16 czerwca 2008

informujemy, że

Życie na wsi to nie bajka

choć mogłoby się zdawać inaczej patrząc na taki ukwiecony ganek.

Życie na wsi to nie bajka… Z okazji zdjęć do Werandy Country, Tess czyli Joanna przywiozła numery pisma, które ukazały się do tej pory. A tam np. artykuł o pięknej wiejskiej posiadłości w Belgii opatrzony lidem „Sielskie życie na wsi w naturze nietkniętej ludzką ręką” czy coś w tym stylu, bo przytaczam z pamięci, a z tą coraz gorzej:) Na zdjęciach wymuskana rezydencja, przystrzyżone trawniki z rolki i w kulkę przycięte drzewka. Albo, gdy rozmawiam po przeprowadzce ze znajomymi z miasta… „I co? Inne życie, nie? Wolniej, spokojniej.” Cha, cha. Koń by się uśmiał.

Przykładowe parę dni z Zawad wzięte:

Przygotowania do przyjazdu ekipy z Werandy, czyli Joanny i Wojtka (oraz ośmiomiesięcznego berneńczyka Mili, która jednak ani nie robiła zdjęć, ani wywiadu z nami). Robert maluje pensjonat z przerwą na spotkanie klasowe po 25 latach od matury, ja próbuję posprzątać i o ile w pensjonacie sprawa jest prosta, to z domem jest „nieco” gorzej – co przechodzę do następnego kącika, Robert z psami bałaganią w tym, który właśnie sprzątnęłam. Ale w końcu to dom, w którym się żyje, w którym jeśli nie ma najazdu gości (a ostatnio z okazji Bożego Ciała był) mieszka dwoje ludzi i czwórka zwierząt (nie liczę myszy), a nie weekendowy domek, w którym się wypoczywa. W ogrodzie uwija się sąsiadka pani Wanda, która pomaga mi pielić kwiatki. W trakcie zdjęć Robert ma depresję z okazji magicznych 44 urodzin (przeszła mu, gdy dostał piękny prezent od Magdy i Borysa), a jak kończy się nerwowe przestawianie bałaganów z jednego planu na drugi, możemy zacząć robić prawdziwe porządki na przyjazd wakacyjnych gości. Ale najpierw glina, bo w galerii pustki a informacja na stronie mówi o terminie pojawienia się wyrobów z gliny na początku czerwca (raz już przesuwanym). Czerwca prawie połowa, a glina jeszcze nie przyniesiona z kojca za stodołą, a jak wiadomo, czas od przygotowania jej do lepienia, do wypalenia w piecu, to minimum 10 dni! Ale jak robić misy, gdy żeliwny zlew leży na stole w pracowni, zamiast wisieć za pensjonatem? No tak, ale żeby powiesić zlew, trzeba zrobić instalację wodną, bo zlew ma działać a nie tylko wisieć.

A żeby zrobić instalację, trzeba poodsuwać graty w warsztacie Roberta… ten, kto nigdy tam nie był, nie wie, o czym piszę. Więc skoro już odsuwamy, to wypadałoby zrobić porządek..,. Robert z tego powodu nie wychodzi z warsztatu przez 4 dni! Przy okazji znajduje klamki do drzwi wejściowych w pensjonacie (do tej pory były takie aluminiowe paskudne), które nie są zainstalowane, bo trzeba je było przerobić, na co nigdy nie było czasu, ale chyba przyszła pora, bo znowu się gdzieś zawieruszą. A skoro już posprzątane i przejaśniało, może by tak zrobić wylewkę, taka okazja prędko się nie trafi! Bo warsztat ma podłogę z udeptanej ziemi i wszystko w nim gnije i rdzewieje. No a jak już wylewka, czyli betonowa podłoga, to może by tak kafle do niej przylepić, będzie porządniej, a i kafli trochę ubędzie zza garażu i z mojej pracowni. No to segregujemy tony kafli i sprawdzamy, czy nadających się do warsztatu jest dość. Układamy podłogę na trawie na podwórku a w pracowni reszta kafli do wyrobów i na warsztaty rozpaczliwie wisi na zarwanej półce. Najwyższa pora półkę naprawić. A przy okazji sprzątnąć Sajgon na tychże półkach w mojej pracowni(kto tego nie widział, nie wie, o czym piszę). A w międzyczasie nerwówka w związku z dopłatami. Myślałby ktoś, że składamy wniosek a potem odbieramy elegancko kasę. Żeby kasę dostać, trzeba skosić raz w roku a potem zebrać siano. W tym celu najpierw trzeba się doprosić, żeby ktoś przyjechał i skosił. Na zdjęciach do Werandy jeziora nie widać, bo się nie doprosiliśmy, jest za to malownicza łąka z kwitnącymi na biało chwastami do ramion. Po wyjeździe Joanny i Wojtka udaje się zdybać sąsiada, gdy kosi pole obok. No, ale potem złowieszczo wiszą chmury i jak prawdziwi rolnicy drżymy ze strachu, że siano zgnije i nikt go nie będzie chciał, a że nie mamy maszyn rolniczych, znowu możemy tylko wypatrywać z nadzieją sąsiada, by z naszego siana zrobił eleganckie kostki i zabrał je ze sobą.

Kłopot z łąką za stodołą jest taki, że można ją skosić tylko dwa razy w roku, wiec teraz modlimy się o suszę, żeby za pobytu gości za bardzo nie odrosła i znowu nie zasłoniła jeziora. No i zostaje reszta - jeszcze prawie 12 ha do skoszenia i zebrania, a chłopi, choć nie pracują przecież za darmo, mają swoje łąki i kupę roboty. W międzyczasie jest u nas ornitolog Michał, który jest ptasioznawcą, jeśli chodzi o dopłaty i stwierdza występowanie dwóch derkaczy na naszej ziemi, co praktycznie wyłącza ją całą z koszenia do sierpnia. I co z tego, że więcej kasy dzięki kochanym derkaczom, skoro z takiej sierpniowej łąki nawet na ściółkę siano się nie nadaje, bo ma za dużo nasion chwastów, które potem z obornikiem rozsiewają się na polach uprawnych. No więc nikt tego łykowatego sierpniowego siana nie będzie chciał, a zebrać trzeba, bo cofną dopłaty. Jesteśmy więc na tropie orkana, który z naszego siana zrobi sieczkę i puści ją w kosmos, ale… orkan innego sąsiada jest zepsuty, brakuje części i kolejny kłopot na głowie. No a poza tym malwy zżerają ślimaki i rdza, trzeba je znowu opryskać, mimo suszy chwasty atakują warzywniak, dekory i deska na zamówienie czekają, szafa do zrobienia w pensjonacie, w kuchni zafugować listwę z kafli przy podłodze, obiecana piaskownica dla dzieci…, a szlifowanie podłóg, olejowanie tychże i drzwi, parapetów i ram okiennych chyba znowu po sezonie, a może znowu przed:) Ale przecież gościom to nie przeszkadza, dywany leżą i kto tam na takie drobiazgi zwracałby uwagę… Piętro w pensjonacie, taras, schody, strych nad pracownią, wiata na samochód, domek dla dzieci, zejście do wody… ufff, może skupmy się na sprawach bieżących.. A co robi teraz Robert? Właśnie wrócił z Olecka, skąd woził panią z Sanepidu, która badała wodę w pensjonacie i pojechał z powrotem, na wysypisko śmieci z niepotrzebnymi resztkami kafli, a jak wróci, wyprowadzimy warsztat do garażu i zrobi szalunek pod wylewkę. A ja w ramach odpoczynku piszę tego niusa :), ale tylko przy okazji innego, bo Darek Osiński obrugał mnie, że u nas żadnej wzmianki o 4 Warszawskich Spotkaniach Ceramicznych … Ale koniec tego dobrego, do roboty!

Tymczasem czas na wsi sielsko płynie… psy, szczęśliwe, że ładna pogoda, leżą w leniwych pozach, najpierw przekwitły bzy, potem rododendrony przed pensjonatem, kończą się irysy, zakwitł jaśmin pod oknem sypialni, dzika róża przy ganku sypie płatkami,

w naszym ogrodzie rozkwitają róże szlachetne i lilie,

nareszcie pękają pąki naszej odziedziczonej po przodkach piwonii,

młode wyleciały z gniazd, zaczyna się druga tura treli, jeże spacerują wieczorami, kozioł szczeka za płotem…

i na tym koniec sielskości, bo małe sarenki próbują przetrwać w złym świecie pełnym drapieżników i wolno biegających psów, schną zbiory, las też niebezpiecznie suchy, ktoś ukradł kosz na plaży a śmieci wyrzucił w krzaki, zaczął się sezon zbierania odpadów po plażowiczach i ujadania psów w weekendy, gdy nad jezioro ciągną wycieczki… za to w jeziorze już ciepła woda i tego rzeczywiście każdy mieszczuch może nam pozazdrościć, żaden basen po pracy się nie umywa!

Komentarze

Janusz z Warszawy, 2008/06/29 00:14
Pamiętam "Zawady" sprzed kilku lat - zdewastowane, z zabitymi deskami oknami, niemal w ruinie. Mam świadomość ile trudu kosztowało doprowadzenie ich do obecnego, kwitnącego stanu i jestem pełen podziwu dla tego, co zrobiliście dotychczas. Niech trudy wiejskiego życia wynagrodzi Wam otaczająca przyroda i podziękowania zadowolonych z gościny przyjezdnych mieszczuchów. Pozdrawiam.
Skomentuj:
UANNP
 
 
zycie_na_wsi_to_nie_bajka.txt · ostatnio zmienione: 2013/10/20 20:26 (edycja zewnętrzna)
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika