludzie, którzy nigdy psa nie mieli, pierwszego kupują, a następnego często już biorą ze schronisk. W komentarzach dwie wypowiedzi, pod którymi się podpisuję:

A ja powtórzę za panią Dorotą Sumińską „dopóki choć jedno zwierze przebywa w schronisku, nie mamy prawa rozmnażać kolejnych”

Handel zwierzętami jest nieetyczny, a usprawiedliwianie siebie słowami „chciałam mieć sprawdzoną rasę” - czy to samochód, że musi mieć określone parametry - to mydlenie oczu.

Możecie pomóc tym dzielnym ludziom, którzy uratowali z takiej hodowli 120 psów! Zrzutka na stronie Więcej na stronie Ratujemy zwierzaki

No dobrze, jeśli dotrwaliście do tego momentu, to jeszcze obrazki wiosenne. Daty macie w nazwie zdjęć (wystarczy najechać na zdjęcie i odczytać pierwszy człon nazwy, który jest datą):

więcej w albumach Dwa spacery - wczoraj i dziś , Znowu wczoraj i dziś i Coraz zieleniej

a gdy dzień chyli się ku końcowi, tak pięknie u nas!

To może przyjedziecie do tego apartamentu??

PS. z dnia następnego

Komentarze

Monika, North Carolina, 2018/04/23 02:08
O takiej szklarni marze od dawna! W szklarniach swietnie sie wszystko hoduje. Moja mama na dzialce budowala "szklarnie" ze starych okien, ktore sie stawialo/ukladalo jak domki z kart i nawet w takich prymitywnych budowlach rosliny swietnie i szybko rosly. Zazdroszcze Wam tej szklarni, ale watpie, zebym sie powazyla na zbudowanie wlasnej, bo u nas sarny i jelenie tratuja wszystko! Sasiadka nasza zalozyla szklarnie na tarasie (drewnianym!), ale teraz musi ja z tarasu zdjac, bo za ciezko. ;-((( Nasz taras tez jest drewniany.
Dobrze , ze w Zawadach nareszcie jest wiosna. Zimno niekiedy mi sie robilo od samego patrzenia na te niezmienne biele i szarosci.
ola z Katowic, 2018/04/23 17:45
a kamieni za domem przybywa ... :(
Maciek, 2018/05/01 23:46
Co do hodowli zwierzat, przypomnial mi sie jeden polityk, czlonek The League Against Cruel Sports i wegetarianin. Byl tez aktywnie zangazowany przeciw apartheidowi w RPA. Ostatnio ma troche klopotow. Zgadnijcie kto to taki ?

Podpowiedz : Moze jakby sobie kupil szklarnie to by sie wybielil ?

A propos to w jakich jezykach jest instrukcja montazu ?

Maciek

P.S. Anka, wyszlas za badylarza i jezdzisz super bryczka! spelnienie marzen !
ania, 2018/05/06 22:13
Co do członka, nie mam pojęcia. Instrukcja montażu obrazkowa:) Bryczkę wolałabym swoją, ale wciąż nie dojechała do Zawad, a badylarą jestem ja, on tylko stawiał:)
Skomentuj:
JFMLO
 
 
zycie_bez_piesa.txt · ostatnio zmienione: 2018/04/24 22:46 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika